gaja78
11.09.13, 01:01
W zeszłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w sympozjum telekomunikacji i teleinformatyki. Poważna impreza. Zależało mi na wysłuchaniu kilku referatów plenarnych na temat finansowania badań i rozwoju branży ze środków europejskich i krajowych. Wbrew nadziejom nie usłyszałam niczego istotnego. Natomiast usłyszałam kilka kwiatków.
Pierwszy: przedstawiane były statystki zamożności i biedy w UE (po 20 regionów). Polski nie było wśród najbogatszych regionów UE (poziom regionalizacji to nasze województwa), natomiast w tabelce "biedy" było aż 5 województw polskich. Komentarz referującego: jeśli teraz zaczniemy uwzględniać Chorwację w tych statystykach, to woj. opolski wypadnie nam z tej tabelki, w więc tam będziemy mieli wzrost (!)
Drugi: NCBiR (czyli de facto pośrednik-monopolista w rozdawaniu państwowych pieniędzy) chwali się, że rok rocznie ma więcej wniosków o pieniądze, niż projektów zaakceptowanych. No po prostu bajka - chwalić się, że nie każdej jednostce BiR się daje, a właściwie sie daje tylko 25 procentom.
Trzeci: pewna politechnika przedstawia owoce realizacji grubego projektu, owoce całkiem ładne. Pytanie z sali - czy ktoś już to kupił ? Odpowiedź: nie, ale jest duże zainteresowanie. Natomiast naszym SUKCESEM jest fakt, że przeszliśmy wszystkie audyty, wszystkie kontrole i zgodność z wymogami jednostki finansującej jest stuprocentowa (sic!).
Czy miarą sukcesu jest dzisiaj spełnienie wszystkich biurokratycznych wymogów ?
Czy miarą "wzrostu" jest miejsce w tabelce ?
Czy pośrednik-monopolista państwowych pieniędzy powinien mówić o sobie jak o przedsiębiorcy (przedsiębiorca z definicji chyba działa na wolnym rynku).
Wydaje się, że tak, bo tak mówią "mądrzy" ludzie. Ale czy to dobrze nam robi ? Znam odpowiedź. I bardzo się martwię.