Dodaj do ulubionych

problem i brak problemu

10.12.11, 19:27
Witajciesmile

Albo dzisiaj mam doła i widzę wszystko w czarnych kolorach albo rzeczywiście moja sytuacja nie jest zbyt różowa.
Mam 23 lata. Zaraz po szkole średniej poszłam na studia(państwowy uniwersytet),ale po 2 latach przerwałam je z przyczyn zdrowotnych i problemów osobistych. Pół roku po ostatecznym przerwaniu studiów(po drodze miałam urlop zdrowotny) podjęłam naukę w szkole policealnej aby zdobyć tytuł technika.
W tym roku rozpoczęłam studia prywatne(filologia). Do tego ciągnę dwa kierunku w szkole policealnej(ostatni semestr kierunku 1 i pierwszy semestr kierunku 2-pierwszy kierunek robię dziennie, drugi zaocznie). W tygodniu popołudniami udzielam korepetycji, więc mój dochód oscyluje mniej więcej około 1400 złotych miesięcznie.
opłacam(a raczej opłaciłam bo udało mi się zaoszczedzić na pierwszy rok) studia, kupuję sobie bilet miesięczny, kartę do telefonu, kosmetyki+ wydatki typu ksero.

Moi rodzice nie są super bogaci, aczkolwiek udało im się uzbierać wystarczająco dużo pieniędzy aby sfinansować mi mieszkanie, którego koszt nie przekroczy 150 tys. Jestem im za to bardzo wdzięczna.
Co miesiąc odkładam pieniądze. Czasem jest to 800 złotych, czasem 1000 złotych. Poniżej 750 staram się nie schodzić. Jestem w związku z chłopakiem, który miesięcznie oszczędza 500 złotych(zarabia 2100 złotych, mieszka z matką).

Na czym polega mój problem?
ano na tym,że super-udaje mi się oszczedzać, ale kosztem...
praktycznie niczego sobie nie kupuję-ciuchy tylko w lumpeksach, kosmetyki-najtańsze.
dużymi wydatkami są dla mnie książki na studia czy do szkoły.
z jednej strony cieszę się z tego oszczędzania bo wiem,że każda złotówka to kolejny kroczek do zakupu kanapy/stołu czy innego mebla.
z drugiej zaś strony czasem jestem tym zmęczona.
w wakacje ''pofolgowałam'' sobie bo poszłam na kurs językowy,który kosztował 400 złotych.
wiem,że prezent w postaci mieszkania to ogromna pomoc, ale też wiem,że nawet jeśli uzbieramy 20 tys do momentu wspólnego zamieszkania(realne) to i tak nie będzie to oszałamiająca kwota.
a za tymi 20 tys. idą naprawdę poważne(jak dla mnie) wyrzeczenia.

czy ja przesadzam?
a może nie potrafię docenić tego, co mam?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 20:25
      Moim zdaniem robisz błąd prawie całkowicie odmawiając sobie tzw. drobnych przyjemności. Nawet w dawnych czasach, gdy mało zarabiałam i mimo to zawsze coś odkładałam, starałam się sprawiać sobie jakąś drobną przyjemność: a to dobre słodycze, fajny kosmetyk/ciuch/książka.
      A co stanie się, jakbyś jakiś tam mebel kupiła później? Pozbawianie siebie przyjemności, tylko kosztem odkładania, jest dla mnie bez sensu.
    • henia04 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 20:26
      Zawsze jest tak, że trzeba coś wybrać i żeby to mieć zrezygnować z czego innego. W tej chwili ważne jest dla Ciebie zagospodarowanie się - własne gniazdo, potem się to pewnie zmieni.
      Ja mam stół z wyprzedaży, krzesła z piwnicy sąsiadki, kredens z wystawki innego sąsiada, sztućce z prezentów albo z Biedronki, tusz do rzęs kupuję raz na dwa lata (bo nie mogę tego najtańszego), ale mam poczucie, że wydaję pieniądze rozsądnie i na rzeczy naprawdę potrzebne, odkładając jakąś tam rezerwę na sytuacje podbramkowe.
      Raz na jakiś czas pozwól sobie na coś przyjemnego, kup ciuch w sieciówce (i zobacz że rozpada się szybciej niż ciuchlandowy), idź z kumplem na bitą śmietanę, kup mamie cięte kwiaty. Ciesz się życiem, po poważnych chorobach to bywa łatwiejsze smile.
      • verdana Re: problem i brak problemu 10.12.11, 20:32
        Mam wrażenie, ze z oszczędzania zrobilas sobie cel zycia. I skoro wiesz, ze to Cię meczy, że przez oszczedzanie nie masz już zadnych przyjemności, że odmawiasz sobie wszystkiego, a nie umiesz przestać - to sprawa jest powazna. Rozsadne oszczędzanie zamienia się w nierozsadną obsesję. Podejrzewam też, że nie osszczędzasz na coś (co moze być racjonalne), tylko oszczędzasz dla poczucia bezpieczeństwa.
        Pora powiedziec sobie "Przez dwa miesiące nie oszczędzam w ogóle - pójdę do restauracji, kupię sobie pięć zbędnych gadżetów i buty, o!". Jesli okaze się,z ę po prostu nei mozesz, ze czujesz sie z tym fatalnie - to źle. Wiem, ze to zabrzmi na tym forum dziwacznie, ale wtedy potrzebna Ci terapia - inaczej jesteś na drodze do patologicznego skąpstwa, ktore i Tobie i bliskim utrudni zycie.
        • marzeka1 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 20:51
          O, to co radzi verdana, to dobry pomysł. Nie odkładaj niczego chociaż przez miesiąc lub chociaż tylko połowę tego i spraw sobie przyjemność. W sumie okaże się, czy potrafisz to zrobić czy też zmierzasz w stronę skąpstwa, a osobą, której wszystkiego żałujesz, będziesz ty sama. Tyle że codzienne życie z taką osobą może być problemem.
        • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 20:59
          To znaczy sytuacja wygląda tak:
          dla kogoś moje studia(czesne prawie 500 złotych miesięcznie) mogłyby być swoistą fanaberią finansową.
          tak samo jak podręczniki do francuskiego czy hiszpańskiego(jakieś 50-60 zł za podręcznik).
          wiem,że muszę( i jednocześnie chcę) inwestować w siebie co wymaga znacznych nakładów.

          wiem,że nie można mieć wszystkiego.
          urządzanie mieszkania i jakaś minimalna stabilizacja to ważna dla mnie rzecz, ale widzę że trochę ten cel zaczął mi przesłaniać inne aspekty życia.
          może moje podejście to też kwestia podejścia moich rodziców do pieniędzy?
          • amused.to.death Re: problem i brak problemu 10.12.11, 21:37
            > tak samo jak podręczniki do francuskiego czy hiszpańskiego(jakieś 50-60 zł za p
            > odręcznik).

            no ale podręcznik do języka kupuje się raz na rok - więc to nie jest jakiś specjalny wydatek w budżeciesmile
            • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 11.12.11, 06:14
              Jestem na studiach filologicznych i swoją przyszłość chcę związać z językami(tłumaczenia).
              Jeśli chodzisz na kurs to jedna książka na rok Ci wystarczy.
              Jeśli jesteś na studiach filologicznych, udzielasz korepetycji i sama uczysz się innych języków to niestety jedna książka nie wystarczy.
              Miesięcznie wydaje około 120 złotych.
        • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 21:05
          Oszczędzam(w chwili obecnej na):
          -wyposażenie mieszkania
          -wykształcenie(chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy aby zdobyć stypendium, ale odkładam też pieniądze,żeby w razie czego móc je wyłożyć na 2 rok studiów)

          O oszczędzaniu na ślub czy wesele, które kiedyś chciałabym zorganizować kiedyś z moim chłopakiem nawet nie myślę bo wtedy chyba bym musiała ograniczyć wydatki do 100 złotych miesięcznie i pracować z 20 godzin więcej w tygodniu.
          • zurekgirl Re: problem i brak problemu 11.12.11, 12:37
            Super, ze masz bardzo rozsadny plan kariery, super, ze inwestujesz w siebie i swoje wyksztalcenie. Finansowo jestes paredziesiat lat przed swoimi rowiesnikami. Wlasne mieszkanie to cos, o czym mysla czesto dopiero trzydziestolatkowie (i o kredycie na 30 lat, ktory cie ominie). Moim zdaniem powinnas zmienic nieco plan oszczedzania. Meble i niemal cale wyposazenie mieszkania mozna kupic na nieoprocentowane raty. Jesli wydasz miesiecznie 200-300 zl na przyjemnosci, to naprawde swiat sie nie zawali. Jesli nie wydasz tego na ciuchy, restauracje itp, to chociaz wrzuc na osobne konto z podpisem "wakacje".

            Nie masz noza na gardle, nie trac mlodosci, bo z pasji oszczedzania trudno wyjsc nawej jak juz sie tych pieniedzy ma wystarczajaco duzo.
    • korcia88 Re: problem i brak problemu 10.12.11, 21:07
      Jesteś w świetnej sytuacji, rodzice kupią Ci w prezencie mieszkanie, więc jesteś do przodu o prawie 30 lat w stosunku do wielu osób w Twoim wieku. Czyli chyba nie ma sensu przesadnie oszczędzać skoro źle się z tym czujesz. Tak jak już ktoś wspominał, na początek można wstawić używane meble od znajomych/rodziny/kupione za parę złotych. Potem stopniowo się urządzać.
      Ja jestem w Twoim wieku i muszę sama nazbierać na mieszkanie oraz jego wyposażenie i po pewnym czasie odkładania na maksa byłam tym totalnie zmęczona, wręcz brakowało mi chęci do dalszej pracy, więc odpuściłam sobie troszkę i jestem o wiele szczęśliwsza, mam więcej siły do działania, nauki, rozwoju, a za tym idzie też szansa na zwiększenie zarobków. Polecam Ci takie podejście.
      I doceń to co masz! smile
      • verdana Re: problem i brak problemu 10.12.11, 21:20
        Czyli potrafisz wydawać na obowiazki, ew. inwestycje - studia i podreczxniki, a nie potrafisz na zadne przyjemności. To nie ejst dobrze. Wydajesz się sobie samej osobą bardzo zorganizowaną , z celem życiowym i umiejetnością jego osiągnięcia. Z kazdą odmowioną sobie drobnostką przybliżasz się do celu, jakim jest umeblowanie mieszkania.
        Problem w tym, ze pare lat takiego życia moze spowodować,z e ani mieszkanie juz Cię nie bedzie cieszyć, ani nie bedziesz miała z kim tam zamieszkać. Warto też pamiętać,z ę takie oszczędzanie nie ma końca - teraz masz stosunkowo beztroskie lata - po studiach przyjdzie mieszkanie, dzieci - i znowu nie będzie pieniędzy, ani czasu na przyjemnosci. Moze się okazać, ze Twoim największym sukcesem sa RZECZY. Rzeczy, kupione kosztem wyrzeczenia się przyjemnosci.
        Naprawdę, zastanów się, czy rzeczy są tego warte.
    • coralin Re: problem i brak problemu 11.12.11, 13:07
      Sytuację masz komfortową, bo nie musisz składać na mieszkanie, brać na to kredytu.
      Myślę, że Twoja postawa może wynikać z obserwacji rodziców, dla których pewnie oszczędzanie na Twoje mieszkanie wiązało się z odmawianiem sobie przyjemności.
      Ja po otrzymaniu na studiach spadku, dzięki któremu mogłam kupić mieszkanie. Pozostałych "nie moich" pieniędzy nie tykałam (i niestety słabo zainwestowałam).
      Jednak samodzielnie zarobione pieniądze przeznaczałam na życie i moje przyjemności.
    • fanny Re: problem i brak problemu 11.12.11, 13:31
      Ja tu widze dodatkowy problem - z chlopakiem wink
      Jezeli z pensji 2100 PLN odklada tylko 500 PLN to wyglada na to, ze macie inne proritety i inne podejscie do pieniedzy. To potencjalny problem w zwiazku i tu sytacji bym sie uwaznie przyjrzala i probowala _juz teraz_zaczac o temacie rozmawiac i zaczac wypracowywac kompromis. Bo gdyby sytuacja miala sie utrzymywac takze po zamieszkaniu razem, oboje po jakims czasie bedziecie gleboko sfrustrowani. Ty bedziesz miala wrazenie, ze wiecej (procentowo) wnosisz materialnie do zwiazku i to jeszcze kosztem ogromnych wyrzeczen. Chlopak (narzeczony) bo nie dosc, ze trudno mu bedzie namowic Cie na jakies wspolne przyjemnosci, to jeszcze bedziesz go gonila do odmawiania ich sobie!
      Przy czym mnie nie chodzi o to, zebys na sile kupowala sobie maskare za 200PLN czy wydawala na szmatki z sieciowek. Chodzi wlasnie o probe uczciwego wgladu w siebie i wydania ograniczonych funduszy na rzecz, ktora sprawi Ci najwieksza przyjemnosc. Ale to musi byc autentyczna przyjemnosc. Wiec jesli wiesz, ze posiadanie akurat tej konkretnej lampy bedzie dla Ciebie najlepszym funem, wiekszym niz kolacja w restauracji z chlopakiem, to bron Boze nie odmawiaj sobie tej lampy. Ale jesli czujesz, ze milo by bylo pojsc na kolacje ale musisz kupic lampe - idzcie na kolacje!.

      f.
      • nelamela Re: problem i brak problemu 11.12.11, 14:20
        Wiesz,czytam i czytam i nie moge zrozumiec...Ja konczylam studia(fakt bardzo ciezkie) z kredytem studenckim na glowie,swiadomoscia ze zaczne zarabiac jakies konkretne pieniadze za pare ladnych lat i bez zadnych wiekszych oszczednosci.Ty masz na starcie jakies oszczednosci,mieszkanie bez obciazen(brawo dla rodzicow).Nie narzekaj kobieto.Jesli masz jakiegos chwilowego dola to popraw sobie humor idac na jakies spontaniczne zakupy...I tyle.Przepraszam ze moze jakos tak ostro podchodze ale wlasnie dzis kupowalam buty zimowe dla dziewczynki,ktora uczy moja siostra.Oni nie maja nic i wlasnie mysle przez caly dzien ze nie umiemy doceniac tego co juz mamy.To taka mala dygresja...Pozdrawiam.
      • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 11.12.11, 19:46
        Witajcie
        Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
        Wczoraj rzeczywiście miałam mały dołek.

        Co do chłopaka to już tłumaczę.
        On zarabia 2100 złotych, ale:
        -daje co miesiąc mamie 600 złotych
        -opłaca internet(70 zł) i telefon(40 zł)
        -odkłada 200 złotych ''dla siebie''(co pewien czas ta kwota i tak wędruje na nasze konto oszczędnościowe, ale zwykle te pieniądze leżą na jego koncie)
        -on pokrywa 80% naszych wydatków związanych chociażby z kawą na mieście

        Jego mama jest wdową i uważa, że mój chłopak powinien dawać jej o wiele więcej pieniędzy.
        Oczywiście rodzi to wiele nieporozumień między nim,a nią. Mam jednak nadzieję,że w momencie wyprowadzki te problemy częściowo się rozwiążą.
        • verdana Re: problem i brak problemu 11.12.11, 20:01
          Zaraz, czy ja dobrze rozumiem?
          Facet mieszka u mamy, je u mamy i daje na miesiąc 600 zł? Czyli mama-wdowa musi go częściowo utrzymywać? Bo on odklada na meble????
          • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 09:38
            Verdano, co dla Ciebie oznacza ''częściowe utrzymanie''?
            Ubrania, kosmetyki, wszelkie wydatki swoje (np.kurs prawa jazdy,sprzęt elektroniczny jeśli jest potrzebny) pokrywa z własnej kieszeni.
            W ciągu tygodnia również robi zakupy spożywcze do domu.
            W grudniu mój chłopak dostał bony do supermarketu-oddał jej wszystkie(400 złotych).
            Czy nadal uważasz,że to tak mało?

            A co do tego,że jego mama jest wdową to powiem tylko tyle, że z tego tytułu otrzymuje pewne ''bonusy''(jak zwał tak zwał). Zbieg okoliczności spowodował, że ma mieszkanie i spore oszczędności na koncie.
            • martialis Re: problem i brak problemu 12.12.11, 12:57
              Podejrzewam, że Verdanie chodzi o to, że jedzenie to tylko część kosztów, a gdzie rachunki za mieszkanie, wodę, gaze, prąd...? 600 zł to akurat on przeje - czyli częsciowo utrzymuje go Mama.

              A to, że ona ma mieszkanie i spore oszczędności (trochę jednak kole w oczy Twoje wypominanie jej tego), to chyba dobrze?
              • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 13:18
                Mama mojego chłopaka ma mieszkanie kwaterunkowe.
                Był taki czas, kiedy mogli to mieszkanie wykupić, ale tego nie zrobili.
                Potem zjawił się pewien mężczyzna, który utrzymywał, że kamienica w której mieszka mój chłopak z matką,należała do jego pradziadka bodajże.
                Sprawa toczy się w sądzie, więc na razie mieszkania nie można wykupić.

                Cieszę się, że matka mojego chłopaka ma dach nad głową,jednakże są pewne ''niuanse'' całej tej sytuacji.
                Mój chłopak wraz z zakończeniem szkoły średniej poszedł do pracy jednocześnie studiując dziennie na politechnice. Zarabiał świetne pienądze jak na tamten czas(więcej niż dzisiaj przy o wiele mniejszym nakładzie czasu). Większość(jakieś 80%) pieniędzy oddawał matce. Te pieniądze miały być ich oszczędnościami-jeśli coś by się w domu popsuło czy któreś z nich by potrzebowało pieniędzy. Nadszedł taki moment,kiedy mojego chłopakowi zepsuł się komputer(w czasie, gdy pisał pracę inżynierską). Wtedy niestety okazało się,że ona mu może jedynie ''pożyczyć'' z puli oszczędności. Tutaj był już pierwsze poważny zgrzyt. Reasumując-mój chłopak ma jakieś 80% wkładu w ''ich'' oszczędności,które de facto stały się jej oszczędnościami.

                Odkąd zaczęliśmy poważnie myśleć o wyprowadzce to stanowi ona kolejny zgrzyt między moim chłopakiem,a jego matką.
                Jego matka wyrzuca mu również, że zamiast inwestować w ich mieszkanie to odkłada na mieszkanie razem ze mną.
                Mój chłopak ma starszą siostrę, która po skończeniu szkoły zawodowej i rozpoczęciu pierwszej pracy ''zwiała'' z domu bo matka żądała od niej praktycznie całej pensji.
                • zabol58 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 15:13
                  Sama widzisz że będziecie mieć duży problem jak Twój chłopak wyprowadzi się z domu. Może zacznijcie mamę przyzwyczajać do tego, że Twojego chłopaka będzie w domu coraz mniej? Licz się z tym, że możesz stać się wrogiem nr 1 dla swojej przyszłej teściowej, a święta będą czasem poświęceń i męczarni psychicznych. I żadne pieniądze Was od tego nie uchronią.
                  • zuzanna56 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 15:31

                    zabol58 napisała:

                    > Sama widzisz że będziecie mieć duży problem jak Twój chłopak wyprowadzi się z d
                    > omu. Może zacznijcie mamę przyzwyczajać do tego, że Twojego chłopaka będzie w d
                    > omu coraz mniej? Licz się z tym, że możesz stać się wrogiem nr 1 dla swojej prz
                    > yszłej teściowej, a święta będą czasem poświęceń i męczarni psychicznych. I żad
                    > ne pieniądze Was od tego nie uchronią.

                    Kurcze, jakbym czytała o sobie sprzed 20 lat...
                    Da się przeżyć, chłopak będzie jakiś czas między młotem a kowadłem ale warto już mamę przyzwyczajać.
                    A święta są dla mnie nadal czasem poświęceń, ale to przez dziwactwa teściowej i przez to, że jej córka mieszka daleko i ma ją od dawna gdzieś. Przykre że została jej synowa, która zabrała jej synka z domu w młodym bardzo wieku, gdy mógł utrzymywać mamę a nie zamieszkać z żoną.
    • kosc_ksiezyca Re: problem i brak problemu 11.12.11, 14:50
      Po nicku wnioskuję, że jesteśmy w jednym wieku smile

      Zarabiam dwa razy więcej, ale mam kredyt na mieszkanie, więc można uznać, że sytuacja jest dość podobna, bo prawie całą różnicę wydaję na ratę + czynsz + media.

      Kiedy rok temu kupowałam mieszkanie, to miałam szalone, wielkie plany urządzania, wyposażania, remontowania... Pieniędzy starczyło na mocno podstawowe rzeczy, a przecież trzeba jeszcze zjeść i się ubrać, nie zapominając o rozrywkach.

      I co? I żyję smile Kupuję sukcesywnie to, co jest najpilniejsze - np. fajny materac w sypialni, ale rama łóżka jest już na dalszym miejscu zakupów, bo przecież mam na czym spać. Lodówkę zostawili poprzedni właściciele, mikrofalę starą jak świat (ale dobrą smile) przywiozłam od rodziców. Poza tym mam stolik - jamnik od dziadków, biurko i mały stolik kawowy z Ikei (koszt łączny - 90 zł!), telewizor (mały, stary, ale działa) - też od rodziców. Zainwestowałam w porządne krzesło, bo pracuję przed komputerem i muszę siedzieć wygodnie.

      Konkluzja jest taka - jeżeli zaczniecie od 20 tysięcy na start na wyposażenie mieszkania to jest NAPRAWDĘ sporo. Oczywiście zależy to od stanu, w jakim będzie mieszkanie - bo jak do remontu, to myślę, że te 20 tysięcy powinno starczyć na podstawowy remont i podstawowe wyposażenie.

      Zatem spokojnie - nie terroryzuj sama siebie, że nie starczy i pozwól sobie na jakieś przyjemności smile
    • elenka-2 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 09:51
      Wszyscy bardzo mądrze Ci piszą. Ja bym dodała jeszcze, że zamiast doceniać to co dają Ci rodzice i studia i tak dalej zacznij się tym zwyczajnie cieszyć i nagradzać siebie.
      Może czujesz, że masz lata "w plecy", ale znów masz powód do radości - robisz to co chcesz robić i budujesz swoją przyszłość. 3 lata w te czy we wte - co to za różnica. Naprawdęsmile Ale pisałaś też o problemach osobistych - udało Ci się ze wszystkimi uporać?
      A szafy, stoły i supertechnologiczne lodówki nie są najważniejsze w mieszkaniu i z autopsji wiem, że można żyć ze sprzętami w wersji basicsmile i nie remont używanego mieszkania też nie musi być od razu "po królewsku".
      Uśmiechnij się i wydaj trochę na nagrodę dla siebie.
      W kwestii chłopaka się nie wypowiadam - nie mam zdania, nie znam takich sytuacji.
    • zabol58 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 10:13
      Zadręczasz się, wiesz? Moi rodzice startowali od zera, po ślubie zamieszkali w pokoiku 6,5 m2, oszczędnościami i swoją pracą dorobili się satysfakcjonującego majątku. Przypłacili za to zdrowiem (są przed 50, oboje schorowani i wymagają naszej opieki), to co mają nie cieszy ich a jak nie uda się poprawić stanu zdrowia to na dodatek nie będzie im nawet służyć! I teraz jedyną satysfakcją dla nich będzie jeśli ich dzieci pomnożą majątek a nie zniszczą tego co przez 25 lat budowali. Przez lata wydawało mi się (porównując też inne rodziny oczywiście), że postępowanie moich rodziców jest dobre. Teraz już nie jestem tego pewna. Trzeba znaleźć złoty środek, co nie jest proste...
      Co do mebli, remontów. Przechodziliśmy przez to rok temu, najważniejsze jest wiedzieć czego się chce. Można kupić fajne meble tańsze, bo wiesz że za kilka lat będziesz chciała sobie wymienić. Jeśli chcesz mieć meble na lata, to warto kupić droższe. Można coś pokombinować ze "starociami" i też fajnie się urządzić. My remontując łazienkę pożałowaliśmy sobie podwieszanego kibelka i zamontowaliśmy zwykły kompakt i teraz żałuję... Także trzeba uważać na swoje skąpstwo. Marzą nam się drewniane meble w kuchni...Ale w tej chwili mamy inne priorytety i na kuchnię sobie poczekamy...
      • chwalipieta Re: problem i brak problemu 12.12.11, 11:39
        wygląda na to, że jesteś o krok od sknerstwa - wyluzuj wreszcie bo przypłacisz to zdrowiem.

        nie wiem czy dobrze zrozumiałem ale Twój chłopak ma spore oszczędności i mieszkanie, więc w czym problem?
        • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 12:08
          Mama mojego chłopaka ma mieszkanie i oszczędności.
          Odniosłam wrażenie,że Verdana zarzuciła mojego chłopakowi niefajne zachowanie w stosunku do matki.
          • zabol58 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 12:51
            Pisałaś coś o konflikcie finansowym Twojego chłopaka z jego mamą. Nie wiem czy jego wyprowadzka ten konflikt rozwiąże... Teraz się dokłada, a jak się wyprowadzi to przestanie. Jedna osoba mniej nie spowoduje dużego spadku kosztów rachunków. Tylko koszt jedzenia spadnie. Także Twoja przyszła teściowa będzie miała 2 problemy: mniejszy budżet i zostanie sama, a jednak jest przyzwyczajona, że syn w domu bywa, rozmawia z nią, itd. Tu bym widziała większy problem w przyszłości.
    • akacjax Re: problem i brak problemu 12.12.11, 13:20
      w wakacje ''pofolgowałam'' sobie bo poszłam na kurs językowy,który kosztował 40
      > 0 złotych.

      No to jest zły znak-wydajesz na kurs-wiesz, że Ci jest potrzebny, a jednak żal Ci tych pieniędzy, to dodajesz im etykietkę: pofolgowałam sobie.
      Uważam, że tak wielkie oszczędzanie kosztem zwykłego życia, może się na przyszłość na tyle niekorzystnie odbić, że każą złotówkę będziesz chciała wydać, celowo, z sensem(ustalonym wg obecnych priorytetów). I na nic się nie zda wyluzowanie-po wyjściu z knajpy, czy ze sklepu z zakupionym ciuchem możesz bywać przygnębiona.
      Zapobiegaj temu już teraz.
      Gdy skończysz płatne szkoły-od razu przybędzie kasy i czasu by więcej zarobić. Doprawdy nie musisz wszystkiego mieć od razu, kosztem zdrowia psychicznego.

      Jak ktoś już pisał ten styl jest pewnie "po rodzicach"-skoro udało im się tak dużo odłożyć, to pewnie skromniej żyjąc. Być może nie pochwalali ludzi z hedonistycznym w każdym stopniu podejściem do życia, może Ty też tak czujesz.
      A przecież oprócz "mieć" warto też "być". Gdzieś pojechać, coś zobaczyć, wydać pieniądze na urlop, odpoczynek itp.
      Masz o czym myśleć.
      • zuzanna56 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 15:33
        Mądra z ciebie dziewczyna. Ale troszkę poluzujsmile
        • verdana Re: problem i brak problemu 12.12.11, 15:45
          A ja nie bardzo wiem, czy to mądre. Uwazać, ze celem życia jest kupienie rzeczy.
          Zastanawiam się też, dlaczego chłopak nadal mieszka z matką, skoro macie mieszkanie?
          • kosc_ksiezyca Re: problem i brak problemu 12.12.11, 16:31
            Z tego, co zrozumiałam, mieszkania jeszcze nie ma...
            • verdana Re: problem i brak problemu 12.12.11, 16:46
              Fakt.
              Z tym, ze ja nie rozumiem kompletnie, po co koniecznie te 20 tys. na start. Ostatecznie mozna przez pewien czas mieszkać "na walizkach" i stopniowo sie meblowac, a nie rezygnować ze wszystkiego, szczególnie, gdy się ma takiego zycia całkiem dosyć.
              Naprawde, pierwszy post sprawia wrażenie, jakby to nie o meble chodziło, a o lek ratujący zycie...
              • kosc_ksiezyca Re: problem i brak problemu 12.12.11, 17:32
                Napisałam to samo w swoim poście, a że jestem w podobnej sytuacji, to naprawdę wiem, co mówię smile
                • noisrembus87 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 18:19
                  To już...
                  Odpowiadam po kolei.

                  1. Mieszkania jeszcze nie ma, będzie kupione w czasie wiosny(czyli marzec-kwiecień).
                  2.Sytuacja z mamą mojego chłopaka-teraz jestem ''tą złą''. Powolutku(chociaż idzie to opornie) przyzwyczaja się do tego,że za kilka miesięcy syn przestanie z nią mieszkać. Czasami ''uświadamianie jej'' kończy się chorobą(nagle się słabo czuje)/szantażem(stwierdziła,że na pewno jej syn nie będzie jej pomagać, więc on wystąpi o alimenty od niego)/awanturami.
                  3.Jak pisałam wcześniej udzielam korepetycji-kwota 1400 zł to kwota ''prawie realna''. W tym miesiącu miało być 1200, a na chwilę obecną wiem,że być może nawet 1000 złotych nie będzie. Korepetycje dają mi czas na naukę, ale też są bardzo niepewne. Prawdopodobnie też z powodu takiej, a nie innej pracy mam takie podejście.
                  Nie wiem tak naprawdę ile zarobię w czasie kolejnego miesiąca. Myślę,że po uzyskaniu technika i po pierwszym roku na studiach i w szkole policealnej poszukam ''normalnej'' pracy,która zapewni mi minimalne poczucie bezpieczeństwa.
                  4. Co do 20 tys to oglądaliśmy z moim chłopakiem różnego rodzaju rzeczy do domu i zakładając, że chcemy wszystko kupić nowe to ta kwota nie jest oszałamiająca. Z naszych domów nie zabierzemy niczego oprócz rzeczy osobistych,więc wszystko będziemy musieli kupić. Chcemy żyć ''normalnie'' w sensie w miarę urządzonych mieszkanku.
                  Taki styl myślenia ''finansowego'' jest związany też z faktem,że obydwoje chcemy dalej się uczyć-mój chłopak chce podjąć studia magisterskie zaoczne,ja również.
                  A wszystko kosztuje...
                  • verdana Re: problem i brak problemu 12.12.11, 18:25
                    Czyli wybierasz całkowite wyrzeczenie się rozrywek,byle jakie ubrania, totalne zmeczenie, liczenie kazdego grosza i meble.
                    Nie chcę być złym prorokiem, ale taki poczatek związku - koncentrujący się na kupowaniu, kosztem normalnego, w miare swobodnego życia, pójscia na kawę czy do kina, niespodziewanego wypadu w góry - moze sie po prostu źle skonczyć. Zaczynacie od cieżkiej harówki, kiedy jesteście jeszcze sam, potem przyjedzie dziecko, a potem okaze się,z e całe życie zeszło Wam na oszczedzaniu i pracy, macie wszystko prócz zadowolenia z życia...
                    • marzeka1 Re: problem i brak problemu 12.12.11, 18:32
                      Za bardzo wg mnie skupiasz się na rzeczach, patrzysz na pieniądze tylko w ten sposób, co za to kupisz, jaką rzecz do mieszkania, bo "chcemy wszystko nowe", z "domu bierzemy tylko rzeczy osobiste". A gdzie radość z życia? Z wypadku na fajne jedzenie na mieście? do kina? jakaś wycieczka?? Tylko ciułanie- gdy i tak jesteś w korzystniejszej sytuacji niż większość ludzi w twoim wieku???
                      • zuzanna56 Re: problem i brak problemu 13.12.11, 09:44

                        marzeka1 napisała:

                        > Za bardzo wg mnie skupiasz się na rzeczach, patrzysz na pieniądze tylko w ten s
                        > posób, co za to kupisz, jaką rzecz do mieszkania, bo "chcemy wszystko nowe", z
                        > "domu bierzemy tylko rzeczy osobiste". A gdzie radość z życia? Z wypadku na faj
                        > ne jedzenie na mieście? do kina? jakaś wycieczka??

                        Racja.
                  • agni71 Re: problem i brak problemu 13.12.11, 10:08
                    noisrembus87 napisała:

                    > 4. Co do 20 tys to oglądaliśmy z moim chłopakiem różnego rodzaju rzeczy do domu
                    > i zakładając, że chcemy wszystko kupić nowe to ta kwota nie jest oszałamiająca
                    > . Z naszych domów nie zabierzemy niczego oprócz rzeczy osobistych,więc wszystko
                    > będziemy musieli kupić. Chcemy żyć ''normalnie'' w sensie w miarę urządzonych
                    > mieszkanku.

                    O, i tego ja nie rozumiem.

                    Po pierwsze, dlaczego na początek nie możecie wziąc chociaz po pare mebli "panieńskich" i "kawalerskich" z domów rodzinnych? Skoro do tej pory to wy ich uzywaliście, to chyvba rodzicom do niczego nie będą az tak potrzebne?. Po drugie, dlaczego koniecznie wszystko nowe? Może naprawdę fajne uzywki znależc na Allegro, na tablica.pl, tylko trzeba poszukać...
                    Po trzecie,żeby zyc normalnie potrzebujecie miec kuchnie i łazienkę - reszta na początku może byc prowizorką. My z mężem przez rok spaliśmy na niezłym materacu,ale połozonym na podłodze,dopiero pózniej kupiliśmy łóżko. Nasza pierwsza szafa zrobiona była z połączonych ze soba kartonów (całkiem wygodna smile,a szafki nocne to tez były małe pudełka kartonowe. Stopniowo kupowalismy kolejne potrzebne rzeczy (bo my z tych,co lubią raz a porządnie, więc nie chcielismy inwestować w prowizorkę, prowizorka miała byc maksymalnie tania).
                    Poza tym,jesli mieszkanie kupowane będzie na rynku wtórnym, to byc może sprzedający zostawią częśc wyposażenia. Na początek moze być. Nie rozumiem doprawdy tego pędu, żeby mieć wszystko do mieszkania kupione w przeciągu miesiąca...

    • amused.to.death Money money money 12.12.11, 19:44
      I work all night, I work all day, to pay the bills I have to pay
      Ain't it sad
      And still there never seems to be a single penny left for me
      That's too bad


      Właśnie ostatnio rozmawialiśmy ze znajomymi o takich młodych ludziach jak ty, którzy KONIECZNIE MUSZĄ coś mieć. I to OD RAZU.

      Nie przeczę, fajnie jest mieć kasę i wydawać ją bez martwienia się, ale naprawdę nie wielki % ludzi tak ma. Więc można albo się z tym pogodzić i cieszyć się życiem mimo oszczędzania, albo ciągle za coś odkładać, żałować każdej wydanej złotówki (tak jak ten kurs) i martwić się do końca życia (a statystycznie patrząc to tego życia jeszcze dużo ci zostało).

      > Jestem na studiach filologicznych i swoją przyszłość chcę związać z językami(tł
      > umaczenia).
      > Jeśli chodzisz na kurs to jedna książka na rok Ci wystarczy.
      > Jeśli jesteś na studiach filologicznych, udzielasz korepetycji i sama uczysz si
      > ę innych języków to niestety jedna książka nie wystarczy.
      > Miesięcznie wydaje około 120 złotych.

      akurat tak się składa, że wiem jak to jest być na studiach filologicznych, tłumaczyć, udzielać korepetycji i uczyć się innych języków (i jednocześnie studiować zaocznie)
      są biblioteki
      są znajomi z książkami
      jest internet

      jeśli chodzi o studia jest biblioteka wydziału zaopatrzona zazwyczaj w potrzebne pozycje
      jeśli uczysz się innego języka - sama przyznałaś, że książka rocznie wystarczy
      do korepetycji - wszystko zależy od ciebie, w zasadzie wystarczy sam net

      Oczywiście być może ty uważasz, że MUSISZ mieć te x książek
      Tak samo jak MUSISZ od razu mieć kanapę, stół etc
      wtedy faktycznie pozostają ci ciągłe oszczędzanie, wyrzekanie się przyjemności i martwienie.

      Trzy kierunki studiów jednocześnie?
      sorry, ale jaka jest jakość takie nauki?
      • departamencik Re: Money money money 12.12.11, 19:52
        Mam podobne dylematy. Moze bardziej zlozone, bo ja juz za bardzo nie chce sie dokształcac, a widże, że będę musiała, bo 2 kierunki to za malo, jakaś konkretyzacja by sie przydała itd.. Beeeeeeee.

        Przez ostatnie 5 lat zbieralam na mieszkanie. Zyłam w nędzy mentalnej połączonej z finansową. Wyglądalo to biednie, bo nie miałm na nic, każda zlotoka z groy rozdysponowana. Chciaalm kupic nie tylko to miekszanie, ale też skonczyć szkołe w Londynie i studia w Warszawie i jeszcze pare innych rzeczy. A to nie jest za darmo.
        W tej chwili stac mnie nam iekszanie w kcohanej stolicy, ale nie na jego urzadzenie. Ale coz; godze sie z tym, ze go nie urządze i ze bede spapa na materacu podk ocem, ale przynajmniej sukienek bedzie wisiec kilka w szafie i ladnie sie ubiiore, bo jak bede stara to nawet perly nie pomogą.
        Zmądrzalam niedawno.
        Oszczedzanie to nie jest sposob na zycie!
      • elenka-2 Re: Money money money 12.12.11, 20:06
        No właśnie... Zastanów się czy ty tego wszystkiego potrzebujesz. Wszystkiego - mebli, nowych mebli, tych kierunków... czy to jest warte twojego czasu, notabene twojego życia.
        Bardzo mądzre Ci tu piszą - zdobedziesz to co musisz mieć teraz, pojawi siękolejny "cel" i tak do końca i nawet się nie uśmiechniesz...
        Wystopuj! ciesz się i korzystaj z tego co masz - poświęć czas chłopakowi, rodzinie, SOBIE...

        czemu nie bierzecie nic od rodziców? Nie mogą wam dać czy nie chcecie?
        • verdana Re: Money money money 12.12.11, 20:18
          Od rodziców jest mieszkanie, chyba starczy.
          A marnowac życia dla nowej szafy... cóż, chyba nie warto, naprawdę.
          • elenka-2 Re: Money money money 12.12.11, 20:45
            Racja Verdano, jaK zwykle się zgadzamsmile

            może nieumiejętnie, ale chciałam raczej wysądować czy autorce tak bardzo zależy na nowych rzeczach... np. ja na pierwsze mieszkanie dostałam kilkuletni, używany czajnik (czekał na tę okazję w piwnicy parę miesięcy - mama kupiła sobie nowy i uchroniłam stary przed wyzruceniem) i telewizor od sąsiadki - ona była szczęśliwa, że nie musi się troszczyć o utylizację elektrośmieci a mi telewizorek posłużył jeszcze ładny czas... Takie zbiegi okoliczności dawały mi ogromną radość - telewizor spadający z nieba to w końcu cośsmile
            • kosc_ksiezyca Re: Money money money 13.12.11, 01:14
              Ale skoro musi być "wszystko nowe" i żyć "normalnie" we "w miarę urządzonym mieszkaniu", no to trudno, chyba nie ma wyjścia. Koleżanki się widać nie przekona.

              Ja dorobiłam się pralki po 8 mcach mieszkania na swoim. I jakoś żyję.
              • chwalipieta Re: Money money money 13.12.11, 09:17
                kosc_ksiezyca napisała:

                > Ale skoro musi być "wszystko nowe" i żyć "normalnie" we "w miarę urządzonym mieszkaniu", no to trudno, chyba nie ma wyjścia. Koleżanki się widać nie przekona.

                może to jest presja otoczenia? znajomi, przyjaciele wszystko mają nowe więc my też musimy mieć smile
                • zuzanna56 Re: Money money money 13.12.11, 09:43
                  Może presja...
                  W sumie masz fajnie, jesteś młoda, do tego rozsądna, oszczędna, zaraz będziesz mieć własne mieszkanie bez kredytu, skończysz studia, wyjdziesz za mążsmile

                  Troszke wyluzuj i będzie dobrzesmile
                  • johana75 Re: Money money money 13.12.11, 11:12
                    My mieszkaliśmy na wynajętym mieszkaniu ponad 10 lat mieliśmy tylko meble nowe, ale jak łóżko nam się rozwaliło to kupiliśmy używany narożnik....oj jak kości bolały;P
                    Potem sytuacja finansowa na tyle się poprawiła że mieszkanie mamy z niewielkim kredytem.
                    Nową kuchnię i łazienkę i sprzęt AGD, ale meble mamy stare, znaczy się kupilismy częśc mebli używanych. Komodę, łóżko, sekretarzyk ,stoliki stół i krzesła i sami to odnowiliśmy! W zyciu nie pozbędę się mojego dębowego secesyjnego stołu na rzecz jakiegoś "nowego" Pewnie syn dostanie go w spadku wink Na szafę w sypialni czekaliśmy 8 miesięcy, bo chcieliśmy sosnową, a nie z papieru wink
                    Nie oszczędzaj każdej złotówki, drobne przyjemności muszą być.
                    Ja też jestem oszczędna (bo mój partner to juz wcale...!!!) Ale ja potrafie robić sobie drobne przyjemności teraz kupiłam mój ulubiony film na DVD 3 części no i jeszcze chce kupić 4 tomy książek, jeśli teraz nie pożyjesz to kiedy na rencie?
                • kosc_ksiezyca Re: Money money money 13.12.11, 16:47
                  Większość moich znajomych nie ma mieszkania... Więc nie wiem smile
      • noisrembus87 Re: Money money money 13.12.11, 10:52
        Witajcie
        Odpowiem na część ''zarzutów''.

        Z domu (zarówno mojego jak i mojego chłopaka) nie mamy czego zabierać.
        Co do studiów filologicznych i korepetycji to raczej jedna książka na rok nie starczy.
        400 złotych na kurs-to było dla mnie sporo bo przez jeden miesiąc wakacji nie pracowałam wcale i dlatego to był dla mnie taki wydatek.
        Co do innych książek-książka do hiszpańskiego(do certyfikatu) kosztowała 55 złotych, książka do francuskiego(również do certfyikatu) kosztowała ponad 60 złotych. do tego dochodzą książki,które są mi potrzebne na studia(nie kupują wszystkich tylko te najważniejsze). Jeśli mam stałego ucznia z którym robię książkę to dla mnie oczywiste jest to, że kupuję tą książkę(i tak i tak ona mi się zwróci) bo świadczy to o poziomie mojego nauczania. Darmowe materiały z internetu-świetnie, ale nie korepetycje nie mogą składać się tylko z tego. Jestem zapisana też do 2 bibliotek językowych. są świetnym zapleczem co do książek dla studentów, ale na korki-już nie bardzo(przynajmniej na tym poziomie na którym ja uczę).

        Co do tego,że ja ''muszę mieć'' to pani X. musi mieć szpilki za 300 złotych,a ja wygodną kanapę-kwestia priorytetów.

        Co do jakości kształcenia to uważam,że uwaga jest niestosowna tutaj bo gdybym je była w stanie tego pogodzić to bym po prostu nie porywała się z motyką na słońce.
        Jeden kierunek to studia filologiczne.
        Drugi i trzeci to kieruneki w szkole policealnej.

        To mój ostatni post bo jak pisałam wcześniej-wątek został założony pod wpływem impulsu i gorszego dnia. Każdy rozporządza swoimi pieniędzmi tak jak uważa to za słuszne.
        Jednakże dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

        Pozdrawiam

        • kosc_ksiezyca Re: Money money money 13.12.11, 16:50
          Dziewczyno, chciałaś odpowiedzi/podpowiedzi - dostałaś dużo mądrych rad od doświadczonych ludzi, ale kręcisz nosem i Ci się nie podoba, bo to odstaje od założonej przez Ciebie wizji świata i odejmowania sobie od ust i tyłka w ramach odkładania na kanapę. Okej, Twoja sprawa - tylko po co prosiłaś o radę, skoro już wszystko wiesz?
        • chocoladette Re: Money money money 13.12.11, 23:15
          Wiele książek da się znaleźć w internecie, nawet najnowsze wydawnictwa, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać i nie mieć nic przeciwko wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka