Gość: Stefan
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.06.08, 15:55
Zapłaciłem ponad 6 tys. za wczasy. Dostałem list przypominający bardziej ulotkę niż pismo urzędowe, z którego wynikało, że muszę dopłacić. Dodam, że termin dopłaty upływa dnia następnego, a sposób zredagowania pisma nie informował jawnie o kwotach koniecznych do zapłacenia (były jakieś dwie tabele i skróty oznaczające lotniska).
Zadzwoniłem do biura (dowiedziałem się, że muszę dopłacić 300 zł), a następnie powiedziałem, że to nie jest w porządku bowiem nastąpiła kompensata związana z przetrzymywaniem moich pieniędzy, spadkiem kursu walut a wzrostem cen paliwa oraz (zdenerwowany) powiedziałem, że nie zapłacę i proszę o zwrot pieniędzy. I teraz najlepsze! Pani powiedziała, że jeśli nie zapłacę, to mogą mi zwrócić POŁOWĘ wpłaconej kwoty! Tak, tak 50% stanowią koszty rezygnacji, gdyż to jest moja wina!
Dlaczego tylko 300 zł dopłaty. Przy takim interpretowaniu prawa może należałoby zażądać np. 700 zł?
Zawsze byłem przeciwnikiem urzędów regulujących swobodę gospodarczą, ale takie przypadki (jawne wymuszanie dopłat) mogą zmienić mój pogląd.
Uważajcie na TRIADĘ.
Stefan