Dodaj do ulubionych

siniaki na mozgu - artykul

09.12.05, 12:35
Szkód wyrządzonych brakiem mamy i taty w początkowym okresie życia dziecka
może nie wyleczyć nawet najbardziej kochająca rodzina zastępcza

Czy jest możliwe, by domy dziecka mogły wykształcić poczucie bliskości i
długotrwałego przywiązania do drugiego człowieka? Trudno w to uwierzyć. Wizja
małych pozbawionych miłości dzieci jest często dla dorosłych podstawowym
powodem, by je adoptować i dać trochę własnego ciepła. Jak jednak wynika z
badań przedstawionych w tygodniku "Proceedings of the National Academy of
Sciences", brak czułej troski już w pierwszych miesiącach życia może trwale
zmienić sposób, w jaki mózg malucha, a potem dorosłego człowieka postrzega
świat.

Dotyk rzeźbi mózg

Wiadomo, że niemowlęta szukają bliskości z innymi ludźmi. Uwielbiają być
głaskane i przytulane. Specyficzny kontakt między dzieckiem a jego opiekunem
tworzy się natychmiast po narodzinach (niektórzy twierdzą, że już w okresie
płodowym). Od tego momentu mózg dziecka wystawiony zostaje na liczne bodźce
świata zewnętrznego i zaczyna intensywnie się rozwijać. Powstają
skomplikowane połączenia nerwowe, ścieżki, którymi w przyszłości będą
poruszać się neuroprzekaźniki - substancje służące neuronom do komunikowania
się między sobą.

Z obserwacji zachowań dorosłych ludzi pozbawionych w dzieciństwie dotyku
wynika, że te prawidłowe ścieżki są u nich źle "wydeptane". Siniaki na mózgu,
a właściwie blizny, to doskonałe określenie często używane przez psychologów
i w pełni oddające stan, w jakim znajduje się psychika odrzuconych dzieci.
Osoby osierocone mają często problemy w nawiązywaniu kontaktów
międzyludzkich, a szczególnie rodzinnych - choć paradoksalnie bardzo ich
pragną. Młodzi ludzie mimo wysiłku nie mogą nawiązać nici przyjaźni czy
miłości. Skąd bierze się ta niemoc? Czy są jakieś biologiczne mechanizmy za
to odpowiedzialne? I "ulubione" pytanie naukowców - czy da się to jakoś
zmierzyć?

Hormony bliskości

Uczeni z Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Wisconsin (USA) zaprosili do
doświadczeń dzieci osierocone, które od jakiegoś czasu szczęśliwie żyją wśród
rodzin zastępczych. Naukowcy postanowili sprawdzić maluchom poziom dwóch
hormonów - oksytocyny i wazopresyny. Te dwie substancje zostały wybrane ze
względu na liczne badania dowodzące, że są ściśle związane z emocjami,
pojawianiem się między ludźmi więzi, regulacją stresu i wrażliwością
emocjonalną. Prawidłowy obieg wazopresyny jest niezbędny do rozpoznawania
bliskich nam osób. Wiadomo też, że poziom obu hormonów wzrasta po miłych
doświadczeniach - takich jak dotykanie, a także przyjemny zapach.

W doświadczeniu brało udział 18 dzieci w wieku około 4,5 lat, które
wychowywały się w sierocińcach. Maluchy znalazły się tam zaraz po urodzeniu i
zostały na średnio 16 miesięcy. Po adoptowaniu zdążyły zżyć się z nową
rodziną - mieszkały z nią średnio od trzech lat. Drugą grupę, tzw. kontrolną,
stanowiło 21 maluchów w podobnym wieku, ale urodzonych i wychowywanych w
normalnych rodzinach. Zarówno rodzice zastępczy, jak i biologiczni byli
dobrani pod względem tzw. poziomu socjoekonomicznego, czyli mieli podobny
poziom wykształcenia, zarobki i miejsce zamieszkania.

Naukowcy zamierzali sprawdzić, w jaki sposób mózgi dzieci reagują na wspólną
zabawę z opiekunem i przytulanie się do niego. Aby wszystkie maluchy
otrzymały podobną liczbę dotyków, uścisków i bliskiego kontaktu, naukowcy
stworzyli specjalną grę komputerową, która przez 30 minut prowadziła z
dziećmi zabawę. W jej trakcie trzeba było w odpowiednim momencie położyć
głowę na ramieniu opiekuna, policzyć z nim swoje paluszki czy wyszeptać coś
na ucho. Dzieci przechodziły także dwa rodzaje spotkań - ze swoją mamą i z
osobą zupełnie im nieznaną. Po każdym doświadczeniu maluchom mierzono poziom
oksytocyny i wazopresyny. Oznaczano go z moczu (oddawanego najpóźniej 20
minut po zabawie), a nie - jak to zwykle bywa - z krwi lub płynu rdzeniowego,
by kłuciem niepotrzebnie nie stresować dzieci.

Adoptować jak najszybciej

Wyniki? Zarówno dzieci osierocone, jak i te z normalnych rodzin nie
zareagowały podniesieniem poziomu hormonów na kontakt z osobą obcą. Ale
okazało się, że w kontaktach z mamą zastępczą adoptowane maluchy też nie
wykazywały żadnej reakcji hormonalnej lub była ona nieznaczna. Jakby ich
mózgowi nie robiło różnicy, kto się z nimi bawił. Natomiast po kontakcie z
mamą biologiczną poziom wazopresyny i oksytocyny u dzieci z grupy kontrolnej
wyraźnie wzrósł. Ich mózgi rozpoznały: "To jest mama, osoba bliska, z którą
lubię się bawić i przytulać". Wyniki sugerują zatem, że brak miłości i
odpowiedniej ilości dotyku w pierwszych miesiącach życia trwale zaburza
rozwój prawidłowych mechanizmów w mózgu dziecka - w tym wypadku
odpowiedzialnych za wytworzenie układu wazopresyny i oksytocyny.

Specjaliści od opieki nad sierotami mówią, że separacja dziecka od matki jest
urazem, który powoduje szok porównywalny z ostrą chorobą. Nazywają to chorobą
sierocą. Jej najczęstszym objawem jest kołysanie się. Ale później także
autoagresja, np. uderzanie główką o pręty łóżeczka, pusty wzrok, patrzenie w
jeden punkt, ssanie brzegu łóżeczka, poduszki, palców, brak uśmiechu.
Psycholodzy alarmują, by maluchy adoptować jak najszybciej! Bo każdy miesiąc
opóźnienia może powodować nieodwracalne zmiany.

serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3051564.html
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka