marciszonka
08.07.05, 19:56
Moja babcia zawsze głupi katar kończy pobytem w szpitalu z zapaleniem płuc lub
ostkrzeli, ostrym atakiem astmy i innymi cudami. Generalnie jest marnie. I
teraz znowu był grany katar, rosła gorączka, suchy kaszel i pani w aptece
sprzedała jej L52. No i babcia wzięła ile "fabryka dała" czyli 8 razy 20
kropli. Już po pierwszej dawce poczuła jakby chorobę z niej coś wygnało, jak
to ujęła.Do wieczora zniknął katar i kaszel oraz gorączka. Ale...
Pojawiło się potworne pulsowanie w głowie a w nocy obudziły ją bóle mieśni
takie, ze musiała wstać i chodziła z godzinę zanim przeszło.
Co jest grane, nie wiecie? Na jedno pomogło ale dorzuciło drugie?
No i co jej teraz poradzić? Bo ja poradziłam - odstaw, jak już nie masz
objawów. Ale nie znam się na tyle, zeby sie z jakimikolwiek poradami homeo
czuć dobrze, wiec pytam Was.
Boję się z drugiej strony, że jak za wcześnie odstawi coś co jednak na coś tam
jej pomogło, to ją tak przyatakuje, że znowu będę musiała latać na reanimację
w odwiedziny.