Witam,
Mam problem polegający na zbyt luźnym podejściu do pieniędzy. Jako że za miesiąc do wydatków dojdzie mi kredyt (około 1000 PLN) muszę trochę przeorganizować budżet, który do tej pory wyglądał tak (kwota na 1 osobę, stolica, mam stresującą pracę więc nie zrezygnuję z "życia towarzyskiego"

)
1. mieszkanie BYŁO - 500, będzie 1000
2. rachunki BYŁO - 100, będzie (w tym czynsz) - 300 - 400
3. telefon - 80
4. bilet - 80
5. taksówki - 80 (w nocy, gdy wracam sama)
6. jedzenie (bez jedzenia w knajpach) - 400 (jedzenie w stolicy jest drogie, staram się sama gotować ale muszę jeść dużo ryb)
7. rozrywki, kino, imprezy, koncerty, kawki i takie tam - 600 (tak jak pisałam - cieszę się wolnością póki nie mam dzieci)
8. książki - 200 (w tym branżowe)
9. fitness - 150 (jeden z tańszych fitnessclubów)
10. jedzenie/picie w knajpach - 450 (jedno weekendowe wyjście do klubu = 3 drinki = 100 PLN)
11. ciuchy i buty, bardzo różnie, średnio - 800 (muszę dobre wyglądać, taka branża niestety)
12. kosmetyki i chemia - 150 (tu już chyba nie zaoszczędzę bo i tak prawie nie używam kosmetyków - olejek migdałowy + dobry ale wydajny krem i tyle)
13. kosmetyczka, dentysta - średnio 100
14. pomoc kuzynce (oplata za jej szkołę) - 250
15. prezenty (urodziny, imprezy itp) - średnio 80
16. ubezpieczenie, prywatna opieka zdrowotna - 30
17. gazety, w tym prasa branżowa - 100
18. lokata - 300
wakacje 1 mc raz w roku - 6 000
wchodzi (bez wakacji) 4260 mc - jak zejść do 3500? 3200 byłoby idealnie...
Zarabiam 4400 netto,staram się odkładać 5 - 7% pensji