galtomone
12.11.24, 14:25
... taki artykuł (next.gazeta.pl/next/7,151243,31456816,druzyna-a-muska-jedzie-do-waszyngtonu-tak-miliarder-zamierza.html#s=BoxMMtImg3) trochę zmusza do myślenia a to myślenie powinno jednak u normalnego, kumatego człowieka zamiast bezkrytycznej radości (HURA!!! Będzie tanie państwo!!!!) wywołać jednak pewien niepokój.
Oczywiście "po owocach ich poznacie" i oby moje "niepokoje" się w gówno obróciły, ale na razie mam następujące skojarzenia i pytania (tu na odpowiedzi przyjdzie poczekać).
1. Większość z nas chyba się zgodzi, że oligarchiczne systemy państwowe nie specjalnie służą przeciętnym obywatelom. W wielu z nas myśl o "dzikiej" prywatyzacji po komunizmie raczej wywołuje złości. Jak sie popatrzy na Rosję czy jakim łupem stają się spółki SP to się raczej burzymy, że to nie jest OK.
Tymczasem tu, wygląda to trochę jak pierwsze kroki do nieoficjalnego sprywatyzowania rządu federalnego i państwa.
Jeśli czołowe stanowiska (nie podlegające przecież demokratycznej kontroli wyborców) instytucji federalnych, które mają służyć dobru ogółu zostaną obsadzone przez "prywatny interes" to komu w pierwszej kolejności służyć będą?
"Na prawo myślący wyborcy" oburzają np. na tych urzędasów w Brukseli, że przecież "nikt ich nie wybierał"... ciekawe czy obsadzenie z takiego klucza instytucji federalnych będzie im za jakiś czas też przeszkadzać.
2. Chcąc nie chcąc przypominają mi się dwa filmy. W momencie ogłoszenia wyników wyborów (o nim zresztą pisały już media... Nieskromnie dodam, że pewne analogie w tym, dokąd w imię łatwych i prostych rozwiązań oraz utrzymania poziomu konsumpcji dążą społeczeństwa też tu kiedyś pokazywałem.) przypomniał mi się film "Idiocracy".
Dziś, gdy czytam artykuł gazety (oby okazał się przesadzony i obym mylił się co do intencji tych ludzi!!!!) przypomina mi się Robocop. Wizja, że wszystkim rządzą korporacje i wartość akcji (oraz DEREGULACJA WSZYTKIEGO) jest cokolwiek przerażająca w zakresie swoich skutków na przyszłość.
I znów (wspominałem w którymś z postów) przykładem z życia tu i teraz jest to co stało się z Boeing (przez ostatnie lata - właściwie od połączenia z McDonnell Douglas ) nadrzędnym kryterium decyzyjnym w firmie stała się wartość akcji i zadowolenia akcjonariuszy.
Efekty takiej strategii były ostatnimi laty dość medialne.... ale koszty operacyjne faktycznie spadły i nie tylko koszty....
W zakresie tego "mitycznego dobrodziejstwa cięcia kosztów" widać też jak zajebiście na tym wychodzi Stellantis...
Też jestem ciekaw czy Ci co najgłośniej psioczą na CEO koncernu będą równocześnie z rezerwą podchodzić do cięcia kosztów federalnych? Na razie wydaje się to być jedynym i głównym pomysłem na to jak sprawić żeby "w państwowym było lepiej"... w Stellantis jest lepiej??? Akcjonariuszom na pewno, pytanie czy właścicielom 1.2 PureTech też pozostawiam otwarte 😂?
3. Wspomniana w art. mityczna deregulacja.... Pewnie, że na pewno w wielu miejscach potrzebna, w wielu możliwa.... ale w wielu niemożliwa albo niebezpieczna.... Bo...
Jak sobie kupisz chujowy pasztet, robiony byle jak to sraczkę jakoś da się przeżyć....
Ale jak wsiądziesz do samolotu co go robią w identyczny, tani sposób ale do tego bez bata regulacji i kontroli, to...
jak się jest pasażerem takiego lotu jak Lion Air Flight 610 ciężko jest przy kolejnej podróży wybrać inny samolot...
Reasumując: hasła "cięcie kosztów", deregulacja i prywatni biznesmeni odpowiadający za funkcjonowanie państwa dla dobra obywateli budzą we mnie spory niepokój.
Obym się mylił.