02.01.14, 13:33
O dziecko nigdy się nie staraliśmy spontanicznie, z oczekiwaniem a może.
Była wielka miłość, bardzo szybki ślub, młodzi,atrakcyjnie, wykształceni, roześmiani, bez wyobrażeń ,że cokolwiek może być nie tak. W obu rodzinach zdrowe dzieci, dużo dzieci.

Szybko po ślubie odstawiłam pigułki, ale okresu nie było wówczas pamiętam byłam przerażona i czekając na wynik testu płakałam" bo jeśli to już to ja się boję" nie było to "już" a początek kłopotów i duże częściej miałam siedzieć , czekać na wynik testu i płakać.
Szybko się okazało, że mam PCO, znów próby, a potem , badania męża.Jest bezpłodny, ma 0 plemników. Przeszedł biopsje 2 , nic nie znaleziono mimo korzystnych badań hormonalnych. Najlepsze polskie kliniki i lekarze.
Zrobiliśmy badania genetyczne, wykazały nieprawidłową translokację u męża.
Opinie różnych genetyków wskazują na około 20-30% prawdopodobieństwo wad u potomstwa (jeśli udałoby się w ogóle uzyskać plemniki) .Wady fizyczne i psychiczne, niemożliwe do zdefiniowania.
Jest nowa metoda biopsji , byliśmy nawet na wizycie gdzie wstępnie zakwalifikowano męża by do niej podszedł.
Jeśli cokolwiek by znaleziono wówczas in vitro tylko z PGD.Jest tylko 1 klinika w Polsce , która się tym zajmuje, nie mamy do niej zaufania.
Panicznie oboje się boimy.Teraz zaczynamy 8 rok starań o dziecko. Mamy po prawie 33 lata , nie mamy historii rodzinnej z wadami genetycznymi, nikt nie miał problemów z zajściem w ciąże, więc nawet nie wiemy co to może być. Genetycy też niedzą, wiemy tyle ,że upośledzenia raczej głębokie niż lekkie.

I co najważniejsze my to wiemy, i mamy pełną świadomość.

Można by pomyśleć jasne , ale8/7 na 10 ,żę będzie ok ( abstrahując od kwestii plemników) , ale... my się boimy. Jesteśmy rozsądnymi, wykształconymi ludźmi. Przez te lata , oboje wiele przeszliśmy. Mamy znajomych z upośledzonymi dziećmi i wiemy ,że jest to niesamowicie trudne, gdy to się po prostu przydarza, a co dopiero gdy sami świadomie możemy takie dziecko stworzyć? Przeczytałam milion różnych artykułów , wątków na różnych forach, polskich i zagranicznych. I ciągle nic nie wiem, ciągle nic więcej jako małżeństwo
, partnerzy nic więcej nie wiemy i nie umiemy podjąć jakiejkolwiek dalszej decyzji.
Co jeśli mimo poprawnego PGD , okaże się ,że jest coś nie tak?
Jak podjąć decyzję o usunięciu ciąży? Jak w ogóle można z tym żyć, z faktem,że powołało się do życia by zabrać życie?

Przez ten czas, nauczyliśmy się, że dawca nie wchodzi w grę, i adopcja również ( bardzo nieudane adopcje w bliskiej rodzinie).

Jasne, że kochamy się fizycznie, bez sprawdzania dni płodnych etc ale tak po prostu jak 2 kochających się ludzi, i mamy ciekawe zawody w których się realizujemy, własne pasje, znajomych , rodzinę, zwierzaki, podróże. I jesteśmy bardzo pozytywnymi , szczęśliwymi , uśmiechniętymi ludźmi. Nie jest to coś o czym myślimy na codzień, ale czasem są momenty gdy bardziej. Wiele myśli się kłębi, a może za mało robimy?próbujemy?

Na dzień dzisiejszy podjęliśmy decyzję o poczekaniu 2 lata do 35 by wówczas zamrozić jajka- ja i mąż ewentualna biopsja Tese i mrożenie. Może nauka , genetyka coś wymyśli do tej pory?

Ktoś mi bliski , kto o tym usłyszał powiedział , za dużo myślisz, zawsze coś może być nie tak.
Jasne, ale ja wiem przed co może być nie tak, rozsądek, odpowiedzialność, pragnienie posiadania dziecka. Strasznie trudne to wszystko do pogodzenia.







Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka