Dodaj do ulubionych

Nie wytrzymałam

IP: *.ipartners.pl / 157.25.86.* 03.06.02, 09:52
Jestem beznadziejna. W sobote bylismy na przyjeciu weselnym i siedzielismy w
gronie par (znajomych), ktore maja dzieci te planownane i te z wpadek. Rodzice
byli szczesliwi, ze moga byc bez dzieci, wznosili toasty za "wolny" wieczor.
Pozniej zaczely sie narzekania jak to nie moga sie wyspac bo dzieci rano
wstaja, bo placza, bo chce im sie pic o 2-giej w nocy. No krotko mowiac - same
potwornosci. Nie wytrzymalam i powiedzialam do meza (najbardziej jedzowato jak
tylko potrafie), ale tak, zeby wszyscy slyszeli, ze ludzie to n-a-p-r-a-w-d-e
maja problemy. Zrobila sie troche niezreczna sytuacja i tak doglebnie popsul mi
sie humor, ze po godz. 10-tej opuscilismy przyjecie.
Nienawidze siebie, nienawidze ludzi, ktorym dzieci spadaja jak manna z nieba.
Jestem dzisiaj totalnie zalamana. Rano dostalam okresu i mam juz serdecznie
wszystkiego dosc. Ja tego nie wytrzymam!
Obserwuj wątek
    • Gość: DeDe Re: Nie wytrzymałam IP: *.zachem.com.pl / 10.10.1.* 03.06.02, 11:53
      O rany!!! sad((
      Strasznie mi przykro, że tak Ci źle poszło na tym przyjęciu...
      Ludzie niestety często nie doceniają tego co mająsad
    • Gość: gosia Re: Nie wytrzymałam IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 11:54
      głowa do góry znów nowy cykl i NADZIEJA myślę czasami że nikt nie docenia cudu
      jakim są narodziny jeżeli nie przejdzie starania, czekania, gdy jest mi przykro
      wychodze z założenia że nic nie dzieje się bez przyczyny i w końcu przyjdzie
      ten odpowiedni czas i na nas!
      pozdrowienia i do doczekania!!!!!
    • Gość: Olifka Re: Nie wytrzymałam IP: 193.178.168.* 03.06.02, 11:55
      Nie martw sie Malina. Takie wpadki sie zdazaja. Ja tez bardzo czesto nie
      wytrzymywalam i strzelalam gafy slyszac iz jak bede matka to sama zobacze jakie
      to pieklo. Najgorzej znosze pytania typu: "co twoj maz sie tak slabo stara?"
      Najlepiej jest w takich sytuacjach powiedziec wprost iz nie mozecie miec
      dzieci. Ja to zrobilam jakis czas temu. Jednym to mowilam prosto w twarz innym
      przez innych. tzn. zwierzalam sie najbardziej plotkarskiej osobie w pracy.
      Teraz mam spokoj. Wiem ze to nie jest latwe ale to NAPRAWDE DZIALA. Znajomi
      przy nas gryza sie teraz w jezyk i bardzo pilnuja by nas nie urazic. My mamy
      teraz swiety spokoj. Nie martw sie. Okres jest tez dobra nowina np. taka iz
      jeszcze nie masz klimakterium i mozesz sie dalej starac. wink powodzenia i USZY
      DO GORY!!!
      • Gość: DeDe Re: Nie wytrzymałam IP: *.zachem.com.pl / 10.10.1.* 03.06.02, 12:04
        Ja też przekonałam się, że jak znajomi wiedzą o naszym problemie to nie
        marudzą, a nawet zaczeli doceniac te nieprzespane noce...
        I nie czepiaja się, gdy nie zamierzamy bawić się z nimi do późna w nocy albo
        nie możemy przyjść na jakieś spotkanie. Wiedzą, że mamy ważniejsze sprawy na
        głowie (badania, leki, zabiegi...)i wspierają nas w tym.
        Wszystko sie jakoś poukładasmile
        Jesteśmy z Tobą.
    • sowika Re: Nie wytrzymałam 03.06.02, 12:40
      Malinko,
      przyznaję, że ostatnio zachowałam sie podobnie, gdy usłyszałam od szwagra
      (notabene bardzo szczęśliwego ojca nipalnowanego dzidziusia), że własciwie to
      in vitro powinno być zabronione, tak samo jak klonowanie, bo przecież zasada
      przeprowadzenia jednego i drugiego prawie taka sama, a małżeństwa nie mogące
      mieć dzieci powinny wybrać się do najbliższego domu dziecka i "wziać" sobie
      dziecko i już - proste rozwiązanie na "prosty problem". Wybuchnęłam, co było
      raczej zaskoczeniem dla towarzystwa, ale nie znoszę, gdy ktoś lansuje
      rozwiązywanie cudzych problemów nie mając o nich zupełnie pojęcia. I oczywiście
      ryczałam potem w łazience - tzn. w ukryciu, bo było mi wstyd. Także Twoje
      zachowanie nie jest czymś dziwacznym, ale (podobnie jak u mnie) jest z
      pewnością niepokojące, bo taki nastrój nie sprzyja zachodzeniu w ciążę. Pewnie
      Cię nie pocieszyłam - ale trzymaj się jakoś, staraj sie myśleć pozytywnie -
      przecież musi się nam udać i życzę spełnienia marzeń i szybkiego zostania mamą.
      pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: Malina Re: Nie wytrzymałam IP: *.ipartners.pl / 157.25.86.* 03.06.02, 13:16
        Olifka - dzieki! Pierwszy raz sie dzisiaj usmiechnelam. Co prawda do
        klimakterium jeszcze mi daaaleko.
        Dziewczyny wiedzialam, ze mnie rozumiecie. Ja wiem,ze robie zle, ale nie moge
        zapanowac nad swoimi emocjami. Nie jestem tez jeszcze na etapie by moc
        spokojnie powiedziec "Mamy problem z zajsciem w ciaze". Wiem ,ze jezeli bym to
        powiedziala, to zaraz poplynelyby lzy (moje oczywiscie) lub bym tak warknela,
        ze nikt by sie juz do mnie bez kija nie zblizyl. Martwie sie, ze zrazam do
        siebie ludzi, ze jestem niemila, wsciekle zazdrosna, nietolerancyjna. Boje sie,
        ze niedlugo zaczna mnie postrzegac jako zlosliwa bezdzietna babe. Nie wiem tez
        jak dlugo maz bedzie znosil te moje humory. Jestem dla niego potworem! Ciagle
        katuje go informacjami, ze komus sie udalo, ze jakimus panu poprawilo sie
        nasienie, ze mam tego probowania dosc, ze ide do banku nasienia, ze biore z nim
        rozwod i tym podobne bzdury. Jestem nienormalna!!!!!!
        • malgosiak MALINA 03.06.02, 14:30
          malineczko dla mnie nie jestes beznadzieja ani nienormalna!!!
          jestes kochanym stworzeniem, ktore nie moze miec tego, co dla innych jest naturalne. twoje
          nastroje zna kazda z nas i przezywa je po kilkanascie czy kilkadziesiat razy w ciagu leczenia.
          ostatnio p[odsumowalam, ze jak znamy sie z misiem 6 lat, polowe z tego czekam na owulacje,
          polowe na okres. misio sie zdiwil, ze mam depresje 365 dni w roku, tylko czasami mi
          przechodzi. a tobie przejdzie jak wreszcie sie uda. UDA sie do cholery i juz.... przepraszam z
          klniecie, ale zdenerwowali mnie ci goscie weselni.
          • Gość: Malina Re: Malgosik IP: *.ipartners.pl / 157.25.86.* 03.06.02, 15:32
            Malgosik czy my sie przypadkiem nie znamy? Dzieki za cieplutkie slowa i za
            wiare w moje zdrowie psychiczne. A tak bardzo serio, to nie wiem czy moje
            ostatnie pesymistyczne nastroje nie sa spowodowane zmiana dawkowania lekow
            przeciwdepresyjnych. Z lekarka dazymy do tego, aby z poczatkiem lipca zakonczyc
            terapie. Jezeli ta wscieklica mnie nie pusci - moga byc bardzo realne problemy
            z przystapieniem do ICSI.
            Malgosik jeszcze raz dzieki.
        • Gość: olifka Re: Nie wytrzymałam IP: 193.178.168.* 03.06.02, 14:39
          , ze biore z nim
          >
          > rozwod i tym podobne bzdury. Jestem nienormalna!!!!!!

          Nie jestes nienormalna. Ja srednio raz na miesiac chce sie rozwodzic smile)) Maz
          sie kiedys tym przejmowal a teraz to olewa i sie smieje. Najwazniejsze jest to,
          ze sie kochacie i walczycie o swoje.
          Caluski.
          Olifka
    • Gość: agata30 Re: Nie wytrzymałam IP: *.is.pw.edu.pl 03.06.02, 14:47
      No coz , kazdy chyba przez to przechodzil.Ja powiedzialam wszystkim wokolo i
      jakos mi lzej. Pewnie, musialam sie wczesniej wyplakac , ale stwierdzilam
      ze "nie mowienie" w niczym mi nie pomoze bo nie zniose wiecej pytan typu: "no
      to kiedy wy??" A na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedziec do
      dzisiaj.Teraz z perspektywy na to patrzac mysle ze opowiedzenie o tym bylo
      dobrym posunieciem.Najblizsi nas wspieraja a mniej zainteresowani ugryza sie w
      jezyk zanim wyglosza jakies rewelacje.
      • Gość: Malina Re: Nie wytrzymałam IP: *.ipartners.pl / 157.25.86.* 03.06.02, 15:36
        Dziewczyny, nawet nie wiecie jak dobrze, ze jestescie!!!
        • Gość: agata30 Re: Nie wytrzymałam IP: *.is.pw.edu.pl 03.06.02, 16:24
          Malinko! Chyba troszke wiemy, bo przeciez kazdy ma kiedys gorszy dzien a tutaj
          zawsze mozna liczyc na dobre slowo.
    • Gość: eli Re: Nie wytrzymałam IP: 217.153.81.* 03.06.02, 18:19
      Wiesz jak to jest? Polak zawsze niezadowolony, czy jest źle czy dobrze-
      oczywiście mam na myśli gości na tym przyjęciu. Narzekanie na wszystko dookoła
      to cecha narodowa. Co do problemu z zajściem w ciążę - ja też go mam, znajomi
      przygadują, chociaż ostatnio coraz mniej, chyba zaczynają podejrzewać że coś
      jest nie tak. Każdy ma jakiś problem, nam trafił się taki / taki
      okrutny...niestety /
    • Gość: Kasia Re: Nie wytrzymałam IP: *.wloclawek.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 19:05
      Malina! Głowa do góry!Pewnie ,że się uda!
    • Gość: Viki Re: Nie wytrzymałam IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.02, 21:03
      Kochane, jak dobrze ze jesteście i że mogę czytać takie słowa bo to mi daje
      wiare w to że ...też jeszcze nie jestem nienormalna... choć czasami szczerze w
      to wątpię. Ja np na niedzielnej mszy łapię się na tym że obserwuje ludzi z
      dziećmi i rozmyślam kto ile ma lat, kto kiedy zaszedł i czy te bliźniaki (
      niejednojajowe) to przypadkiem nie po IVF ?
      Ale skrzętnie ukrywam nasz problem przed znajomymi - nie wie o tym nikt oprócz
      moich rodziców i jednej przyjaciółki - nie chcę zeby ktoś się nad nami litował
      i milkł strapiony gdy rozmowa zejdzie na"dziecięce" tematy. A na takie pytania
      zawsze mówię; że my się chcemy wyszumieć ( wcale nie w głowie nam "szumienie"
      między jednym leczeniem a drugim) i powiem ci ze z jednej strony mnie to
      okropnie męczy ale z drugiej strony nikt się nie lituje. Syty głodnego nie
      zrozumie - i uważam że powiedzenie o tym wszystkim będzie tylko wzbudzało
      udawane wspólczucie. Może się mylę bo moze byłoby mi lżej, ale wiem ze jak w
      końcu zajdę to wtedy powiem : no cóż i na nas przyszła pora.
    • Gość: Iwona 26 Re: Nie wytrzymałam IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.02, 22:04
      Ja też nie jestem jeszcze na tym etapie, by wszystkim powiedzieć: wiecie mamy
      problem z zajściem w ciążę. Niby proste, a jednak nie do końca. Może faktycznie
      byłoby nam wtedy łatwiej, a znajomi i rodzina gryzli by się w język i pomyśleli
      zanim powiedzą coś głupiego. Najgorsze jest to, że ciąże wśród moich znajomych
      pojawiają się jak grzyby po deszczu, a ja zauważyłam, że ograniczam kontakty z
      tymi co są w ciąży. Jak tak dalej pójdzie, to nie będziemy mieli się z kim
      spotykać sad Oczywiście żartuję, mam nadzieję, że jakoś sie pozbieram i nie
      będzie to na mnie robić już takiego wrażenia. Bo przecież cieszę się, że innym
      się udaje, ale serce mi płacze, że to znowu nie my.
      • Gość: asja Re: Nie wytrzymałam IP: *.pbk.pl / 10.0.106.* 04.06.02, 11:46
        no i znowu czytam o sobie, bo to co piszecie, zgadza się prawie w 100%, z tymże
        ja kiedy dowiedzieliśmy sie, ze przyczyna lezy po stronie męża, nigdy ni
        epowiedzialam, nie zrobiłam nic co mógłby odebrac jako pretensję, szantażowałam
        go owszem, ale jak nie chciał zrobić badania, a ja ciągle nie wiedziałam co
        jest grane, dla mężczyzny to jest chyba jeszcze większy szok niż dla nas, czuje
        się bezwartościowy, mój mi powiedzial, że od reki daje mi rozwód, bo nie może
        mi stać na drodze do szczęścia, a ja nie chce tego szczęscia bez niego, no a
        teraz okazuje się , ze i u mnie nie wszystko jest tak jak powinno; ale jednak
        wierzę, ze kiedyś zasile kolejny numerek na tablicy choc nie wiąże specjalnych
        nadziei z andchodzącym 1 transferem;

        mój mąż tez często nie rozumiał, ze ni emoge jechać do znajomych , którzy
        spodziewają sie dziecka, że reaguję płaczem na noworodki, a w kościele tez
        patrze na dzieci sąsiadów ze łzami w oczach, o blixnaiakch też zastanawiam się
        czy nie są z in vitro, to jest we mnie, przeniknęło całą mnie, żyje od badnaia
        do badania, do diagnozy do diagnozy, od zastrzyku do zastrzyku;

        dziewczyny my wszystkjie jesteśmy normalne, faceci sa po proistu ulepieni z
        innej gliny, ale ja się przekonałam , że oni to bardzo przeżywają, duszą w
        sobie, ale drżą o nasze zdrowie i barfdzo bardzo chca być tatusiami, jednak nie
        liczcie, ze będa rozdrapywac z wami każdą ranę i płakac dzień w dzień, czasem
        nie będziecie się mogli zrozumieć, będziecie uważały ich za potwory jak
        napisała Malina (mój usłyszał to chyba dziesiątki razy), ale to tylko pozory,
        spróbujmy w swoim bólu rozejrzeć sie wokól i na tych najbliższych spojrzec
        bardziej wyrozumiałym okiem, ona są z nami, dziś to wiem

        pozdr.
        • Gość: Malina Re: Nie wytrzymałam IP: *.ipartners.pl / 157.25.86.* 04.06.02, 12:55
          Asja, pieknie napisalas!
          Doskonale wiem, ze mezczyzni sa ulepieni z czegos innego niz my i w sumie to
          dobrze, bo jak bysmy obydwoje zaczeli ryczec, no to tylko pojechac do Verony.
          Wiem tez, ze moj maz bardzo przezywa to nasze nieszczescie, ale czasami mam
          taka nieodparta ochote zobaczyc jak bardzo go to boli. Chce zobaczyc, ze on tez
          placze, ze gladzi pluszaki w sklepie. Chce tych naocznych dowodow jego
          cierpienia!!! Nie wiem czy dzieki temu byloby mi lzej. Jestem ponoc dobra w
          pocieszaniu, wiec jak on by chodzil smutny, to cala swoja energie przelalabym
          na niego i mniej mialabym czasu na myslenie, ze wciaz nie jestem mama. Okrutna
          jestem i zla.
          • Gość: asja Re: Nie wytrzymałam IP: *.pbk.pl / 10.0.106.* 04.06.02, 13:21
            Malinko, dokładnie mialam to samo, ilez było płaczu, narzekania, jaki to on
            nieczuły, kiedyś nie wytrzymał i mi powiedział, ze to jego obrona, że załamałby
            się gdyby nie ten pancerz, że ja nawet sobie nie wyobrażam co on przeżywa, bo
            nie płacze, bo ja tego nie widze, on wychodzi na rower i jeździ, jedździ, zeby
            nie myśleć, a ma dużo większy bagaż niz ja, bo to po jego stronie jest
            przyczyna, nie wina, i wiem, ze powinnam być slina, pokazac mu, ze nie mam
            żalu, a ja nie potrafię, tak bardzo chce miec dziecko, ze nie mogę udawać, żeby
            nie pogłebiac w nim poczucia winy, dlatego jest mu tym bardziej ciężko, bo on
            wie, jak ja bardzo chcę , a "przez niego" nie mogę.

            Zawsze jednak powtarzam i tłumaczę, ze teraz to bez znaczenia, u kogo z nas
            jest "defekt", jesteśmy jednością, na dobre i złe, a dla mnie liczy się tylko
            sukces w tym tandemie, bo innego choć medycznie nie ma przeciwskazań po prostu
            nie chce i to pomaga, dla mni enic sie nie zmieniło, a on jest nadal tak samo
            męski jak przed badaniem, i wiem, ze choć czasem watpi, to jednak wierzy , ze
            tak jest i to pomaga

            pozdrawiam Cię i życze wiele cierpliwości i wytrwałości, nie raz jeszcze
            będziesz miała wrazenie, ze on nie do końca się angażuje, wtedy pomyśl sobie,
            ze faceci są z Marsa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka