w sumie to tak naprawdę potrzebuję kogoś komu mogę się wygadać... a tak
naprawdę tylko Wy możecie przeczytać to wszystko ze zrozumieniem... nikt
wokół mnie (oprócz męża) nie wie przez co przechodzę i ile mnie to kosztuje i
chyba nikt oprócz was nie zrozumie...
w marcu odstawiłam pigułki i przestałam sie martwić, ze coś się może zdarzyc;
wierzyłam, że wszystko wydarzy sie naturalnie, skoro jestem zdrowa i nigdy
nie miałam większych problemów niż nadżerka...
rutynowe badania zrobiłam tylko dlatego, że przyzwyczaiłam się podczas brania
pigułek do regularnych wizyt u lekarza... hormony okazały się rozjechane...
przeszłam, a raczej nie przeszłam leczenia bromergonem, bo mój organizm nie
był z tej kuracji zadowolony... iny lekarz przepisał mi lutenyl... ale po
trzech miesiącach inny lekarz wytłumaczył mi, że lutenyl za wcześnie brany w
cyklu może blokować owulację...
więc zaczynam od nowa, po odstawieniu wszystkich leków jestem w trakcie
monitoringu, który pokazyje, ze nie rosnie mi pecherzyk inie ma
dominującego...
oby Nowy Rok przyniósł mniej refleksji, a wiecej szczęścia... nam wszystkim
starającym się... obyśmy mogły aktywnie przenieść się na inne forum

ja już
jedno znalazłam

i zaktywizuję się mam nadzieję już wkrótce