Dodaj do ulubionych

Dziecko z in vitro a rodzina

04.12.08, 16:35

Zatem lata staran za nami- mam te nadzieje- konczy sie wlasnie 3 mc.
7 dlugich lat. Rosna wreszcie dwa ICSI bobasy w moim brzuchu.
Przegladam pomalu Burde z wykrojami dla dzieci, przemeblowuje w
mysli dzieciecy pokoj, ktory tyle lat lezal odlogiem i pelnil
funkcje sypialni dla gosci...
Zastanawiamy sie tez- jakie imiona im wybrac, no i co sie z tym
laczy- chrzest... W zwiazku z in vitro wystapilam z KK, przeszlam do
ewangelikow. Moja rodzina nie chce tego zaakceptowac i nagle, pomimo
wczesniejszych motywacji, aby sie leczyc- nagle jest przeciwna
naszym dzieciom- nie chce przyjechac na chrzest, nie chce ich znac,
bo to odszczepiency tak jak my.
Oczywiscie- moge powiedziec, ze mi to wisi- mam cudownego meza,
przyjaciol. Niektorzy mowia- zobaczysz, dzieci przyjda na swiat,
wszystko sie rodzinie ulozy w glowach.
Ale ja wiem, ze w tak ortodoksyjnej jak moja to akurat nie bedzie
mialo miejsca. Kosciol jest najwazniejszy i co ludzie powiedza.
In vitro jest nagle tez grzechem, bo kosciol tak mowi. Kosciol, z
ktorego wazylam sie wystapic.
Zatem musze pomalu przyzwyczajac sie do scenariusza wychowania
naszych in vitro-dzieci bez mojej czesci rodziny.
To troche trudne, bo mieszkam poza krajem, chcialabym
przekazac/pokazac im moj jezyk, pare obyczajow. Bez zywych
przykladow/ odnosnikow w kraju- zakrawa to na teorie...
Oczywiscie- od dzieci nie moge wymagac, ze beda kochac "moj kraj",
bo wyrosna w innym i ten bedzie ich domem.
Czy znacie kogos- (moze dotyczy to i Was), kto rowniez zyje bez
kontaktu z rodzicami, kto pomimo tego ze zyja, wychowuje dzieci bez
kontaktu z dziadkami?
Czy in vitro jest dla dziadkow problemem?
Czy wstydza sie tego?
Jak odnosza sie inni czlonkowie rodzin do Was i dzieci, ktore
powstaly przy pomocy medycyny?
Obserwuj wątek
    • insomnia0 Re: Dziecko z in vitro a rodzina 04.12.08, 16:51
      Czytam i nie mogę uwierzyć w to co napisałaśsad
      Niczym sie nie przejmuj... zwłaszcza głupimi komentarzami i opiniami rodziny.
      Ja tez mam Synka dzieki invitro..kocham go ponad zycie..Nigdy nie sadzilam ze
      mozna az tak kochać.. i fakt ze był to inny sposob zapłodnienia nie ma wogole
      znaczenia...
      Moi rodzice i dziadki meza oraz moja babcia kochają to malenstwo bardzo!!!!
      Oszalelismy na jego punkcie. jest naszym oczkiem w głowie.
      Mysle ze rodzina zmieni zdanie jak dzieci sie urodzą.. Własciwie niepowinnas im
      mowic o tym skoro maja taki stosunek do tego rodzaju leczenia.
      Miej wszystko w nosie i sie nie przejmuj... nosisz w sobie najpiekniejszy skarb-
      dwa skarby wink a ich miłość Ci wystarczy jesli rodzice nie zrozumieją swojego
      błedu...
    • ochra Re: Dziecko z in vitro a rodzina 04.12.08, 17:12
      To kościół ewangelicki akceptuje techniki wspomaganego rozrodu? Nie
      wiedziałam.
      • kolebeczka Re: Dziecko z in vitro a rodzina 04.12.08, 17:41

        Kosciol ewangelicki nie ma sprecyzowanego stanowiska wobec in vitro
        i jest generalnie wspolczesny i bardziej tolerancyjny wobec wielu
        aspektow (roli kobiety, celibatu, odmiennosci seksualnej, rozwodow i
        nowych zwiazkow), co wobec twardego anty KK to juz wielki plus.
        Przynajmniej dla mnie. Dla nas.

        Natomiast do poprzedniego postu...Dziekuje za slowa wsparcia.
        Moja rodzina byla jak najbardziej za in vitro. Do momentu, jak
        wystapilam z KK. Dla mnie to uczciwa decyzja, bo nie moge nalezec do
        zgromadzenia, ktore nie akceptuje mojego kroku i par nam podobnych.
        Wiem, ze chodzi o optyke, o tzw. wstyd w zwiazku z wystapieniem z KK.
        Coz- ekumenizm to slowo obce w kulturze katolickiej, w kazdym razie
        w mojej rodzinie. Ale ja nie potrafie zyc w klamstwie, nawet jesli
        konsekwencje sa bolesne...

    • biedronka.online Re: Dziecko z in vitro a rodzina 04.12.08, 18:00
      Kolebeczka, uważam że jesteś bardzo dzielna. Pamiętam Twoje
      wypowiedzi z poprzednich postów. Ja nie pomogę, bo dotąd robiłam
      tylko dwie IUI. Jesteś dzielna bo już poinformowałaś o in vitro całe
      otoczenie. Dla mnie cała sytuacja jest bardzo wstydliwa i nikt z
      rodziny nie wie poza dwoma zaufanymi osobami sad Póki co dla mnie IVF
      to ostateczność. Wiem, że nie dałabym radę przejść przez procedurę
      sama, bo z mężem bywa różnie. Musiałabym chyba się przyznać do
      leczenia licząc na wsparcie. Niestety podejrzewam, że mogłabym się
      przeliczyć. Bardzo chcę dziecka, ale ten temat jest dla mnie bardzo
      odległy i czasem sobie myślę czy warto korzystać z art. że to
      ingerencja w naturę i najbardziej bałabym się porażki lub tego, że
      dzieci nie będą zdrowe, albo co gorsza odziedziczą niepłodność. To
      trudny wybór. Ty już to uczyniłaś i nieczego nie cofniesz. Jeśli
      masz mądrego partnera to zaopiekuje się Tobą i dzieciaczkami i
      będzie walczył o związek do końca swych dni. Tego Ci życzę. Co do
      rodziny to myślę, że może faktycznie jak zobaczą śliczne zdrowe
      bobaski to pójdą po rozum do głowy. Powodzenia.
    • donata72 tesc katecheta!!! 04.12.08, 20:20
      a ja mam 28 miesieczne blizniaki i co jak mu powiedzielismy ze
      robimy ivf to ze napewno sie nieuda a co ludzie powiedza bo on taki
      swiety itp ale latal codziennie pokryjomu do kosciola modlil sie
      ateraz oszalal na ich punkcie w sumie mnie nieinteresuje co rodzina
      mysli ja mowie wwzystkim ze mam dzieci po ivf on nadal prosi zebym
      rodzinie niemowila i tak zyjemy sobie dalej w uwas tez sie ulozy
      zobaczysz
    • martucha90 Re: Dziecko z in vitro a rodzina 04.12.08, 21:44
      Kolebeczko, pamiętam Twoje posty i Twoje wiersze. Tak dużo
      przeszłaś. Siedem lat to bardzo bardzo długo. Byliście z mężem
      bardzo wytrwali, bo zależało Wam na dzieciach, na tych kolejnych
      członkach rodziny do kochania, bez których rodzina była uboższa.
      Ludzie są najważniejsi, nie idee, nie zasady. A jeśli dla kogoś nie
      są, to ma serce z kamienia. Katolicyzm tego nie tłumaczy, bo
      katolicyzm - o ile dobrze pamiętam - ma się zasadzać na miłości
      bliźniego. Niestety, często się zasadza na pilnowaniu, by nikt się
      nie wychylał, by wszyscy robili "co należy". Jezus się w grobie
      przewraca, widząc takich pseudowyznawców.

      > Czy znacie kogos- (moze dotyczy to i Was), kto rowniez zyje bez
      > kontaktu z rodzicami, kto pomimo tego ze zyja, wychowuje dzieci
      > bez kontaktu z dziadkami?

      Niestety, znam takie rodziny. To bardzo smutne.

      Gratuluję Ci ciąży, mam wielką nadzieję, że jej przebieg będzie
      spokojny, że urodzisz silne i zdrowe dzieci. Trzymaj się!
    • perelka110 Re: Dziecko z in vitro a rodzina 05.12.08, 09:43
      Przykro jest, ale to rodzina Twoja powinna czuć pustkę a nie Ty i
      stratę, że nie pozna wnuków. A Ty kochana ciesz się ciążą i
      świadomością że będziesz mamą dwójki cudownych dzieci. Czasami
      będzie ciężko, bo dzieci również dają zdrowo popalić, ale o tym
      szybko się zapomina jak widzisz jak się do Ciebie uśmiechają. U mnie
      w rodzinie też jest dziecko z in vitro i nikt z rodziny tego nie
      neguje, wszyscy się cieszą że jest z nami na świecie. Aktywnie
      uczestniczą w życiu kościoła, ale powiem Ci tylko jedno - wszystko
      zależy od mądrości ludzismile Trzymaj się ciepło, a tymbrardziej że już
      blisko święta i ciesz się chwilą.
      • kolebeczka Re: Dziecko z in vitro a rodzina 05.12.08, 11:30
        Dziekuje Wam z serca za cieple slowa!

        Ktos tu zalozyl watek o Bozym Narodzeniu i pragnieniu dziecka.
        W tym roku towarzysza mi ciut mieszane uczucia- nosze bowiem tych
        wymarzonych dwoje pod sercem, ale niektorzy ich nie chca, bo...
        No coz- powod zawsze sie znajdzie.
        A jesli znajdzie sie w samej rodzinie to przeciez o tylez latwiej w
        tzw.wielkim swiecie pelnym niezrozumialych doktryn.
        Tak mi sie nasuwa wiersz:
        _____________
        Wislawa Szymborska/ "ROZPOCZĘTA OPOWIEŚĆ"

        Na urodziny dziecka
        świat nigdy nie jest gotowy.(...)
        Oby połóg był lekki
        i dziecko rosło nam zdrowo.
        Niech będzie czasem szczęśliwe
        i przeskakuje przepaście.
        Niech serce jego ma zdolność wytrwania,
        a rozum czuwa i sięga daleko

        Ale nie tak daleko
        żeby widzieć przyszłość.
        Tego daru
        oszczędźcie mu, niebieskie moce.
        _________________________



        Co do obaw w zwiazku ze zdrowiem dzieci po in vitro...tylez dzieci,
        juz doroslych siedzi w zamknietych zakladach lub jezdzi na wozkach
        lub przykutych jest do lozek, a nie powstaly z in vitro.
        Mysmy tez nie powstali i mamy klopoty z plodnoscia- skad wiec ten
        strach, ze dzieci tylko po in vitro beda "nie takie"?
        Kazda ciaza jest ryzykiem- zaklady diagnostyki prenatalnej pelne sa
        ciezarnych matek (ktore zaciazyly zupelnie naturalnie) i dylematow:
        co zrobic, jesli stwierdza, ze plod jest uposledzony?
        Zyjemy w czasach, gdy nie od sposobu zaplodnienia zalezy nasze
        zdrowie. Zbyt proste by to bylo, ale coz- szukajac argumentow anty
        zawsze mozna je znalezc.
        Tak jak juz wspominalam- jeszcze w styczniu tego roku nie przeszlo
        mi przez glowe, ze zdecyduje sie na in vitro. Tylko, ze majac prawie
        35 lat, "wyluzowujac sie" lub stosujac inseminacje- wcale nie
        dzialam na nasza korzysc. Ciaze po 35-ym roku, nawet te "z poscieli",
        sa juz bardzo ryzykowne- przy badaniu prenatalnym na takiego
        np.Downa bierze sie pod uwage rowniez wskaznik z wieku matki. Juz
        nie mowiac o tym, ze powodzenie samego in vitro bywa coraz bardziej
        niepewne.

        Zadnej z instytucji nie interesuje szczescie ludzi.
        Albo walcze sama o nasze szczescie albo chce sie przypodobac
        instytucji, ktora w gruncie rzeczy w nosie mnie ma. Nie widze
        niczego zlego w in vitro, bo powstaje w jego wyniku zycie- z nas
        obojga.
        Powstaje nowe zycie, daje nam radosc, bedzie zyc swoim zyciem.
        Jesli jest to zlem- to niech tak bedzie- przeciez w ostatecznosci
        kazdy musi dla siebie, wedlug wlasnego sumienia okreslic co jest
        zlem a co dobrem. Jedyne, co smutne i jeszcze malo dojrzale w tej
        metodzie to nadliczbowe embriony. Ale wiem, ze i to sie wkrotce
        rozwiaze.
        Lekarze widza przede mna cesarskie ciecie i raczej zadnych porodow
        wiecej. Czyli nasze mrozaczki...
        Nie chce sie usprawiedliwiac, ale czasem mysle o tej biblijnej rzezi
        niewiniatek. O dzieciach, ktore musialy umrzec, aby przezylo jedno.
        Majac dzieci- trace rodzicow.
        Jak sie chwile rozejrzec po zyciorysie- to same kompromisy- trzeba
        ofiarowac cos, aby zyskac cos innego.
        Gdybym zrezygnowala z marzenia o dziecku, zyskalabym...no wlasnie
        co? Tego wlasnie nie wiem, jak zylabym ze swiadomoscia, ze nie
        wykorzystalam szansy, jaka jest w naszym przypadku jedynie uleczalna
        nieplodnosc, nie zas nieuleczalna bezplodnosc...
    • iw80 Re: Dziecko z in vitro a rodzina 05.12.08, 11:46
      u nas nikt nie wie, ze nasz ukochany synek został poczęty przez in
      vitro. nie chcemy nikomu mówić, bo nie zyczymy sobie komentarzy
      osób, które same tego nie doświadczyły, wiec nie będą potrafiły
      zrozumieć.
      • lusiasia Re: Dziecko z in vitro a rodzina 05.12.08, 13:13
        Ja rozmawialam z dwoma ksiezmi ( z polski i za granicy) kosciala katolickiego,
        ten zagraniczny byl bardzo na czasie ( tu jest tylko 1 % katolikow i co 6 para
        ma dziecko z in vitro) i kosciol ewangelicko luteranski popiera in vitro,
        aborcje, kobiety ksiezy i teraz niedlugo przyjdzie ich czas na sluby dla
        zwiazkow tej samej plci ( moze juz sie zgodzili)
        ale polski ksiadz, z malego miasteczka z polski, wcale mnie nie potepil ani
        nawet nie kazal nie robic in vitro ( a podeszlam juz do 2)

        kogo ja zabilam - jesli nie mialam zadnego zarodka?
        a drugiej sprony czy zarodek to jest czlowiek, bo chyba kosciol mowi o zabijaniu
        ludzi a nie komorek?
        a czy kosciol moze mi zabronic brania hormonow? to jest tez grzech? moja
        kolezanka byla chora na raka, musiala brac chemie i inne leki i nie moze miec
        dzieci, to potencjalnie myslac jak kosciol zabila swoje potencjalne komorki?

        dla mnie paru biskopow kosciola katolickiego maja tak pochrzanione poglady, ze
        ksieza kk w innych krajach wola nie mowic o tym glosno, bo to po prostu wstyd
        reprezentowac takie poglady
        po pierwsze pedofilia w kosciola i krzywdzenie niewinnych dzieci
        a co z ludzmi w Afryce ktorzy sie nawzajem zarazaja hiv bo kk wciaska zakaz
        stosowania prezerwatyw,
        tych paru oszolomow z kk jest naprawde odpowiedzialnych za smierc o wielu wiecej
        ludzi ( i to juz ludzi a nie zarodkow) przez swoje poglady sprzed 100 lat!
    • mrs.g szczerze wspolczuje 05.12.08, 19:09
      przede wszystkim rodziy... coz zabobony sa wsrod nas. Mam nadzieje,
      ze w moim przypadku nie bede zmuszona decydowac sie na invitro (ale
      jest to wielce prawdopodobne). Natomiast napewno nie bede sie z tego
      spowiadac. Nie dlatego, ze boje sie reakcji ksiedza. Nie uwazam ,
      zeb byl to grzech, tylko jedna z metod leczenia. W waszym przypadku,
      mialabym gdzies ich zdanie.Liczy sie tylko Wasza rodzina. Rodzice,
      mysle, ze z czasem zmienia zdanie. Jezeli nie, to ich problem. Ciesz
      sie dziecmi. Tyko Bog rozliczy nas za nasze grzechy.
      • spiryna Re: szczerze wspolczuje 05.12.08, 19:19
        Kochana, życzę ci dużo spokoju i radości. Niczym się nie martw, myśl o sobie.
        Pomyśl o tym co dla ciebie jest największym szczęściem. Myślę, że twoja rodzina
        jest trochę egoistyczna. Powinna cię wspierać, a nie pogrążać w jeszcze
        większych rozterkach i bólu. Zycie nie zawsze układa się tak jak chcemy, ale
        należy korzystać z sytuacji, które nam daje. Gdyby Bog nie chcial, to z in vitro
        w ogóle nie byłoby dzieci. Pomyśl wreszcie o sobie. Niestety twój przykłd
        pokauje, że niekiedy najlepiej nie mowić o pewnych sprawach - dla dobra
        wszystkich. Ściskam cię gorąco.
        • kolebeczka Re: szczerze wspolczuje 07.12.08, 20:47
          Dzieki raz jeszcze- i mam nadzieje, ze nie bedziecie mialy podobnego
          problemu!
          Co do niemowienia o in vitro... wydaje mi sie, ze to rowniez nie
          wstyd. Nie kazdemu warto o tym mowic, ale bliskim, znajomym- na
          pewno tak. Ot chocby by sie przekonac, kto tym bliskim i znajomym
          jeszcze jest...
          • martucha90 Newsweek 09.12.08, 10:03
            > Co do niemowienia o in vitro... wydaje mi sie, ze to rowniez nie
            > wstyd. Nie kazdemu warto o tym mowic, ale bliskim, znajomym- na
            > pewno tak. Ot chocby by sie przekonac, kto tym bliskim i znajomym
            > jeszcze jest...

            Dokładnie na ten temat jest artykuł w ostatnim Newsweeku. O wyjściu
            niepłodnych z cienia, o coming out, o tym jak wielka jest to rzesza
            ludzi w Polsce (1,5 mln par), o tym że niepłodność to choroba i
            dlaczego ktoś miałby się wstydzić, że jest chory itd. A także o tym,
            że na początku roku ruszy w Stanach kampania społeczna mająca na
            celu coming out znanych osób, które są niepłodne.
            Myślę, że to dobra inicjatywa, że za kilka lat osobom niepłodnym w
            Polsce będzie łatwiej, bo dzięki takim akcjom zmieni się świadomość
            ludzi.
            Pozdrawiam smile
            • aurita Re: Newsweek 09.12.08, 10:50
              hmmm a czy ktos z tego forum zgodzil by sie wystapic w takim Newsweeku?
              • martucha90 Re: Newsweek 09.12.08, 20:21
                > hmmm a czy ktos z tego forum zgodzil by sie wystapic w takim
                > Newsweeku?

                Newsweek do tego nie nawołuje, oni chyba zakończyli temat ze swojej
                strony, w każdym razie nie zapowiedzieli kontynuacji. Sam artykuł
                jest natomiast zilustrowany zdjęciami osób z innego forum -
                założycieli Stowarzyszenia Nasz Bocian i ich rodzin.
                • aurita Re: Newsweek 10.12.08, 19:45
                  ale ja do tego nawoluje. Skontaktuje kazda chetna osobe ze stowarzyszeniem.

                  Ciagle te same osoby wystepuja sad Co 5 para ma problemy czy tylko te 10 osob?
          • mrs.g Re: szczerze wspolczuje 09.12.08, 14:50
            powiedzialam kilku znajomym o inseminacji, niektorzy patrza na mnie
            jak na ufo. Jestem z reguly gadula ale jezeli przyjdzie nam zrobic
            in vitro, nie wiem jak sie zachwoam. Ja osobiscie nigdy nie
            widzialam w tym nic zdroznego, dla mnie byla to jakAS metoda
            leczenia bezplodnosci. Ludzie nie chca pamietac jak to jest starac
            sie o dziecko, chociaz niektorym z nich nie przyszlo to tak latwo.
            Wazne zeby miec te male bobo, niewazne jakim kosztem.
            • lusiasia Re: szczerze wspolczuje 09.12.08, 17:03
              moi rodzice wiedza i mama mojego meza (znajomi wiedza ze nie mozemy miec dzieci
              i ich nie bedziemy miec, nie wtajemniczam ich ile i kiedy mam in vitro)
              moj tata jest bardzo wierzacy i nie chce ze mna o tym rozmawiac a ja go
              beszczelnie sprawdzam na ziemie, Pan Bog nie chce mu dac jego jedynego
              wnuka/wnuczki (w koncu on wierzy)
              kiedys sie mnie spytal czy naprawde mam male szanse, po 5 latach walki i 2 in
              vitrach, wczesniej kazal mi chodzic do kosciola i klepal ze zawsze jest tez
              kosciol - spytalam sie tylko czy ma na mysli miejsce czy konkretnego ksiedza i
              temat sie urwal wink
              dobrze ze moja mama jest bardziej zyciowa smile

              autorki historia, w glowie mi sie nie miesci, normalnie sredniowiecze
              co do gazet fajny artykul byl w polityce, o tym jak kosciol przez lata walczyl z
              nauka i zawsze przegrywal, nie ma innej mozliwosci teraz tez sa skazani na
              przegrana, predzej czy pozniej
              • martucha90 Re: szczerze wspolczuje 09.12.08, 20:23
                > co do gazet fajny artykul byl w polityce, o tym jak kosciol
                > przez lata walczyl z nauka i zawsze przegrywal, nie ma innej
                > mozliwosci teraz tez sa skazani na
                > przegrana, predzej czy pozniej

                W której? Przypomnisz sobie? Chętnie bym przeczytała smile
                • lusiasia Re: szczerze wspolczuje 10.12.08, 16:14
                  z tego wzgledu ze mieszkam za granica, z prasa jestem do tylu i zawsze trafi mi
                  sie jakis stary numer od kogos kto byl akurat w Polsce

                  ta polityka to numer 6, z 9 lutego 2008
                  raport "kosciol i medycyna"
                  • martucha90 Re: szczerze wspolczuje 10.12.08, 18:25
                    Łoj, aż z lutego, to już nie mam, ale coś mi się wydaje, że to
                    czytałam, i to z satysfakcją smile Dzięki za odpowiedź smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka