pawelpp
23.06.08, 02:39
W Warszawie przy ul. Wilczej 28 parę miesięcy temu Philippe de
Givenchy otworzył mały sklep z winami z własnego importu. Ma na
razie tylko ok. 10 win, ale bardzo oryginalnych.
2006 Campagnès Maxime Magnon AOC corbières, 69 zł
Wino zrobione jest wyłącznie z carignan ze stuletnich krzewów.
Bukiet na początku całkowicie nieakceptowalny, wiejskiego obejścia.
(Zapewne przyczyniły się do tego dzikie drożdże brettanomyces, które
lubią pokazywać swoją obecność w niskosiarkowanych i niefiltrowanych
winach ekologicznych.) Ale proszę nie dać się zwieść pozorom. Po
przelaniu do karafki są już raczej tylko nuty mięsne przeplatające
się z beczkową kawą i kakao. Później wychodzi piękny owoc, a smród
znika całkowicie. Można nawet wywąchać żywiczny zapach trocin
sosnowych.
Dobry smak tanin, ale niektórzy dopatrzyliby się jakiejś zieloności.
Kwasowość OK. Raczej surowe i wyniosłe niż barokowe, ale czasami
owoc robi się bardzo bujny. Nie potrafię powiedzieć, czy producent
zastosował do części cuvée macerację węglową, która w Corbières jest
stosowana do carignan bardzo często i z udanym rezultatem już od lat
60-tych. Alkohol wyczuwalny tylko w odparowaniu, w gardle raczej
nie. Beczka na szczęście jest niewyraźna. Może nawet jest i
mineralność. Młode i dlatego nieco zamknięte. Średnio-pełne. Dobra
równowaga przy dużej ilości garbnika. Po jakimś czasie miałem
wrażenie, że stała się bardzo dobra, garbnik wręcz się schował. To
pozwala mi ocenić wino bardzo wysoko.
Może pasować do rozmaitych trudnych potraw. Od kilku lat szukam
bezskutecznie idealnego wina do lecso i mam intuicję, że to może
być dobre (a nie żadne węgierskie nowoczesne merloty).
Młody winiarz Maxime Magnon w 2002 r. wynajął niewielki obszar
winnic w langwedockim Corbières i dość szybko odniósł sukces
zainteresowawszy swoimi winami m. in. opiniotwórczego amerykańskiego
krytyka i importera Kermita Lyncha:
kermitlynch.com/0411-November2004.pdf
Strony internetowej winiarza nie znalazłem.
2006 Begou VdP de la valée du paradis Maxime Magnon, 57 zł
Odmiany winogron: grenache gris (prawdopodobnie 90%), grenache blanc
(prawdopodobnie 10%).
W nosie czasem bardzo przyjemne orzechy włoskie, ale to nie jest
lotna kwasowość, ani nie jest to... meursault. Oprócz tego lekko
czuć naftę, ale to nie jest riesling. Bardzo przyjemna i nienachalna
beczka, nie jest też mdła w ustach (zapewne foudre, tak było w
roczniku 2003). Także owoce egzotyczne.
Dobra równowaga, choć może nieco napięta struktura. Beczka nie
przykrywa delikatnej mineralności. Jest bardzo dobra kwasowość, ale
to nie jest wino z Trentino, tylko z Langwedocji. Alkohol nie
przeszkadza. Jest nawet trochę garbnika, bo winiarz ma zwyczaj długo
moczyć skórki (mam informacje o roczniku 2003). Bardzo ładny
cytrynowo-egzotyczny owoc. Wino na szczęście nie jest cukiernicze,
ani w nosie, ani w ustach – lubię ten styl. Nie jest zbyt złożone,
bo jest młode. Przekonuje mnie czystość aromatu, mimo że nie jest to
czystość krystaliczna.
Druga butelka była jednak lekko utleniona. W pierwszej, pitej kilka
dni wcześniej, tego nie zauważyłem. Czerwone grenache łatwo się
utlenia, ale to nie jest grenache noir, tylko jego białe odmiany.
Grenache gris nie została dopuszczona w apelacji i dlatego mamy VdP.
W roczniku 2003 producent nie stosował siarki wcale. Gratuluję
odwagi.
Wino to świetnie pasuje do wędzonego szkockiego łososia.
2007 „Ceci n’est pas un rosé” Vin de Table Dom. des Sablonnettes
(Anjou), 38 zł
80% cabernet franc, 20% gamay.
„To nie jest różowe”, ale bardzo przyjemne wino jasnoczerwone. Nie
uzyskało apelacji anjou ze względu na zbyt ciemny kolor. Pełne, jak
na ten styl. Przypomina różową portugalską Quinta da Alorna, ma
podobne truskawkowe aromaty. Przywodzi na myśl rzadko spotykane
bordoskie clairet. Pełno owocu. Bardzo dobra równowaga. Kwasowość
dobra. Bardzo mało garbnika. Świeżutkie. Wytrawne, w przeciwieństwie
do niektórych anjou. Alkohol niezbyt wyczuwalny (13% vol.) –
niemęczące, w przeciwieństwie do np. różowej riojy (np. 14% vol.)
Nos może nie tak intensywny, jak można by się spodziewać, ale
czysty. Bardzo uniwersalne zastosowanie gastronomiczne, nawet do
trudnych potraw lub w przypadku „restauracyjnej ruletki”, kiedy
jedna osoba je rybę, druga – lekkie mięso. Świetnie pasowało do...
pyzów bezmięsnych ze słodkawą młodą cebulką przysmażoną na oliwie
novello :-)