witam. od jakiegoś czasu nurtuje mnie myśl. dlaczego Wam wszystkim (bo ja na
razie poza tematem) się nie udaje? i może dlatego że jestem wierząca myślę,
że wszystko w życiu przydarza się nam dlatego, że to Najwyższy tak chce? Bo
np. dziecko, które urodziłybyście mogłoby kiedyś śmiertelnie zachorować i
straciłybyście je jakby raz jeszcze. proszę, nie obraźcie się, że życzę Wam
źle - Boże Broń! po prostu często mam takie myśli. że poprzez "nieszczęścia"
Bóg mówi nam "nie" na pewne kwestie, których nie może nam dać, bo są nie dla
nas? ile prawdy jest w powiedzeniu "nie ma tego złego... "? wiem, że to co
piszę jest bolesne, ale wierzcie mi: sama przechodziłam przez niepowodzenia z
brakiem dziecka i tak z czasem, z dystansem, z przemyśleniami przyszły mi do
głowy takie myśli.
jest też głęboka odpowiedź DE-BORDO na forum DEPRESJA. post jest OWOCOWEJ2
czyli naszej forumowiczki (tytuł: "jestem nowa-potrzebuję pomocy"), ale de-
bordo podeszło (a/edł) do sprawy małego załamania OWOCOWEJ w innym ujęciu.
przeczytajcie. co o tym myślicie? emde74 czyli M. PS. Życzę Wam z całego
serca zafasolkowania

- to musi być piękne uczucie...