Dziewczyny, chcialabym za jakis czas sprobowac, ale nie wiem, jak sobie
poradzic ze szarganymi nerwami po stracie ciazy (luty). Zrobilam sie okropnie
nerwowa, co jakis czas pojawiaja sie kolatania serca, tetno zdecydowanie
ponad 100... wczesniej sie badalam (serducho, tarczyca) i lekarze
stwierdzili, ze to sa nerwy. Teraz, jak cos sie dzieje (srednio raz w
miesiacu), to lykam jakies tableteczki ziolowe, albo pije melisane
klosterfrau i mi przechodzi, ale gdybym byla w ciazy???? przeciez nic nie
bede mogla wziac!!! Jak sobie wtedy poradze z wysokokim tetnem???
I tak sie stresuje na sama mysl, ze moglabym byc znowu w ciazy (boje sie, ze
cos moze byc nie tak - a tego drugi raz nie przezylabym), wiec jesli juz
doszloby to czego (do fasolki), to przeciez stresowalabym sie jeszcze
bardziej!!! I jak tu sobie poradzic z tymi cholernymi nerwami????
Czy ktoras z Was, po stracie ciazy tez borykala sie z takimi nerwami??? Boje
sie, ze bedzie koniecznosc przyjmowania lekow uspokajajacych i w ten sposob
moge zaszkodzic dziecku...
pani psycholog kiedys radzila mi najpier podleczyc nerwy, ale ile czasu mam
czekac??? rok? dwa lata??? a zegar biologiczny tyka... no i nie wiem, co
robic....
pozdrawiam

lemone
ps. to moj pierwszy wpis na "dla starajacych sie", to juz cos, wczesniej
czytywalam tylko "poronienie"
jeden krok do przodu

))))))))