Gość: Aleba
IP: 195.205.149.*
25.06.02, 16:05
Ostrzegam wszystkich przed biurem Wezyr Holiday Service, szczególnie przed
wykupieniem pobytu w hotelu Puren w Alanyi (w katalogu reklamowany jako ***).
Zaletą hotelu jest bardzo dobra lokalizacja (centrum miasta), reszta niestety
to totalne nieporozumienie: ogólny brud, sprzątanie po łebkach, psująca się
winda, wypadające z drzwi klamki i tym podobne przyjemności. Ponadto codzienne
boje o żarcie (serwowane w godz. 8-10 śniadanie oraz 19-20.30 obiadokolacja).
Na posiłki trzeba było się stawiać punktualnie, przyjście pod koniec groziło
tym, że nie dostanie się nic albo jakieś zimne resztki. Obsługa na samym
początku wystawiała na stół tace z jedzeniem i nic już nie uzupełniała. Lepsze
żarcie pojawiało się w dniach wymiany turnusów (piątek, sobota i niedziela), im
bliżej środka tygodnia, tym było gorzej (mniejszy wybór, mniejsze porcje).
Ponadto zakwaterowano nas w zagrzybionym pokoju, w którym śmierdziało starą
ścierą, klimatyzacja działała na pół gwizdka (pomimo tego, że była
indywidualna - po całonocnej pracy klimy w pokoju nadal było duszno i smród).
Sprawdziliśmy, że przyczyną tego stanu rzeczy jest przeciekający zbiornik na
wodę na dachu (mieszkaliśmy na ostanim piętrze). Jestem uczulona na grzyby, tym
bardziej nie chciałam mieszkać w takich warunkach. Próba wymiany pokoju na inny
spotkała się z oporem recepcjonisty tłumaczącego, że decyzję musi
podjąć "boss", do którego zaraz zadzwoni. Dzwonienie trwało 2 dni,
ostatecznie "boss" został przez nas namierzony i okazało się, że o niczym nie
wiedział. Pokoju nam nie wymienił, jedyną jego reakcją było
wezwanie "technicznego" i zlecenie podstawienia pod zbiornik na dachu wiadra
oraz pomalowania ściany w naszym pokoju wapnem. Oczywiście nie rozwiązało to
problemu.
W dodatku w trakcie tych przepychanek usłyszałam, że w zgłoszeniu nie
zastrzegłam, iż nie mogę mieszkać w zagrzybionym pokoju (czyli to wszystko moja
wina).
Interwencje u rezydentów nic nie dały. Współpracujący z Wezyrem miejscowy tour-
operator (Odeon) tak sprytnie wszystko organizuje, że turysta ma kontakt z
wieloma rezydentami (kto inny nadzoruje transfer z i na lotnisko, kto inny
spotyka się z ludźmi w 1 dniu pobytu, kto inny dyżuruje w hotelu, jeszcze kto
inny jeździ na wycieczki) - dlatego załatwienie naszej sprawy wymagało za
każdym razem opowiedzenia od początku coraz dłuższej historii bojów o zmianę
pokoju. Zasada prosta - odpowiedzialność jest zbiorowa, czyli nikt nie jest
odpowiedzialny. Nikomu też nie można wprost zarzucić, że nie załatwił sprawy do
końca, bo po prostu już się więcej nie spotyka tego człowieka. My byliśmy w
Turcji po raz pierwszy, dlatego zapewnienie tureckiego recepcjonisty, że
załatwi naszą sprawę jutro traktowaliśmy poważnie. Teraz już wiemy, że dla
Turka "jutro" znaczy "nigdy" - skoro jednak my to wiemy po tygodniu pobytu, to
dla rezydentów powinno to być oczywiste (albo nie nadają się na to stanowisko).
A oni radośnie poprzestawali na uzyskaniu obietnicy, że jutro sprawa będzie
załatwiona i opuszczali hotel.
Wiemy też, że były problemy z dostaniem się na plażę - hotel miał zapewniać w
określonych godzinach bezpłatny transport na i z plaży. Powiedziano nam też, że
ma podpisaną umowę z plażą Kleopatra nr 1, gdzie (po powołaniu się na p. Faruka
z hotelu Puren) wypożycza się ze zniżką leżaki i parasole. Sami na plażę nie
jeździliśmy, ale nasi hotelowi sąsiedzi tak - najpierw nie podstawił się
autobus, który miał ich na tę plażę zabrać, potem - jak już się na nią dostali -
okazało się, że nikt tam nie słyszał o p. Faruku i żadnej zniżki nie ma.
Radzę wszystkim poważnie się zastanowić nad skorzystaniem z oferty Wezyra.
Oczywiście są tacy, którzy wykupili u nich wycieczki i wrócili zachwyceni,
nasze doświadczenia były niestety trochę inne. Poza tym zastanawiająca jest dla
mnie postawa biura, które wiedząc, jakiego typu problemy wiążą się z
kwaterowniem turystów w hotelu Puren (to, że o tym wiedzą potwierdził w
rozmowie z nami rezydent odwożący nas na lotnisko) nadal włącza ten hotel do
swojej oferty.