Dodaj do ulubionych

Totalny kryzys

10.04.08, 09:42
Mam co jakiś czas takie chwile załamania. Nie wierzę wtedy , że może
jeszcze kiedykolwiek będę miała swoje dziecko. Czas goni , 35 lat
już nie brzmi w kontekście naszej walki optymistycznie, nie mam siły
na lekarzy, mam wątpliwości , czy ci lekarze u których bywam na
wizytach naprawdę chcą i mogą pomóc itd, totalny kanał. W dodatku z
M też do d... I w dodatku to parcie otoczenia, mam już dość, czuję
się jak wybryk natury, wszyscy dookoła mogą mieć dzieci , ile chcą ,
kiedy chcą , planują, narzekają . Nie mam siły tego słuchać . Tak mi
źle , dziewczyny dajcie troszkę nadzieji.
Obserwuj wątek
    • wiewiorka76 Re: Totalny kryzys 10.04.08, 10:00
      Chciałabym Ci dać trochę nadziei, ale niestety, sama jestem w
      takiej kondycji jak Ty. Za 3 mies skończę 32 lata, staramy się od
      prewie dwóch lat, za nami hormonalne leczenie męża, dwie
      inseminacje i brak pomysłu na to, co dalej. Mamy dwie możliwosci -
      dalsze iui, ale tylko jeśli zrobię HSG, którego się panicznie boję,
      albo in vitro. Mąż ostatnio bardzo poprawił wyniki, ale i tak
      bardzo odbiegają od normy - tylko 8% o prawidłowej budowie, duże
      problemy z ruchliwością. Czasami sobie myślę, że byłoby lepiej,
      gdyby plemniki byly calkiem do d.... , wtedy przynajmniej wszystko
      byloby jasne - od razu icsi. A tak, szarpię się sama ze sobą co
      dalej robić i nikt mi nie jeste w stanie nic mądrego doradzić. Nie
      chcę, żebyśmy za kilka mies. byli w tym samym miejscu, tyle że ja z
      traumatycznymi wspomnieniami po HSG, no i lżejsi o kilka tys zł, po
      kilku następnych nieudanych iui. Czuję jak popadam w depresję,
      właściwie jak tylko wracam z pracy deprecha o sobie przypomina. Nie
      mam siły na nic i przeraza mnie to, co jeszcze przed nami.....
      • aneta-264 Re: Totalny kryzys 10.04.08, 10:29
        Ja dopiero zaczynam poważne leczeni,tzn.badania,tak mi sie
        przynajmniej wydaje.Wcześniej trafiałam do konowałów,którzy na
        podstawie usg twierdzili,że wszystko jest ok.Wybrałam się do kliniki
        i zobaczymy co będzie.Co stwierdzą.Przede mną hsg.Zaczynam teraz na
        prawde sie bać że moze te jajowody albo co chyba gorsze jakas
        endometrioza.I też wkurza mnie otoczenie niektórych osób.Jak słysze
        pytanie szczesliwego rodzica NO A WY KIEDY to szlak mnie trafia i
        mam ochote krzyknąć A H...CIE TO OBCHODZI ale grzecznie
        odpowiadam,ze w swoim czasie.Pozdrawiam
        • rodzynek1000 do Wiewiórki 10.04.08, 11:21
          Wiewiórka, a czemu Ty sobie tego HSG nie zrobisz w narkozie? Koszt
          około 1000 ale i tak taniej niż in vitro i przynajmniej masz
          pewność, że jajowody drożne.
          • wiewiorka76 Re: do Wiewiórki 10.04.08, 11:40
            Myślę nad tym, ale w naszym przypadku Hsg może być całkiem bez
            sensu - nasze plemniki są słabiutkie i mają bardzo małe szanse,
            niezaleznie od drożności. Jakie dokładnie - tego nikt mi nie powie
            sad Gdyby wyniki męża były ok, pewnie nie zastanawialabym się ani
            przez chwilę.
            A poza tym w moim mieście chyba nikt nie robi tego w narkozie,
            musiałabym znów jechać do Warszawy no i narkozy też się boję....
            crying((( Wiem, mazgaj jestem crying
            • dobdob0106 Re: do Wiewiórki 10.04.08, 14:21
              Nie bój się, to da się przezyć, ja nawet laparoskopię przeżyłam ,
              też diagnostycznie. Lekarze mówią : po co czekać, szkoda czasu, przy
              invitro i tak nie muszą być drożne jajowody. Ale kiedy nie uda się
              invitro , a przecież jest taka możliwość i ma duże
              prawdopodobieństwo, to dopiero jest szok , nie wiadomo co
              robić .Pozdrawiam.
      • dolce4 Do Wiewiórki!!! 10.04.08, 15:27
        Kochana rozumiem Cię doskonale!!I zachęcam do dalszej walki mimo
        słabego nasienia. Nie rozumiem tylko jedno!! Po jaką cholerę Ty
        płacisz za IUI??Ja też chodziłam - chodzę do lekarza prywatnie!! -
        Koszt wizyty 200zł! ale na IUI i badanie nasienia dostawałam
        skierowanie do szpitala i nic nie płaciłam!!!! Miałam w sumie 2 razy
        i mimo super nasienia i super idealnych warunków nie udało się a
        udało się potem naturalnie. Tak więc ja zachęcam Cie do IUI - próbuj
        tak do 7 razy i dopiero potem zobaczycie co i jak - co szkodzi Wam
        na przeszkodzie? Do szczęścia potzrebny jest tylko JEDEN
        ŻOŁNIERZYK!! i ten moment. Pogadaj z lekarzem i niech da Ci
        skierowanie na IUI na oddział w szpitalu - możesz robić ile chcesz
        tylko problem w tym że lekarze wolą sami i żeby im płacić!!No chyba
        że leczysz się w prywatnej klinice i tam się to odbywa i za to
        płacisz. Ale prawda jest taka,że nawet jak lekarze pracują gdzieś
        prywatnie to i tak pracują w szpitalu państwowym. Nie poddawaj się a
        się uda, mówię Ci to!
      • martucha90 Re: Totalny kryzys 10.04.08, 16:04
        wiewiorka76 napisała:

        > ale tylko jeśli zrobię HSG, którego się panicznie boję,

        Wiewiórka, hsg to małe miki, 10 minut na fotelu, a potem hop!
        i na zakupy się idzie. Boli jak przy @, nie bardziej smile
        Mam na myśli oczywiście hsg polegające na wlaniu kontrastu i
        przejechaniu usg po jajowodach, a nie rtg.
        • wiosenka1 Re: Totalny kryzys 10.04.08, 18:26
          Hsg nie jest bolesnym zabiegiem, jeśli Martucha się rodziło, a Ty
          rodziłaś. Mnie też hsg nie bolało.
          Własnie, wydaje mi się że podstawowym postepowaniem przy braku
          możności zajścia, to właśnie, badanie nasienia, monitorowanie
          owulacji, hsg, laparoskopia, i ewentualne inv.
          Jestem juz przed ostatnim punktem, to rezultat 12 cykli zmagań się,
          chyba po pół roku prób zrobiłam hsg, warto dziewczyny, warto. Przed
          staraniami ostatnia rzeczą o której myslałam była moja obecna
          niedrożność. Cóż ironia losu.
          Laparo warto zrobic nawet przed inv, gin ostatnio mi tłumaczył, że
          często jajowód zarasta od strony tych chwytawek(?) wówczas tam
          zbiera sie toksyczny płyn, który może powodować nieudane inv.
    • idapil Re: Totalny kryzys 10.04.08, 15:32
      dobdob0106 - chyba jednak nie jesteś "wybrykiem natury" jest nas
      cała masa. Ja ciągle się o tym przekonuję jadąc do kliniki. I też
      jest nas sporo po 30-tce (ja mam 32). Zostało mi już tylko (a może
      aż) in vitro. Takie chwile załamania nietsety towarzyszą też każdej
      z nas (myślę że nie ma tu wyjątków). Musimy się po prostu wspierać.
      Mi pomaga czytanie tych pozytywnych wątków! Głowa do góry i działamy
      dalej.
      • wiewiorka76 Re: Totalny kryzys 10.04.08, 20:23
        Dzięki dzewczyny, super, że mogę liczyć na Wasze wsparcie. Za dwa
        tyg jedziemy do lekarza mojego męża i zobaczymy w jakiej kondycji
        będą plemniki. Jeśli będzie w miarę ok, to sie zastanowię na HSG.
        Zresztą lekarz męża, dr Wolski z Novum, też uważa, że in vitro to
        ostateczność i zaleca min. 4 iui. Oczywiście warunkiem zrobienia
        HSG (o ile się odważę) będzie końska dawka znieczulenia, inaczej
        nie dam się dotknąć.
        Dolce, u nas iui w państwowym szpitalu nie przejdzie, leczymy się u
        ginekologa z Novum, więc nawet niezręcznie proponować sad A lekarza
        zmieniać nie chcę, bo naprawdę zna się na rzeczy i tylko do niego
        mam zaufanie.
        • po_trzydziestce1 Re: Totalny kryzys 12.04.08, 21:27
          Dlaczego Ty tak panicznie boisz się HSG? Za dużo o tym pewnie w
          necie czytałassmile Ja balam się okropnie i to nie wyniku tylko bólu.
          Pojechalam do szpitala jak na ścięcie. Badanie kompletnie NIC mnie
          nie bolało, a jedyne co dostalam przed - to ketonal w pupę. I ten
          zastrzyk najbardziej mnie bolałsmile Kiedy lekarz powiedział, że już
          po wszystkim i wyniki mam książkowe - byłam w szoku. Bo leżałam na
          stole i wbijalam sobie paznokcie czekając na ten ból, o którym tyle
          czytalam. Potem zadręczalam się myślami, że skoro mnie nie bolalo,
          to pewnie żle zrobili badanie i dalej nie mialam pewności czy aby na
          pewno mam drożne jajowody. No i nie doczekałam już następnego
          okresu, bo zaszłam w ciąże. Teraz znów zaczynam starania, bo ciąże
          poronilam 2 dni przed Wigilią. Ale teraz wiem, że jak zajdzie taka
          potrzeba znów pojde na HSG i zniosę każdy ból by ponownie zobaczyć
          najpierw II kreski a potem małą, tętniącą życiem kruszynkę na USG.
          Życzę odwagi i powodzenia!
    • uccellino Re: Totalny kryzys 13.04.08, 09:24
      Nadziei nie umiem dać, ale może parę słów wytłumaczenia, dlaczego
      jest aż tak trudno. Na WO nikogo nie zainteresowała moja nowa
      książka:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=586&w=78054594
      a ja ją już przeczytałam i oczy otworzyły mi się na niektóre sprawy.

      W skrócie:

      - to, co tracimy przy niepłodności, to nie tylko dziecko, ale cała
      nasza "opowieść reprodukcyjna" [reproductive story] czyli złożone,
      wieloelementowe marzenie o rodzicielstwie i o przebiegu naszego
      dorosłego życia. Np. o tym, kiedy dzieci maja się rodzić, ile ma ich
      być itp. Kiedy pojawia się niepłodność, wszystko jest już
      dramatycznie nie tak, jak miało być - nawet jeśli kiedyś się tego
      maleństwa doczekamy. Autorzy mówią, że niepłodność, nawet zakończona
      poczęciem i narodzinami, jest stanem nieodwracalnie naznaczajcym
      zycie [life altering event]
      - jeśli to niepłodnośc pierwotna, to w dodatku tracimy możliwość
      zrobienia kolejnego kroku w swoim dojrzewaniu jako jednostki i jako
      para. Dlatego czujemy sie obco - bo wszyscy sa po drugiej stronie.
      - autorzy używają do mówienia o niepłodności, co jest dla mnie chyba
      największym odkryciem, pojęcia traumy, co więcej, traumy
      powtarzającej sie i dlatego tak wyczerpującaej emocjonalnie
      - używaja też pojęć straty i żałoby. I wiecie co? Żadna inna żałoba
      w życiu nie jest tak trudna - bo każada dotyczy zdarzenia, od
      którego mamy szansę oddalić się w czasie, a dzięki temu przejść do
      kolejnych faz, aż do akceptacji. A w tym wypadku, zanim się
      porządnie wypłaczemy, w kolejnym miesiącu pojawia się kolejna strata
      i trauma, przez co załoba ma cykliczny charakter.

      Dobdob, masz prawo do totalnego kryzysu, bo przechodzisz coś, co
      jest trudniejsze od doświadczania "prawdziwej" śmierci. Tym
      bardziej, że brak jest rytuałów dla uczczenia tych "małych smierci",
      a otoczenie, nawet rodzina, sądzą, że nic się tak naprawdę nie stało.
      • wiewiorka76 Re: Totalny kryzys 13.04.08, 09:41
        Zgadzam się z tym, co przytoczyłaś. Chętnie bym sobie przeczytała
        tę książkę, może wtedy chociaż trochę zrozumiałabym moje chandry i
        szarpanie się ze sobą. Tylko zastanawiam się, czy jest dostępna w
        Polsce. Będę się rozglądać smile
        • tessie124 Re: Totalny kryzys 13.04.08, 10:41
          Z tego co przytoczyłaś to ta książka jest sensownie napisana i bardzo wiele
          wyjaśnia... Szkoda, że u nas jest to wciąż temat tabu, może nie do końca tabu,
          ale osoby borykające się z tym problemem są zostawione same sobie. Jeśli masz
          pieniądze to jeszcze masz szanse na specjalistyczne leczenie a jeśli nie... to
          niestety klapa. I to chyba nie tylko chodzi o in vitro, ale również o pomoc
          psychologiczną, i nawet tu państwo Polskie nie stanęło na wysokości zadania.
          Smutne to wszystko.

          Pozdr

          Tess.
          • agga80 Re: Totalny kryzys 21.04.08, 09:27
            Czesc, ja tez mialam kryzys wczoraj. wiem ze jestem w troche lepszej
            sytuacji niz niektore z Was poniewaz mam dopiero 28 lat i 2 lata
            staran za nami. Ale czasem nawet najblizsi potrafia wbic szpile!
            chociaz wiedza dobrze o calej sytuacji (mowa o rodzicach). Nie wiem
            o c chodzi, czy mysla ze gadaniem o wnukach pomoga. Dzieki ze jest
            miejsce gdzie mozna sie przynajmniej wypisac ze smutku. Pozdrawiam
            Was
      • z_milo do uccellino 13.04.08, 11:33
        chciałbym zrobić wątek o niepłodności (to takze mój problem od 4 lat) na forum,
        którym się opiekuję, albo jeśli możesz to Ty go zrób i bardzo by mi zależało na
        zacytowaniu Twojego skrótu książki o której piszesz... co Ty na to? (jeśli nie
        masz ochoty na wpis, to proszę o zgodę na cytat)

        zapraszam forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49451
        • uccellino Chyba nie całkiem rozumiem tę prośbę? 13.04.08, 12:34
          Chcesz wkleić tam link do mojego postu? No to go ahead! Chcesz,
          żebym się tam wypowiedziała jeszcze raz? Napisała więcej o książce?
          mogę, nie ma problemu.

          Tylko napisz mi, proszę, czym zajmuje sie to forum.

          Tak naprawdę moim wielkim marzeniem jest animowanie środowska osób
          borykajacych się z niepłodnością - załozenie porzadnego portalu,
          wydawanie czasopisma, wartościowych książek, prowadzenie warsztatów
          psychologicznych... Kto ze mną? Zakładamy taki biznes?
          • z_milo Re: Chyba nie całkiem rozumiem tę prośbę? 13.04.08, 14:00
            ooo smile, dzięki za natychmiastową reakcję, proszę Cię o wątek na ten temat na
            moim forum i tenże właśnie cytat, nie chcę go wycinać i udawać, "że jam to nie
            chwaląc się znalazła", a tekst wydaje się wyjątkowo cenny dla osób dotkniętych
            niepłodnością jak i dla tych, które z takim osobami mają do czynienia, chociażby
            się przyjaźnią ale trudno im zrozumieć to, czego nigdy same nie doświadczyły,
            zatem serdecznie i ciepło zapraszam Cię na moje forum i proszę o wątek na
            wiadomy temat smile we wcześnniejszym wpisie jest link do forum
            "zwierciadło.czytam", w tym też smile a forum z założnia ma byc blisko człowieka,
            ale bardziej intersuje nas psyche, choc oczywiście nie lekceważymy ważności ciała

            z chęcią też bym jakoś włączyła się w "ruch" na rzecz niepłodnych małżeństw,
            problem jest bardzo szeroki a wciąż za mało i źle obecny w mediach i świadomości
            ludzi, skazując nas dotkniętych na alienację społeczną i psychiczną... mi się
            marzy jakiś krąg kobiet wspierających się w przechodzeniu przez traumę
            niepłodności... żeby bardziej się skupić na stronie ducha i psychiki a nie
            stymaulacji i zastrzyków...
            • uccellino OK, napiszę w wolniejszej chwili :-) 13.04.08, 20:44
              Nie umiem powiedzieć, kiedy to będzie.
              • uccellino Napisałam. 14.04.08, 19:52
                Zapraszam wszystkie, bo wypisałam się tam znacznie obszerniej niż
                tu, walnęłam kompletną recenzję książki ;-D
                • z_milo Re: Napisałam. 14.04.08, 20:14
                  uccellino napisała:
                  Zapraszam wszystkie, bo wypisałam się tam znacznie obszerniej niż
                  tu, walnęłam kompletną recenzję książki ;-D

                  uccellino, widziałam i dziękuję smile i oczywiście zapraszam Was wszystkie do tego
                  wątku
      • tafti Re: Totalny kryzys 13.04.08, 12:04
        dokladnie... (musi byc to dobra ksiazka; bardzo chcialabym ja moc
        przeczytac)

        ja czuje jak powoli umieram... umiera moja kobiecosc... oddala sie
        wszystko, co bylo wazne naprawde w zyciu... i nasze malzenstwo
        przechodzi zmiany (byc moze nie przetrwamy tego wszystkiego, choc
        kochamy sie... skomplikowane)...

        mezczyzni jednak inaczej to czuja. czasem mam wrazenie, ze jednak ten
        bol i ciezar najwiekszy 'nosze' w przewadze ja sama, choc... to
        wlasnie nieplodnosc meza stanela na drodze naszego szczescia, naszej
        przyszlosci... bez watpienia to kwestia charakteru rowniez. ja biore
        na siebie tyle, ile 'pozwalam' sobie samej wziac, 'wwalic' na kark...
        ale ja innaczej nie umiem.......

        bo dziecko, ciaza, rodzicielstwo to z natury sfera blizsza, mimo
        wszystko, kobiecie. facet 'obejdzie sie' bez dziecka, potrafi
        odnalezc 'zamienniki' w zyciu, cele, ktore tak samo moga go napedzac,
        motywowac do zycia, rozwoju, dzialania...

        ja - nie potrafie (jak dotad) funkcjonowac normalnie z perspektywa
        nie_posiadania dziecka /nie stac nas w tej chwili na inv, a dochodze
        do 30tki/.

        a ludzie, ktorzy mnie otaczaja, nic nie rozumieja i dziwia sie
        wszystkiemu...

        • lusiasia Tafti 14.04.08, 20:29
          po czesci czuje to samo co ty...z mezem i bolem
          ja sobie powtarzam ze dla chcacego nic trudnego, moze nie dzis, ale moze za
          jakis czas
          ja mieszkam za granica i chcialam sie dalej leczyc w polsce ( to bylo by juz 3
          in vtiro) ale teraz troche zostalam uwiazana i nie moge dostac urlopu zeby sie
          leczyc (a przeciez leczenie kosztuje, to z pracy raczej zrezygnowac nie moge)
          ale daje sobie na wstrzymanie i moze to sie jakos samo rozwiaze, zebym jednak
          jeszcze sprobowala z leczeniem, zanim bede za stara crying
    • uccellino A ja się martwię, gdzie jest dobdob... 14.04.08, 20:42
      I jak się czuje. Mam nadzieję, że moja analiza jej nie dobiła...
    • dobdob0106 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 10:02
      Na początku starań myslałam ,że juz gorzej być nie może, myliłam
      się, niestety. Dziewczyny jak ja wam zazroszczę , że macie mężów
      którzy was wspirają, rozmawiają na ten temat, że w tym nieszczęściu
      jesteście razem. Ja niestety nie mam takigo " konfortu". Mój M mnie
      delikatnie rzecz nazywając olał, totalnie. Na każdą próbę rozmowy z
      mojej strony odpowiada tylko milczeniem lub pytaniem o co mi chodzi.
      Juz brakuje mi cierpliwości. Chwilami jestem przekonana , że juz
      czas to skończyć, zamknąć głośno drzwi za tą farsą nazywaną
      małżeństwem, potem jestem przerażona , sama nie wiem co mam robić,
      jestem w takim maraźmie , że trudno opisać. Coraz częściej dopada
      mnie myśl, że zmarnowałam sobie życie, wybrałam nieodpowiedniego
      człowieka, nic dobrego juz mnie nie czeka, tylko taka bezlitosna
      wegetacj. Przepraszam , że tak się użalam nad sobą, ale ....
      • mewa.mewa Re: Totalny kryzys 18.04.08, 10:54
        Nie obwiniaj siebie o wszystko, proszę. I nie miej żalu do samej
        siebie, że jesteś smutna.
        Podejmujemy w życiu pewne decyzje, dokonujemy wyborów i czynimy to w
        dobrej wierze, że to jest słuszne i ja wierze głęboko, ze na danym
        etapie życiowym, w konkretnej sytuaci był to dobry wybór i tylko
        perspektywa czasu, późniejsze złe doświadczenia, wiedza zebrana
        przez lata, każą nam ponownie analizować inne wybory, wówczas
        możliwe a jednak nie do zrealizowania, z powodów czasem błahych
        czasem poważnych.
        Jesteś w niewesołej sytuacji, pełnej stresu i lęku co dalej. Nie
        trać nadziei, ona jest dobrą towarzyszką w takich momentach. W końcu
        i tak, i tak będziesz musiała stanąć przed kolejnym wyborem, podjąć
        decyzję co dalej i ja życze Ci jednego - przeświadczenia o
        słuszności podejmowanych kroków smile
        • rodzynek1000 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 11:13
          Myślisz, że dziecko uratowałoby Wasz związek?
          • dobdob0106 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 12:52
            Myślę, że tak.
      • dolce4 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 12:32
        jedno jest pewne, dziecko żadnego związku nie uratuje.Każdy boi się
        nowego i boi się stracić tego co ma nawet jak jest nie tak. Ale
        pomyśl,że może jednak byłoby lepiej i coś innego Cię spotka?I
        będziesz bardziej szczęśliwa?Nie wiem jak będzie bo tego nikt nie
        wie, bo może być tak, że jednak będziecie razem i lata polecą ty
        bardziej zgorzkniejesz a on na końcu sam nie wytrzyma i on odejdzie -
        i dopiero wtedy będzie źle.Ach życie nigdy nie wiadomo co nas
        spotka.
        • rodzynek1000 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 14:05
          Właśnie do tego zmierzam... My staramy się drugi rok i z każdym
          dniem kochamy się coraz bardziej. Ale może Twój mąż nie potrafi
          rozmawiać i wyrażać swoich uczuć, może nie wyniósł tego z rodzinnego
          domu. Mam koleżankę w pracy, ma dziecko i ma męża, któeego nie
          cierpi, płacze mi tutaj, że jest z nim tylko dlatego, żeby nie
          sprawić przykrości dziecku i żeby nie mała, to już dawno by się z
          nim rozwiodła. Kurczę, łatwo nam tak wypisywać "mądre" rady, kiedy
          my nie żyjemy Twoim życiem... Z drugiej strony martwię się, że
          zapominasz trochę o sobie, w końcu obowiązkiem męża jest wspierać
          żonę, powinniście iść przez życie razem, dzielić się swoimi
          problemami. Akurat mi ta jedna sprawa układa się super - mam
          cudownego narzeczonego, który za 3 tygodnie będzie moim mężem. I
          chociaż nie zawsze układało nam się cudownie, to jednak obecne
          relacje były budowane wspólnym wysiłkiem. Do tego potrzebna była w
          pewnym momencie moja dramatyczna decyzja - popraosiłam mojego M.,
          żeby sie wyprowadził. Wytrzymał miesiąc i wtedy chyba zrozumiał, że
          problemy same się nie rozwiązują, że o związek trzeba walczyć, że
          nie można ignorować potrzeb innych ale przede wszystkim tutaj chodzi
          o szanowanie swoich wartości (wzajemne).
    • dobdob0106 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 14:27
      Obawiam się , że mój M nie radzi sobie z tą sytuacją, nigdy nie był
      szczególnie rozmowny gdy pojawiały sie problemy, ale teraz to już
      masakra. Może się mylę , może to wcale nie bezradność powoduje jego
      zachowanie, tylko poprostu jest takim bezdusznym palantem. Sama nie
      wiem co myśleć, nigdy go za nic nie obwiniałam , wręcz przeciwnie .
      Z resztą ja uważam , że w kwestii niepłodności nie ma winnych. Mówię
      wam dziewczyny kiedys to był fantastyczny facet z pasją, było nam
      naprwdę dobrze, aż pojawił się problem dziecka, właściwie to dopiero
      po nieudanym invitro. Ja mam inny charakter , uważam że jeśli jest
      szansa to trzeba walczyć. Może dlatego jest mi tak beznadziejnie, bo
      w tym przypadku nie mogę przecież walczyć sama. Dzięki za to , że
      ktos mnie słucha, właściwie czyta.
      • z_milo Re: Totalny kryzys 18.04.08, 14:47
        dobdob0106 napisała:
        Dzięki za to , że ktos mnie słucha, właściwie czyta.

        ...czyta, czyta... dużo Ktosiów... nasz problem, może pozbawić życie
        pasji... zaprowadzić na emocjonalne bezdroża, niepłodność, to
        ogromny ciężar, a dodać do tego brak oparcia w M... kto to
        udźwignie?

        dobdob, życzę Wam z całego serca pozytywnego przełomu w Waszych
        staranich!
      • tafti Re: Totalny kryzys 18.04.08, 15:44
        dobdob0106....
        Wiem, co czujesz, bo... dokladnie na takim 'rozdrozu' malzenskim, jak
        Ty, jestem.............

        nie wiem, co robic
      • joanna9629 Re: Totalny kryzys 21.04.08, 10:07
        Kochana dobdob0106 witam Cię bardzo cieplutko.Wiem dokładnie co czujesz.Ja w tej
        chwili jestem w parcy, ale tak jakby poza nią.Od wczoraj również mam totalny
        dołek.Dzisiaj stuknęły mi 33 lata.Jestem po dwóch zabiegach ISCI jedno w Novum
        drugie w Gamecie.To pierwsze w 1998r a więc 10lat temu i co i nic z tego.Drugie
        w 2001w gamecie.Ciąża do 7 tygodnia i koniec. Łzy i depresja oraz postanowienie
        że nigdy więcej, ale jak sama dobrze wiesz czas leczy rany.W 2003-2004 roku
        kolejne wizyty i próba inseminacji nasieniem dawcy9 u mojego meża brak plemników
        w nasieniu)oczywiście ta inseminacja za moją namową.Jest mi tak zle dlatego że
        mój mąż w ogóle nie chce na ten temat rozmawiać.Prawie od 4 lat nic nie robimy w
        tym temacie i on najlepiej by chciał żebym była sczęślwa, uśmiechnięta i
        zadowolona, a gdzie moje marzenia i pragnienia.Myślę że Tobie jak i mnie łatwiej
        by było gdyby nasi szanowni małżonkowie nas wspierali, rozmawiali dużo na te
        tematy i w końcu coś zaczęli działać. U mnie wkuzra mnie to że wszytko ma
        wychodzić z mojej ininicjatywy a on jeszcze niezadowolony i jakieś fochy.Nie
        wypominam mu tego ale to przecież on nie ma pmlemników w naszieniu i tu leży
        główna przyczyna i pomimo tego ze widzi jak bardzo mi zależy nic nie robimy.On
        po prostu uważa że głową muru nie przebijemy i już zrobiliśmy dużo.No dobrze ja
        nie mówię że nie, ale nie ma efektu.Ja juz też nie mam siły dalej tego
        znosić.Oststnio dzwoniłam do lekarza i on mi mówi może inseminacja bez wiedzy
        męża,ale chyba nie mam na to odwagi a zreztą co potem i tak tzrba powiedzieć
        prawdę.Boże dziewczyny jakie to wszystko trudne.A żeby było jeszcze weselej to
        ja nawet tak do końca nikomu nie mówię że to wina głównie mojego męża.Boję się
        że osoby patrzące na to z boku i widzące jak bardzo chcę mieć dziecko doradzą mi
        to znajdz sobie innego faceta.Przyznam że nieraz mam takie myśli, ale przecież
        tak naprawdę ja go kocham, tylko nie moge do końca zrozumieć.,On twierdzi że ja
        się zmieniłam i teraz odwraca kota ogonem że dziecko niewskazane.No tak może się
        zmieniłam. każda kobieta która nie ma nadziei na dziecko też będzie nerwowa.Są
        dni lepsze, ale dzisiaj jest właśnie ten gorszy.Dobdob0106 nie wiem jak Cię
        pocieszyś, ale doskonale Cię rozumiem, bo mam dokładnie tak samo.Jesteśmy po
        prostu same z tymi trudnymi tematami.Boże jakie to zycie jest trudne.Już sama
        nie wiem co robić.Ten problem przenosi się na wszystkie sfery mojego życia.Nie
        wiem co dalej robić?>
    • dagmara-k Re: Totalny kryzys 18.04.08, 14:31
      piekny watek dziewczyny.... chcialabym zeby przeczytali go wszyscy ktorzy mi
      mowia zebym przestala myslec a zaczela sie modlic, bo sama sobie krzywde robie i
      podtrzymuje nieplodnosc. a ja po prostu cierpie. zwyczajnie. jak kazdy, kto
      doswiadcza nieplodnosci.
      • gosia1705 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 15:43
        Poryczałam się
        Ja mam oparcie w meżu to cudowny facet ale powiem Wam ,że coraz
        bardziej siada mi psychika w tej nierównej walce. M mówi do mnie że
        na pewno będzie dobrze a ja... chciałabym wierzyć że będzie dobrze
        ale nie raz doświadczyłam że dobrze nie było.
        Pozdrawiam cały wąteczek i życzę Wam wszystkim i sobie dużo siły.
        • rodzynek1000 Re: Totalny kryzys 18.04.08, 15:57
          Kurczę, powiedz mu, że chesz, żeby ten facet z pasja wrócił!!!!

          Skoro sama piszesz, że był fantastycznym facetem musisz do niego
          przemówić. Nie on jeden na świecie nie ma dzieci, to nie powód do
          rozbicia małżeństwa, miłość musi wrócić!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka