Dodaj do ulubionych

in vitro i maluszki

04.11.03, 10:19
sama zastanawialam sie na tym od dawna, do napisania
postu i zaproponowania dyskusji sklonil mnie watek
"jutro rozmrazaja mole maluszki"

wiem, ze bardzo duzo z Was tutaj zdecydowalo sie na
zaplodnienie in vitro. wiem rowniez, ze w takich
zabiegach "produkuje" sie z reguly duuuzo zarodkow. te
niewykorzystane sie zamraza - do kolejnego
wykorzystania lub, gdy sie nie wykorzysta, po jakim
czasie sie je... wyrzuca...
dla mnie zawsze te dodatkowe zarodki byly przyczyna
watpliwosci i zastanowienia. dla mnie to juz *jest*
czlowiek i takie mrozenie/wyrzucanie wydaje mi sie
watpliwe.
z watku o "mrozaczkach" mozna wywnioskowac, ze dla
niektorych z Was tez sa to juz maluszki. sa?
w takim razie jak radzicie sobie z "moralnym
niepokojem"? czy go macie?

dodam, ze absolutnie nie chce nikogo oceniac, potepiac,
moralizowac. po prostu sama mam watpliwosci i
chcialabym posluchac osob, ktore sie na to decyduja.
Obserwuj wątek
    • bella76 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 10:43
      Przede wszystkim - zarodkow sie nie wyrzuca! Zazwyczaj jest tak , ze niestety
      mimo ze troche ich kobiety produkuja to poniewaz nie zawsze sie udaje to potem
      transfery mrozakow, jeden potem moze drugi o ile jeszcze starczy zarodkow i w
      ten sposob sie je wykorzystuje.
      Co do tego dylematu o ktorym piszesz - ja niestety wyprodukowalam dosc malutko
      zarodkow, tak ze starczylo tylko na dwa transfery ale jesli mialabym ich
      naprawde duzo to tak - najpierw bym sie starala zajsc w ciazewink jesli bylabym
      taka szczesciara ze zaszlabym od razu to reszte zamrozilabym i te zamrozone
      czekalyby na moment kiedy chcialabym miec drugie dziecko. Jesli mimo to i tak
      by zostaly jakies zarodki (chociaz to juz chyba watpliwe) to wtedy oddalabym je
      jakiejs parze - jest mnostwo takich par ktore nie moga miec swoich zarodkow - a
      to plemniki kompletnie sie nie nadaja a to kobieta sie nie stymuluje. W ten
      sposob ja mialabym dwojke dzieci i jeszcze moglabym komus pomocsmile
      • kura17 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 11:47
        bella76 napisała:

        > Przede wszystkim - zarodkow sie nie wyrzuca!

        ja czytalam, ze jesli kobieta ich nie chce lub nie
        potrzebuje, to po jakims czasie (~5 lat) takie zarodki
        sie jednak wyrzuca sad niby, ze nie mozna ich mrozic w
        nieskonczonosc...

        druga sprawa - same piszecie, ze czesto takie mrozone
        zarodki nie przezywaja tego procesu, albo nie implantuja
        sie... niby w naturze dzieje sie to samo, ale jednak
        tutaj przyczyna moze byc samo mrozenie, a nie sprawy
        naturalne.

        to bardzo ladnie, ze swoje niewykorzystane zarodki
        chcialabys oddac innym smile ale wydaje mi sie, ze ludzie
        decyduja sie na in vitro tylko (z moze: glownie) wtedy,
        gdy choc jedno z rodzicow moze byc "dawca". czy myslisz,
        ze bylby duzy "popyt" na zupelnie obce zarodki? przeciez
        to prawie dokladnie tak, jak adopcja (jedyna roznica, ze
        jest sie w ciazy i rodzi sie "cudze" dziecko).
        • Gość: vida Re: in vitro i maluszki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.03, 12:52
          widzisz my nie tylko wiemy co dzieje sie z naszymi mrozaczkami,ale takze slono
          placimy za ich przechowywanie.Robimy wszystko by dac im najwieksze szanse i na
          pewno nie bedziemy odwlekac decyzji o ich rozmrozeniu.
          Ja wyprodukowalam 10 komorek jajowych z czego 2 byly niedojrzale,1 sie nie
          zaplodnila (mimo ICSI) a 1 zdegenerowala.Podano mi dwa zarodki,ale ciaza byla
          pojedyncza.Widzisz juz na tym etapie-bez mrozenia-natura sama wyeliminowala 2
          komorki i 3 zarodki.Gdyby nie procedura in vitro,a co za tym idzie
          wyprodukowanie wiekszej ilosci jajeczek, mojego dziecka nie byloby na swiecie.
          Zostaly mi jeszce 4 mrozaki ktore na pewno wykorzystamy,choc moja ciaza nie
          nalezala do najlatwiejszych.
          Bardzo trudno powiedziec w ktorym momencie zaczyna sie czlowiek i kazdy sam
          musi sobie odpowiedziec na to pytanie.Dla mnie ta granica jest moment kiedy
          zaczyna bic serce dziecka.
          • kura17 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 15:16
            Gość portalu: vida napisał(a):

            > Bardzo trudno powiedziec w ktorym momencie zaczyna sie czlowiek i kazdy sam
            > musi sobie odpowiedziec na to pytanie.Dla mnie ta granica jest moment kiedy
            > zaczyna bic serce dziecka.

            oczywiscie, ze trudno powiedziec, jest mnostwo "podejsc".
            dla mnie jest to moment zaplodnienia, dla innych - bicie serca, dla jeszcze
            innych - aktywnosc pnia mozgu...

            zawsze poruszal mnie problem osob, ktore nie moga zajsc w ciaze samodzielnie,
            jak rowniez moralna strona zaplodnienia in vitro (te dodatkowe zarodki wlasnie).
            bardzo sie ciesze, ze moge wysluchac glosow osob bezposrednio
            "zainteresowanych". ladnie o tym piszecie, Dziewczyny smile
        • bella76 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 13:57
          kura17 napisała:
          > ja czytalam, ze jesli kobieta ich nie chce lub nie
          > potrzebuje, to po jakims czasie (~5 lat) takie zarodki
          > sie jednak wyrzuca sad niby, ze nie mozna ich mrozic w
          > nieskonczonosc...

          Gdzie to wyczytałaś? to byloby jakies bez sensu moim zdaniem..
          Ja sie dowiadywalam w kilku klinikach min. w novum gdzie sie lecze i nigdzie
          nie wyrzucaja zarodkow a lekarze mowia ze nie ma granicy czasu ich
          przechowywania.


          > druga sprawa - same piszecie, ze czesto takie mrozone
          > zarodki nie przezywaja tego procesu, albo nie implantuja
          > sie... niby w naturze dzieje sie to samo, ale jednak
          > tutaj przyczyna moze byc samo mrozenie, a nie sprawy
          > naturalne.

          Podobno to jest tak, ze jak jest zarodek silny to przetrwa mrozenie i potem
          rozmrazanie do kriotransferu. A jak jest slabiutki to nie przetrwa mrozenia ale
          tez nie da ciazy czyli jakby powstal "naturalnie' to i tak zostalby wydalony z
          organizmu. Wiec dla mnie tu nie ma az tak duzej roznicy.

          >
          > to bardzo ladnie, ze swoje niewykorzystane zarodki
          > chcialabys oddac innym smile

          smile) niestety nie dana mi ta szansa bo okazalo sie ze sie trudno stymulujesad

          ale wydaje mi sie, ze ludzie
          > decyduja sie na in vitro tylko (z moze: glownie) wtedy,
          > gdy choc jedno z rodzicow moze byc "dawca".

          To nieprawda - bardzo, bardzo czesto in vitro robia pary gdzie oboje maja jakis
          problem - np. polaczenie" niedroznyhc jajowodow i slabych plemnikow. Poza tym
          nawet jesli u jednej z osob jest wszystko ok to i tak nie znaczy ze zarodki w
          ogole powstana bo moze byc cos nie tak genetycznie albo komorki moga byc tak
          slabe ze nie powstaja z nich zarodki albo plemniki sie nie nadaja mimo ze
          komorka dobra - pelno jest takich przykladow i wlasnie te pary chetnie adoptuja
          cudze zarodki.

          czy myslisz,
          > ze bylby duzy "popyt" na zupelnie obce zarodki? przeciez
          > to prawie dokladnie tak, jak adopcja (jedyna roznica, ze
          > jest sie w ciazy i rodzi sie "cudze" dziecko).

          Dla mnie na przyklad to ogromna roznica - bo po pierwsze kobieta jednak JEST w
          ciazy a to bardzo istotne, a po drugie mysle ze nie traktuje sie takiego
          dziecka jako cudze. Skoro przy normalnej adopcji ludzie traktuja dzieci jako
          swoje wlasne to tym bardziej jak kobieta nosi je 9 miesiecy w brzuszku bedzie
          je traktowac jak swoje. Ma na wszystko wplyw podczas ciazysmile
          A ze "popyt" na takie zarodki jest wiem od lekarzy. Moze nie jakis OGROMNY ale
          jestsmile Ludzi spotykaja przerozne historie przeciez.
          • Gość: rozalia Re: in vitro i maluszki IP: *.toya.net.pl 04.11.03, 14:09
            Według mnie różnica między adpotowanym dzieckiem, a "adoptowanym" zarodkiem
            jest ogromna- w końcu zarodek odżywia się Twoim ciałem, rośnie w Tobie z Twoich
            zasobów i poprzez swoje zachowanie i odżywianie w ciąży masz wpływ na jego
            rozwój. Tak urodzone dziecko na pewno łatwiej pokochać i uznać za swoje, więc
            jeśli para nie dojrzała do adopcji, to jest to jakiś krok pośredni.
            • kura17 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 15:22
              Gość portalu: rozalia napisał(a):

              > Tak urodzone dziecko na pewno łatwiej pokochać i uznać za swoje, więc
              > jeśli para nie dojrzała do adopcji, to jest to jakiś krok pośredni.

              masz racje, na pewno tak jest latwiej; w sumie nie pomyslalam o tym.
          • kura17 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 15:20
            bella76 napisała:


            > Gdzie to wyczytałaś? to byloby jakies bez sensu moim zdaniem..
            > Ja sie dowiadywalam w kilku klinikach min. w novum gdzie sie lecze i nigdzie
            > nie wyrzucaja zarodkow a lekarze mowia ze nie ma granicy czasu ich
            > przechowywania.

            byl to jakisc artykul o etycznej stronie postepu medycyny. i sprawa zarodkow
            byla rowniez poruszana. w jakiejs internetowej gazecie, nie czytam tego za duzo,
            najpewniej albo gw albo onet albo rzeczpospolita.


            > A ze "popyt" na takie zarodki jest wiem od lekarzy. Moze nie jakis OGROMNY ale
            > jestsmile Ludzi spotykaja przerozne historie przeciez.

            to prawda. zycze powodzenia z drugim dzieckiem smile
    • Gość: nieja Re: in vitro i maluszki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.11.03, 17:58
      wszystko zależy od kliniki:
      są kliniki, które nie "wyrzucają" mrozaczków, nawet gdy ich "rodzice" ich nie
      chcą - przekazują je parze, która nie może mieć embrionów w inny sposób
      (problemy z plemnikami, problemy z produkcją jajeczek lub inne problemy),
      są też kliniki, które "zbędne" mrozaczki niszczą osobiście lub każą
      zniszczyć "rodzicom" (chyba było o tym w jakimś artykule w "Wysokich obcasach")
    • agni71 Re: in vitro i maluszki 04.11.03, 22:18
      kura17 napisała:

      > sama zastanawialam sie na tym od dawna, do napisania
      > postu i zaproponowania dyskusji sklonil mnie watek
      > "jutro rozmrazaja mole maluszki"

      No to wita Cie autorka ww watku smile)
      >
      > wiem, ze bardzo duzo z Was tutaj zdecydowalo sie na
      > zaplodnienie in vitro. wiem rowniez, ze w takich
      > zabiegach "produkuje" sie z reguly duuuzo zarodkow.

      U nas faktycznie bylo dosc duzo zarodkow, bo i komorek wyprodukowalam wiele

      te
      > niewykorzystane sie zamraza - do kolejnego
      > wykorzystania lub, gdy sie nie wykorzysta, po jakim
      > czasie sie je... wyrzuca...

      jak pisaly dziewczyny - nikt ot tak nie wyrzuca zarodkow.
      W naszym przypadku, paradoksalnie, gdyby nie in vitro to byc moze
      poprzestalibysmy na jednym dziecku. Ale poniewaz mielismy jeszcze 6 zarodkow (a
      nie chcemy w nieskonczonosc placic za ich przechowywanie - kilkaset zlotych
      rocznie), zdecydowalismy sie na rozmrozenie i podanie 3. Ile sie przyjelo
      dowiem sie wkrotce, ale juz wiem, ze jestem w ciazy. To zostawia nas jeszcze z
      3 zarodkami. I wiesz co? Na 90% jestesmy zdecydowani sprobowac jeszcze raz. Ja
      nie zdecydowalabym sie na oddanie komus moich zarodkow (dla mnie to by bylo jak
      oddanie moich dzieci do adopcji) i raczej nie zdecyduje sie na ich zniszczenie.
      Tak wiec, niewykluczone, ze dzieki in vitro (a raczej ICSI w naszym przypadku)
      bedziemy mieli 3 lub wiecej dzieci, na co "normalnie" nigdy bysmy sie nie
      zdecydowali!

      > w takim razie jak radzicie sobie z "moralnym
      > niepokojem"? czy go macie?

      ja nie mam tu skrupulow, jesli przezyja - to znaczy, ze tak chciala natura,
      jesli nie, widocznie tak mialo byc i przy naturalnym zaplodnieniu tez by sie
      nie zaimplantowaly. Takie jest moje podejscie.

      aga
      • kura17 Re: in vitro i maluszki 05.11.03, 10:08
        agni71 napisała:


        > jak pisaly dziewczyny - nikt ot tak nie wyrzuca
        > zarodkow.

        Nieja powyzej pisala, ze to zalezy od kliniki i czasami
        zarodki sie "niszczy".


        > ja nie mam tu skrupulow, jesli przezyja - to znaczy, ze
        > tak chciala natura, jesli nie, widocznie tak mialo byc
        > i przy naturalnym zaplodnieniu tez by sie nie
        > zaimplantowaly.

        ale zaplodnienie NIE bylo naturalne...
        troche miesza sie te dwie rzeczy - zupelnie nienaturalny
        proces "produkcji" zarodkow i ich "naturalne" przetrwanie
        lub nie...
        rozumiem Wasza argumentacje, ale nie do konca mnie ona
        przekonuje (a raczje, nie do konca trafia mi do serca wink

        no i ciagle jest sprawa niszczonych zarodkow... (choc nie
        w Waszych konkretnych przypadkach).
        • agni71 Re: in vitro i maluszki 06.11.03, 09:00
          kura17 napisała:

          > no i ciagle jest sprawa niszczonych zarodkow... (choc nie
          > w Waszych konkretnych przypadkach).

          A czy Tobie chodzi o pryncypialne okreslenie czy wolno czy nie przeprowadzac
          sztuczne zaplodnienie, z tego powodu, ze zdarza sie niszczenie zarodkow? Czy
          chodzi Ci o okreslenie co wolnio, a czego nie "tak w ogole", czy masz
          watpliwosci dotyczace Ciebie konkretnie? Jesli sobie zazyczysz to nikt twoich
          zoarodkow nie zniszczy - musisz tylko oplacac ich przechowywanie. A ze niektorzy
          godza sie na niszczenie ich zarodkow - wg mnie to ich decyzja i mnie nic do
          tego...

          aga
          • kura17 Re: in vitro i maluszki 11.11.03, 09:12
            agni71 napisała:

            konkretnych przypadkach).
            >
            > A czy Tobie chodzi o pryncypialne okreslenie czy wolno czy nie przeprowadzac
            > sztuczne zaplodnienie, z tego powodu, ze zdarza sie niszczenie zarodkow? Czy
            > chodzi Ci o okreslenie co wolnio, a czego nie "tak w ogole", czy masz
            > watpliwosci dotyczace Ciebie konkretnie?

            na razie nie dotyczy mnie konkretnie, mam nadzieje, ze nie bede musiala zmagac
            sie z taka decyzja. mam za to watpliwosci moralne ogolnej natury. dlatego pytam,
            co mysla i jak czuja osoby, ktore sie na in vitro zdecydowaly. wg mnie poznanie
            roznych stanowisk jest dobra metoda na poglebienie wlasnych rozmyslan.

            > Jesli sobie zazyczysz to nikt twoich zoarodkow nie zniszczy - musisz tylko
            > oplacac ich przechowywanie.

            tak, dowiedzialam sie tutaj, ze mozna mrozic wlasne zarodki "na zawsze". ale co
            potem? gdy umrzesz? przeciez "na zawsze" nie oznacza nieskonczonego czasu.
            kiedys te zarodki albo zostana podane komus innemu (ok), albo sie "przemroza"
            (pewnie jest limit mrozenia, aby potem "odzyly"), albo... no wlasnie, zostana
            zniszczone.
            a nawet samo mrozenie przez dlugi czas "bez celu" - przeciez jesli sie wierzy,
            ze czlowiek zaczyna sie od poczecia (zaplodnienia), to to jest, w pewnym sensie,
            mrozenie czlowieka, niedopuszczenie go do zycia. moze nie tak kategoryczne jak
            smierc, ale dla zarodka w tym konkretnym stanie zamrozenia "na zawsze" ma to
            male znaczenie...

            > A ze niektorzy godza sie na niszczenie ich zarodkow - wg mnie to ich decyzja i
            > mnie nic do tego...

            oczywiscie. nikogo nie osadzam. po prostu sama mam watpliwosci, chce
            porozmawiac.
    • Gość: asiakasia "nadprodukcja" lub jej brak IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.11.03, 00:13
      w nOvum na początku stymulacji podpisujesz zgodę na to, by niewykorzystane
      przez Ciebie zarodki były zamrażone i przechowywane przez rok, a potem albo
      będziesz p0łacić za dalsze ich przechowywanie albo zgadzas zsie na ich
      przekazanie innej niepłodnej parze,
      jeśli nie godzisz się na to, to stymulacja jest tak prowadzona, żebyś
      wyprodukowała TYLKO DWA jajeczka, i tylko te dwa zapłodnią, i - jeśli się uda
      oba zapłodnić - tylko te dwa wprowadzą Ci do macicy

      więc, jeśli Twoje poglądy nie pozwalają Ci na zamrażanie zarodków i ich
      ewentualne "oddanie" (jak w nOvum) lub zniszczenie (są takie kliniki), to po
      prostu lekarz nie dopuszcza do "nadprodukcji" jajeczek i nie ma problemu

      pozdrawiam
      • kura17 Re: "nadprodukcja" lub jej brak 11.11.03, 09:15
        Gość portalu: asiakasia napisał(a):

        > stymulacja jest tak prowadzona, żebyś wyprodukowała TYLKO DWA jajeczka, i
        > tylko te dwa zapłodnią, i - jeśli się uda oba zapłodnić - tylko te dwa
        > wprowadzą Ci do macicy

        widzisz, nie wiedzialam o tym! wybralam dobre forum do dyskusji - specjalisci sa
        tutaj smile
        orientujesz sie moze, czy to jest wszedzie tak (z mozliwym brakiem
        nadporodukcji), czy tez to jakas specjalna "uslug" nOvum?
        gdy czytalam artykul o etyce w nauce (bylo tez o in vitro), nie bylo tam nic
        wspomniane o takie mozliwosci.
        z czy brakiem nadrpodukcji wiaze sie jakies ryzyko? np. mniejsza szansa
        zaplodnienia?
        • Gość: asiakasia Re: "nadprodukcja" lub jej brak IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.03, 16:19
          tak, przepraszam, powinnam raczej napisać,że stymulacja prowadzona jest tak,
          abyś wyprodukowała NIE WIĘCEJ niż dwa jajeczka
          (niestety może sie okazać, że wyprodukujesz mniej, lub że te wyprodukowane są
          puste, może sie okazać, że wyprodukujesz dwa ale zaplodnią sie nie oba, a tylko
          jedno lub żadne ...)
          nie wiem, czy tak jest we wszystkich klinikach
          nOvum o tym pisze w istrukcji dla kobiet, które zaczęły stymulację
          piszą tam, że para - decydując sie tylko na dwa zarodki - zmniejsza swoje
          szanse na ciążę o 10%

          pozdrawiam
      • Gość: kathrin78 Re: "nadprodukcja" lub jej brak IP: *.dip.t-dialin.net 11.11.03, 14:04
        Niestety nie wszystko daje się przewidzieć - tak samo jest z odpowiedzią
        organizmu na stymulację, czyli ilość uzyskanych pęcherzyków może być różna.
        Czasami również nie wszystkie pęcherzyki zawierają dojrzałe komórki jajowe.
        Podobnie nie wszystkie komórki po zapłodnieniu zaczynają się dzielić... I co
        wtedy, kiedy faktycznie będą tylko dwa pęcherzyki, a komórki z nich uzyskane
        się nie podzielą? Wtedy cała stymulacja - związana przecież z ogromnym
        obciążeniem dla organizmu kobiety (a także z kosztami) - kończy się bez
        rezultatów.
    • hancik5 Re: in vitro i maluszki 12.11.03, 11:52
      Moje serce mówi mi, że nie zdecydowałabym się na in vitro. Nie mogłabym i już.
      Rozważałabym natomiast adopcje, tak jak dwie pary naszych dobrych znajomych.
      Jedni mają już dzidzię Weronisię, drudzy są jeszcze w ciąży "adopcyjnej".
      Nie chcę nikogo osądzć, piszę ponieważ taki temat został poruszony. Wiem, że
      niepłodność jest coraz częstsza i brak dziecka to prawdziwa trauma. Ja
      zawierałam małżeństwo w okolicach 30-tki, po ślubie miałam poronienie w 11
      tygodniu i tak strasznie bałam się, czy zostanę jeszcze matką. Urodziłam moją
      Kasię w wieku 33 lat, ale w razie niepowodzenia byłam zdecydowana na adopcję
      maluszka i byłam spokojna. Postanowiłam, że nie będę niczego chcieć za wszelką
      cenę, nie za cenę niepokoju moralnego.
      Jeszcze raz powtarzam, jest to tylko moje zdanie i piszę to tylko dlatego, że
      taki temat pojawił się na forum,
      Pozdrawiam Was wszystkie i życzę wszystkiego najlepszego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka