Zapisuje wszystkie nawet te najmniejsze wydatki. Nie wytrzymałam i dzisiaj wszystko przeliczyłam i wyszło, ze wydałam (zaokrąglając) 1550 zl od stycznia 2011.
Najwięcej na ubrania - ponad 1000 zl
i na drukowania, kserowanie, oprawianie..
i na bilety miesięczne.
Dalej w kolejce są kosmetyki, leki, sr. higieniczne, jedzenie poza domem.
W tym roku kalendarzowym odpadną mi wydatki związane ze studiami. Zdarzały się takie kwiatki jak 50 zl na lotka czy bilety pojedyncze zamiast kupienie miesięczniaka

Sporo chorowałam i niestety kupowałam leki, które się dublowały-chorowałam na to samo kilka razy i zostały mi jeszcze leki nieprzeterminowane z wcześniejszych chorób, te same na które znów dostałam receptę.
Jako, ze sporo rzeczy otrzymałam od rodziny: opłatę prawa jazdy czy trochę ubrań, to tego nie liczę.
To podsumowanie, zbyt jeszcze wczesne, sprawiło, ze zdałam sobie sprawę, ze muszę liczyć ile dokładnie wydaje na bilety jednorazowe i czy bardziej nie opłacałoby się kupować kwartalnych/rocznych. Dodatkowo czy zbyt dużo nie przepuszczam na drobiazgi: mam długo listę kręconych lodów na mieście i zapiekanek po 6 zl, czasami specjalnie przedłużałam powrót do domu, tak wiec to jedzenie to była raczej przyjemność niz konieczność..
I niestety jak juz cos kupuje to niesystematycznie, tylko wyrywkowo i potrafię w sklepie wydać z 200, 300 zl, bo muszę uzupełnić zaległości..
Nadchodzący rok będzie inny: bardziej przemyślany pod względem ubrań głownie.