Muszę się wyżalić, ale nie mam komu więc pomyślałam o Was
dziewczyny, bo przecież nikt tak nie zrozumie człowieka jak osoba
będąca w podobnej sytuacji

Od połowy marca brałam zastrzyki.
Najpierw była to dipherelina 0,1, potem gonal f, merional. W trakcie
całej stymulacji byłam na 1(!) usg i to po 6 dniach stymulacji
gonalem. Okazało się, że "wyprodukowałam" raptem 4 pęcherzyki (mam
jeden jajnik). W zasadzie juz w tym momencie powinnam się poddać,
ale pod naciskiem męża zdecydowałam się na kontynuację procedury.
Dziś miałam punkcję, w tych 4 pęcherzykach nie było ani jednego
jajeczka. Jestem wściekła, załamana. Mam żal do lekarza, że nie
podszedł indywidualnie do tematu, tylko przepisał mi standardową
dawkę leków sugerując się moim "młodym" wiekiem. Dziś usłyszałam
tylko tyle, że powinnam przyjąć dużo większą dawkę hormonów. Nie
było słowa przepraszam, przykro mi.. Nigdy nie przypuszczałam, że
procedura in vitro może zakończyc się już na tym etapie. Po prostu,
nie zakładałam takiej możliwości...