gomosiana
26.09.08, 09:58
Kochane!
Staramy się 3 lata, a leczymy 2. Na początku leczenia trafiałam do
beznadziejnych lekarzy, którzy nic nie robili (nawet głupich badań
hormonów) bo twierdzili że jest wszystko ok i to wina mojej
psychiki. Poszłam więc do lekarza prywatnie (polecanego na forum)
który zlecił badania: hormonów tarczycy i prolaktynę. Wyszły ok więc
zrobił USG, wyszło ok i dodatkowo byłam po owu więc stwierdził że
widać ze owu wystąpiła, czyli ok. Dodam że nie miałam monitoringu
cyklu. Potem zlecił badania męża, które wyszły całkiem przyzwoicie
więc dostałam skierowanie na histerioskopie, po której wyszło że mam
małego polipa (nie usuneli go) i niedrożne jajowody. Dostałam
skierowanie na laparoskopie. Mój M bał się o mnie i chciał żebym
skonsultowała z innym lekarzem czy laparo jest konieczna. Poszłam
więc do innego lekarza i tam dowiedziałam się że histeroskopia nie
bada drożności jajowodów! Zrobiła mi też monitoring i wyszło że nie
mam owu! Miałam jeden cykl monitorowany, brałam clo i pregnyl ale
źle się po nich czułam i zatrzymał mi się @. Dodam że żaden lekarz
nie chciał mi zrobić HSG. Doszłam do wniosku że bez sensu jest brać
hormony jak nie wiadomo czy mam drożne jajowody. Pojechałam więc do
zakonnicy, która leczy niepłodność ziołami, ale dalej bez efektów.
Nie wiem już co robić dalej, do jakiego lekarza iść. W sumie to
byłam już chyba u 5. Już nie mam siły! Myślałam o klinice
niepłodnośc w Krakowie lub Warszawie ale to spora odległość (pracuje
w szkole i niestety nie mogę często być na zwolnieniu).
Co robić?! Czemu lekarze tak nas lekcewarzą? Na myśl że mam znowu
iść do gin robi mi się słabo.
Pozdrawiam