31.03.12, 15:53
Tempora mutantur. Kiedyś karciło się dzieci pasem. Teraz klapsy są zabronione, krzyki w niektórych krajach też, natomiast promuje się karcenie przez izolację. Karny jeżyk, odosobnienie, nie odzywanie się, ignorowanie.
Z coraz większym przerażeniem myslę o tym, ze być może klapsy wyrzadzały mniej szkód.
(Ps. nie jestem zwolenniczką lania pasem, zęby było jasne...)
Obserwuj wątek
    • truscaveczka Re: Kary 31.03.12, 16:20
      Ja już jakiś czas temu zrezygnowałam z kar i kurczę na razie się nie przejechałam. Duża mi się uspokoiła, przestała się szarpać o wszystko i idzie się dogadać łatwiej.

      To, czy time-out jest karą, dyskutowałabym. Ma służyć 2 sprawom: żebym ja nie zamordowała dziecka, bo mi czerwoną mgłą zasnuwa oczy i w kamień zwiera dłoń, i żeby ono się uspokoiło trochę. U nas stosowany był tylko w tym celu, nie na zasadzie karnego jeżyka ("zrobiłaś brzydko [says who? - przyp. mój], więc musisz sama posiedzieć").

      Zobaczymy, co będzie dalej, ale na razie normalne pogadanie powoduje u Dużej, że drugi raz nie popełnia tego samego błędu.

      A, i czytałam ostatnio artykuł Agnieszki Stein, że mniej krzywdy dziecku robi klaps wymierzony w chwili złości i braku samokontroli, niż zastosowane na zimno kary typu odosobnienie czy ignorowanie. Czyli wychodzi na to, Verdano, że Twoje podejście pokrywa się z grubsza z nowoczesnymi trendami wink
    • mary_ann Re: Kary 31.03.12, 18:14
      Oświećcie mnie, bo naprawdę nie mam pojęcia. Czy "karny jeżyk" to coś takiego
      www.2o2.pl/produkt,2199,karny-jezyk-mata-polecany-przez-super-nainie.html
      czy pojęcie ogólniejsze, twórczo zastosowane przez producenta zalinkowanego ustrojstwa?
      • verdana Re: Kary 31.03.12, 18:40
        Raczej pojęcie. Jest to miejsce, gdzie ma się udać dziecko, posiedzieć, aż się uspokoi i dopiero potem moze wrócic do towarzystwa.
        Poza pojedynczymi wypadkami zachowania typu - wsadzanie palców w tort, wrzeszczenia w towarzystwie dorosych itd - czyli raczej braku manier, niż czegokolwiek innego, uwazam ten pomysł za fatalny. Uczy sie dziecko, że a. jesli jest niegrzseczne, to rodzice nie chcą go widzeć (cóż, to akurat moiże i prawda), b, że akceptowany jest tylko spokój (to juz gorzej), c - i tu dostaję ataku szału, kwalifikującego mnie do pójścia na "karnego jezyka", zę jego obowiazkiem jest samemu pilnować wykonania kary, czyli praktycznie ukarać sie samodzielnie. Coś jak stanie w kacie, ale w kącie stało sie zazwyczaj w pokoju, gdzie ktoś był i ktoś mowił, kiedy z tego kata wyjść, OK. Natomiast tu uczy sie dziecko, ze musi wymierzać sobie karę tak długo, jak długo nie doprowadzi się do stanu pożądanego przez rodziców. Wieszczę pacjentów dla psychoterapeutów, ludzi, którzy będą czuli się zobowiązani do samokarania za kazdą rzecz, która się nie podoba innym. Dziecko , które dostało klapsa czy szlaban moze się buntować, dziecko, które samo musi sziedzieć na karnym jezyku - nie.
        • alanta1 Re: Kary 31.03.12, 18:49
          verdana napisała:

          > czyli raczej braku manier, niż czegokolwiek innego

          Za brak manier należy się szkolenie z tychże manier, a nie karanie wink

          Metoda "na odosobnienie" jest dobra w sytuacjach, gdzie i dziecku i rodzicowi para zaczyna uchodzić uszami, tak jak Trus pisała. Wtedy oboje mają szansę się uspokoić i nie zapętlić.
          Ja stosuję to czasem w odwrotny sposób - nie wysyłam dziecka, tylko sama wychodzę sobie potupać nogą wink
          • kai_30 Re: Kary 31.03.12, 19:41
            > Ja stosuję to czasem w odwrotny sposób - nie wysyłam dziecka, tylko sama wychod
            > zę sobie potupać nogą wink

            ja, jako posiadaczka nastolatka w pełni nastoletniego buntu, sama zamykam się w pokoju i zabraniam stać pod drzwiami i marudzić (teraz marudzić, wcześniej - wrzeszczeć, walić w drzwi, domagać się wpuszczenia, beczeć, itd itp.). Kilkukrotnie pokazałam mu, do czego doprowadza niepozostawienie matki w spokoju, i dlaczego to nie jest żadna kara dla niego, a raczej forma ochrony. Nie za pierwszym razem, ale dotarło.

            Niemniej w tematach wychowawczych wypowiadać się nie powinnam - jestem choleryczką i drę się na synów, zamiast pochylać się z troską i zrozumieniem. Znaczy pochylam się, owszem, jak mi już wkurw przejdzie. Mój najstarszy syn (14l.) też jest popędliwy, więc bywa naprawdę gorąco.
    • ding_yun Re: Kary 31.03.12, 20:16
      verdana napisała:

      Teraz klapsy są zabronione,
      > krzyki w niektórych krajach też, natomiast promuje się karcenie przez izolację.
      > Karny jeżyk, odosobnienie, nie odzywanie się, ignorowanie.

      Nie wiem czy nawiazujesz tylko do Superniani, ale Superniania, z tego co pamiętam, proponowała wysłanie dziecka na karnego jeżyka tylko w przypadku określonego schematu: mówmy dziecku, że jakieś zachowanie jest nie do zaakceptowania (na przykład bicie rodzica czy histeria, kiedy rodzic nie chce podać np. czegoś słodkiego), dziecko powtarza to zachowanie, upomnienia nie pomagają, dziecko wpada w taką histerię, że nie ma szans na dalsze wyjaśnienia, wysyłamy na 4-5 minut na karnego jeżyka, żeby dziecko się uspokoiło. Kiedy się uspokoi to po raz n-ty mówimy mu, że nie można nikogo bić albo wyrywać się na środku ulicy bo to niebezpieczne.
      Nie było tam mowy o zamykaniu dziecku na klucz w komórce albo nie odzywaniu się do niego godzinami kiedy zrobi coś nie po naszej myśli.
      Nie mam dzieci i kompletnie nic nie wiem o wychowaniu więc nie bijcie od razu smile ale mnie ten pomysł nie wygląda na zupełnie idiotyczny (karny jeżyk oczywiście). Jak inaczej dotrzeć do dziecka, które jest już kumate (4-5 lat) i powtarza ciagle te same złe zachowania? Trzeba mu chyba jakoś pokazać, że tak nie można robić...?
      • verdana Re: Kary 31.03.12, 22:27
        Mnie się ta kara nie podoba, bo niezaleznie od przyczyn jest formą samokarania się dziecka. Ono samo ma sie dopilnować, aby odbywać karę, ma prawo wrócić, gdy jest już grzeczne i uspokojone. To mnie własnie niepokoi - wydaje mi sie,że zamykanie w komórce jest be, ale jest to kara zewnętrzna, zktórą dziecko moze się zgodzić lub nie. Ta kara jest łamaniem charakteru w stopniu znacznie większym - dziecko samo piluje wylkoanana kary.
        \To mie się nie podoba i wóżę, ze takie podejście do kary bedzie miało w przyszłości marne skutki. Ludzie będą dorośli i będą czuli potrzebę samokarania sie za przekroczenia.
        Nie jestem przeciwniczka kary - ale kara powinna być czymś "zewnętrznym", a nie czymś, co wpaja sie w dziecko jako element samowychowania.
        • ding_yun Re: Kary 01.04.12, 16:06
          verdana napisała:

          > Mnie się ta kara nie podoba, bo niezaleznie od przyczyn jest formą samokarania
          > się dziecka. Ono samo ma sie dopilnować, aby odbywać karę, ma prawo wrócić, gdy
          > jest już grzeczne i uspokojone.

          Nie rozumiem.
          Dziecko jest odnoszone na jeżyka przez rodzica (to była kara w stosunku do dzieci już kumatych, ale jeszcze dość małych). Zazwyczaj targane histerią natcyhmiast z tego jeżyka uciekało wiec było na niego odnoszone aż wreszcie stopniowo się uspokajało i było w stanie wysiedzieć te kilka minut. Nie miało za zadanie samo odesłać się na jeżyka, nie miało za zadanie dopilnować czasu kary - to rodzic mówił, że przewidziane 3 czy 4 minuty już minęły.

          To mnie własnie niepokoi - wydaje mi sie,że za
          > mykanie w komórce jest be, ale jest to kara zewnętrzna, zktórą dziecko moze się
          > zgodzić lub nie.

          Jak dziecko może zgodzić się z karą? Ona z definicji ma być nieprzyjemna. Czym to się różni od bardziej tradycyjnych metod jak na przykład szlaban na słodycze albo dobranockę?


          • verdana Re: Kary 01.04.12, 17:11
            To w programach Superniani. Przede wszystkim przytrzymywanie w miejscu nie bardzo dla mnie różni się od klapsa. Własciwie niczym się nie różni, tak naprawdę. Nie to, zebym była przeciwna, ale nie widzę czym jedno jest lepsze od drugiego.
            Potem dziecko ma siedzieć SAMO i nie wstawać, póki rodzice nie pozwolą - to mjeszcze jest OK. U Superniani być moze, bo jako obyczaj odosobnienie jest sstosowane "idź do pokoju i wróć jak sie uspokoisz". I to jest już samodzielne wykownywanie kary.
            Kara mma być nieprzyjemna, ale ma być czym, co ktoś wymierza - czyli z karą mozna sie na przykład nie zgodzić "Uklarali mnie niesłusznie". Jeśli dziecko ma samo siedzieć i się uspakajać, to oznacza, ze samo sobie tę karę wymierza, nikt go nie trzyma, ono samo, w ramach kary ma pilnować odosobnienia, póki nie osiągnie stanu, w którym rodzice go zaakceptują. Nie ma miejsca na bunt, bo dziecko jest zmuszone do czynnego uczesniczenia we własnej karze. Dla mnie to łamanie charakteru.
            • nessie-jp Re: Kary 01.04.12, 18:09
              o oznacza, ze samo sobie tę karę wymierza, nikt g
              > o nie trzyma, ono samo, w ramach kary ma pilnować odosobnienia, póki nie osiągn
              > ie stanu, w którym rodzice go zaakceptują. Nie ma miejsca na bunt, bo dziecko j
              > est zmuszone do czynnego uczesniczenia we własnej karze. Dla mnie to łamanie ch
              > arakteru.

              Hm, chyba właśnie odwrotnie: tłuczenie dziecka tak długo, aż TY uznasz, że się uspokoiło, to jest łamanie charakteru. Pozostawienie decyzji dziecka, czy jest już spokojne, czy jeszcze nie
              • verdana Re: Kary 01.04.12, 18:53
                Nie. Nie dlatego, ze bronię tłuczenia, ale przeciw tłuczeniu, szlabanowi, zakazom dziecko moze stawić opór - kara przychodzi z zewnątrz, mogę ją uznać za niesłuszną, mogę uznać, ze ten, kto ją wymierza nie ma racji. Jesli dziecko ma samo siedzieć w odosobnieniu, aż będzie spokojne, musi samo siebie zmusić do tego, aby się ukarać i zmienić zachowanie. Musi siedzieć tak długo, aż sie uspokoi, choćby nawet sądziło, ze ma rację - i to bez żadnego odwołania. Zrobilo awanturę, mając przekonanie o swojej racji, a teraz musi się uspokoić i samo siebie przekonać, zę racji nie miało, ma siedzieć cicho.
                Gdyby rodzic się na nie wydarł, mogłoby pomyśleć "I tak mam rację", sziedzac w kącie tak długo, aż sie uspokoi - przyznaje w pewnym sensie rację drugiej stronie, bo inaczej powinno siedzieć do skończenia swiata.
                To z nurkowaniem nie ma nic wspólnego, nie jest to dobra analogia, bo nurkowanie ani nie zmienia charakteru, ani raczej nikt do niego człowieka nie zmusza. Raczej dałabym tu przyklad z zakupami. Jesli mama powie "Nie kupujemy tej kurtki, jest ohydna" - to moze mieć rację, albo nie. Jesli mama, na prośbę córki, aby kupić kurtkę, tak długo tłumaczy jej, ze kurtka jest ohydna, aż córka przyznaje, ze mama ma rację, a ona nie ma gustu - to już byłaby lepsza analogia. (Niezależnie czy kurtka jest ohydna, czy nie).
                Kara nie ma uczynić dziecka spokojnym - jesli tak, to kara jest najwiekszym absurdem. I nie jest to zadne rozpoznanie emocji - dziecko wraca nie wtedy, gdy jest spokojne, tylko wtedy, gdy myśli, zę dorośli uznają, ze jest juz spokojne.
                • ding_yun Re: Kary 01.04.12, 19:26
                  verdana napisała:

                  > Nie. Nie dlatego, ze bronię tłuczenia, ale przeciw tłuczeniu, szlabanowi, zakaz
                  > om dziecko moze stawić opór - kara przychodzi z zewnątrz, mogę ją uznać za nies
                  > łuszną, mogę uznać, ze ten, kto ją wymierza nie ma racji. Jesli dziecko ma samo
                  > siedzieć w odosobnieniu, aż będzie spokojne, musi samo siebie zmusić do tego,
                  > aby się ukarać i zmienić zachowanie. Musi siedzieć tak długo, aż sie uspokoi,
                  > choćby nawet sądziło, ze ma rację - i to bez żadnego odwołania.

                  Moim zdaniem to zależy jakich wypadkach kara typu jeżyk jest stosowana. Jeśli stosujemy time out tylko w wypadku kiedy chodzi o powtarzanie co i rusz tego samego złego zachowania co do którego panuje pełna jasność, że jest nieakceptowalne, to ja żadnego łamania charakteru nie widzę. Nie uważam, żeby wymaganie od dziecka, aby się uspokoiło i POMYŚLAŁO o tym, co zrobiło źle jest łamaniem charakteru.



                  > Gdyby rodzic się na nie wydarł, mogłoby pomyśleć "I tak mam rację", sziedzac w
                  > kącie tak długo, aż sie uspokoi - przyznaje w pewnym sensie rację drugiej stron
                  > ie, bo inaczej powinno siedzieć do skończenia swiata.

                  Verdano, mam wrażenie, że my piszemy mając zupełnie różne sytuacje na myśli.
                  Ja piszę o jeżyku mając w pamięci schemat jego stosowania, który już dwa razy opisałam w tym wątku. Czyli wtedy kiedy nie ma mowy o żadnym "ja i tak mam rację" bo raz, że chodzi o dosć małe dzieci, a dwa że chodzi o sytuacje co do których panuje jasność, ze rodzic ich nie akceptuje: okładanie rodzica pięściami, plucie na młodsze rodzeństwo, wyrywanie sie na środku ulicy. Jaką rację tu ma mieć czterolatek? Czterolatek ma załapać, że bić matki nie wolno. Jednemu dziecku wystarczy powiedzieć, inny na słowa "nie wolno" dostanie histerii i trzeba zrobić cos innego.

                  Ty odnosisz się chyba do sytuacji w których racja rodzica niekoniecznie jest taka oczywista - czyli jeśli chodzi o dzieci starsze i kwestie bardziej złożone, wymagające dyskusji. Wtedy wymaganie od dziecka, żeby siedziało w pokoju aż nie zmieni zdania rzeczywiście jest pastwieniem się - no ale to są jednak nieporównywalne sytuacje.

                • nessie-jp Re: Kary 01.04.12, 20:07
                  Jesli dziecko ma samo
                  > siedzieć w odosobnieniu, aż będzie spokojne, musi samo siebie zmusić do tego,
                  > aby się ukarać i zmienić zachowanie.

                  Nie. NIE. Ma siedzieć tak długo, aż zmieni zachowanie
                  • verdana Re: Kary 01.04.12, 20:18
                    Zaręczam, ze żadne dziecko na świecie nie odróżnia time out od kary. To jest dorosły sposób rozumowania. OK, to dobry sposób, gdy dziecko szaleje i jest nie do opanowania, czyli wyrzucamy je z pokoju, aby się uspokoiło. Natomiast gdy jest "niegrzeczne", to metoda odosobnienia nie jest zadnym rozwiązaniem, oprócz powiedzenia dziecku, ze kaceptujemy je tylko wtedy, gdy jest spokojne, a gdy jest zle i wsciekłe nie chcemy go widzieć.
                    Dziecko oczywiście moze mieć siedzac poczucie, ze ma rację - tyle, ze nic mu z tego. Wracając, uspokojone poddaje sie i musi tę rację zatrzymać głęboko w sobie, bo inczej nie bedzie ocenine jako "uspokojone" i godne przebywania w naszym towarzystwie. Czyli musi innymi słowy samo zdecydować, że sie podda. Może rozmawiać tylko na warunkach rodzica. Spokojnie i już wtedy, gdy zostało częściowo pokonane. Nie sądzę, aby dziecko (poza nastolatkiem, którego karać się już nie powinno) mogło w tej sytuacji dyskutować dalej z rodzicem i go przekonać.
                    Nie udawajmy - wyrzucenie dziecka z pokoju, nakaz przebywania w jednym miejscu i nie ru=szania sie z niego JEST karą, jakby tego ladnie dorośli nie nazwali. Karą, która ma wyciszyć dziecko bez angażaowania dorosłego, bez zrozumienia czesto, o co dziecku chodziło. Czasem moze mieć zastosowanie - ale bardzo rzadko, a nie dlatego, że obowiazkiem dziecka jest być idealnie spokojnym w kontaktach z dorosłymi, bo inaczej jest odsyłane do siebie. A tem, jak mi się wydaje, ta kara służy najczęściej.
                    Rozumiem też, ze jesli dorosły krzyczy na dziecko, to dziecko ma prawo nie słuchać, bo w ten sposób sie nie dyskutuje. I kazać rodzicowi wyjść.
                    • gaja78 Re: Kary 01.04.12, 21:11
                      Zgadzam się z Verdaną.
                    • kai_30 Re: Kary 02.04.12, 08:30
                      > Rozumiem też, ze jesli dorosły krzyczy na dziecko, to dziecko ma prawo nie słuc
                      > hać, bo w ten sposób sie nie dyskutuje. I kazać rodzicowi wyjść.

                      Tak. Mój najstarszy syn (bo tylko w stosunku do niego stosowałam coś w rodzaju karnego jeżyka, czyli "idź do siebie i wróć, jak się uspokoisz, nie będę z tobą dyskutować tym tonem") ma prawo mi powiedzieć, że mam na niego nie krzyczeć. Ma prawo kazać mi wyjść ze swojego pokoju. To, co jest nieakceptowalne u niego (wrzeszczenie na mnie, próby wymuszania szantażem itd itp) jest też zachowaniem nagannym u mnie. Dokładnie tak to działa - ale zastrzegam, on jest nastolatkiem. I dopiero w wieku nastoletnim zaczęłam takie metody stosować. Ale nadal uważam, że w przypadku nastolatka to nie jest kara - to jest moje święte prawo nie życzyć sobie, żeby młody facet większy ode mnie podnosił na mnie głos. Nie idzie o to, czy mam rację, czy nie (bo dopuszczam możliwość, że jej nie mam, dopuszczam też możliwość dyskusji), ale o _wzajemny_ szacunek.

                      Jak patrzę na mojego najmłodszego, niespełna trzylatka, to nie wyobrażam sobie, że mogłabym go zostawić samego na trzy minuty, beczącego w rozpaczy. To byłaby dla niego kara i to bardzo okrutna - on nawet podniesiony głos interpretuje jako karę. Fakt, trafił mi się bardzo łagodny egzemplarz, niemniej starszych, mniej łagodnych, też samych nie zostawiałam - próbowałam raz czy dwa, kończyło się to tylko większą histerią. Prędzej stosowałam przytulenie na siłę.
                      • seidhee Re: Kary 02.04.12, 10:52
                        > Mój najstarszy syn (...) ma prawo mi powiedzieć, że mam na niego nie krzyczeć. M
                        > a prawo kazać mi wyjść ze swojego pokoju.

                        Wielki szacun za to. Ja mam wielki żal do moich rodziców, że nie traktowali mnie w ten sposób (nawet w wieku studenckim).
                        • kai_30 Re: Kary 02.04.12, 11:07
                          Moi też nie, pewnie dlatego tak mi zależy, żeby tego uniknąć. Ale z drugiej strony - ja jednakowoż podnoszę głos wcale nierzadko. Lepiej by chyba było mieć matkę, która nie wrzeszczy, niż taką, której wolno powiedzieć, żeby nie wrzeszczała, nie?
                          • seidhee Re: Kary 02.04.12, 12:36
                            Pewnie tak wink Choć z drugiej strony, dużo lepsza matka wrzeszcząca (w końcu to tylko emocje) niż, na przykład, matka szantażystka czy manipulantka.
                          • verdana Re: Kary 02.04.12, 13:58
                            I tu się mylisz. Znacznie lepiej mieć matkę, której wolno zwrócić uwagę, że przesadziła, niz taką, która nie wrzeszczy. Wybacz, nie wierzę w matkę, która nigdy nie zwraca uwagi - a czasem wrzask mniej boli, niż spokojna uwaga na zimno z miłym uśmiechem. I bez możliwości riposty.
                    • nessie-jp Re: Kary 02.04.12, 22:01
                      > metoda odosobnienia nie jest zadnym rozwiązaniem, oprócz po
                      > wiedzenia dziecku, ze kaceptujemy je tylko wtedy, gdy jest spokojne, a gdy jest
                      > zle i wsciekłe nie chcemy go widzieć.

                      No ale przecież o to właśnie chodzi
      • ananke666 Re: Kary 01.04.12, 00:30
        Jeśli dobrze pamiętam, pobyt na karnym jeżyku wynosił z grubsza tyle minut, ile dziecko ma lat.
    • nessie-jp Re: Kary 31.03.12, 20:50
      verdana napisała:

      > Tempora mutantur. Kiedyś karciło się dzieci pasem. Teraz klapsy są zabronione,
      > krzyki w niektórych krajach też, natomiast promuje się karcenie przez izolację.

      Oj tam. Wyolbrzymiasz. A nie zmieniło się NIC: mądrzy, normalni rodzice nadal stosują kary z umiarem i wtedy, gdy jest to potrzebne. Psychopaci i połamańcy życiowi nadal zachowują się nadreaktywnie i zamiast kary
    • gaja78 Re: Kary 31.03.12, 21:17
      verdana napisała:

      > Tempora mutantur. Kiedyś karciło się dzieci pasem. Teraz klapsy są zabronione,
      > krzyki w niektórych krajach też, natomiast promuje się karcenie przez izolację.
      > Karny jeżyk, odosobnienie, nie odzywanie się, ignorowanie.
      > Z coraz większym przerażeniem myslę o tym, ze być może klapsy wyrzadzały mniej
      > szkód.

      Ważny jest chyba czas trwania kary. Jeśli to jest 5 minut odosobnienia, to na przemoc psychiczną raczej się nie łapie. Przecież nikt nie promuje ignorowania dziecka przez godzinę czy dłużej ..
      • verdana Re: Kary 31.03.12, 22:27
        Wyżej wyjaśniłam dokładnie o co mi chodzi. Nikt nie powinien byc zmuszany do tego, aby pilnować własnej kary.
        • gaja78 Re: Kary 31.03.12, 23:24
          verdana napisała:

          > Wyżej wyjaśniłam dokładnie o co mi chodzi. Nikt nie powinien byc zmuszany do te
          > go, aby pilnować własnej kary.

          Doczytałam smile
          Rzeczywiście, to jest straszne sad Mam taki egzemplarz w domu, który czasem mocno potrzebuje kary na zasadzie "matka weź mi pomóż się ogarnąć, bo sama nie dam rady, potrzebuję stanowczego tonu, żeby wrócić na dobry tor". I właśnie istota tego karania polega na tym, że jasno stawiam granice zachowania dziecia, daję sygnał, że kontroluję co się dzieje, mówię co teraz powinno nastąpić, co jest akceptowalne a co nie. A to o czym piszesz, to przerzucanie odpowiedzialności na dziecko, to .. no to musi być straszne po prostu sad Mój egzemplarz popadłby w nerwicę raz dwa.
          • ding_yun Re: Kary 01.04.12, 16:12
            gaja78 napisała:


            > Rzeczywiście, to jest straszne sad Mam taki egzemplarz w domu, który czasem mocn
            > o potrzebuje kary na zasadzie "matka weź mi pomóż się ogarnąć, bo sama nie dam
            > rady, potrzebuję stanowczego tonu, żeby wrócić na dobry tor". I właśnie istota
            > tego karania polega na tym, że jasno stawiam granice zachowania dziecia, daję
            > sygnał, że kontroluję co się dzieje, mówię co teraz powinno nastąpić, co jest a
            > kceptowalne a co nie.


            Ale to wysyłanie na karnego jeżyka to nie miało być stosowane ani wtedy kiedy rodzicowi się cos uwidzi i się zdenerwuje ani nie miała to być kara samodzielnie wymierzana sobie przez dziecko. Skąd w ogóle ten pomysł? To miała być strategia stosowana w jednym scenariuszu: mówimy konkretnie, co jest nie do zaakceptowania (np bicie mamy)-dziecko się zgadza-kiedy coś mu nie pasuje zaczyna bić mamę-kiedy mama prosi, żeby przestał wpada w histerię-odnosimy na jeżyka, pilnujemy, żeby tam posiedział kilka minut i się uspokoił.
            To nie miało być komunikowanie granic. Granice musiały być wyznaczone już dawno tylko z jakiś przyczyn dziecko tcyh granic nie chce przestrzegać.
            • verdana Re: Kary 01.04.12, 17:12
              Bo dziecko nie idzie samo na jeżyka, ale samo ma tam siedzieć i dokonywać wewnętrznej przemiany.
    • ambivalent Re: Kary 01.04.12, 12:07
      Moja jest mloda jeszcze i za mala na karanie ale zastanawiam sie juz jak to pozniej rozwiazac. W chwilach zlosci i totalnego braku cierpliwosci najchetniej przetrzepalabym tylek zeby zrozumiala co do niej mowie, ale WIEM, ze nie zrozumie jeszcze o co chodzi i tylko ja przestrasze. Poza tym zupelnie przeciwna jestem karom cielesnym big_grin
      Co do jezyka i innych wynalazkow: wydaje mi sie, ze nie mozna zakladac, ze bedzie to mialo taki sam skutek w przypadku kazdego dziecka. Na niektore podziala to uspokajajaco na inne zupelnie odwrotnie (przymusowe odseparowanie od rodzicow moze niektore dzieci po prostu przestraszyc) a jeszcze inne moga w tym widziec forme zabawy i nici z karania smile PLUS to chyba nie jest kara sama w sobie tylko raczej okazja do przemyslenia wlasnego zachowania.
      Pewnie zmienie niedlugo moje zalozenia ALE wydaje mi sie, ze dzieciom trzeba tlumaczyc do skutku.
      Probuje tez wyobrazic sobie jakie kary moglabym zastosowac w jakich przypadkach i nic mi do glowy nie przychodzi. Wydaje mi sie nawet, ze w trakcie pisania tego postu utwierdzilam sie w przekonaniu, ze wychowywanie karami nie ma sensu big_grin

      A tak poza tym to fajne forum smile
      • kajaanna Re: Kary 01.04.12, 12:31
        Na dziecko w ataku histerycznego płaczu i furii kiedyś zastosowałam prostą metodę. Przytuliłam do siebie, ale na tyle mocno, że czterolatka przestała wierzgać i bić łapkami. No dobra, byłam jak kaftan, obezwładniający ruchy.

        Z tym, że szemrałam jej do ucha:
        - Ciiii, no cisiiieńko, no już dobrze...
        Utuliła się, wypłakała.
        Z tym, że jak doszła do siebie, porozmawiałyśmy o tym, co ją zezłościło i co zezłościło jej mamę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka