agnieszka20022
26.06.05, 15:10
Cześć dziewczyny!
Mam 22 lata. W wieku 18 lat zaczęłam brać środki antykoncepcyjne i brałam je
przez 2,5 roku ciągiem. Po odstawieniu ich dostawałam miesiączkę w miarę
regularnie przez rok czasu.
Po ostatniej miesiączce samoistnej na nastepną czekałam aż 80 dni. Wtedy
lekarka przepisała mi lek hormonalny nieantykoncepcyjny „cyclo-progynova”,
który brałam przez 7 msc. Wydawało się, że wszystko będzię o.k., co miesiąc
regularnie dostawałam okres i myślałam, że miałam obniżony poziom hormonów, a
te leki mi je wyregulują. Jednak po odstawieniu znowu czekałam na miesiączkę
przez 56 dni. W tym czasie, kiedy nie mogłam dostać okresu strasznie się
pocilam.
Wtedy pojechałam do lekarza do Poznania i tam zostałam skierowana na badania
do szpitala na Polną. Po badaniach w szpitalu okazało się, że wyniki są złe i
stwierdzili, że mam zaespół wygasania czynności jajników ( FSH 123,3 U/l, LH
65,55 U/l, E2 < 5,0 pg/ml, PRL 34,13 ng/ml, T 0,499 ng/ml, SHBG nmol/l, TSH
2,036, fT4 1,04, glukoza 87,9 mg/dl, przysadka mózgowa - bez zmian). Byłam
tą wiadomością zszokowana i załamana, tym bardziej, że zanim zaczęłam brać
antykocep., to mięsiączkowałam regularnie co miesiąc, a pierwszy okres w
zyciu dostałam w wieku 13 lat. Lekarze w szpitalu znowu zapisali mi lek
hormonalny cyclo-menorette (nieantykoncepcyjny). Właśnie biorę pierwsze
opakowanie tego leku i źle się po nim czuję, bo znowu strasznie się pocę i
nie mogę w nocy spać. Napiszcie proszę co o tym sądzicie i czy byłyście w
podobnej sytuacji i czy coś więcej wiecie, co oznaczaja te wyniki i czy
naprawdę jest aż tak źle. Lekarka w szpitalu powiedziała mi, że nie mam szans
na macierzyństwo. Jestem załamana i nie wiem co mam robić, gdzie się
zgłosić!!!
Pomóżcie błagam! aga