Gość: laik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.06, 09:44 Brolio Barone Ricasoli 1995. Czy to wino nadaje się do dalszego przechowywania? Proszę o kilka słów nt. wina i jego producenta. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: yaro Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.ists.pl / *.ists.pl 09.08.06, 21:56 to w małych butelkach? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: laik Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.06, 10:59 Tak, butelki o pojemności 0, 375 l. Odpowiedz Link Zgłoś
morelino Re: Vin Santo del Chianti Classico 10.08.06, 23:54 Gość portalu: laik napisał(a): > Brolio Barone Ricasoli 1995. Czy to wino nadaje się do dalszego > przechowywania? Proszę o kilka słów nt. wina i jego producenta. Nie bardzo rozumiem.Jeżeli to słodkie vin santo to może leżeć i czekać na dobre Jeżeli chianti classico Castello di Brolio to moim zdaniem należy otworzyć tą butelkę -11letnie Castello di Brolio chianti classico to riserva i ciekawe wyzwanie. Castello di Brolio to piękny zamek a jego właściciele wiernii Florencji przez wieki mimo,że stąd do Sienny znacznie bliżej.W chwili obecnej odczuwa się amerykańskie tendencje, ale dają dobre upusty.Rzeczywiście niezłe chianti,świetna oliwa.Polecam koniecznie odwiedzić to piękne zamczysko .Sympatyczny Polak opiekuje się zamkiem. Następnie w specjalnie przygotowanym dla turystów centrum podegustować winek i samemu zdecydować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: laik Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.06, 11:42 Dziękuję za pełną odpowiedź. Moje pytanie dotyczy wyłącznie Vin Santo z 1995 r. Jak długo można je przechować? A może wypić niezwłocznie? Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Re: Vin Santo del Chianti Classico 11.08.06, 11:49 morelino napisał: > Gość portalu: laik napisał(a): > > > Brolio Barone Ricasoli 1995. Czy to wino nadaje się do dalszego > > przechowywania? Proszę o kilka słów nt. wina i jego producenta. > > Nie bardzo rozumiem.Jeżeli to słodkie vin santo to może leżeć i czekać na dobre Nie wdając się zbytnio w szczególy: Chodzi o Vin Santo (del) Chianti Classico DOC. W dobrym wydaniu to słodkie wino z podsuszanych gron, robione w dość specyficzny sposób. Grona zbierane są możliwie późno, kiście wieszane pionowo w suszarniach by potem, po paru miesiącach, z wyciśniętego soku o bardzo dużej zawartości cukru fermentować nawet kilka lat (tradycyjnie na strychach "vinsantaia" w małych beczułkach nawet 10 lat) z pozostawioną tzw. "matką" - gęstym osadem pozostałym z poprzednich roczników. Bywa potem starzone w "barrique", ale to już zależy od poszczególnych producentów. Bazą do tych win jest Trebbiano Tosacno i Malvasia di Toscana, czasem dodawane są tradycyjne, toskańskie grona czerwone w niewielkich ilościach (max. do 30%, nie zmienia to koloru wina, które pozostaje białe albo raczej bursztynowe). Producenci traktujący poważnie swoje Vin Santo rezygnują najczęściej z Trebbiano na rzecz Malvasia, która jest aromatycznym gronem o intensywnie morelowym aromacie wpadającym często wręcz w klimaty wermutu, jeśli przefermentuje je się "na wytrawno". Malvasia ma poza tym znacznie wyższą kwasowość co daje w Vina Santo ciekawszy efekt. Przy okazji polecam na aperitif mocno schłodzone frizzante zrobione z Malvasia przez fabrykę Cavicchioli z Emilia-Romania (około 20 zł) - podobne od innych producentów z różnych regionów Włoch. Vin Santo w dobrym wydaniu i roczniku (a 1995 Castello di Brolio do takich należy i reprezentuje frakcję "modernistyczną" używającą "barrique" do starzenia) przechowywane w dobrych warunakach jest niezwykle długowieczne. Dużo cukru, alkohol często około 16% i dość częste utlenienie (w różnycm stopniu u różnych producentów) powoduje, że nie straszne mu całe dziesięciolecia oczekiwania. Trzeba pamiętać, że oprócz takich ekskluzywnyach produktów od renowmowanych producentów, powstaje masa beznadziejnych, dosładzanych i często wzmacnianych destylatem win noszących na etykeicie także napis Vin Santo i pochodzących z Toskanii, czasem nawet od całkiem sznowanych producentów. Niestety najczęściej to cena ujawni nam z jakim winam mamy do czynienia - za solidne Vin Santo, za but. 0,375 lub 0,5 litra zapłacimy zwykle od 15€ wzwyż. W wypadku tych "prawdziwych" Vin Santo (które zawsze będą winem rocznikowym, co nie zawsze ma miejsce w wypadku tych "imitacji") na rynku zwykle najmłodszymi rocznikami będą takie sprzed 6-10 lat, co wynika z opisanej wyżej metody produkcji. W najlepszych wydaniach, mimo różnic w charakterze i aromatach, Vin Santo dorównuje najlepszym winom tego typu na świecie jak choćby Tokaje "szóstki" czy Sauternes. Do tego często bywa tańsze. Ponieważ już nie mam, więc śmiało mogę zareklamować fantastyczne Vin Santo Chianti Classico 1997 od Felsina, które za 0,5 litra kosztowało w Polsce około 80 zł. > Jeżeli chianti classico Castello di Brolio to moim zdaniem należy otworzyć tą > butelkę -11letnie Castello di Brolio chianti classico to riserva i ciekawe > wyzwanie. Piłem 1995 Chianti Classico Castello di Brolio. Na pewno przetrwa jeszcze jakiś, wcale nie taki krótki czas, choć czy coś jeszcze rozwinie, tego nie potrafię powiedzieć. Sporo nadal wyczuwalnej beczki sugeruje raczej, że tracić będzie owoc a goryczka z dębu już pozostanie. Zaznaczam, że tylko "gdybam". > Castello di Brolio to piękny zamek a jego właściciele wiernii Florencji przez > wieki mimo,że stąd do Sienny znacznie bliżej. Myślę, że wierni już od dawna to oni są Sydney albo Melbourne! ;-))) > W chwili obecnej odczuwa się > amerykańskie tendencje, ale dają dobre upusty. Australijskie, australijskie... od dość dawna to Austarlijczycy są w posiadaniu tej historycznej posiadłości. Wina, moim zdaniem, ostatnio obniżyły loty choć nie łączę tego ze zmianą właściciela. > Rzeczywiście niezłe > chianti,świetna oliwa. Z tym bym dyskutował, oliwa droga a prezentuje raczej średni poziom Toskański, podobnie zresztą jak oliwa od Tenuta San Guido (Sassicaia) - też drogo a bardzo średnio. Odpowiedz Link Zgłoś
holita Re: Vin Santo del Chianti Classico 11.08.06, 17:08 Giorgio, Rzadko (ostatnio wrecz NIGDY) zdarza mi sie z Toba nie zgadzac, ale tym razem musze zdementowac: Firma Barone Ricasoli owszem, przez wiele lat byla w rekach duzych koncernow (Seagram's i Hardy), ale to juz przeszlosc (niechlubna, trzeba przyznac). Na poczatku lat 90-tych (1992 albo 1993, jesli sie nie myle) Francesco Ricasoli, 32 baron na zamku w Brolio (wiem, ze to bez znaczenia, ale fajnie brzmi), odkupil rodzinna firme i postanowil powrocic do idei JAKOSCI stawianej ponad ILOSC. Mialam okazje kilkakrotnie odwiedzic siedzibe firmy w ostatnich latach i widzialam, jak wszystko sie zmienia: betonowe kadzie- spuscizna po Hardy'm zostaly calkowicie wyburzone, uporzadkowano winnice, czesc ponownie obsadzono, wreszcie wybudowano piekna sale degustacyjna i piwnice do lezakowania wina. Zmiana filozofii zaoowocowala zaprzestaniem produkcji taniego chianti San Ripolo i rownie taniego (dosc kiepskiego) orvieto Pian del Gelso. Pojawilo sie za to Campo Ceni (mlodszy brat Casalferro) i Torricella. Castello di Brolio znowu blyszczy - a krytycy wloscy chyba docenili ogrom pracy wlozonej w odzyskanie dawnej swietnosci, bo w 2002 roku Barone Ricasoli dostal tytul "Cantina del Anno" od Gambero Rosso. Australia to juz przeszlosc - na szczescie... Mysle, ze w ostatnim czasie wina nie tylko nie obnizyly lotow, ale wrecz szybuja pod niebosklon - rocznik 2001 dla mnie super (Castello di Brolio bedzie piekne za kilka lat!). Widac te zmiane jak na dloni podczas degustacji wertykalnej (ostatnio pilismy Castello z lat 1997, 1998, 2000 i 2001). A co do Brolio Vin Santo 1995, to faktycznie, wytrzyma jeszcze sporo czasu - tu zgodze sie z Toba, ze niekoniecznie sie polepszy, ale potrzymac mozna. No i pozostaje jeszcze sam baron Ricasoli - przeuroczy, niezwykle skromny czlowiek, podobno najwiekszy posiadacz ziemski w Chianti Classico, a z cala pewnoscia wlasciciel jednego z najbardziej "prestizowych" nazwisk wloskiej winnej arystokracji (jego przodek, Bettino Ricasoli, ne dosc, ze byl prawa reka Garibaldiego, to jeszcze w wolnych chwilach sadzil wino i "wymyslil" formule chianti - moze naszym politykom przydalyby sie takie wzorce?...) Polecam wizyte na zamku w Brolio (piekny!) - i oczywiscie w nowej siedzibie firmy - warto. A jako ciekawostke przytocze slowa dwoch Hiszpanow (zobaczymy, czy poczuja sie wywolani do tablicy) siedzacych onegdaj w moim lokalu nad kieliszkiem Brolio Vin Santo: "Ci Wlosi robia swietne sherry..." pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Re: Vin Santo del Chianti Classico 12.08.06, 12:52 holita napisała: > Firma Barone Ricasoli owszem, przez wiele lat byla w rekach duzych koncernow > (Seagram's i Hardy), ale to juz przeszlosc (niechlubna, trzeba przyznac). Na > poczatku lat 90-tych (1992 albo 1993, jesli sie nie myle) Francesco Ricasoli, > 32 baron na zamku w Brolio (wiem, ze to bez znaczenia, ale fajnie brzmi), > odkupil rodzinna firme i postanowil powrocic do idei JAKOSCI stawianej ponad > ILOSC. Mi było wiadomo o UWP i BRL Hardy, może wcześniej Seagram. Nie wgłębiałem się w ten problem. Oficjalna wersja brzmi że 1993 odkupił firmę fotgraf z Florencji, Francesco. Zawistni sąsiedzi twierdzą że to układ z BRL, bo nigdy by nie było na to go stać a był to manewr marketingowy wykonany w porozumieniu i z pieniądze australijskie. Oczywiście to plotki i tak też należy je traktować. Być może nie dość dużo postawiłem w tamtym poście takich znaczków ";-)" oznaczających przymróżenie oka. Zresztą tak jak napisałem w żaden sposób nie wiążę jakości win z Brolio z tym kto jest w posiadaniu firmy. > Mialam okazje kilkakrotnie odwiedzic siedzibe firmy w ostatnich latach i > > widzialam, jak wszystko sie zmienia: betonowe kadzie- spuscizna po Hardy'm > zostaly calkowicie wyburzone, uporzadkowano winnice, czesc ponownie obsadzono, > wreszcie wybudowano piekna sale degustacyjna i piwnice do lezakowania wina. Z tym nie dyskutuję bo to fakty, ale taki tekst powyżej można wpisać w 80% ulotek reklamowych toskańskich producentów wina i też będze to prawdą. > Zmiana filozofii zaoowocowala zaprzestaniem produkcji taniego chianti San > Ripolo i rownie taniego (dosc kiepskiego) orvieto Pian del Gelso. Pojawilo sie > za to Campo Ceni (mlodszy brat Casalferro) i Torricella. Castello di Brolio > znowu blyszczy - a krytycy wloscy chyba docenili ogrom pracy wlozonej w > odzyskanie dawnej swietnosci, bo w 2002 roku Barone Ricasoli dostal > tytul "Cantina del Anno" od Gambero Rosso. Ależ należy się, bo firma solidna. Tyle, że ja właśnie piszę o, moim zdaniem, wyraźnym obniżeniu się lotów w ostatnich rocznikach. W 2002 na rynku były fantastyczne 1997 i 1998 Castello di Brolio i 1997, 1998 i wchodził 1999 Casalferro. To są znakomite wina wśród tych ultranowoczesnych, beczkowych "bomb owocowo-waniliowych". Na razie żaden z następnych roczników nie zbliżyl się do nich złożonością i bynajmiej nie jest to wina słabszych roczników. > Australia to juz przeszlosc - na > szczescie... Takie emocjonalne podejście do tematu nie pozwala chyba racjonalnie ocenić faktów. To rodzina Ricasoli doprowadziła do ruiny reputację Chianti w latach 50- tych wraz Frescobaldi, Antinori i Ruffino. Oni właśnie, będąc jedynymi niemal firmami butelkującymi wino toskańskie w wymiarze komercyjnym, doprowadzili do obsadzania przez ich dostawców winnic zwanych potocznie "fiat vigna" (chodziło o to żeby wszędzie traktor mógł wjechać) i osiągania zbiorów 10 kg z pojedynczego krzaka. Tymczasem to właśnie w 1990 roku za "panowania" BRL obsadzono gęsto najlepsze krzewy jakie ma Ricasoli - świetnie wyselekcjonowane klony Sangiovese, z których postaje Castello di Brolio Chianti Classico. "32 baron" (na marginesie jest to komiczne, kiedy ta formułka powtarza się przy jego nazwisku przy każdej możliwej okazji niczym "magister inżynier" w telewizyjnych produkcyjniakach za Gierka) w tym czasie kiedy BRL dokonywał rewolucji w winnich, robił we Florencji fotki. Trzeba też o tym pamiętać a dziwnym trafem te informacje zazwyczja są skrzętnie przemilczane podczas reklamowania firmy jako "odrodzonej" w rękach "trzydziestego drugiego". > Mysle, ze w ostatnim czasie wina nie tylko nie obnizyly lotow, ale wrecz > szybuja pod niebosklon - rocznik 2001 dla mnie super (Castello di Brolio bedzie > > piekne za kilka lat!). Nie uważam, żeby kiedykolwiek zintegrowało beczkę i nabrało wielowymiarowości chociażby rocznika 1998. > Widac te zmiane jak na dloni podczas degustacji > wertykalnej (ostatnio pilismy Castello z lat 1997, 1998, 2000 i 2001). Znam wszystkie te roczniki i moim zdaniem nie porawiają się z rocznika na rocznik a wręcz przeciwnie. Przy okazji przytoczę dość powszechnie panującą opinię wśród woskich fanów Chianti Classico z którą nie do końca się zgadzam, co zaraz "wyświetlę". Otoż twierdzą oni, że Bettino Ricasoli jako "wynalazca" formuły Chianti przewraca się w grobie kiedy to jego spadkobierca zatrudnia do robienia wina Carlo Ferriniego, czołowego zwolennika i promotora dodawania do do Chianti Cabermeta albo Merlota, który w dużym stopniu doprowadził do zmiany prawa dopuszczającego do takich "machinacji" obecnie. Castello di Brolio akurat oficjalnie nie ma takich dodatków, ale cała masa innych Chianti Ferriniego tak. Jakby tego było mało, to Ferrini "męczy" wszsytkie swoje topowe Chianti nie rzadko 18-toma miesiącami w "barrique" co w wypadku Casalferro się sprawdza, to już w Castello pozostaje dyskusyjne. Sangiovese po takich manewrach zaczyna smakować jak każde inne dobre wino z dowolnych niemal gron z dowolnego miejsca na świecie. Tyle głosy innych. Ja twierdzę, że coś w tym jest, bo choć wśród win "dotkniętych" ręką Ferriniego dużo wyżej cenię sobie za całokształt produkcji rodzinę Mazzei (Fonterutoli, Belguardo, Zisola) czy chociażby Brancaia, żeby wymienić tylko tych najbardziej znanych z Toskanii, to wszystkie te wina są podobne w wielu aspektach. Choć komercyjnie wydaje się to być zaletą kiedy to w restauracji wszsytkie wina smkują tak, że nie można "wtopić" z wyborem, to z punktu widzenia poszukiwacza unikalności miejsca, gron i indywidualności winiarza jest to raczej poważna wada. To Ferrini kształtuje styl win Ricasoli a nie "32-gi" i ja osobiście myślę, że to znakomity ruch dla kieszeni właścicieli firmy, ale niekoniecznie dla fanów Chianti. Przy okazji wspomnę o innym "latającym enologu" włoskim: Franco Bernabei mimo podobnego do Ferriniego charakteru pracy, potrafi pokazać to osławione "terroir" i szanować styl prezentowany przez konkretną winnicę. To powoduje zawsze moje cieplejsze spojrzenie na wina "konsultowane" przez Bernabei niż przez Ferrini. Jako przykład niech posłużą dwa powszechnie znane wina przy których majstruje Bernabei: dowolne Chianti Fontodi i dowolne Chianti Felsina. Ufff... ale się nawypisywałem... ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo ... i jeszcze to dodam 12.08.06, 13:14 Jeśli ktoś chce spróbować (do tego taniej) jak fantastycznie smakować może wino z winnic "o rzut beretem" od Castello di Brolio, niech spróbuje win robionych przez kuzyna Francesco, Marco Ricasoli-Firidolfi w Rocca di Montegrossi gdzie oprócz świetnego regularnego Chianti Classico powstaje wybitna Riserva San Marcellino. Te wina mają prawdziwą indywidualność a Vin Santo to prawdziwa "petarda". Linia Ricasoli z dodatkiem Firidolfi ("fili di Ridolfo"), posiada też Castello di Cacchiano gdzie Marco pracował do połowy lat 90-tych kiedy to usamodzielnił się i robi wina w swoim Rocca di Montegrossi. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
rurale Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 14.08.06, 13:07 W ostatnim wydaniu Decantera pojawił się ranking win z Chianti (rocznik 2004). Wiem GP że Twój stosunek do tego typu zabaw jest, oględnie rzecz ujmując pejoratywny, ale jednak ciekaw jestem co sądzisz o tych butelkach, które tam oceniali. Od siebie dodam, spamując nieco, że jedno z najwyżej ocenionych w panelu win, Clemente VII z winnic Castelli del Grevepesa, jest do kupienia w Polsce (bodaj czterdzieści kilka złotych). Sprowadza je ten, ?między którym, a nami nie ma nikogo? :) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 14.08.06, 13:48 Oceny w Decanter, moim zdaniem, zmierzają w kierunku dość dziwnym. Stosowana jest metoda w której nie pokazuje się ocen win które by trzeba ocenić źle. Czyżby ze względu na reklamodawców? Efekt jest taki, że na koniec rankingu trafiają, nawet według Decantera, całkiem solidne wina sugerując jakoby były najgorsze w klasie win ocenianych w jakimś panelu. Inną kwestią jest ocena poszczególnych win. W dużej części mogę się zgodzić z wysokimi notami Fontodi, Querciabella czy Santedame od Ruffino, które w relacji cena jakość zawsze trzyma kapitalny poziom. Są jednak wina, których niska ocena dziwi mnie bardzo i to nie dlatego, że uważam wina Fonterutoli czy Felsiny za lepsze od tych powyżej wymienionych bo to w końcu także kwestia gustu, ale dlatego że nawet mając spore doświadczenie degustacyjne nie podjąłbym się oceny rocznika 2004 od tych producentów. Wina są tak "zamknięte" obecnie, że gdybym miał uczciwie je ocenić w ciemno, to bym je zdyskwalifilkował jako wręcz niepijalne niemal. Daltego bardzo dziwi mnie jednak relatywnie wysoka ocena w Decanter, bo jak pisałem, to że są na końcu nie znaczy że są złe. Dziwnie wydaje się zatem, że trafiły tam chyba tylko po to, żeby wogóle znalazły się na liście. Ja znając jednak kilka a nawet kilkanaście roczników wcześniejszych wsztrzymałbym się z oceną. Dziwi też wysoka ocena obu CC od Le Corti, które choć winami są znakomitymi, to kontakt z apelacją utrzymują już tylko napisam na etykiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
rurale Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 21.08.06, 13:42 Jeszcze słowo o rankingach. W ostatnim wrześniowym wydaniu Decantera znalazł się panel o winach z Roussillon. Na szarym końcu, który oznacza wina po prostu złe, znalazły się dwie butelki z Domaine Gauby - Muntada i Vieilles Vignes. Gauby, na temat którego peany czytałem choćby i w naszym piśmiennictwie, ten wielki Gauby... Sam już nie wiem. Kiedyś miałem okazję pić jego białe i mi bardzo smakowało. Jeżeli to prawda co napisali, to co za producent? Jeżeli nieprawda, to co to za pismo? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 21.08.06, 15:15 rurale napisał: > Na szarym końcu, który oznacza wina po prostu > złe, Hmmm... Nie wiem jak mam to bardziej dobitnie napisać, bo wydawało mi się że jasno wyjaśniłem zasady ocen Decanter... zatem raz jeszcze: Umieszczenie na końcu rankingu wina w Decanter oznacza bardzo solidne wino. Tych które musieliby ocenić negatywnie nie drukują ocen - nawet jeśli je próbowali w danym panelu. Inna sprawa to różnice zasadnicze pojawiające się w ocenach w Polsce i w anglojęzycznej prasie. Tamte wydawnictwa to najczęściej komercyjne przedsięwzięcia myślące o polecaniu swoim czytelnikom win dobrych w mniemaniu szerokiej rzeszy konsumentów, gdy tymczasem u nas zwykle jednak ocena ma stanowić dowód niezłomności i oryginalności piszącego ją weredyka. Przypadku tego opisanego nie znam, ale stąd sporo ocen bardzo wysokich dla win ekstremalnych i za wszelką cenę oryginalnych (choćby za cenę wartości komercyjnej). Sam takie wina lubię, ale ludzie nie czytający rankingów Decantera czy WS jakimś dziwnym trafem zawsze wpadają w zachwyt nad winami tam wysoko ocenianymi. To skrajnie kompromisowe sprzężenie zwrotne nie pomaga producentom win oryginalnych, ale świadzczy za to o świetnym wyczuciu rynku przez wydawców oraz redaktorów tych wysokonakładowych i wysokodochodowych periodyków. Odpowiedz Link Zgłoś
rurale Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 21.08.06, 15:32 Czyli jednym słowem nie przejmować się zbytnio? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
winoman Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 21.08.06, 16:01 > Umieszczenie na końcu rankingu wina w Decanter oznacza bardzo solidne wino. > Tych które musieliby ocenić negatywnie nie drukują ocen - nawet jeśli je > próbowali w danym panelu. Kiedyś tak było, teraz nie. Teraz publikowana przez nich łączna liczba degustowanych win jest równa liczbie win, których oceny drukują. Wspomniany Gauby ze swymi dwoma winami znalazł się w kategorii "poor", a więc "słabe". Ponieważ znam kilka win ocenionych przez nich jako "fair" czy nawet "recommended", które na pewno nie są bardzo solidne, więc moim zdaniem rzeczywiście uznali wina Gauby'ego za słabe. Faktem jest, że wina Gauby'ego bardzo się ostatnio zmieniły, ale mnie też zdumiały wyniki tej degustacji, podobnie jak chianti classico z poprzedniego numeru. Przyczyn upatrywałbym z jednej strony w młodości i płynącej za tym nieprzystępności wielu win od dobrych producentów, z drugiej zaś ze specyfiki brytyjskich podniebień, ale i (pewnie idąc nieco w kierunku zasugerowanym przez GP) stąd, że większość osób oceniających wina w Decanterze to są handlowcy, obecni lub byli. Być może wiele lat spędzonych w handlu może zmienić perspektywę, choćby i podświadomie. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Wiele osób ocenia wina według schematów tzw. współczesnej enologii. Ich zdaniem wino musi przede wszystkim być "poprawne technologicznie", co oznacza zgodność z pewnym wzorcem, nauczanym na uniwersytetach, ale nie jedynym możliwym. Znam osoby zawodowo zajmujące się winem, które zdecydowanie odrzucają na przykład wina Gravnera, bo nie tolerują w winie nawet cienia śladu utlenienia. Odrzucają wszelkie białe wina w których produkcji stosowano długą (a więc kilkudniową) macerację, odrzucają wina czerwone fermentowane bez rygorystycznie kontrolowanej temperatury itp. Akurat w przypadku win Gauby'ego miało to moim zdaniem istotne znaczenie. > Inna sprawa to różnice zasadnicze pojawiające się w ocenach w Polsce i w > anglojęzycznej prasie. Tamte wydawnictwa to najczęściej komercyjne > przedsięwzięcia myślące o polecaniu swoim czytelnikom win dobrych w mniemaniu > szerokiej rzeszy konsumentów, gdy tymczasem u nas zwykle jednak ocena ma > stanowić dowód niezłomności i oryginalności piszącego ją weredyka. No, tutaj trochę jednak przesadziłeś :-)) > Przypadku > tego opisanego nie znam, ale stąd sporo ocen bardzo wysokich dla win > ekstremalnych i za wszelką cenę oryginalnych (choćby za cenę wartości > komercyjnej). Sam takie wina lubię, ale ludzie nie czytający rankingów > Decantera czy WS jakimś dziwnym trafem zawsze wpadają w zachwyt nad winami tam > wysoko ocenianymi. To skrajnie kompromisowe sprzężenie zwrotne nie pomaga > producentom win oryginalnych, ale świadzczy za to o świetnym wyczuciu rynku > przez wydawców oraz redaktorów tych wysokonakładowych i wysokodochodowych > periodyków. Może po prostu przez wydawców zatrudniających odpowiednich redaktorów? :-) Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wyllycoyote dla Winomana! IP: *.kul.stalwol.pl / *.kul.stalwol.pl 21.08.06, 17:45 Witam! Mocno popieram "Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Wiele osób ocenia wina według schematów tzw. współczesnej enologii. Ich zdaniem wino musi przede wszystkim być "poprawne technologicznie", co oznacza zgodność z pewnym wzorcem, nauczanym na uniwersytetach, ale nie jedynym możliwym. Znam osoby zawodowo zajmujące się winem, które zdecydowanie odrzucają na przykład wina Gravnera, bo nie tolerują w winie nawet cienia śladu utlenienia. Odrzucają wszelkie białe wina w których produkcji stosowano długą (a więc kilkudniową) macerację, odrzucają wina czerwone fermentowane bez rygorystycznie kontrolowanej temperatury itp. Akurat w przypadku win Gauby'ego miało to moim zdaniem istotne znaczenie." Brawo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 22.08.06, 11:53 winoman napisał: > Kiedyś tak było, teraz nie. Teraz publikowana przez nich łączna liczba > degustowanych win jest równa liczbie win, których oceny drukują. Ciekawe... a gdzie oni to ogłosili, bo ja istotnie ocen na papierze dawno nie widziałem, choć oceny "online" nadal widzę w wersji takiej jak zwykle w Decanter, czyli najczęściej na końcu listy jakieś 3 gwiazdki zwykle na pięć możliwych. Moim zdaniem to wina bardzo dobre według oceniających (coś jak 3 seduszka czyli wino "dobre, interesujące". Przyznam się też, że jakoś odruchowo pomyślałem, że Rurale pisze o rankingach w internecie, takich jak te: www.decanter.com/recommendations/subrecommendation.php?rid=424&sid=1263 gdzie solidna Casanowva di Neri 2001 cenione przez wielu wysoko jest najgorszym próbowanym winem. Albo tu, gdzie autorom nie udało się znaleźć Syraha z Chile słabszego niż 3 gwiazdki - następnym razem niech się zwrócą o pomoc, chętnie coś zarekomenduję żeby mogli czasem dać jedną gwiazdkę. ;-) > Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Wiele osób ocenia wina według schematów > tzw. > współczesnej enologii. Ich zdaniem wino musi przede wszystkim być "poprawne > technologicznie", co oznacza zgodność z pewnym wzorcem, nauczanym na > uniwersytetach, ale nie jedynym możliwym. Znam osoby zawodowo zajmujące się > winem, które zdecydowanie odrzucają na przykład wina Gravnera, bo nie tolerują > w > winie nawet cienia śladu utlenienia. Odrzucają wszelkie białe wina w których > produkcji stosowano długą (a więc kilkudniową) macerację, odrzucają wina > czerwone fermentowane bez rygorystycznie kontrolowanej temperatury itp. Akurat > w przypadku win Gauby'ego miało to moim zdaniem istotne znaczenie. Oczywiście, że tak jest jak piszesz. Trudno jednak wyobrazić sobie że wszyscy oceniający w Decanter są akurat zwolennikami tej "uniwersyteckiej" enologii a jednak dość podobnie jak w WS oceny ich w dużym stopniu pokrywają się z oczekiwaniem konsumenta wobec wina. Czy mi się to podoba czy nie, to inna sprawa. Faktem jednak jest, że jeśli ktoś chciałby mając niewielkie własne doświadczenie w sprzedarzy wina w Polsce, stworzyć kartę win w restauracji lub "zatowarować" nowy sklep i równocześnie osiągnąć sukces ekonomiczny w jakiejś perspektywie czasu, to wybory Decanter czy WS niemal taki sukces gwarantują gdy tymczasem oparcie się na "WE by BB" lub na sporej części ocen z MW wróży wielu "pasjonatów-oszołomów" głaszczących butelki lub oglądających kartę win godzinami ale na pewno nie zakup kilku skrzynek do picia "na codzień". > > Inna sprawa to różnice zasadnicze pojawiające się w ocenach w Polsce i w > > anglojęzycznej prasie. Tamte wydawnictwa to najczęściej komercyjne > > przedsięwzięcia myślące o polecaniu swoim czytelnikom win dobrych w mniem > aniu > > szerokiej rzeszy konsumentów, gdy tymczasem u nas zwykle jednak ocena ma > > stanowić dowód niezłomności i oryginalności piszącego ją weredyka. > > No, tutaj trochę jednak przesadziłeś :-)) Oczywiście, że przesadziłem. Celowo i prowokacyjnie. Może ktoś oceniając wina przypomni sobie to przesadzone zdanie i zreflektuuje się przed zachwytami nad czymś co prawdopodobnie robi wrażenie tylko na kimś skrajnie zmanierowanym i zepsutym przez tysiące obrzydliwie drogich, skrajnie poprawnych "uniwersyteckich" i nudnych win. > Może po prostu przez wydawców zatrudniających odpowiednich redaktorów? :-) No pewnie tak też może być. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
giorgio_primo Nie wkleiłem linkado tych Syrah z Chile... ;-) 22.08.06, 11:55 ...o których tam wspominam... no i rzezc jasna chodziło o Casanova di Neri ;-) www.decanter.com/recommendations/subrecommendation.php?rid=415&sid=1256 Odpowiedz Link Zgłoś
cerretalto Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 22.08.06, 14:20 giorgio_primo napisał: > > Oczywiście, że tak jest jak piszesz. Trudno jednak wyobrazić sobie że wszyscy > oceniający w Decanter są akurat zwolennikami tej "uniwersyteckiej" enologii a > jednak dość podobnie jak w WS oceny ich w dużym stopniu pokrywają się z > oczekiwaniem konsumenta wobec wina. Czy mi się to podoba czy nie, to inna > sprawa. Faktem jednak jest, że jeśli ktoś chciałby mając niewielkie własne > doświadczenie w sprzedarzy wina w Polsce, stworzyć kartę win w restauracji > lub "zatowarować" nowy sklep i równocześnie osiągnąć sukces ekonomiczny w > jakiejś perspektywie czasu, to wybory Decanter czy WS niemal taki sukces > gwarantują gdy tymczasem oparcie się na "WE by BB" lub na sporej części ocen z > MW wróży wielu "pasjonatów-oszołomów" głaszczących butelki lub oglądających > kartę win godzinami ale na pewno nie zakup kilku skrzynek do picia "na codzień" > . Podzielam. Jako zwykły konsument mogę się tylko cieszyć, że WS i Dekanter i inni są ukierunkowani na „przeciętnego” odbiorcę! Ktoś kto ma wyrobiony gust poradzi sobie przecież sam :). Punkty, gwiazdki czy miejsca mają w ogóle znaczenie jedynie orientacyjne (często w stylu „co dany krytyk sądzi że z tego wina kiedyś będzie” lub „mój nietypowo doświadczony nos wykrywa konieczność odjęcia paru punktów, ale większość konsumentów nie zauważy tej nierównowagi”). Nie naciąłem się specjalnie na winach francuskich, którym Parker dał 88 lub więcej ani na włoskich, którym WS dał 90 lub więcej. Widziałem jednak dziesiątki ocen bardzo zawyżonych ale i sporo zaniżonych (np. w przypadku WS i Toskanii: Piastraia 2000/2001, Sassicaia 2002, Fontalloro 2001, Cepparello 2000/2001). No ale czy na przykład we wspaniałym, wysublimowanym i „burgundzkim” Cepparello 2001 ktoś nieprzyzwyczajony do takich klimatów odnajdzie dla siebie coś więcej niż na 90WS? :). Z drugiej strony to zawsze ciekawe jest poczytać co "wyrobione" nosy sądzą o winach bardziej oryginalnych :). Odpowiedz Link Zgłoś
winoman Re: ... i jeszcze to dodam/Decanter 22.08.06, 14:39 > Ciekawe... a gdzie oni to ogłosili, bo ja istotnie ocen na papierze dawno nie > widziałem, choć oceny "online" nadal widzę w wersji takiej jak zwykle w > Decanter, czyli najczęściej na końcu listy jakieś 3 gwiazdki zwykle na pięć > możliwych. Moim zdaniem to wina bardzo dobre według oceniających (coś jak 3 > seduszka czyli wino "dobre, interesujące". Trzy gwiazdki to "recommended", dwie to "fair", jedna "poor". W internecie jak sam zauważyłeś link nazywa się "Recommendations", więc nie ma tam win z jedną lub dwiema gwiazdkami. Nie pamiętam, kiedy w wersji drukowanej Decanter zaczął umieszczać również te gorzej oceniane wina (nie chce mi się grzebać w starych numerach, i tak za dużo siedzę ostatnio w starych papierach), ale trzy lata temu używali innej terminologii: ** = quite good, * = acceptable. W numerze, który wyciągnąłem ze sterty wszystkie oceny są opublikowane. > próbowanym winem. Albo tu, gdzie autorom nie udało się znaleźć Syraha z Chile > słabszego niż 3 gwiazdki - następnym razem niech się zwrócą o pomoc, chętnie > coś zarekomenduję żeby mogli czasem dać jedną gwiazdkę. ;-) Chyba nie skorzystają, w wersji papierowej jest 6 jedno- i 29 dwugwiazdkowych :-)) Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polnej Róży Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.acn.waw.pl 12.08.06, 00:54 A ja znalazłem w Grand Cru na Kabatach Vin Santo del Chianti Classico 1991 - pełna butelka za 49,90. Może nie poezja ale naprawde dobre - jak dobry wedzony boczek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: star Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.08.06, 12:14 > Trzeba pamiętać, że oprócz takich ekskluzywnyach produktów od renowmowanych > producentów, powstaje masa beznadziejnych, dosładzanych i często wzmacnianych > destylatem win noszących na etykeicie także napis Vin Santo i pochodzących z > Toskanii, czasem nawet od całkiem sznowanych producentów. Niestety najczęściej > to cena ujawni nam z jakim winam mamy do czynienia - za solidne Vin Santo, za > but. 0,375 lub 0,5 litra zapłacimy zwykle od 15€ wzwyż. czasem tez ostrzezeniem jest dopisek "liquoroso" pzdr star Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paweł Re: Vin Santo del Chianti Classico IP: *.piotrkow.net.pl / *.piotrkow.net.pl 16.08.06, 20:13 A co sądzicie o winie Riserva Ducale Chianti Classico? Warte zakupu? www.cellartracker.com/labels/7816.jpg Odpowiedz Link Zgłoś