doomi
12.02.06, 20:43
Fragment wywiadu Andrzeja Józefa Dąbrowskiego
"Kartki z przemijania"
"Szukając na internecie, autorów, którzy oprócz mnie pisali w ostatnich
latach o podwarszawskim Świdrze, natrafiłem na stronę
zatytułowaną "Świderlandia", a na niej na informację o istnieniu
Stowarzyszenia Przyjaciół Rzeki Świder, powołanego dwa lata temu. Szybko doń
napisałem list, oczekując informacji o jego działalności. Odpisał mi
przewodniczący tej organizacji - Krzysztof Jasiński, jak się potem okazało -
warszawski polonista oraz reżyser filmowy i telewizyjny, który porzucił był
Warszawę dla Świdra (odwrotnie niż ja). Z tegoż Świdra, a także z Otwocka i
Józefowa skrzyknął 30 osób, by wspólnie ratować najpiękniejszą podstołeczną
rzekę. Wydawałoby się, że sprawą powinni zająć się też ekolodzy i
przyrodnicy, tymczasem okazało się, iż nadany przez nich status rezerwatu
przyrody, jaki posiadają 20-metrowe pasy brzegowe po obu stronach Świdra,
wcale go nie chroni, albowiem nadrzeczni mieszkańcy, nie widząc swojej
przyszłości związanej z rzeką, zupełnie o nią nie dbają. "W rezultacie
opuszczenia przez ludzi rzeka, której brzegi na dużych odcinkach porośnięte
są jeszcze pierwotnym łęgiem, zamienia się powoli w bezpłatne śmietnisko,
gdzie w nocy można podjechać samochodem i bezkarnie wyrzucić z bagażnika
worki ze śmieciami albo zsypać gruz, pozostały po pracach budowlanych. Smutne
to, ale prawdziwe..." - stwierdza w kokluzji pan Jasiński. I dalibóg w jego
słowach nie ma przesady - sam widziałem na brzegach Świdra wraki porzuconych
samochodów, nierzadko spalonych i rozsypane worki z gruzem i śmieciami.
Pisałem o tym w "Kurierze" w cyklu "Okna pełne nadziei".
W celu rozpropagowania działalności Stowarzyszenia, pan Jasiński utworzył
witrynę internetową i utrzymywał ją za własne pieniądze. Niestety
Stowarzyszeniu nie udało się zdobyć odpowiednich funduszy, co osłabiło zapał
członków. Wykruszali się jeden po drugim, aż w końcu na zebrania przychodziło
tylko dwie lub trzy osoby. W tej sytuacji pan Jasiński zdecydował się
zakończyć działalność stowarzyszenia. Wygląda więc na to, że rzeka Świder nie
będzie miała opiekunów. Podobnie, jak zabrakło ich i miejscowości Świder,
która z uroczego letniska stała się brzydką podwarszawską sypialnią. Ten sam
los spotkał dawne letnisko Józefów i uzdrowisko Otwock. Szkoda, że w nowej
Polsce szlachetna działalność jednostek, czy niewielkich grup, ma mizerne
szanse na sukces i że spotyka się z obojętnością ogółu nawet wtedy, kiedy
występują one w interesie wielu ludzi. Żal serce ściska również na wieść, iż
wspomniana witryna internetowa, wspaniale redagowana przez pana Jasińskiego,
ze znakomitymi zdjęciami i świetnie przez niego opracowaną mapą rzeki, też
wkrótce przestanie istnieć. Pisać o tym hadko."