Dodaj do ulubionych

Miara sukcesu

11.09.13, 01:01
W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w sympozjum telekomunikacji i teleinformatyki. Poważna impreza. Zależało mi na wysłuchaniu kilku referatów plenarnych na temat finansowania badań i rozwoju branży ze środków europejskich i krajowych. Wbrew nadziejom nie usłyszałam niczego istotnego. Natomiast usłyszałam kilka kwiatków.

Pierwszy: przedstawiane były statystki zamożności i biedy w UE (po 20 regionów). Polski nie było wśród najbogatszych regionów UE (poziom regionalizacji to nasze województwa), natomiast w tabelce "biedy" było aż 5 województw polskich. Komentarz referującego: jeśli teraz zaczniemy uwzględniać Chorwację w tych statystykach, to woj. opolski wypadnie nam z tej tabelki, w więc tam będziemy mieli wzrost (!)

Drugi: NCBiR (czyli de facto pośrednik-monopolista w rozdawaniu państwowych pieniędzy) chwali się, że rok rocznie ma więcej wniosków o pieniądze, niż projektów zaakceptowanych. No po prostu bajka - chwalić się, że nie każdej jednostce BiR się daje, a właściwie sie daje tylko 25 procentom.

Trzeci: pewna politechnika przedstawia owoce realizacji grubego projektu, owoce całkiem ładne. Pytanie z sali - czy ktoś już to kupił ? Odpowiedź: nie, ale jest duże zainteresowanie. Natomiast naszym SUKCESEM jest fakt, że przeszliśmy wszystkie audyty, wszystkie kontrole i zgodność z wymogami jednostki finansującej jest stuprocentowa (sic!).

Czy miarą sukcesu jest dzisiaj spełnienie wszystkich biurokratycznych wymogów ?
Czy miarą "wzrostu" jest miejsce w tabelce ?
Czy pośrednik-monopolista państwowych pieniędzy powinien mówić o sobie jak o przedsiębiorcy (przedsiębiorca z definicji chyba działa na wolnym rynku).

Wydaje się, że tak, bo tak mówią "mądrzy" ludzie. Ale czy to dobrze nam robi ? Znam odpowiedź. I bardzo się martwię.
Obserwuj wątek
    • maadzik3 Re: Miara sukcesu 11.09.13, 08:21
      ja sie z Toba absolutnie zgadzam! Poziom biurokratyzacji, absurdu, tabelek i statystyk przypomina pewne opowiadanie Lema gdzie komputer rakiety chcial wiedziec wszystko w czasie rzeczywistym i poszufladkowac (potabelkowac?) sobie dane. W koncu wiedzial. Rakieta sie rozbila. Na nic poza zbieraniem i statystyka danych nie bylo czasu.
      Mnie dobija jeszcze:
      1) placenie urzednikowi skarbowemu 4.000 pln pensji za wykrywanie naduzyc i traktowanie wykrywania na poziomie 300-400 pln miesiecznie pomylek podatnikow jako sukcesu,
      2) poziom absurdalnego skomplikowania ksiegowosci samozatrudnionych (bylam samozatrudniona w 3 panstwach, mam pewne porownanie),
      3) traktowanie samozatrudnionych (czesto bylych pracownikow danego podmiotu) jako przedsiebiorcow we wszystkich statystykach,
      4) podejscie do VAT (z ciekawostek: do 50 lub 75 tysiecy - nie pamietam - rocznego obrotu - w euro oczywiscie - w Irlandii nie jest sie w ogole vatowcem chyba ze sie chce, wiec to nie wymog unijny),
      5) opracowywanie grantow europejskich (W karajach zachodnich robi to sztab ludzi, naukowiec przedstawia co chce badac, metodologie, hipoteze itd. jednym slowem strone naukowa, strona formalno-administracyjna zajmuja sie inni, czesto z praktyka w komisjach rozpatrujacych wnioski grantowe. U nas badacz/ zespol badaczy robi wszystko wlacznie z nadaniem na poczcie projektu. Kazdy osrodek zabiera co najniej 30% przyznanych grantow. Jest larum jak malo dostajemy grantow unijnych. Wsparcia (tego administracyjnego) przy opracowywaniu projektow brak)
      i mozna by mnozyc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka