marta.gora
10.09.05, 18:22
Kochani!
Kontynuuję moją znajomość z homeopatia, chociaż mi wychodzi już bokiem. Ale
jako, ze lekarze podejzrewaja u mnie zespł przewlekłego zmeczenia po infekcji
3 lata temu, to i tak nie mam żadnego innego wyboru i homeopatii trzymac się
muszę. Od lutego jestem pod opieka jednego z najlepszych (ponoć)homeopatów w
Polsce. Jakies pół roku temu zwracałam sie do Was o pomoc:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19760&w=21410094&v=2&s=0
Dziasiaj ponownie o nią proszę.
Przede wszystkim- z poczatkiem czerwca zmieniono mi potencję : z LM I na 15
(nadal Sulfur).
Od lutego regularnie co miesiąc stawiam sie na wizytach i po objawach
homeodok stwierdzi, ze jednak za duża potencja. Od rozpoczecia leczenia do
zmiany potencji miałam nastepujące objawy (oprócz "starych"): zdecydowanie
pogorszyła sie cera- było jak za dawnych lat nastoletnich, skurcze i
pobolewania brzucha, biegunki, znaczne przyspieszenie akcji serca (jeszcze
gorzej, niz problem wyjściowy), zdecydowanie jeszcze gorszy sen, wzdęcia,
powiększenie watroby itp. W każdym razie- ciągnęłam już na spalinach, bo na
rezerwie zgłosiłam się na pierwszą wizytę.Dodam, że pracuję zawodowo i te
tygodnie do zmiany potencji były fatalne. Nie wiem, jak je przezyłam.
tom-23: W korespondencji pozaforumowej juz wtedy byłeś zdziwiony zleconą mi
potencją, bo wg Ciebie- zupełnie nie pasowała do mnie. Będą z Ciebie ludzie ;-
)
Pzrez czerwiec męczyłam sie jeszcze po ostatniej LMce majowej z objawami
j.w.Potem się ulzyło- chyba wyczerpała sie ostatnia dawka LMki.
Nieco wcześniej zaczełam szukać jednak jakiegos rozsądnego lekarza, który
zechciałby się mną zająć tak na poważnie (bo zaczęłam watpić w homeo). I
trafiłam z poczatkiem maja do lekarza od chorób zakaźnych, który po dość
dokładnym wywiadzie i badaniach orzekł, że to nadaktywność układu
odpornościowego, który się wyczerpał w okresie zakażenia wirusowego, które
przypadło akurat w jednym z najgorszych okresów mojego zycia (stres za
stresem, a stresy potężne). Wirusówka zakończyła się powikłaniami i musiałam
brać antybiotyk. Po zakażeniu jeszcze do ubiegłego roku pracowałam na bardzo
szybkich obrotach i stąd układ odpornościowy się wyczerpał, jest niewydolny,
bo nadal jakby walczył z tamtym zakażeniem, nie radząc sobie z innymi,
mniejszymi choróbkami. Miałam duuuzo odpoczywac, brać geriavit i Iskial. Te
objawy, które mi towarzyszyły przez wiosnę, ponoć wynikały z funkcji watroby
(aspat i alat faktycznie za wysokie, a wykluczono WZW)- bo w nich namnaża się
okresowo wirus, którego do końca nie jest w stanie wyeliminować organizm.
Miałam brac, ale zdecydowałam sie na homeopatię. Pod koniec czerwca wyniki
prób watrobowych w normie (juz wcześniej zmieniłam dietę na watrobową). Skóra
sie poprawiła, brzuch też. Pozostałe objawy wróciły do stanu sprzed
rozpoczecia kuracji w lutym.
Sulfur 15 CH miałam brać 1-2 razy dziennie po 3 kulki, jesli coś się pojawi
niepokojącego (bóle głowy, osłabienie i inne), nawet codziennie. Pierwszy raz
wzięłam sulfur pod koniec lipca , gdy serce znacznie przyspieszyło. Niby sie
uspokoiło, ale... po paru dniach złapałam jakiegos doła, a teściową (bylismy
u nich przez parę dni na wakacjach) myslałam, że uduszę- tak mi grała na
nerwach. Było to akurat przed miesiączką, więc nie zwróciłam na to uwagi i
nic o tym nie mówiłam na wizycie na poczatku sierpnia, bo tego nie wiazałam z
homeokulkami. W sierpniu: znowu jeszcze bardziej pogorszył mi sie sen
(praktycznie nie spałam w nocy), więc miałam bóle głowy i przyspieszone
serce - czyli znowu kulki, do 2 razy dziennie. Po 4 dniach takich objawów
zmierzyłam wieczorem cisnienie i było 160/100. Kulki wziełam juz wcześniej 2
razy, więc juz ich nie brałam. Takie cisnienie miałam jakieś 11 lat wczesniej
przy nieplanowanym przyjęciu do szpitala (wysokie cisnienie, ból głowy i
wymioty). Wg mnie to była reakcja na sulfur, bo nic innego nie skojarzyłam.
Na parę dni dałam sobie spokój. Jednak potem znowu była konieczność i
wziełam. Serce się uspokoiło, głowa na trochę przestała boleć, cisnienie było
w normie. Pare dni później znowu bardzo mnie bolała głowa, cisnienie
150/95... Nie było innych powodów, więc zwaliłam to na kulki. Sytuacja sie
powtórzyła pare dni później, a do tego doszły jakieś długotrwałe "doły",
jakich wczesniej nie doświadczałam: zaczełam snuć jakies czarnowidztwo,
zrobiłam sie płaczliwa i tak reagowałam na sprawy, na które zdążyłam sie juz
dawno uodpornić i które mnie nie wytrącały z równowagi.A do tego parę dni
temu wróciłam z urlopu do pracy i jeszcze nigdy nie odczuwałam takiej
niechęci do swoich koleżanek, a zwłaszcza- mojej kierownik. Zrobiłam sie
wręcz chora! No i zdecydowanie czuję się bardziej osłabiona fizycznie i
psychicznie, a zrobienie czegokolwiek odkładam jak tylko mogę. Tak źle nie
było nawet przed rozpoczęciem kuracji homeo! Dodam, że co jakis czas biorę te
kulki a to na ból głowy, a to na osłabienie po spacerze, czy rozdygotanie
serca z rana. Wg mnie jest to reakcja na sulfur, tylko ponoć on ma krótkie
działanie, więc chyba nie powinien ujawniac takiego działania po 2-3 dniach
bez kulek?
Dodam tylko, że na niektóre leki reaguję bardzo dziwnie , np. propranolol
podnosi u mnie ciśnienie (zamiast go obniżać) i wg lekarza zakaźnika jest to
jeden z objawów ZPZ. Czy mozliwe jest, że mam źle dobrany Sulfur, albo że na
homeopaty też reauję inaczej, niż powinnam?
Słuchajcie, ja jestem na skraju wyczerpania od ponad 3 lat. Homeopatia była
moja ostatnia deska ratunku. Jestem pod opieka dobrego homeopaty klasyka. czy
to mozliwe, aby ponad pół roku leczenia nie przyniosło ŻADNEJ poprawy? Nie
pisałam o innych objawach, bo sensu nie ma.Mam wizytę 19 wrzesnia i zupełnie
nie wiem, co mam zrobić. Czasami mam ochotę wypróbować innego homeodoka, ale
nie jest ona klasykiem i nie ma tak dobrych recenzji, jak J.
Proszę- napiszcie, czy te doły moga być reakcja na kulki i co powinnam
zrobić. Ja naprawdę nie mam już siły...
Pozdrawiam
Marta
PS. Z Synem wszystko OK. Były jeszcze drobne przejścia, ale tylko drobne. I w
tym przypadku na pewno bedziemy się trzymać kulek :)