Dodaj do ulubionych

Rowerem przez Chiny

21.10.05, 12:29
super pozdrawiam jestm pod wrażeniem.rio de rafaello
Obserwuj wątek
    • jachinski Re: Rowerem przez Chiny 22.10.05, 22:55
      Zdjęcia też słabiutkie, widać poziom twórczości pana redaktora bardzo stabilny.

      Proponuję:
      www.photomichaelwolf.com/50_years/index.html
      i dalej „Editorial work: China”

      a szczególnie:
      www.photomichaelwolf.com/factories_in_china/index.html
      www.photomichaelwolf.com/toyfactory/index.html

      • nocnylot Re: Rowerem przez Chiny 22.10.05, 23:32
        Czepiasz sie zeby sie czepic? Czy tez moze po prostu chcesz sie odezwac?
        Zdjecia sa bardzo przyzwoite, tekst bardzo dobry...
        nl
    • jachinski Re: Rowerem przez Chiny 22.10.05, 23:42
      Seria zdjęć tworzy fotoreportaż. Myślisz, że poznałeś Chiny, ale się mylisz!
      • Gość: Maddox Re: Rowerem przez Chiny IP: *.230.186.195.cust.bluewin.ch 22.10.05, 23:59
        Trzeba byc tlumokiem aby myslec, ze na podstawie fotoreportazu, czy reportazu
        mozna poznac jakis kraj. Obie formy sa z definicji subiektywna wizja autora!
    • jachinski Re: Rowerem przez Chiny 23.10.05, 00:12
      Jestem tłumokiem, myślałem, że suma subiektywnych wizji da wizję obiektywną,
      ale widać Chiny nie doczekają się wizji obiektywnej; są zbyt ogromne!
    • tartus1 Re: Rowerem przez Chiny 23.10.05, 21:12
      Garść krytycznych uwag i sprostowań:
      1. Zażywanie leków antymalarycznych w Chinach z wyjątkiem skrawków dżungli w na
      dalekim południu. Albo autor zmyśla albo bezmyślnie katował swój organizm
      2. W oczywisty sposób autor mija się z prawdą twierdząc, że wywoławcza cena za
      goretex sięgała 2600 juanów. Kto był w Chinach, wie, że to oczywista bzdura.
      Inna rzecz że widać na podstawie cen, iż autor i tal przepłacał.
      3. 10 lipca w Pekinie temperatura wahała się w okolicy 30-32C Z pewnością nie
      było 37C (łatwo można to sprawdzić w serwisach meteo) 30C w cieniu to też dużo,
      więc po co zmyślać?
      4. Jak można pisać o pustyni Takla Makan W TURKMENISTANIE? Owszem jest coś
      takiego jak Turkmenistan Wschodni. Ale to trzeba napisać! Pała z geografii.
      5. Twierdzenie, że większość samochodów osobowych należy do państwa jest bardzo
      odległe od prawdy. Chiny produkują rocznie wiele mlionów samochodów na rynek
      wewnętrzny i oczywiście nie kupują tego tylko instytucje państwowe.
      6. Xingxian nad rzeką "Huan He (fuj, co za literówki!) nie jest
      żadnym "kilkumilionowym miastem". W 2001r liczył 630.000 mieszkańców.

      7. Dziwna jest relacja z trasy Urumczi - Korla (312 km nie ponad 350!). Droga
      prowadzi przez przełęcz 4562m , autorzy jakoś o niej nie wspominają. Więc
      którędy jechali?! Tajemniczą sprawą jest przełęcz Chyngdawan którą autor
      wycenił na 3800m. Konia z rzędem, kto poda poprawną nazwę!
      8. O drodze Kangding-Garze i dalej autor pisze "to kamieniste wertepy szerokie
      na cztery-pięć metrów, na których z trudem mijają się pojazdy". To po prostu
      nieprawda. Jechałem tę drogą w sierpniu bieżącego roku. Zdecydowana większość
      drogi z Xinningu do Xiewu - i Kangdingu to wygodna droga asfaltowa. Na
      niektórych odcinkach jest nowa nawierzchnia, na niektórych stara i zniszczona.
      Jedynie w okolicy Suiqu kilkadziesiąt kilometrów nieutwardzonej drogi. Nie
      rozumiem, komu to reporterskie fantazjowanie ma służyć?
      9. Autor swobodnie operuje pojęciem Tybetu. Uczciwie byłoby zaznaczyć, że do
      Tybetańskiego Okręgu Autonomicznego uczestnicy nie wjechali. Poruszali się po
      skraju Wyżyny Tybetańskiej.
      10. Zastanawiający jest brak opisu drogi z Dege do Ta'er. Czyżby znów autobus?
      Panie Autorze, proszę o wyjaśnienie!

      Ogólne uwagi. Uczestnicy większość drogi po Chinach pokonali pociągami i
      autobusami. Ich prawo. Szkoda, że nie podsumowali , ile dni spędzili na
      siodełku a ile w hotelach i hard sleeperach.
      Jeden odcinek relacji poświęcony jest misji katolickiej. Dziwaczne. I
      symptomtyczne. Ale to prawo autora i i dług względem sponsorów.

      Plusem relacji są opisy spotkań z mieszkańcami: dyrektorem z fabryki,
      górnikami, księdzem, czy lekarzami. I chociaż węszę w tych dialogach dużo
      dziennikarskiego kitu, to mogą przybliżyć życie zwyczajnych ludzi w Chinach.
      Dokładniej: życie widziane przez dziennikarza. Mam nieodparte wrażenie, że
      opinie dotyczące Chin i Chińczyków zostały stworzone w Polsce a pobyt w Chinach
      miał na celu jedynie ich potwierdzenie. Autor nie jest nigdzie zaskoczony tym,
      co słyszy. Ale to tylko moje zdanie.
      Co do zdjęć.... to rzeczywiście krytyczne głosy są na miejscu: jak na
      dwumiesięczną podróż - fotografie są umiarkowanie interesujące.

      Tartus
      • tartus1 Re: Rowerem przez Chiny 23.10.05, 21:17
        tartus1 napisał:
        > Garść krytycznych uwag i sprostowań:

        Pierwszy akapit miał brzmieć:
        1. Zażywanie leków antymalarycznych w Chinach z wyjątkiem skrawków dżungli na
        dalekim południu mija się z celem. Albo autor zmyśla albo bezmyślnie katował
        swój organizm.

        Tartus

      • Gość: Rafal Felbur Re: Rowerem przez Chiny IP: *.lijbrandt.net 04.08.07, 19:48
        Hej, tartus1!
        Dlugo zastanawialem sie, czy w ogole warto odpisywac na Twoj post - niektorzy
        ludzie sa z natury jadowici, i nic na to sie nie poradzi.
        Uznalem jednak, ze dla dobra ewentualnych czytelnikow warto zebym napisal choc
        slowo.
        A wiec, tartusie.
        1. Leki malaryczne wskazane sa dla osob podrozujacych, ogolnie mowiac, na
        poludnie od Chengdu. Zwazywszy zas, ze uczestnicy wyprawy rozwazali zapedzenie
        sie do Yunnanu, nalezalo (z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym) przygotowac sie
        na taka ewentualnosc. Tak wiec autor ani nie zmyslal, ani nie katowal
        bezmyslnie swojego organizmu. Pala dla tartusa.
        2. Jasne, przewaznie licytacje za Goretex zaczynaja sie od ok 1200 Yuanow. Ale
        czasem zdarzaja sie kaskaderzy, ktorzy wyskocza z tak astronomiczna cena, jak
        2600. Szczegolnie, jak sie wyglada na nie wiadomo jak bogatego klienta. Zdarza
        sie. Dlaczego zakladasz, ze autor oszukuje? Czyzbys ty tak wlasnie postapil?
        Oczywiscie to tylko moje domysly.
        3. Temperature w Pekinie w dn. 10 lipca mozna, jak slusznie twierdzisz,
        sprawdzic w serwisach meteo. Mozna tez zmierzyc ja przy pomocy termometru w
        liczniku komputerowym bedac osobiscie na ulicach Pekinu. Co jest bardziej
        wiarygodne? Hmm...
        4. Alez nie! Nie ma czegos takiego jak Turkmenistan Wschodni! Tak naprawde jest
        tylko Xinjiang Weiwu'er Zu Zizhi Qu! Tartusie, pala z geografii!
        5. Zgadza sie: obecnie istotnie coraz wiecej aut nalezy do wlascicieli
        prywatnych.
        6. Rejon Xin Xian istotnie nie jest kilkumilionowym MIASTEM. "Xian" znaczy
        powiat. Caly powiat liczy kilka milionow mieszkancow.
        7. Uczestnicy wyprawy jechali przez przelecz Shengli Daban. Jako, ze na
        wyjezdzie z Urumczi a przed przelecza niezle pobladzili, cala trasa wyniosla
        ponad 350 km.
        8. Droga Kangding - Dege (bo tam prowadzila trasa wyprawy) jest miejscami
        asfaltowa. Dla rowerzysty jednak pamietne sa najbardziej przewazajace na niej
        odcinki nieutwardzone, takie, jakie opisal autor. Trzeba pamietac, ze
        inaczej "odbiera" sie trase z autobusowego fotela, a inaczej z rowerowego
        siodelka. (Na odcinku Tagong - Manigango Michal, jeden z uczestnikow wyprawy,
        byl o maly wlos od kolizji z chinskim minibusem, ktory nie wyrabial sie na
        pooranej kamienistej gorskiej drodze. Takie rzeczy sie pamieta.) Mowisz o
        jedynych 60 km bez asfaltu - pozwol ze sparafrazuje twoje wlasne slowa: "komu
        to twoje fantazjowanie ma sluzyc?"
        9. Warto by bylo zaznaczyc, ze uczestnicy wyprawy nie poruszali sie po "skraju"
        Wyzyny "Tybetanskiej", tylko po samej Wyzynie Qinghaisko-Tybetanskiej (Xingzang
        Gaoyuan).
        10. Oto wyjasnienie: z De'ge do Xiningu uczestnicy wyprawy dostali sie
        prywatnym rozlatujacym sie autem, ktore czesciowo prowadzil mlody tybetanski
        wlasciciel, a czesciowo oni sami. Dla mlodego tybetanczyka byla to pierwsza
        wyprawa poza De'ge, i pierwsza wizyta w prawdziwym miescie (nie wiedzial, co to
        swiatla ruchu drogowego, dwupasmowe trasy, zakazy parkowania i pierwszenstwo z
        prawej strony).

        Ogolne uwagi.
        W siodelkach uczestnicy wyprawy przejechali (tu roznia sie zapisy ich
        poszczegolnych licznikow komputerowych) od 3,500 do 3,700 km.
        Co do misji katolickiej - godne podziwu, jak z relacji o wizycie tamze
        potrafisz wnioskowac na temat sponsorow wyprawy. Conspiracy thory? Bardzo to
        interesujace.

        (Prawdziwosc powyzszych obserwacji potwierdzam osobistym doswiadczeniem - bylem
        tlumaczem wyprawy).
        Trzymaj sie, tartusie, i wielu udanych podrozy!!
        • Gość: Rafal Felbur Re: Rowerem przez Chiny IP: *.lijbrandt.net 04.08.07, 19:51
          oczywiscie "Qingzang Gaoyuan", przepraszam za literowke.
        • Gość: D. Re: Rowerem przez Chiny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.08, 12:20
          Po tylu latach!... pozdrawiam serdecznie :)
    • Gość: Bina Re: Rowerem przez Chiny IP: *.home1.cgocable.net 23.10.05, 21:23
      "Od mężczyzny z młynkiem nauczyłem się, że modlić się można wszędzie." - Wyglada
      na to, ze w 21-szym wieku Polak o niczym innym nie mysli, tylko o modlitwie.
    • Gość: Izabela Rowerem przez Chiny IP: *.subisu.net.np 07.11.13, 14:24
      Po wiecej informacji, nie tylko na temat Chin, zapraszam na bloga: www.wstroneswiata.blogspot.com
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka