Jeśli ktoś ma cierpliwość i zechciałby to przeczytać - będę ogromnie
wdzięczna.
Na Forum jestem od niedawna - codziennie (w zasadzie jak tylko oczy odkleję)
śledzę wątki, ale nigdy nie zabieram głosu, bo nie mam takiego doświadczenia
jak Wy i nie chciałabym się ośmieszyć. Trzymam kciuki za wszystkie z Was i
mam nadzieję, że też kiedyś doczekam się swoich 5 minut.
Mam podobne problemy i troski jak większość z Was. Od 2 lat próbuję
bezskutecznie zajść w ciążę, ale tak naprawdę to dopiero w lutym się za
siebie wzięłam i poszłam do lekarza po pomoc. Czy do dobrego - to się okaże.
Zrobiliśmy podstawowe badania - nasienie męża niezbyt dobre (77% postaci
patologicznych, slaba ruchliwość), ale tym ponoć mamy się nie przejmować, bo
to kwestia stresu i "jakości" laboratorium. M je Salfazin, L-Karnitynę,
folik, witaminę E i tony selera, śpi nago, w dzień tylko bawełniana luźna
bielizna, żadnych gorących kąpieli - stosuje się do tych wskazówek (tutaj
znalezionych) z aptekarską dokładnością i jeszcze mnie pilnuje.
U mnie sprawa może troszkę bardziej skomplikowana - 10 lat temu miałam
operację, podczas której wycięto częściowo prawy jajnik, ale to też ponoć nie
problem. Podejrzewam, że potworzyły się zrosty (latem mam mieć laparoskopię
diagnostyczną). Tarczycę mam w jak najlepszym porządku, prolaktyna (badana
bez obiążenia tylko) w normie, ale na moje oko ciut za wysoka (22,5 przy
normie do 29). Progesteron nie badany jeszcze, ale chyba niski, bo okresy
bardzo nieregularne, cykle średnio 35 dniowe. Mam przepisaną luteine od 16
dc - tylko dziwi mnie to trochę, bo ja owulację, jeśli w ogóle mam, to po 16
dc, ale lekarz twierdzi, że to nie blokuje owulacji

. Miesiączki bardzo
bolesne, bez plamień pomiędzy.
Ten cykl miałam poraz pierwszy w życiu monitorowany (naturalny) - w 18 dc
miałam w lewym jajniku pęcherzyk dominujący na 24 mm, endometrium na 10 mm.
Pęcherzyk ponoć był piękny (tylko czy nie za późno na owulację?).To było w
poniedziałek o 22:00. Wczoraj, czyli we wtorek, strasznie bolał mnie jajnik
po lewej stronie, zwłaszcza przy siadaniu, leżąc nie mogłam podciągnąć nóg,
jak to mam zwyczaj robić zwijając się w kłębek do snu

Przypuszczam, że
pękł, bo dziś już tego nie odczuwam.
Śluz ponoć podczas badania był ładny, ciągnący, ja w każdym bądź razie go nie
zauważam nigdy, chyba, że bym się "zagłębiła", bo na bieliźnie i podczas
podcierania nic nie ma. Lekarz kazał się w poniedziałek starać, ale co z
tego, kiedy przyszłam do niego z wynikiem biocenozy, która wykazała, że mam
pałeczki E. coli!!! Przepisał mi antybiotyk robiony z Augmentinem i innymi
lekami dopochwowo. Leki osłonowe sama sobie kupiłam, bo boję się, że od
wyjałowienia dostanę później grzybicy. Jak mam się starać, skoro jest ta
coli? Lekarz twierdzi, że ta bakteria nie przeszkadza w zajściu w ciążę i że
wiele kobiet ją ma, że pochwa nie może być jalowa, że tam muszą być bakterie
(tylko że ja bym wolała, żeby to były Lactobactillus). Mężowi lekarz nic nie
przepisał i chyba na własną rękę zrobimy posiew z nasienia, bo boję się, że
mogłabym go zarazić. Chlamydia, uroplazma i jeszcze jedna bakteria, której
nazwy nie pamiętam, wyszły negatywnie, podobnie jak grzyby. Cytologia I. Nie
wiem, czy mam się martwić czy nie.
Jednak moim największym zmartwieniem jest czekająca mnie po świętach
operacja. Czytam, że dużo dziewczyn ma zaparcia po bromergonie. Ja ma
straszne zaparcia i bez niego (nigdy tego nie brałam) mimo diety
wysokobłonnikowej i dużej dawki ruchu. Cierpię na nie od zawsze. Lekarze
bagatelizowali sprawę, przepisywali środki przeczyszczające (bez których nie
pójdę sama do toalety nawet po 2 tygodniach niewypróżniania, bo nie odczuwam
najmniejszej potrzeby) i jak w lutym zrobiłam kolonoskopię, to wykazała
całkowity brak perystaltyki jelit. Moje jelito w ogóle się nie kurczy i nie
przesyła do mózgu sygnału, że trzeba iść do WC. Zrobiłam w Krakowie na
Żabińcu specjalistyczne badanie, które zdiagnozowało Slow Transit
Constipation, czyli powolne przesuwanie się pasażu jelitowego. Lekrz
proktolog powiedział, że w moim przypadku jest tylko jedna możliwość -
chirurgiczne leczenie zaparcia (usunięcie części jelita grubego), bo nie
pomogą mi już żadne leki (a środki przeczyszczające są rakotwórcze, poza tym
w przypadku ewentualnej ciąży środki te wraz z parciem są gotową receptą na
tragedię) ani dieta ani ruch. Strasznie boję się tej operacji! Jeszcze nie
mówiłam o tym ginekologowi. Starania będę musiała pewnie przerwać na jakieś 4
miesiące (jeszcze dobrze ich nie zaczęłam, a już muszę sobie dać spokój). Po
niedzieli mam się zaszczepić na żółtaczkę i tak się zastanawiam, czy biorąc
ten antybiotyk na e.coli powinnam się szczepić - przecież jałowy organizm
zaraz złapie żółtaczkę. Mam tysiąc myśli na minutę i nie wiem, jak to
wszystko poukładać, żeby było dobrze.
Przepraszam, że się tak strasznie rozpisałam, ale musiałam to komuś
powiedzieć. Mam nadzieję, że Was nie pousypiałam