Dodaj do ulubionych

Zaryzykowalibyście?

17.11.12, 16:18
Kredyt na mieszkanie z wkładem własnym 14%. Te 14% to wszystkie moje oszczędności, zostaje jeszcze kilka tysięcy na podatki i koszty. Po zapłaceniu nie zostaje ani grosza na "czarną godzinę"
Odbudowanie poduszki finansowej rozpocznie się za około pół roku. Czyli przez ten czas życie na krawędzi ryzyka finansowego. Oprócz kredytu nie mam żadnych zobowiązań. Po kupnie mieszkania nie będę musiała niczego kupować - wszystko mam, tylko będę potrzebować na bieżące życie i opłaty. Mieszkania nie trzeba remontować, odświeżać, meble i AGD mam.

Ja ryzykuję, złożyłam wniosek o kredyt, rozwiązałam wszystkie lokaty, czekam tylko na odpowiedź z banku.
Zaryzykowalibyście? Mnie jak dopadną wątpliwości to zaczynam się denerwować.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Zaryzykowalibyście? 17.11.12, 17:14
      Zalezy, w jekiej byłabym sytuacji wcześniej. Czy byloby to po prostu polepszenie warunków mieszkaniowych, czy też jedyna możliwość mieszkania "na swoim". No i zalezy, czy moja praca byłaby stabilna.
      • monika18_8m Re: Zaryzykowalibyście? 17.11.12, 17:44
        Jestem w podobnej sytuacji tylko ja muszę jeszcze trochę uzbierać bo brakuje mi na wpłatę własną. ale na pewno zaryzykuje, w tych czasach często jest to jedyne wyjście. POWODZENIA
        • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 17.11.12, 19:14
          > Jestem w podobnej sytuacji tylko ja muszę jeszcze trochę uzbierać bo brakuje mi
          > na wpłatę własną. ale na pewno zaryzykuje, w tych czasach często jest to jedyn
          > e wyjście.

          O tak, w tych czasach to jedyne wyjście.

          wyborcza.biz/biznes/1,100896,12841421,200_tys__rodzin_wyrzuconych_na_bruk__Hiszpania_wprowadza.html
          www.pb.pl/2848777,2636,samobojstwa-sklaniaja-hiszpanie-do-ograniczenia-eksmisji
          • ira_07 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 22:47
            Bo przy stracie pracy i dochodów wynajmujący wynajmie za dobre słowo, nie big_grin? Z bankiem można się jeszcze dogadać, bo zależy im, żeby ludzie spłacali, z właścicielem nie bardzo. Nie płacisz to wynocha, znajdzie się inny.

            Ja bym zaryzykowała.
            • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 23:50
              > Bo przy stracie pracy i dochodów wynajmujący wynajmie za dobre słowo, nie big_grin? Z
              > bankiem można się jeszcze dogadać, bo zależy im, żeby ludzie spłacali, z właśc
              > icielem nie bardzo. Nie płacisz to wynocha, znajdzie się inny.

              Przy stracie pracy i dochodów najemca ląduje na bruku, ale bez zadłużenia, podczas gdy kredytobiorca tak samo ląduje na bruku, do tego dalej ma niespłacony kredyt, za który odpowiada całym majątkiem. Gdyby się można było z bankiem dogadać, to ludzie zamiast co miesiąc płacić ratę po prostu dogadaliby się z bankiem, że nie będą jej płacić.

              Masz jednak trochę racji - w Hiszpanii po paru samobójstwach i czterystu tysiącach eksmisji banki się zorientowały, że kasy i tak nie odzyskają. Zagrożonych kredytów mają jeszcze dziewięć milionów... Jak myślicie, u nas też eksmitują milion obywateli, czy po prostu Hiszpanie nie umieli się z bankiem dogadać? Przyszłość polskich dzieci hossy zapowiada się malowniczo.
              • ira_07 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 17:23
                > Przy stracie pracy i dochodów najemca ląduje na bruku, ale bez zadłużenia, podc
                > zas gdy kredytobiorca tak samo ląduje na bruku, do tego dalej ma niespłacony kr
                > edyt, za który odpowiada całym majątkiem.

                Więc w najgorszej sytuacji traci mieszkanie - i jest w takiej sytuacji jak najemca. Bez niczego. Może mieszkanie sprzedać. Może komuś wynająć (kredyt spłaci za pieniądze z wynajmu) a samemu przenieść się do taniej nory.

                Gdyby się można było z bankiem dogada
                > ć, to ludzie zamiast co miesiąc płacić ratę po prostu dogadaliby się z bankiem,
                > że nie będą jej płacić.

                Nie chodzi o niepłacenie w ogóle, czy niepłacenie przez x lat. Ale za 2, 3 miesiące niepłacenia nikt nikogo na bruk nie wyrzuci. Bo bankowi się to nie opłaca. A właścicielowi już tak.
                • gogologog Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 18:04
                  > > Przy stracie pracy i dochodów najemca ląduje na bruku, ale bez zadłużenia
                  > , podc
                  > > zas gdy kredytobiorca tak samo ląduje na bruku, do tego dalej ma niespłac
                  > ony kr
                  > > edyt, za który odpowiada całym majątkiem.
                  >
                  > Więc w najgorszej sytuacji traci mieszkanie - i jest w takiej sytuacji jak naje
                  > mca. Bez niczego. Może mieszkanie sprzedać. Może komuś wynająć (kredyt spłaci z
                  > a pieniądze z wynajmu) a samemu przenieść się do taniej nory.
                  >
                  W najgorszej sytuacji to nie ma mieszkania, i zostaje kredyt bo na dolujacym rynku kwota ze sprzedazy/licytacji nie pokryje kosztow.
                  Jak jeszcze kredyt w CHF/EUR i kurs bujnie sie w zla strone to zadluzenie moze byc rowne lub nawet wieksze niz na poczatku, mimo kilkunastoletniemu splacaniu.
                  Paradoksalnie nie ma u nas gwaltownego zjazdu cen, bo ludzie umoczeni w CHF nie moga wyrzucic mieszkan na rynek.
                  • velluto Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 21:47

                    > W najgorszej sytuacji to nie ma mieszkania, i zostaje kredyt bo na dolujacym ry
                    > nku kwota ze sprzedazy/licytacji nie pokryje kosztow.
                    > Jak jeszcze kredyt w CHF/EUR i kurs bujnie sie w zla strone to zadluzenie moze
                    > byc rowne lub nawet wieksze niz na poczatku, mimo kilkunastoletniemu splacaniu.

                    Mówmy i sytuacji TU I TERAZ, więc nie ma sensu dywagować o kredytach w walucie bo te dostają wyłącznie osoby zarabiające 15 tys NETTO.

                    Ryzyko, że zostanie się bez mieszkana, a z kredytem jest minimalne, i nie ma co demonizować. W większym mieście wynajem na czas dołka finansowego pokryje ratę, czasem wystarczy wynająć pokój.
                    • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 00:32
                      > W większym mieście wynajem na czas dołka finansowego pokryje ratę
                      > , czasem wystarczy wynająć pokój.

                      Nawet w tych przypadkach, kiedy suma uzyskana z wynajmu wystarcza na ratę kredytu (jest to możliwe np. przy 50% wkładzie własnym) mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją, że najemca mieszka sobie wygodnie w mieszkaniu, którego właściciel musi je opuścić i udać się - dokąd właściwie? Serio pytam - co mu poradzisz?
                      • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:51
                        Nie jest tak różowo z wynajmem.
                        Mam kolegę w takiej słodkiej sytuacji - rata 1800, z wynajmu ma 1300. Mieszka u mamy, z pensji dokłada resztę. Cud, miód, malina. Tylko zadrościć.

                        Co do kredytów walutowych to małżeństwo mające zarobki łączne na poziomie 8 000 może dostać kredyt w euro. Wiem od doradcy kredytowego.
                        • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 21:42
                          > Nie jest tak różowo z wynajmem.
                          > Mam kolegę w takiej słodkiej sytuacji - rata 1800, z wynajmu ma 1300. Mieszka u
                          > mamy, z pensji dokłada resztę. Cud, miód, malina. Tylko zadrościć.

                          Najem jest tańszy, ponieważ odzwierciedla rzeczywiste możliwości płatnicze społeczeństwa. Pieniądze na najem trzeba normalnie zarobić. Kredytobiorcy często nie rozumieli, i nawet do dzisiaj nie rozumieją znaczenia sum, które już wydali, a których nie zarobili i w znacznej części nigdy nie zarobią.
                          • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 21:51
                            Ja to wiem, ty to wiesz, ale jak widać jest cała masa ludzi przekonanych, że kredyt prawie sam się spłaca, za mieszkanie zapłaci się ratkę 1300 - 1500, a jak na ratkę nie starczy to mieszkanko się wynajmie za tyle że starczy i na ratę i wynajęcie czegoś dla siebie.
                    • gogologog Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 19:16
                      > Mówmy i sytuacji TU I TERAZ,

                      Tak wlasnie mysleli nabici w kredyty walutowe.
                      Przy kredycie na 20 lat warto pomyslec co bedzie np za lat 15 ...

                      > W większym mieście wynajem na czas dołka finansowego pokryje ratę
                      > , czasem wystarczy wynająć pokój.

                      Naiwnosc tak wielka ze nie wiadomo co powiedziec ...
                      A poniewaz powiedzieli Ci to "doradcy" wiec nie mam szans przebic sie z argumentami ...
                • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 19:06
                  > Więc w najgorszej sytuacji traci mieszkanie - i jest w takiej sytuacji jak naje
                  > mca. Bez niczego. Może mieszkanie sprzedać. Może komuś wynająć (kredyt spłaci za pieniądze z wynajmu) a samemu przenieść się do taniej nory.

                  Sprzedać można, pod warunkiem, że ceny są stabilne (albo rosną). Ewentualnie jeśli spłaciło się mieszkanie na tyle, że spłata pokrywa utratę wartości. Sprzedać trzeba na dodatek samemu, nie dopuszczając do egzekucji komorniczej. Wymaga to jednak pewnej elastyczności umysłowej, której kredytobiorcom brakuje, no i jakiegokolwiek pola manewru. Eksmisje na niewyobrażalną skalę w Hiszpanii pokazują, że właściciele mieszkań NIE sprzedali, tylko dopuścili do egzekucji komorniczej, przy której mieszkanie sprzedaje się za ułamek ceny, a z uzyskanej sumy pokrywa się koszty egzekucji komorniczej (wysokie). Hiszpanie nie sprzedali tych mieszkań na czas pewnie dlatego, że były po prostu niesprzedawalne - nie było popytu, tzn. klientów, którz chcieliby płacić ceny, po których te mieszkania były kupowane parę lat temu. Po raz kolejny zwracam się do zwolenników kredytu o chociażby minimalne zainteresowanie się obecną sytuacją w Hiszpanii. Tam się dzieją naprawdę ciekawe rzeczy!

                  > Nie chodzi o niepłacenie w ogóle, czy niepłacenie przez x lat. Ale za 2, 3 mies
                  > iące niepłacenia nikt nikogo na bruk nie wyrzuci. Bo bankowi się to nie opłaca.
                  > A właścicielowi już tak

                  Kogoś, kogo nie stać na najem mieszkania, stać będzie na jego spłacenie w kredycie? Skąd wiara w płynność finansową w wymiarze 30 lat, jeśli tej płynności finansowej brakuje na zwyczajny najem mieszkania?

                  Tak czy inaczej, niezapłacone raty spłacić trzeba jednak później. Klienta nie stać obecnie na ratę, ale w przyszłości spokojnie będzie go stać na spłacenie bieżącej i zaległej? Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że spłacenie dwóch naraz będzie trudniejsze niż spłata jednej. Oczywiście, sporo ludzi awansuje, zacznie więcej zarabiać, czy chociażby będzie się cieszyć stabilnym zatrudnieniem, ewentualnie
                  dostanie spadek czy rodzina pomoże spłacić kredyt. Na pomoc kredytobiorcom pewnie także złoży się społeczeństwo w podatkach (głównie ci, którzy nie potrafią się bronić i których nigdy nie będzie stać na własne mieszkanie). Pozostałą część problemu rozwiążą eksmisje.
                  • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 21:06
                    Potwierdzam. Naszemu kredytowi wiosną stuknie 10 lat. Jedna trzecia okresu spłacania. Jedna trzecia kapitału spłacona. I uwaga! gdybym teraz miała wziąć złotówki i spłacić resztę kredytu to mam więcej do spłaty niż było pożyczane. A nie był to najniższy kurs franka. Kredyt niewielki, na połowę wartości mieszkania. Co mnie pociesza to jeszcze cały czas ceny niespadły poniżej ceny za jaką nasze było kupowane. Chociaż i tak ze sprzedażą byłoby ciężko (hipotetycznie mówię, nie planujemy sprzedaży), na naszym osiedlu jest w tym momencie do sprzedania z dziesięć mieszkań i ogłoszenia na balkonach wiszą już z rok. A to były wszystko mieszkania kupowane przed górką, jeszcze przed wejściem do UE.

                    Co do realiów wynajmu mieszkania na kredyt i spłacania. Mam takie dwa przypadki w bliskim otoczeniu. Z przykrością stwierdzam, że kwota uzyskana z wynajmu nie pokrywa raty kredytu. I tak jeszcze trzeba dokładać do raty, gdzieś mieszkać (powrót do rodziców) plus coś tam w to wynajmowane mieszkanie od czasu do czasu wkładać (np wątek Volty o pralce). Branie mieszkania na kredyt i wynajmowanie to było świetne rozwiązanie, niestety kilka lat temu.
                  • ponponka1 sprzedaz to nie takie proste, musi byc klient 20.11.12, 10:21

                    tiszantul napisała:
                    >
                    > Sprzedać można, pod warunkiem, że ceny są stabilne (albo rosną).


                    i znajdzie sie klient. Bez niego nici ze sprzedazy.

                    Kupowanie obecnie mieszkania na kredyt to krecenie sobie sznurka na szyje. Gwarancja straty 100%
                • nvv Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 21:35
                  > Więc w najgorszej sytuacji traci mieszkanie - i jest w takiej sytuacji jak naje
                  > mca. Bez niczego.

                  Najgorsza sytuacja kredytobiorcy wygląda tak, że zostaje bez mieszkania i wciąż z długiem, który musi dalej spłacać (nie mając gdzie mieszkać), bo sprzedaż mieszkania nie pokryła długu, szczególnie jeśli mieszkanie poszło na licytacji komorniczej (na której uzyskuje zwykle niższą cenę niż podczas normalnej sprzedaży), ale nawet bez licytacji komorniczej: jest wiele rodzin, które mają kredyt w CHF który poszybował w górę, a cena mieszkania poszła w dół i nie mają możliwości sprzedania (bo nie mają oszczędności pokrywającej różnicy), choćby nie wiem jak się spinali, czyli nie mają możliwości manewru, a jak przestaną się wyrabiać ze spłatą rat i przyjdzie komornik sprzedać ich mieszkanie, to mogą znaleźć się w sytuacji w której komornik będzie im zajmował część pensji każdego miesiąca na spłatę zadłużenia, a mieszkać nie będzie gdzie, mieszkania już nie będzie.
                  • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 12:55
                    znam pewnego dłużnika osobiście co tak się został - samochód kupiony w kredycie 100%, na licytacji sprzedano samochod za 60% wartości - co oczywiscie nie pokryło długu w banku.

                    gość został bez samochodu, za to z jego namacalnym wspomnieniem w postaci długu.

                    teoretycznie i może też praktycznie stać się z kimś, kto niefrasobliwie zakupił mieszkanie.
                    czyli wynajem jest bezpieczniejszy - bo po wyrzuceniu przez właściciela - zostaje się jedynie bez dachu nad głową(czyli zamiast mieszkania wynajmuje się pokoik lub pokornie wraca do rodzicielki tudzież emigruje się) - ale komornik nie ściga.

                    pytanie na ile w warunkach polskich jest to realny scenariusz w odniesieniu do skali hiszpańskiej.
            • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 00:53
              > Z bankiem można się jeszcze dogadać, bo zależy im, żeby ludzie spłacali, z właśc
              > icielem nie bardzo

              w poście na który odpowiedziałaś masz link do informacji o tym, jak dogadali się z bankami Hiszpanie. Spróbuj zmierzyć się z tą informacją, moim zdaniem stać się na to. Wypieranie to sposób na krótką metę.
              • ira_07 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 17:28
                Drugi raz, w drugim poście odnosisz się do tego samego fragmentu mojej wypowiedzi. Masz jakiś problem z kredytem czy jak, że tak bardzo ją przeżywasz?

                Spróbuj zmierzyć się z tą informacją, moim zdaniem stać
                > się na to.

                A bez argumentu ad personam potrafisz rozmawiać? Ja nie miałam na myśli niepłacenia latami, tylko chwilowo 2-3 miesiące, do czasu znalezienia pracy. Jak ktoś nie może znaleźć dłużej, to tak, ma spory problem. Tak samo jak najemca, który przez niepłacenie straci kaucję, a na nową i nowe mieszkanie już nie będzie go stać.
            • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 09:59
              Znasz personalnie kogoś kto na dłuższą metę się z bankiem dogadał? Że nie będzie spłacał przez dwa, trzy lata aż znajdzie pracę? Ja nie znam. Jak się robi problem ze spłatą to do pomocy ruszają rodzice, teściowie, dziadkowie....
              • ira_07 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 17:30
                A znasz personalnie kogoś, kto za 2 niezapłacone raty (nie miałam na myśli lat), stracił mieszkanie?
                • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 20:54
                  Za dwie niezapłacone raty można mieć komornika na pensji i groźbę wypowiedzenia kredytu.. Za dwie zapłacone po terminie można mieć szereg kar nałożonych ze strony banku. Jakieś płatne telefony, monity.
                  Nie znam nikogo, kto by nawet przy dłuższym okresie dopuścił do narastania zadłużeń w banku. Takich grożących wypowiedzeniem kredytu. Zawsze uruchamiana jest pomoc rodziny.

                  Aha, znam też sporo ludzi którzy kupili mieszkanie i średnio są z tego zadowoleni. Bo okolica nie jest taka jak miała być czy dojazdy do pracy są koszmarem. Niektórych stać na to, żeby sprzedać i kupić gdzie indziej, ale większość zaciska zęby i jakoś trwa. Ja bym się dzisiaj mocno zastanawiała nad kupnem. Raczej bym się za prędko nie zdecydowała.
            • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:20
              > Bo przy stracie pracy i dochodów wynajmujący wynajmie za dobre słowo, nie big_grin?

              Kredytobiorcy grozi nie tylko utrata pracy. Sytuacja pracownika, którego szef wie o jego kredycie hipotecznym, też jest nie do pozazdroszczenia. Taki szef może wymagać dokładnie wszystkiego, bo wie, że taki pracownik nie ma dokąd uciec, a tym bardziej taki pracownik nie będzie chodził po sądach.
              • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:32
                tiszantful czy możesz rozwinąć tą zależność ? tzn wiedza szefa o kredycie a "sytuacja nie do pozazdroszczenia". To interesujące.

                Jak zmusiłabyś mnie do zrobienia "wszystkiego" wiedząc o moim kredycie ?






                • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:43
                  > Jak zmusiłabyś mnie do zrobienia "wszystkiego" wiedząc o moim kredycie ?

                  Na przykład używasz słów "redukcja zatrudnienia", po czym grzecznie prosisz o wykonanie dodatkowych czynności. Zwykle jednak kredytobiorca sam kojarzy relację między pensją a ratą do tego stopnia, że nie musisz używać ŻADNYCH słów.

                  Najemca może uciec do taniej rudery. Najemca może uciec na drugi koniec kraju albo za granicę. Wszystko to może zrobić w jednej chwili.
                  • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 12:26
                    Ja to rozumiem że szef zawsze szuka więcej lepiej i taniej ale co ma do tego mój kredyt . Sugerujesz jakiś mobbing czy szantaż ? Nie ten matrix, a nie wiemy w którym żyje autorka może w moim.

                    Kredyt czy wynajem nie jest jedyną pozycją na mojej liście wydatków. Ani nawet nie najważniejszą, np. samochody pobierają więcej. Nie rozumiem jak zamiana wynajmu na kredyt miałaby wpłynąć na moją pozycję negocjacyjną względem szefa ?

                    • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 12:40
                      Widocznie bardzo dobrze zarabiasz, kredyt jest tylko małą częścią wydatków, partner jest wstanie zarobić na życie albo masz duże rezerwy finansowe.
                      Niestety sytuacje są różne, firmy różne i różni ludzie. Niektórzy nie mogą sobie pozwolić na stratę pracy, przełożeni to wiedzą i wykorzystują. Że ty nie miałaś takich doświadczeń to nie znaczy że ich nie ma.
                      • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:00
                        Ja dokładnie do tego piję - jest jakaś nagonka na kredyt i jego straszliwe skutki a nie wiemy nawet czy autorka ma pozycję na rynku a może właśnie ma.

                        Pozycja na rynku nie musi przekładać się na wysokie zarobki np. nauczyciel ma bardzo stabilną pozycję chociaż nie zarabia dużo. Mało prawdopodobne, że potknie się przy spłatach nawet jeśli ma niski udział własny. Co ma do tego scenariusz negocjacji z bankiem, mobbing czy kurs walutowy ? Nic.



                        • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:24
                          > Ja dokładnie do tego piję - jest jakaś nagonka na kredyt i jego straszliwe skut
                          > ki a nie wiemy nawet czy autorka ma pozycję na rynku a może właśnie ma.

                          Pozycję na rynku można stracić w pół roku, a kredyt jest na 20-30 lat. Kredyt jest dobry, jeśli jesteś przekonany, że nadchodzi prosperita, będziesz coraz bogatszy, będziesz miał coraz więcej sił i chęci do pracy, będzie coraz łatwiej o dobrze płatną pracę. Albo chociażby kiedy można liczyć na stabilizację. Albo kiedy wierzysz we wzrost cen upatrzonej nieruchomości - jak autorka wątku.

                          > Pozycja na rynku nie musi przekładać się na wysokie zarobki np. nauczyciel ma b
                          > ardzo stabilną pozycję chociaż nie zarabia dużo. Mało prawdopodobne, że potknie
                          > się przy spłatach nawet jeśli ma niski udział własny.

                          Nauczyciel nie ma stabilnej pozycji. Właśnie zaczynają się masowe zwolnienia, do tego szkoły planują zatrudniać poza kartą nauczyciela, czyli zwiększone wymagania i obniżone uprawnienia. Z niżem demograficznym nikt nie wygra. Kto pierwszy do zwolnienia? Ten, kto odmawia wykonywania "dodatkowych czynności".

                          szkola.wp.pl/kat,131914,title,Masowe-zwolnienia-nauczycieli,wid,14723095,wiadomosc.html?ticaid=1f8f6&_ticrsn=3
                          • gogologog Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 19:25
                            Masz 100% racji jesli chodzi o ujawnienie informacji o kredycie w miejscu zatrudnienia i tzw "dodatkowych obowiazkach", "nienormowanym czasie" itp.
                            Ale nie przekonasz telewidzow ...
                        • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:26
                          Wiesz, jako osoba która ma kredyt wcale nie uważam żeby to było takie świetne rozwiązanie. Akurat posiadanie mieszkania "na własność" generuje całkiem sporo kłopotów o których się nie myśli w chwili kupowania, których się nie przewidzi.
                          Nigdy nie miałam problemów z szefem idiotą co nie zmienia faktu że takie przypadki znam. I znam ludzi kurczowo trzymających się pracy właśnie ze względu na kredyt.

                          A czy nauczyciel w tym momencie to naprawdę taki stabilny zawód? W czasie gdy ileś szkół już jest zlikwidowanych i kolejne mają iść do likwidacji?
                          • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:36
                            A ja powtarzam:
                            Nie wiemy w którym matriksie żyje autorka, z Jej opisu raczej w moim niż w Waszym więc mobbing Jej nie dotyczy ani szef idiota.

                            Z kredytem czy wynajmem i tak gdzieś mieszkać trzeba. Jak zamiana wynajmu na kredyt wpływa na pozycję negocjacyjną pracownika ? Koszt jest ten sam i poziom determinacji również. Za chiny ludowe nie widzę korelacji.
                            • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:43
                              Życie jest takie samo. Różnie się trafi i tyle. Cieszę się bardzo że masz jakąś super niezastąpioną pozycję w pracy, niestety w większości przypadków (raczej we wszystkich) można pracownika zastąpić innym. I tylko o to chodzi, że czasami wylotka z pracy może być dość neutralna dla człowieka (nie ta praca to będzie inna) a czasem może być bardzo traumatyczna - na przykład z kredytem 1500 miesięcznie na karku. Byle gdzie tego nie dorobisz, a pracy za 3000 może nie być.
                              • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 14:07

                                Każdego można zastąpić oczywiście albo zredukować I mnie i nawet nauczyciela wink Ale co to ma do rzeczy.

                                Nareszcie zmierzamy do sedna
                                Czym różni się zmiana pracy z garbem w sysokości 1500 z tytułu wynajmu od garbu z tytułu kredytu ? Zakładamy że jest rodzina i normalne, przecietnie odpowiedzialne podejście tzn spanie pod mostem odpada.
                                • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 14:24
                                  > Czym różni się zmiana pracy z garbem w sysokości 1500 z tytułu wynajmu od garbu
                                  > z tytułu kredytu ? Zakładamy że jest rodzina i normalne, przecietnie odpowiedz
                                  > ialne podejście tzn spanie pod mostem odpada.

                                  Żeby rata wynosiła tyle, co koszt najmu, to najpierw trzeba wpłacić połowę ceny mieszkania. Jeśli chodzi o różnicę, to już pisałem: najemca wypowiada umowę najmu i jedzie pracować tam, gdzie jeszcze jakaś praca jest (na przykład za granicę), kredytobiorca szuka pracy w odległości do dwóch godzin od swojego mieszkania. Czyli w regionie, w którym takich jak on właśnie wyrzucają z roboty.
                            • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:46
                              > Nie wiemy w którym matriksie żyje autorka, z Jej opisu raczej w moim niż w Wasz
                              > ym więc mobbing Jej nie dotyczy ani szef idiota.

                              Sytuacja, w której jednostka nie sięga po łatwe korzyści jest to raczej rzadka sytuacja.

                              Sytuacja, w której szef nie uważa, że pracownik powinien być wydajniejszy, jest to raczej rzadka sytuacja.
                    • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:25
                      wpłynąć na moją pozycję negocjacyjną względem szefa ?

                      byłeś kiedyś szefem?
                      widza o tym kto ma kredyt po szyję a kto nie ma jest całkiem cenna z tej pozycji.

                      zatem lepiej w firmie nie chwalić się kupnem nowego lokum na kredyt, nawet chyba lepiej powiedzieć, że się wynajmuje.(akurat my na parapetówkę ściągnęliśmy całą wierchuszkę firmową, i podłoga po tańcach nie zacyklinowana do dziś, ale to inne czasy były, firma miała 10 osób wszystkiego)
                    • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 13:33
                      > Sugerujesz jakiś mobbing czy szantaż ? Nie ten matrix, a nie wiemy w
                      > którym żyje autorka może w moim.

                      Szantaż polega na tym, że pracownik wykonuje polecenia szefa albo wylatuje z roboty. Przy pogorszeniu sytuacji na rynku pracy polecenia szefa trzeba odgadywać.
                      • stef63 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 20:50
                        tiszantul napisała:
                        Szantaż polega na tym, że pracownik wykonuje polecenia szefa albo wylatuje z roboty. Przy pogorszeniu sytuacji na rynku pracy polecenia szefa trzeba odgadywać


                        Dokładnie.
                        • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 21:55
                          > Dokładnie.

                          Dziękuję za wsparcie w walce ideowej na tym niezwykle trudnym forum smile

                          Również dyskutantowi gogologog. Chciałbym kontynuować. "Dodatkowe czynności" dzielimy na zawodowe oraz pozazawodowe... Nie każdej zamężnej kredytobiorczyni z dwojgiem dzieci sprawi radość zaproszenie przez szefa na kolację przy świecach.
                          • zosiaonline Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 22:14
                            Niesmaczna ta dyskusja się robi... Byłam pracownikiem, szefem. Dziś obie funkcje. I bardzo nie lubię uogólnień wink Spuściłabym kurtynę wink
                          • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 21.11.12, 08:08
                            tiszantul napisała:

                            > Dziękuję za wsparcie w walce ideowej na tym niezwykle trudnym forum smile

                            Och, też bym Cię wsparł, ponieważ pięknie i celnie piszesz. Ale po prostu nie mam nic, ale to nic do dodania.

                            > Również dyskutantowi gogologog. Chciałbym kontynuować. "Dodatkowe czynności" dz
                            > ielimy na zawodowe oraz pozazawodowe... Nie każdej zamężnej kredytobiorczyni z
                            > dwojgiem dzieci sprawi radość zaproszenie przez szefa na kolację przy świecach.

                            Ależ czemuż to czemuż (jak piszą gimnazjaliści z wyborczej) odmiana od prawego łoża miała by jej nie sprawić radości?! Na dodatek poprzedzona kolacją, i to przy świecach!

                            Zupełnie inne konstelacja niż szybka laska pod biurkiem...

                            W.
                        • malwina.113 Re: Zaryzykowalibyście? 21.11.12, 13:50
                          ja też odejdę od tematu... ja miałam przez pewien okres taką przełożoną, że ją wszystko drażniło, nawet ze ktoś w weekend do kina poszedł, szybko się przekonałam, by za dużo nie opowiadać o mojej sytuacji materialnej

                          po dwóch latach zmienił się u nas trochę skład w biurze odeszły dwie dziewczyny doszły dwie nowe, jedna szybko zauważyła to samo co ja: nie chwalić się, najlepiej narzekać (a myślałam, że tylko względem mnie szefowa taka zazdrosna jest), druga z kolei chwaliła się dużo, bo lubiła jak szefowej gul skakał wink

                          z resztą pamiętam podobny motyw z jednej książki Grocholi: jedna bohaterka podczas pracy wyskakiwała na solarium, ale wiedząc, ze szefową szlag by trafi, że "ją stać na solarium a mnie nie" mówiła do szefowej: "wiesz, póki nic nie ma do roboty, to ja skoczę po mortadelę" wink
                          • gogologog Re: Zaryzykowalibyście? 21.11.12, 21:50
                            > z resztą pamiętam podobny motyw z jednej książki Grocholi: jedna bohaterka podc
                            > zas pracy wyskakiwała na solarium, ale wiedząc, ze szefową szlag by trafi, że "
                            > ją stać na solarium a mnie nie" mówiła do szefowej: "wiesz, póki nic nie ma do
                            > roboty, to ja skoczę po mortadelę" wink

                            wink
                            Mialem taki krotki epizod w jednej firmie, ze specjalnie przynosilem kanapki i mowilem ze nie stac mnie na jedzenie na miescie.
                    • stef63 Re: do wyihdia 20.11.12, 20:34
                      wyihdia napisał:

                      > Ja to rozumiem że szef zawsze szuka więcej lepiej i taniej ale co ma do tego mój kredyt . Sugerujesz jakiś mobbing czy szantaż ? Nie ten matrix, a nie wiemy w którym żyje autorka może w moim.


                      Miałam kredyt na mieszkanie na 3 lata. Zabezpieczeniem mojego kredytu byli żyranci, w tym żona mojego kierownika (on też musiał podpisac w banku ponieważ mają wspólnotę majątkową). W firmie w której pracuję zawsze było bardzo dużo pracy, decydując się na ten kredyt wiedziałam, że muszę dodatkowo pracowac (pensja starczałami tylko na rachunki i ratę kredytu). Zanim zdecydowałam się na kredyt pytałam mojego kierownika i koleżanek, czy nie mieliby nic przeciwko gdybym dodatkowo dużo popracowała. Wszyscy byli zadowoleni, że znalazł się jeleń do roboty, kredyt wzięłam, miałam wtedy (tak mi się przynajmniej wydawało) dobre układy z kierownikiem. W trzecim roku kredytu kierownik zabrał mi dodatkową pracę (bo tylko tak mógł mnie dosięgnąc) i dobrze, że to był ostatni rok kredytu to jakoś spłaciłam wszystko w terminie.
                      Oczywiście kierownik chodzi i opowiada, że on mi pracy nie zebrał tylko ja nie chciałam pracowac. Od tej historii układy z kierownikiem mam jak najgorsze, jestem bardzo ostrożna w braniu kredytów, a wcześniej ja byłam żyrantem kredytu na mieszkanie mojego kierownika.
                      Dzisiaj nigdy, przenigdy nie powiedziałam bym szefowi i koleżankom w pracy że mam jakikolwiek kredyt.
    • iza1973 Re: Zaryzykowalibyście? 17.11.12, 17:46
      Gdybym była sama (tzn bez dzieci na utrzymaniu) to oczywiście bym zaryzykowała. Pół roku takiej niepewności jest do wytrzymania.
    • pimpussaselko Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 05:26
      Nie podjęłabym takiego ryzyka.
      Musze mieć w gotówce lub innych plynnych aktywach na rok życia. Przynajmniej.
      • jacues Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 06:50
        czy koszty utrzymania tego mieszkania ( czynsz itp ) są takie same jak poprzedniego? czy możesz liczyć na rodzinę, znajomych jeśli będziesz potrzebowała pożyczyć gotówkę jak zabraknie Ci na bieżące potrzeby?
        z używanymi mieszkaniami jest zawsze ryzyko, bo potem okazuje się, że zawsze coś trzeba zrobić. ale jesli nie bedzie to coś pilnego w Twoim przypadku może to poczekać. No i jak wysoka będzie rata kredytu? czy to co Ci zostanie po opłaceniu wszystkich rachunków jest podobna kwota jaka wydajesz teraz?
        trzeba ryzykować, w granicach rozsądku oczywiście.
        • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 09:27
          > czy koszty utrzymania tego mieszkania ( czynsz itp ) są takie same jak poprzedn
          > iego?
          Tak, bardzo podobne. Tutaj dojdzie rata jeszcze

          czy możesz liczyć na rodzinę, znajomych jeśli będziesz potrzebowała pożyc
          > zyć gotówkę jak zabraknie Ci na bieżące potrzeby?
          Tak, mogę. Jednak bardzo bym tego nie chciała

          > z używanymi mieszkaniami jest zawsze ryzyko, bo potem okazuje się, że zawsze co
          > ś trzeba zrobić
          Mieszkanie jest w bardzo dobrym stanie. Po remoncie, nie wymaga napraw. Dość dobrze znam ten blok, w którym ewentualnie bym zamieszkała. Mieszkanie ma bardzo okazyjną cenę, ma rozkład taki, którego szukałam, i jest w takim miejscu na jakim mi zależało. Znam dość dobrze sprzedającą.

          Rata kredytu to połowa mojej pensji. Druga połowa to wszystkie opłaty + opłacenie placówek, obiadów, zajęć dodatkowych, zostaje mi jeszcze kilkaset zł, + pensja męża ( niższa o połowę od mojej)

          Dodatkowo: będę mieszkała bliżej szkoły i przedszkola i z lepszym dojazdem do pracy. (Teraz mieszkam 10 km od, dojeżdżam samochodem - kiepska komunikacja miejska). Jak się przeprowadzę odpadną mi dojazdy samochodem a ja przesiądę się do komunikacji miejskiej. Dzieci będą bliżej szkolnych kolegów i koleżanek a ja bliżej ich rodziców - ważne przy odbieraniu dzieci - często sobie pomagamy.
          • verdana Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 09:52
            Czy zmieniasz mieszkanie tylko dla lepszej lokalizacji? I dlatego, ze łasdniejsze? Wtedy bym nie ryzykowała.
            • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 10:34
              - dla lepszej lokalizacji ( będę tracić mniej czasu na dojazdy i stanie w korkach, paliwo, itp)
              - bliskość szkoły i przedszkola ( starsze dziecko za jakiś czas będzie mogło chodzić do szkoły samo, teraz jest to niemożliwe)
              - większe ( 3 pokoje a teraz 2 - ledwo się mieścimy)
              - "własne" - po latach wynajmu jestem już tym przytłoczona
              - koleżanki i koledzy dzieci, pożyczanie zeszytów w razie choroby
              - ogólne ułatwienie życia, teraz logistycznie się sporo gimnastykujemy ( starsze dziecko ma zajęcia, ja nie mam co zrobić z młodszym, nie wrócę do domu - korki, paliwo, robić dodatkowo 30 km mi się nie uśmiecha, mogę nie zdążyć), spora oszczędność czasu.
              • alki_80 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 11:13
                Ja bym zaryzykowała. Lepiej spłacać swoje niż komuś wink
                • harrison_bergeron Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 09:18
                  i pojawiła się najczęściej powtarzana bzdura-argument.
                  gratulacje.
              • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 11:18
                z ilości zalet + ta najważniejsza że o jeden pokój większe - ja bym brała.
                hasło "ledwo się mieścimy" jest tu dla mnie wystarczającym uzasadnieniem, ta reszta plusów tylko bonusemsmile

                inna sprawa, czy trakujesz to mieszkanie jako docelowe, bo niebezpieczeństwo może być takie, że na za kilka lat napiszesz, że "ledwo się mieścimy:

                ja popełniłam podobny błąd, czyli w dwóch pokojach ledwo żyłam, znalazłam mieszkanie 3pok z takimi zaletami o jakich piszesz - i niestety, wiedząc, że za parę lat będzie za małe - kupiliśmy je.

                te parę lat właśnie mija i cóż... ciężko jest, bo nikt nie chce się z idealnego mieszkania wyprowadzić, a jednocześnie ledwo się mieścimy.
                • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 11:22
                  bardzo ewentulanie rozważałabym na waszym miejscu - skoro i tak teraz wynajmujecie - wynajęcie po prostu o ten jeden pokój większego mieszkania
                  (sama nosze się z tym zamiarem na bardzo poważnie - żeby się nie wplątywać w niepotrzebne koszty i nie tracić oszczędności)
                  • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 12:08
                    Też rozważałam. Mam taki plan awaryjny - jak nie dostanę kredytu, spróbuję jeszcze w 2 innych bankach. Jeśli nie dostanę - wynajmę w okolicy.
                    Ale - wynajęcie 2 pokojowego mieszkania kosztuje 1600-1800, 3 pokojowego 1800-2400. To tyle samo, co rata kredytu, a płacisz bardziej na własne niż komuś w kieszeń.

                    Jeśli chodzi o przestrzeń - wychowałam się w 4 na 45 m2, to mieszkanie ma koło 60 m ( w tym pomieszczenie gospodarcze), więc spokojnie się zmieszczę.
                    Ja jestem minimalistką, a nie mieszczę się ze względu na rowery ( teraz 3 w przyszły roku będą już 4), 4 opony, narzędzia męża i wiele innych bambetli męża. Ja swoje rzeczy regularnie przeglądam i regularnie siępozbywam ( oddaję, odsprzedaję), więc tego się nie boję. Po wielu przeprowadzkach marzę aby osiąść w jednym miejscu i sobie spokojnie żyć i wychowywać dzieci. I tyle smile
                    • black_halo Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 13:13
                      Moze zamiast 14% wkladu moglabys dac tylko 11-12% a reszte przeznaczyc na poduszke finansowa? Nie wiem ile dokladnie kosztuje mieszkanie ale powiedzmy, ze 3 pokoje to ok. 250 tys (poza Warszawa) a to oznacza, ze masz jakies 35 tys wkladu? Moze nie byloby zlym pomyslem zachowac 5-10 tys w oszczednosciach. Zawsze mozesz po roku nadplacic kredyt i wyjdzie na to samo ale bedziesz miala cokolwiek. Wypadki chodza po ludziach niestety.
                      • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 19:51
                        > Moze zamiast 14% wkladu moglabys dac tylko 11-12% a reszte przeznaczyc na poduszke finansowa?

                        Poduszkę finansową? Jeszcze niedawno polecano grę na giełdzie.

                        Idea wkładu własnego nie wzięła się ze złośliwości, a z troski o mniej rozgarniętych obywateli - ma ona na celu odcięcie od kredytu osób, które nie rozumieją, że na kredyt je nie stać. Czternaście to jest samobójstwo, a Ty radzisz obniżenie do jedenastu?
                        • black_halo Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 00:26
                          No wiesz, to nie jest osoba, ktora bierze 120% LTV na szczycie gorki. Osobiscie pooszczedzalabym jeszcze tyle, zeby miec 20% wkladu i pieniadze na conajmniej pol roku zycia. Sama probuje to osiagnac choc dookola slysze, ze przegrywam zycie nie wprowadzajac sie do wlasnego przed 30stka ale nie usmiecha mi sie zadluzac na cale dorosle zycie.
                          • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 09:20
                            Mogłabym poczekać i pooszczędzać. Ale oszczędzę kolejną 1/5 ceny i kupię za rok mieszkanie droższe o 1/5. Tak jak pisałam cena jest okazyjna. To mieszkanie jest tańsze o 1/5 reszty ofert w tej dzielnicy.
                            Dość długo się rozglądam w ofertach, orientuję się jak kształtują się ceny po boomie. Powoli się obniżają. Nie wiadomo czy spadną do takiej ceny, za którą ja teraz chcę kupić. Nie wiadomo czy kupię mieszkanie w takim standardzie, w jakim chcę kupić teraz.
                            Po około pół roku od zakupu mam w planach zacząć odkładanie zarówno na nadpłatę jak i na poduszkę. Wcześniej przewiduję wydatki w ramach adaptacji w nowym mieszkaniu ( wydaje mi się że może mi paść zmywarka, więc planuję kupić nową ale przez pierwsze pół roku na nią zaoszczędzić. Raczej z hipotecznym nie dostanę kolejnego gotówkowego no i nie chcę brać) aby się nie ukredytować). No chyba, że uda mi się znaleźć sprzedawcę części ( zmywarkę kupiłam używaną z niemiec, kółka w koszykach mi się rozwalają)
                            • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 09:33
                              Ale oszczędzę kolejną 1/5 ceny i kupię za rok
                              > mieszkanie droższe o 1/5.


                              Wierzysz że mieszkania pójdą w górę?
                              • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 18:19
                                Chodzi mi o ot, że w przyszłym roku na taką okazję mogę nie trafić. Cena naprawdę jest okazyjna. W przyszłym roku jak bm się rozglądała to ceny byłyby minimum 40 tys większe od tej teraz
                                • astrum-on-line Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 21:10
                                  Na miłość boską, skąd to wiesz? Ja pamiętam ekonomistów którzy wieszczyli w 2007 że ceny mieszkań pójdą jeszcze trzy razy do góry. Bo po tyle są w Stanach. Rok później rypły się ceny w Stanach, potem u nas.
                                  Skąd wiesz czy za pół roku to mieszkanie, albo jakieś inne w okolicy, nie będzie o 50 tys tańsze? Mamy się spodziewać jakiegoś wielkiego wzrostu zarobków, że nas zacznie być stać na droższe mieszkania?
                                  • kufferrek Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 21:54
                                    Bo ceny mieszkań w okolicy pilnuję już od 2 lat. Od tych 2 lat myślę o kredycie. Kiedyś mieszkanie takie jak ja chcę kupić "chodziło" po 500 tys. Ceny ofert obniżyły się do ok. 440-470 tys - w takim standardzie w jakim ja chcę kupić i w tej dzielnicy.
                                    Mnie interesowały konkretnie 4 ulice - i tam poszukiwałam ofert.. Inne mieszkania do sprzedaży na tych ulicach kształtują się od 400 do 470 tys ( często do remontu - wymiana okien, podłogi). Ja chcę kupić taniej i taką ofertę znalazłam.
                                    Zbierałam na wkład własny, śledziłam oferty aż w końcu znalazłam to czego szukałam w cenie naprawdę przystępnej, jak na tą dzielnicę.

                                    Wiedzieć nie wiem. Nie jestem ekspertem. Tak myślę smile





                                    https://img1.jurko.net/avatar_2298.gif
                                    • zuzanna56 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 09:14
                                      kufferrek napisała:

                                      > Bo ceny mieszkań w okolicy pilnuję już od 2 lat. Od tych 2 lat myślę o kredycie
                                      > . Kiedyś mieszkanie takie jak ja chcę kupić "chodziło" po 500 tys. Ceny ofert o
                                      > bniżyły się do ok. 440-470 tys - w takim standardzie w jakim ja chcę kupić i w
                                      > tej dzielnicy.
                                      > Mnie interesowały konkretnie 4 ulice - i tam poszukiwałam ofert.. Inne mieszkan
                                      > ia do sprzedaży na tych ulicach kształtują się od 400 do 470 tys ( często do re
                                      > montu - wymiana okien, podłogi). Ja chcę kupić taniej i taką ofertę znalazłam.


                                      Chcesz brać kredyt na około 300 tysięcy, tak? Jaka będzie rata?
                                      • johana75 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:10
                                        Taniej czyli ile? jeśli 300-350 tys. to przy twoich dochodach nie zaryzykowałabym. Nawet przy moich duzo większych od twoich nie zaryzykowałabym. Zastanawiałam się tez nie powiem, nad mieszkaniem od dewelopera 250 tys. + 50 tys na wykończenie i przeraża mnie ta suma...moze i mnie stać, ale nie zaryzykuje. Tobie tez nie radzę. Myślałam że twoje mieszkanie bedzie max . do 250 tys.
                                        • johana75 sory 20.11.12, 11:35
                                          sory wątki mi sie pomieszały wink
                                        • zuzanna56 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 14:13

                                          johana75 napisała:

                                          > Taniej czyli ile? jeśli 300-350 tys. to przy twoich dochodach nie zaryzykowałab
                                          > ym. Nawet przy moich duzo większych od twoich nie zaryzykowałabym.


                                          Kredyt na 300-350 tysięcy to duży kredyt...
                                          Może nie doczytałam, ale ja tu nie widze podanych dochodów.
                                          Spory kredyt, naprawdę, ale jeśli praca jest stabilna i dochód dobry, to zaryzykowałabym.
                                          • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 14:45
                                            rata od 300 tys LTV 80% wynosi ok 1400 Za tyle można z dużą biedą wynająć mieszkanie warte ok 300 tys. Stan na teraz W-wa może gdzieś indziej jest inaczej ale odnoszę do W-wy. Krótko: jeden pies.

                                            Najemca jedzie do pracyza granicę a co z żoną i dziećmi. Oni też jadą za granicę ?


                                            • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 14:59
                                              wyihdia napisał:

                                              > rata od 300 tys LTV 80% wynosi ok 1400

                                              Pisać bzdury też trzeba umieć.

                                              300 000 PLN na 30 lat przy racie równiej będzie kosztowało w chwili obecnej 1900 - 2000PLN miesięcznie.

                                              W.
                                              • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 15:03
                                                kolego koleżanko poproszę o kulturalny argument. Ja piszę o faktach a nie o tym co się wydaje że powinno być.

                                                To jak, co robimy z żoną i dziećmi najemcy ?
                                                • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 15:12
                                                  wyihdia napisał:

                                                  > To jak, co robimy z żoną i dziećmi najemcy ?

                                                  Możemy ich oddać do rzeźni...

                                                  W.

                                                  PS. Jak zaczniemy dyskutować na poważnie to się dostosuję....
                                                  • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 15:43
                                                    Rodzina najemcy nie poparłaby takiego pomysłu (rzeźnia) .

                                                    Naprawdę widzisz coś niepoważnego w sytuacji rodziny zwolnionego z pracy najemcy, który musi wyjechać za granicę a jego rodzina też musi gdzieś mieszkac ?
                                                  • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 15:45
                                                    wyihdia napisał:

                                                    > Rodzina najemcy nie poparłaby takiego pomysłu (rzeźnia) .
                                                    >
                                                    > Naprawdę widzisz coś niepoważnego w sytuacji rodziny zwolnionego z pracy najemc
                                                    > y, który musi wyjechać za granicę a jego rodzina też musi gdzieś mieszkac ?

                                                    Chyba jest dość oczywistym, że rodzina najemcy razem z nim rusza na wieczną tułaczkę po nieznanych lądach...

                                                    W.
                                                  • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 16:11
                                                    Jeśli żona nie jest bezrobotna może to już nie być oczywiste. Zamiat rąk do pracy za granicą będzie gęba do żywienia.

                                                    Daleko odbiegliśmy od tematu. Nie uważasz że między "wieczną tułaczką" a "szukaniem pracy w promieniu do 2 godzin" różnica jest symboliczna ? To właśnie miałem na myśli o braku różnicy. Tak czy tak bez pieniędzy masz przej..ne.
                                                  • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 16:18
                                                    wyihdia napisał:

                                                    > Daleko odbiegliśmy od tematu. Nie uważasz że między "wieczną tułaczką" a "szuka
                                                    > niem pracy w promieniu do 2 godzin" różnica jest symboliczna?

                                                    Nie uważam. Znasz Warszawę? Miałem taki okres w życiu, że jeździłem z Bródna do Piaseczna do roboty. W ramach sentymentu do posiadanej sterty pustaka. Człowiek młody był i głupi. Ale nigdy więcej, "wieczna tułaczka" jest znacznie przyjemniejsza. I do tego znacznie bardziej przygodowa. Tak więc, moim zdaniem, różnica wcale nie jest symboliczna.

                                                    > To właśnie miałem na myśli o braku różnicy. Tak czy tak bez pieniędzy masz przej..ne.

                                                    Bez pieniędzy masz prze*ebane. To prawda.
                                                    Ale nie dojdziesz do pieniędzy kupując na kredyt.

                                                    W.
                                                  • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 16:43
                                                    Znam, mam podobną odległość ale bardzo dobry dojazd.
                                                    Przy pomocy kredytu "stertę pustaków" można zamienić w "dom" wtedy jest sens dojeżdżać. Nie na wszystkim muszę zarobić a po co mi dom na emeryturze jeśli nawet dożyję i nazbieram ? Potrzebny mi teraz.

                                                    Ze stroną "przygodową" nie polemizuję. Co kto lubi wink
                                                  • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 18:44
                                                    Zamiat rąk do pra
                                                    > cy za granicą będzie gęba do żywienia.

                                                    a w polsce ta gęba nie otwiera paszczy i nic nie zjada?

                                                    prowadzenie dwoch gospodarstw domowych jest zawsze droższe niż jednego - mówi ci to praktyk z doświadczeniem. nam wychodzi drożej życie w separacji - mimo iż mąż je śniadania obiady i kolacje w pracy, w soboty śniadania i obiady.
                                                    wystarczy że raz w miesiacu przyjedzie mnie zobaczyć - i już koszt miesięcznego utrzymania w wersji budżet idzie w diabły(na szczęsście pracodawca sponsoruje bilety, ale jakby nie chciał?)


                                                  • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 08:29
                                                    volta2 napisała:

                                                    > Zamiat rąk do pra
                                                    > > cy za granicą będzie gęba do żywienia.
                                                    >
                                                    > a w polsce ta gęba nie otwiera paszczy i nic nie zjada?
                                                    >
                                                    > prowadzenie dwoch gospodarstw domowych jest zawsze droższe niż jednego - mówi c
                                                    > i to praktyk z doświadczeniem. nam wychodzi drożej życie w separacji - mimo iż
                                                    > mąż je śniadania obiady i kolacje w pracy, w soboty śniadania i obiady.
                                                    > wystarczy że raz w miesiacu przyjedzie mnie zobaczyć - i już koszt miesięcznego
                                                    > utrzymania w wersji budżet idzie w diabły(na szczęsście pracodawca sponsoruje
                                                    > bilety, ale jakby nie chciał?)

                                                    Weź nam ciemnym trochę rozjaśnij... Jak to jest bo nie ogarniam...

                                                    Mąż mieszka w pracy, tam też się żywi (*), do tego firma mu opłacą apartma 200m, kierowca oraz limuzyna, także szkoła dla dzieci to, wiadomo, na tym poziomie w standardzie opłacone przez firmę. Podróże, a jakże, sponsoruje firma...

                                                    Tak więc nasuwa się jedno, dość oczywiste, pytanie:

                                                    Co Pan i Władca robi z zarobioną kasą, że tak drogo Wam wychodzi prowadzenie dwóch gospodarstw? I dlaczego musi, aż tak dużo wydawać na dziwki?!

                                                    W.

                                                    (*) myślałem, że w III świecie już wynaleźli wolną sobotę, ale widać są nadal za Amerykanami, którzy mają tylko 8 (słownie: osiem dni urlopu)
                                                  • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 10:07
                                                    prowadzenie dw
                                                    > óch gospodarstw?
                                                    szkoły nie sponosoruje - dzięki temu jak wysyłamy dzieci do polskiej szkoły to 20 tys $ za jedną sztukę rocznie możemy se schować do kieszeni. ale że tam chodziły, to właśnie trochę trzeba było pooszczędzać stąd moja obecność na forum

                                                    brylanty tanie nie są, musisz się wybrac do sklepów i popatrzeć na ceny - może wtedy skala wydatków domowych ci się zbilansuje, skąd przeciętny fallus, co koszuli żonie odmawia, miałby wiedzieć ile błyskotki kosztują?

                                                    na dziwki to widzę że wiesz ile trzeba wydać, no ale która by chciała być z upadłym fallusem? normalna - to żadna, nawet nienormalnej nie umiesz zaimponować i co, koszty? współczuję, ale tym dziwkom, tobie jak już wiemy, nie trzeba współczucia.
                                                  • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 18:37
                                                    razem z nim rusza na wieczną tuł
                                                    > aczkę po nieznanych lądach...

                                                    no, oczywistym. a kiedy zaczniesz wyzywać od darmozjadów panie magistrze googlu z zasadami zachodnimi?

                                                    ale pan z bródna - to już wszystko wyjaśnia. i furstrację i te zasadny na bródnie nabyte. no zachód jak cholera
                                          • johana75 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 15:22
                                            zuzanna56 napisała:

                                            >
                                            > johana75 napisała:
                                            >
                                            > > Taniej czyli ile? jeśli 300-350 tys. to przy twoich dochodach nie zaryzy
                                            > kowałab
                                            > > ym. Nawet przy moich duzo większych od twoich nie zaryzykowałabym.
                                            >
                                            >
                                            > Kredyt na 300-350 tysięcy to duży kredyt...
                                            > Może nie doczytałam, ale ja tu nie widze podanych dochodów.
                                            > Spory kredyt, naprawdę, ale jeśli praca jest stabilna i dochód dobry, to zaryzy
                                            > kowałabym.

                                            Napisałam pod spodem że mi się wątki pomyliły. Niemniej zgadzam się ze 350 tys. to duży kredyt...
                          • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 16:23

                            > No wiesz, to nie jest osoba, ktora bierze 120% LTV na szczycie gorki.

                            Ja to doceniam. Chociaż z drugiej strony wtedy była większa propaganda, większy nacisk na kupno, no i mogły być jeszcze jakieś nadzieje co do przyszłości naszego rynku pracy.

                            > Sama probuje to osiagnac choc dookola slysze, ze przegrywam zyc
                            > ie nie wprowadzajac sie do wlasnego przed 30stka

                            naprawdę? przecież już dawno przegrałaś życie, nie kupując w 2007-2008 w kredycie walutowym. Ja raczej słyszę kredytobiorców, którzy mówią, jak im zaczyna ciążyć miniratka i że właśnie po raz pierwszy sobie uświadomili, że przez najbliższe 20 lat może być coraz trudniej, a nie coraz łatwiej.
                            • black_halo Re: Zaryzykowalibyście? 21.11.12, 08:31
                              > Ja to doceniam. Chociaż z drugiej strony wtedy była większa propaganda, większy
                              > nacisk na kupno, no i mogły być jeszcze jakieś nadzieje co do przyszłości nasz
                              > ego rynku pracy.

                              I wtedy rozsadne bylo branie 600 tys we frankach na 50 lat (120%LTV czyli mieszkanie 500 + 100 na wykonczenie i inwestycyje bo kredyt bedzie sie sam splacal). Do tej pory sie zastanawiam jak ktos mogl byc az tak glupi, zeby myslec ze przez ten okres nic sie nie wydarzy.

                              > naprawdę? przecież już dawno przegrałaś życie, nie kupując w 2007-2008 w kredyc
                              > ie walutowym. Ja raczej słyszę kredytobiorców, którzy mówią, jak im zaczyna cią
                              > żyć miniratka i że właśnie po raz pierwszy sobie uświadomili, że przez najbliżs
                              > ze 20 lat może być coraz trudniej, a nie coraz łatwiej.

                              To samo mowilam jak w 2007 roku namawiali mnie, ze nakupno juz teraz bo przegram zycie. A ja ledwo skonczylam studia, w pierwszej pracy w stolicy mialam 2500 na reke i zadnym sposobem nie dalabym rady placic 1800 zlotych raty na najtansza dziure w Ursusie.
                              • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 16:44
                                Widzę że dyskusja jeszcze żyje. Tradycyjnie zajmę miejsce po stronie kredytobiorców

                                black_halo napisała:
                                ... Do tej pory sie zastanawiam jak ktos mogl byc az tak glupi, zeby myslec ze przez ten okres nic sie nie wydarzy. ...

                                Co konkretnie wydarzyło się przez "ten okres" ?

                                Kredytobiorcy franków mimo zawirowań i tak spłacają mniej niż gdyby wzięli w złotówkach i śmieją się z jeleni płacących wibor.

                                Ci ci nie wzięli kredytu nadal gnieżdzą się w kawalerce z dziećmi i teściową albo wiecznie tułają z kilkoma walizkami.

                                Jest jeszcze trzecia grupa - kredytobiorcy wygnani z domu za niepłacenie, dziś mieszkają pod mostem nękani przez komornika a ich dzieci głodują. Patrząc na ogłoszenia komornicze w moim urzędzie miasta jest ich jednak mniej (ok 1 na kwartał ) niż ofiar wypadków samochodowych (ok 15 dziennie).

                                Może zmienić tytuł wątku na "mam okazję kupić samochód - zaryzykowalibyście" ?

                                • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 18:45
                                  > Co konkretnie wydarzyło się przez "ten okres" ?

                                  Chociażby to, że ceny mieszkań idą w dół. Rząd z pieniędzy podatników i błyskawicznie zadłużając państwo stara się utrzymać wysokie ceny mieszkań, ale efekty są słabe. Bezrobocie rośnie, o podwyżkach czy chociażby stabilności zatrudnienia można zapomnieć.

                                  > Kredytobiorcy franków mimo zawirowań i tak spłacają mniej niż gdyby wzięli w zł
                                  > otówkach i śmieją się z jeleni płacących wibor.

                                  Twoim zdaniem dla kredytobiorcy liczy się tylko miniratka - skoro i będzie płacił do końca życia? Przecież równolegle funkcjonowała opowieść o tym, że "kredyt mieszkaniowy spłaca się przeciętnie w sześć lat". W praktyce po 4-6 latach intensywnego spłacania kredytobiorcy walutowi mają do oddania znacznie więcej niż pożyczyli. Do tego wartość zakupionego dobra spadła spadła o 30% i nie ma żadnego powodu, by miała przestać spadać (podczas gdy wszystko inne regularnie drożeje). Tak jak z funduszami - dopóki ludzie wierzyli we wzrosty i mieli pieniądze, to kupowali udziały i wzrosty były. Obecnie nie ma ani pieniędzy (kredytów), ani wiary w jakiekolwiek wzrosty cen mieszkań.

                                  > Ci ci nie wzięli kredytu nadal gnieżdzą się w kawalerce z dziećmi i teściową al
                                  > bo wiecznie tułają z kilkoma walizkami.

                                  Jeśli kogoś nie stać na najem kawalerki, to tym bardziej nie stać go na spłacanie takiej samej kawalerki w 30-letnim kredycie.

                                  > Jest jeszcze trzecia grupa - kredytobiorcy wygnani z domu za niepłacenie, dziś
                                  > mieszkają pod mostem nękani przez komornika a ich dzieci głodują. Patrząc na og
                                  > łoszenia komornicze w moim urzędzie miasta jest ich jednak mniej (ok 1 na kwart
                                  > ał ) niż ofiar wypadków samochodowych (ok 15 dziennie).

                                  Minęło raptem pięć lat od najmniej racjonalnych kredytów. Będą i eksmisje, i samobójstwa, szczególnie wśród uczestników Rodziny na Swoim. Chyba że państwu uda się jeszcze trochę zadłużyć i objąć tę grupę kolejnym dofinansowaniem.
                                  • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 23.11.12, 00:30
                                    tiszantul napisała:
                                    > Twoim zdaniem dla kredytobiorcy liczy się tylko miniratka - skoro i będzie płac
                                    > ił do końca życia

                                    Wynajem na pewno będzie płacił do końca życia.

                                    Nieruchomość w dobrej lokalizacji jest jedną z bezpieczniejszych inwestycji długoterminowych oprócz złota. Rzuciłeś się na chwilowy dołek a zapominasz że w długiej perspektywie tzn 20-30 lat wartość nieruchomości przekroczy znacznie wartość kredytu. Ludzie tak chętnie biorą kredyty hipoteczne, bo w większości potrafią liczyć i planować.

                                    W czasie tych 20-30 lat mieszkam u siebie, sprawy urzędowe załatwiam w mojej miejscowości, głosuję i rozliczam moich radnych, przestawiam i maluję ściany jak mi się podoba i nie zastanawiam się na jaki pomysł jutro wpadnie właściciel mieszkania.

                                • falllen_angel Re: Zaryzykowalibyście? 23.11.12, 08:26
                                  wyihdia napisał:

                                  > Widzę że dyskusja jeszcze żyje. Tradycyjnie zajmę miejsce po stronie kredytobio
                                  > rców
                                  >
                                  > black_halo napisała:
                                  > ... Do tej pory sie zastanawiam jak ktos mogl byc az tak glupi, zeby myslec ze
                                  > przez ten okres nic sie nie wydarzy. ...
                                  >
                                  > Co konkretnie wydarzyło się przez "ten okres" ?
                                  >
                                  > Kredytobiorcy franków mimo zawirowań i tak spłacają mniej niż gdyby wzięli w zł
                                  > otówkach i śmieją się z jeleni płacących wibor.

                                  No tak, przecież to wszystko jedno czy się kupuje daną rzecz za 300 000, a 600 000 czy za 900 000. Ważne, żeby ratka była mini....

                                  W.

                                  PS. Nic nie bawi, jak to forum....
                                • black_halo Re: Zaryzykowalibyście? 24.11.12, 23:33
                                  > Co konkretnie wydarzyło się przez "ten okres" ?

                                  Konkretnie to jeszcze nic tak wielkiego, zeby pisali w gazetach ale ...

                                  -jakis czas temu byl reportaz tu w gazecie o frankowskich czyli zycie na kredycie. Np. rata we frankach, barana 3 lata temu pod korek na mikromieszkanko na zadupiu wzrosla i budzet sie nie dopina, dochody spadly ale jeszcze pomagaja rodzice na emerturze. za pare lat moze rodzicow zabraknac
                                  -niektorzy stracili prace w kryzsie i dlugo nie mogli znalezc nowej, czesc z nich musiala wrocic do rodzicow a swoje mieszkanie wynajac i dokladac do miniratki
                                  -niektorzy mogli zachorowac, byl artykul o tym jak pewien pan zachorowal na raka pluc i zmarl. teoretycznie ubezpieczenie powinno bylo splacic jego polowe kredytu ale niestety panu siev zeszlo przed uplywem okresu karencji
                                  -niektorzy znalezli sie w dramatycznej sytuacji rodzinnej np. chory rodzic albo urodzilo im sie chore dziecko i leczenie pochlonelo wszystkie oszczednosci.

                                  Oczywiscie o tym sie nie pisze w gazetach wiec tego nie widac. W tym czasie black_halo wynajmuje przyjemny apartamencik z doskonalym dojazdem do kazdej potencjalnej pracy i co miesiac placi 35% tego co placilaby bakowi majac kredyt a reszte oszczedza, zeby sobie za kilka lat kupic mily domeczek z ogodkiem zamiast gniezdzic sie nastepne 30 lat w norze zwanej apartamentem o powierzchni 36m2.
                        • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 11:15
                          Idea wkładu własnego wzięła się z kalkulacji ryzyka kosztów windykacji a nie z troski o kogokolwiek.

                          Udział własny większy o 3% więcej bankowi nic nie daje. Z drugiej strony te 3% może być zabezpieczeniem Twojej płynności na najgorsze 2-3 miesiące.
    • johana75 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 11:50
      Jeśli wynajmujesz to ja bym zaryzykowała. Poza tym lepsza lokalizacja itp.
      Ja stoje przed podobnym dylematem tylko że ja zmieniam mieszkanie (za duzo alkoholików mieszka w klatce) + musze kupic kawalerkę z której nie bede miała przychodów.
      • johana75 ps. 18.11.12, 12:07
        Ja też zaryzykowałam kupno mieszkania 5l. temu i mam juz spłacone jeśli liczyć oszczędności...wiec nie wszystkich wywalają na bruk...
    • verycherry Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 12:00
      To zależy jaki masz plan na szybkie odbudowanie poduszki finansowej.
      Byłam w bardzo podobnej sytuacji do Ciebie, ale jednak lepszej bo nie mieliśmy wtedy dziecka, a ja dodatkowo miałam zabezpieczenie w postaci działki budowlanej w rekreacyjnej okolicy, co dawało mi jako takie poczucie, że w razie czego są jakieś możliwości manewru. Na wkład własny 21% i opłaty notarialne poszły wszystkie oszczędności, dosłownie do zera.
      Nasz sposób był taki: za wszelką cenę odbudować poduszkę najpierw na pół roku, a jak najszybciej na rok. Mieszkanie było w stanie do zamieszkania, ale w standarcie lat 80-90 (o wyborze zdecydowała lokalizacja i budynek). Lodówka została po poprzednich właścicielach. Przez rok nie robiliśmy tam nic, nie mieliśmy mebli - pierwszy zakup to łóżko po 3 miesiącach, wcześniej spaliśmy na pożyczonych polówkach smile ale za to jakie były imprezy smile potem spokojnie malowanie, renowacja przedwojennej podłogi, lifting kuchni itd - własnymi siłami. Po półtora roku mieliśmy już mieszkanie doprowadzone do ładu, kupione meble i odłożoną poduszkę finansową na rok. I nam ulżyło na tyle, że zdecydowaliśmy się na potomka. Teraz kombinujemy jak nadpłacać kredyt, ale żyjemy normalnie.
      Wiem, że z dziećmi już się tak nie da, ale piszesz, że mieszkanie w dobrym standarcie, agd masz itd. Ja na Twoim miejscu bym zaryzykowała, tylko najpierw dokładnie policz i wymyśl, jak jak najszybciej odbudować tę poduchę i być w tym konsekwentnym. Po prostu zrezygnuj na kilka miesięcy czy rok z rzeczy niepotrzebnych, mieszkania też nie musisz od razu doposażać. Powodzenia.
      • czarne-jagody Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 12:17
        Ja też pozbyłam sie wszelkich oszczędności przy budowie domu. Nawet wtedy nie myslałam, że powinniśmy mieć jakaś poduszkę finansową. Sytuację miałam o tyle lepszą, że kredyt wzięliśmy niewielki 15 tys z linii kredytowej.
        • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 18:06
          o, i mi się przypomniało - że jak się wprowadzaliśmy do pierwszego mieszkania to nie mieliśmy poduszki tylko dług w banku.

          a jak do drugiego - to zabraliśmy meble z pierwszgo mieszkania, nawet wymontowaliśmy zmywarkę i pralkę - i przenieśliśmy do drugiego ze sobą.

          coś mi się wydaje, ze kwestia poduszki za bardzo urosła do rangi must have(że się posłużę innym wątkiem) - i zamiast zaoszczędzeniu na długach, by były mniejsze, trzyma się oszczędności i zwiększa dług(chyba już ktoś to tu proponował)

          jeśli masz kogoś w otoczeniu, na kogo mogłabyś liczyć w sytuacji bardzo kryzysowej - to wyzerowanie się z kasy nie jest szaleństwem w takim momencie jak zakup mieszknia(co innego na wakacje jednaksmile)
          • czarne-jagody Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 18:13
            Też tak uważam, że powiększanie długu i odsetek aby mieć jakąś rezerwe finansową jest trochę dziwnym pomysłem.
            • zosiaonline Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 18:33
              Na tytułowe: zaryzykowałabym.
            • nvv Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 19:53
              > Też tak uważam, że powiększanie długu i odsetek aby mieć jakąś rezerwe finansow
              > ą jest trochę dziwnym pomysłem.

              Kiedyś też maksymalizowałem ekonomicznie spłatę kredytu skupiając się na jak najniższych odsetkach kosztem braku "poduszki", ale życie mnie nauczyło, że takie skrajne podejście czasem obraca się przeciwko
              • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 11:03
                ekonomicznie spłatę kredytu

                ale tu nie chodzi o spłacanie kredytu ale dopiero o jego wzięcie - czyli zamiast nabyć mniej odsetek do spłacania ona ma je dobrowolnie powiększać?
                to chyba jednak różnica jest?
                • nvv Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 12:10
                  > ale tu nie chodzi o spłacanie kredytu ale dopiero o jego wzięcie - czyli zamias
                  > t nabyć mniej odsetek do spłacania ona ma je dobrowolnie powiększać?

                  Dzięki temu będzie mieć większą płynność finansową (i nie twierdzę, że to jest akurat dobre dla autorki tego wątku, nie znam jej bliżej, piszę o ogólnym przypadku). Coś-za-coś. Gdzieś jest "złoty środek" i jak już pisałem, to bardzo indywidualna sprawa
      • johana75 Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 16:31
        Ja akurat nie chciałabym wprowadzać sie do nieurządzonego lub tym bardziej do niewyremontowanego mieszkania. Wolałabym pozbyc się oszczędności...bo takie prowizorki sa bardzo trwałe...
        • jacues Re: Zaryzykowalibyście? 18.11.12, 19:10
          zaryzykuj - życzę powodzenia. I jeśli możesz liczyć na rodzinę w razie kłopotów finansowych ( tak jak napisałaś ) to popieram wcześniejsze sugestie innych, żeby nie odbudowywać poduszki finansowej a skupić się na spłacie kredytu jeśli będzie możliwość nadpłacenia rat bez dodatkowej prowizji. jeszcze raz powodzenia!
          • zuzanna56 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 09:43
            Zależy od dochodów, ilości osób w rodzinie i raty kredytu.

            Argumenty masz dobresmile Powodzeniasmile
    • yoko0202 ryzyko to byłoby wtedy 18.11.12, 23:42
      gdybyście byli jak te świeżutkie łosie w pierwszej pracy, pierwszy raz na swoim, i nie mieli pojęcia ile co kosztuje.
      teraz wynajmujecie, tak?
      czyli na comiesięczny czynsz najmu musicie mieć pieniądze i nie ma przebacz
      w razie obsuwy finansowej, to prędzej dogadasz się z bankiem niż z prywatnym właścicielem smile w bankach są wakacje finansowe, odroczenie spłaty raty kapitałowej/odsetkowej itp itd.
      zresztą macie oszczędności, wszystko dokładnie wyliczone, nie jesteście nigdzie zadłużeni itp. to jak dla mnie oznacza dobrze gospodarujących ludzi i poduszkę zaczniecie odbudowywać zanim się obejrzycie.
      jeżeli dodatkowo w razie jakieś totalnej awarii w ciągu kolejnych kilku miesięcy moglibyście liczyć np. na doraźną pomoc rodziny itp., to już w ogóle nie ma się co zastanawiać.
      kupować, potem na balkonie zasadzić drzewo itp. smile
      • tiszantul Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 00:28
        > w razie obsuwy finansowej, to prędzej dogadasz się z bankiem niż z prywatnym właścicielem smile

        zobacz sobie w tabeli opłat i prowizji jakie są opłaty za najmniejsze potknięcie w spłacaniu kredytu. Na przykład ile kosztuje telefon z banku, czy chociażby esemes z przypomnieniem o racie. Wszystko to jest ukrytym kosztem kredytu i poważną pozycją w dochodach banku.

        > w bankach są wakacje finansowe, odroczenie spłaty raty kapitałowe
        > j/odsetkowej itp itd.

        itp itd? jak masz problem z wymienieniem trzeciego rozwiązania, to jest jeszcze bankowe "ubezpieczenie od utraty pracy" - jak stracisz pracę, to ubezpieczyciel spłaca Twoje raty. Nie musisz pracować, a kredyt sam się spłaca smile

        a serio, to wszystko kosztuje (inaczej każdy kredytobiorca by z tego korzystał), więc jest to oferta dla tych, którzy teraz nie mają pieniędzy, ale w przyszłości będą je mieli - czyli dla beneficjentów hossy - rozwijającej się, konkurencyjnej gospodarki, napływających inwestycji zagranicznych i wzrastającego popytu na pracę.

        > jeżeli dodatkowo w razie jakieś totalnej awarii w ciągu kolejnych kilku miesięc
        > y moglibyście liczyć np. na doraźną pomoc rodziny itp., to już w ogóle nie ma s
        > ię co zastanawiać.

        O tak, jak parę gospodarstw domowych będzie spłacać jedno mieszkanie, to wtedy raczej się uda. Pod warunkiem, że rodzina sama nie jest zadłużona i rozumie, że sama unikała kredytów właśnie po to, żeby móc spłacać czyjeś.
        • etna22 Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 09:18
          Ja bym się nie zdecydowała-ale patrzę przez pryzmat własnej sytuacji finansowej-jestem zdala od wszelkich kredytów-nie lubię nie mieć poduszki finansowej -wypstrykac się ze wszystkiego jest bardzo łatwo-ja lubie mieć swięty spokójsmilei lubię spac spokojnie-wolę na własnej rozlatującej się wersalce niż na luksusowym lóżku na kredytsmile
        • yoko0202 Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 11:09
          tiszantul napisała:

          > zobacz sobie w tabeli opłat i prowizji jakie są opłaty za najmniejsze potknięci
          > e w spłacaniu kredytu. Na przykład ile kosztuje telefon z banku, czy chociażby
          > esemes z przypomnieniem o racie. Wszystko to jest ukrytym kosztem kredytu i pow
          > ażną pozycją w dochodach banku.

          ludzie myślący, planujący budżet, są w stanie przewidzieć, że mogą mieć np. problem z ratą w przyszłym miesiącu. Do banku wtedy się dzwoni wcześniej i informuje (ja tak zrobiłam 2 razy w ciągu ostatnich kilku lat) - nie ma z tego tytułu żadnych kosztów windykacyjnych

          > itp itd? jak masz problem z wymienieniem trzeciego rozwiązania,
          dodanie "itp itd" zazwyczaj sugeruje, że autor wypowiedzi zna ciąg dalszy, ale nie wymienia go uznając, że nie jest to potrzebne/jest to oczywiste.
          więc ja problemu nie mam, ale nie do końca rozumiem, na czym polega Twój problem i zgryźliwy ton, cóż może gorszy dzień po prostu.

          > a serio, to wszystko kosztuje (inaczej każdy kredytobiorca by z tego korzystał)
          > , więc jest to oferta dla tych, którzy teraz nie mają pieniędzy, ale w przyszło
          > ści będą je mieli - czyli dla beneficjentów hossy - rozwijającej się, konkurenc
          > yjnej gospodarki, napływających inwestycji zagranicznych i wzrastającego popytu
          > na pracę.
          rozumiem, że sugerujesz, iż nie jest to oferta dla autorki wątku, czy co?

          > O tak, jak parę gospodarstw domowych będzie spłacać jedno mieszkanie, to wtedy
          > raczej się uda. Pod warunkiem, że rodzina sama nie jest zadłużona i rozumie, że
          > sama unikała kredytów właśnie po to, żeby móc spłacać czyjeś.
          szanse na to, że autorka i jej mąż jednocześnie zostaną wywaleni na bruk bez wypowiedzenia i nie będą w stanie przez niezwykle długi czas znaleźć jakiegokolwiek zajęcia zarobkowego, nigdzie, są mniej więcej na poziomie błędu statystycznego.
          przy takim toku myślenia i podejściu, lepiej w ogóle nie wychodzić z domu bo teoretycznie może nam cegła na łeb spaść, w domu też lepiej nie siedzieć bo może u sąsiadów będzie wybuch gazu, więc właściwie pytanie brzmi: jak żyć?
          • tiszantul Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 16:09
            > > itp itd? jak masz problem z wymienieniem trzeciego rozwiązania,
            > dodanie "itp itd" zazwyczaj sugeruje, że autor wypowiedzi zna ciąg dalszy, ale
            > nie wymienia go uznając, że nie jest to potrzebne/jest to oczywiste.
            > więc ja problemu nie mam, ale nie do końca rozumiem, na czym polega Twój problem i zgryźliwy ton, cóż może gorszy dzień po prostu.

            zazwyczaj sugeruje? Może zamiast dywagować nad moim samopoczuciem wymień jeszcze kilka rozwiązań, z jakich można skorzystać w banku, jeśli nie mamy ochoty płacić raty. Zamiast sugerować, że je znasz.
            • yoko0202 Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 18:48
              to nie jest wątek o braku ochoty na płacenie raty
              z ewentualnych dalszych rozwiązań, gdyby pogorszył się byt i nie byłoby zabezpieczenia, przychodzi mi do głowy np. wydłużenie okresu spłaty - rata nie zmniejsza się wtedy jakoś drastycznie, no ale w trudnych chwilach zawsze parę zł w kieszeni.
              • astrum-on-line Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 21:12
                Hm... tylko czy w takim przypadku nie jest podpisywany aneks albo nowa umowa? Do której znowu trzeba udowodnić, że ma się zdolność kredytową? A skoro już jest źle to i ze zdolnością mogą być problemy.....
              • tiszantul Re: ryzyko to byłoby wtedy 19.11.12, 23:34
                > to nie jest wątek o braku ochoty na płacenie raty
                > z ewentualnych dalszych rozwiązań, gdyby pogorszył się byt i nie byłoby zabezpi
                > eczenia, przychodzi mi do głowy np. wydłużenie okresu spłaty - rata nie zmniejs
                > za się wtedy jakoś drastycznie, no ale w trudnych chwilach zawsze parę zł w kie
                > szeni.

                nie ma się więc o co spierać - ja pisałem, że Twoje "itp itd" oznacza zero przykładów, Ty zaś uważasz, że "i tym podobne, i tak dalej" oznacza JEDEN przykład. Ile przykładów oznacza zatem sam zwrot "i tym podobne"? Pół?
    • lilyrush Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 10:30
      Gdybym w podobnych sytuacjach nie ryzykowała to bym nadal mieszkała pewnie katem w jakimś wynajętym pokoju...

      Oszczedności są ważne ale demonizowanie braku poduszko finansowej na rok jest przesada...
    • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 10:59
      Ja bym wziął. Z jednym wyjątkiem - w miarę możliwości podnosząc kwotę kredytu o kilkumiesięczne wydatki albo przynajmniej kilkumiesięczną spłatę. Jeśli coś padnie w czasie odbudowy poduszki - bez wolnej gotówki qpa.

      Kto nie ryzykuje mieszka z rodziną w wynajętej kawalerce. Szkoda życia.
      • zosia711 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 11:08
        zdecydowanie podjęłabym takie ryzyko
      • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 15:51
        > Kto nie ryzykuje mieszka z rodziną w wynajętej kawalerce. Szkoda życia.

        Bo za cenę najmu kawalerki (plus opłaty do spółdzielni) będzie sobie spłacał trzypokojowe w kredycie (plus opłaty do spółdzielni). Jasne. Jeśli kogoś stać tylko na wynajęcie kawalerki, to nie stać go na spłacanie tej samej kawalerki wziętej na kredyt.

        Na czym właściwie polega wspomniane "ryzyko"? Ogólnie piszecie, że trzeba zaryzykować, to będzie się miało fajne mieszkanie na własność. Gdzie tu ryzyko? Czym się ryzykuje? Bo z postów wynika, że właściwie tylko tym, że się nie będzie miało fajnego mieszkania na własność. Więc w zasadzie niczym.
        • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 16:12
          Nie mieszkałe(a)ś z rodziną w wynajetym ? Z punktu widzenia singla może i wynajęte jest lepsze.

          1. Nie zrobisz remontu, bo nie wiesz jak długo będziesz mieszkać.

          2. Żyjesz na bombie, bo nie wiesz kiedy będziesz zmuszona się przeprowadzić. Zapewniam Cię że przeprowadzka z rodziną to ogromne zamieszanie oraz spory koszt. Plus zmarnowane minimum 2 miesiące na znalezienie nowego lokum i aklimatyzację w nim.

          3. Ograniczenia urzędowe zwiazane z zameldowaniem stalym. Bzdurne ale czasem bardzo uciążliwe.

          Tyle w temacie ryzyk.
          • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 18:49
            mieszkałam z rodziną w wynajętym mieszkaniu i nie doskwierał mi brak zrobienia remontu, bo wynajęłam wyremontowane

            jak mnie zmusiła sytuacja do przeprowadzki - to po prostu przeleciałam sie po paru mieszkaniach - przeprowadzka załatwiona w jeden dzień + jeden dzien na pakowanie
            walizek. dzieci bardzo nam pomogły z lataniem po schodach z 4 piętra - bez nich byłoby dużo trudniej
            w znalezienie mieszkania zaangażowani byli sąsiedzi, którzy chcieli bardzo nas zatrzymać koło siebiesmile
            poza potokiem łez za bezdomnym kociaczkiem - i opuszczeniem ulubionych dziecięcych sąsiadów - większych szkód małoletni nie odnieśli.

            co do p-tu trzeciego - się nie jestem w stanie wypowiedzieć.

            generalnie poza upierdliwym właścicielem w wynajmie nie ma nic złego, ale upierdliwego właściciela charakteryzują specyficzne odzywki, co jest do wyeliminowania w trakcie poszukiwań:

            moje typy:
            -to ja będę wybierał sobie lokatora(aaaaaaaaaaa!!!!)
            -nie ma w mieszkaniu zmywarki, bo to dla leniwych kobiet jest(aaaaaaaaaaaaa!)
            -nie chcę brać 2000 chcę brać 1000 i nie cyklinować podłogi(achasmile)

            jakbym u któregoś z tych panów wynajęła mieszkanie - pretensje mogłabym mieć tylko do siebie.
            • johana75 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 19:05
              moje typy:
              > -to ja będę wybierał sobie lokatora(aaaaaaaaaaa!!!!)

              Nie rozumiem co w tym dziwnego? Ja wynajmując sama bym wybrała lokatora, gdybym taki wybór miała oczywiście. Wątię ze ktoś wynajmuje pierwszemu lepszemu bo fajnie gada a czuć od niego piwen ...tak dla przykładu...
              • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 19:25
                no to gratuluję podejścia, ale uwierz, problemowy właściciel jest trudniejszy do zniesienia niż ewentualne niedostatki mieszkania.

                jak znam życie - to ten pan jeszcze do dzis szuka sobie najemcy. i daj mu boże.

            • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 19.11.12, 23:10
              Z ciekawości - po jakich mieszkaniach się przeleciałaś ? Przelecenie się po mieszkaniach kosztuje 1 czynsz prowizji, przynajmniej w W-wie. Chyba że masz komfort czasowy szukać samodzielnie do skutku. Przeprowadzka kosztuje, nawet z małego mieszkania z dziećmi sorry ale nie przeniesiesz w kilku walizkach i nie mówię tu o komplecie mebli. Plus kaucja, nerwy i czas.

              Ja to przeżyłem i to jest bardzo duży minus dla wynajmu. Od właścicielki nie było czuć piwem po prostu sytuacja losowa, nawet nie mam do niej żalu.

              z upierdliwości urzędowych - rejestracja samochodu, wymiana prawa jazdy. W miejscu stałego zameldowania. Jest tego więcej niestety.

              Nie jest moim celem osrywanie wynajmu ale permanentny wynajem nie jest żadnym rozwiązaniem dla rodziny to dobre na jakiś czas.
              • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 01:09
                po jakich mieszkaniach się przeleciałaś

                po normalnych - wystawionych na rynek do wynajęcia, prowizję to sie płaci jak się agent postara i znajdzie co trzeba, od ogladania nikt prowizji nie bierze?

                Przeprowadzka kosztuje, nawet z małeg
                > o mieszkania z dziećmi sorry ale nie przeniesiesz w kilku walizkach
                zapewniam cię że przeniosłam się z dziećmi w kilku walizkach, z całym osprzętem narciarskim itp. - oczywiście bez mebli(nie licząc biurka pod kompa, bo nasze)

                nerwy i czas.
                > jakie nerwy? ja uwielbiam oglądać mieszkania czy to do wynajmu czy to do kupna, a wizja przeprowadzki zaczęła mi się dość podobać jak już zostałam do niej zmuszona.

                nikt normalny nie wyrzuca(regularnie płacącej) rodziny z dwójką dzieci z dnia na dzień, tylko po ludzku informuje że umowy nie przedłuży. i daje czas na szukanie - miesiąc - spokojnie wystarczy na przejrzenie oferty, w wolnych chwilach pakujesz majdan jak masz go dużo.

                ja się przeprowadzalam z tego co pamiętam ekstremalnie szybko, bo nie chcieliśmy właścicielki wystawiac do wiatru i wynająć na pół roku(a była taka groźba) - więc mimo iż czas na znalezienie mieliśmy do października to wyszliśmy w czerwcu. w czwartek przerzucaliśmy rzeczy, w piątek rano oddaliśmy klucze, w sobotę pojechaliśmy na wakacje.

                rzeczy z walizek po prostu wyrzuciliśmy na łóżka i poczekały na nasz powrót.

                przez zmuszenie do poszukania innego mieszkania rozumiem fakt zawarcia umowy na rok, przedłużenia jej na kolejny rok, potem jeszcze o pół roku i o kolejne pół. i na ostatnie pół roku facet się już nie zgodził - ale nikt nie miał pretensji, bo w dniu podpisywania umowy wyraźnie rozmowa była o roku. trudno go wyzwać od bezdusznych kamieniczników w sytuacji gdy mieszkaliśmy tam 2-3 lata.



                rejestracja samochodu, wymiana prawa jazdy - nigdy wraz ze zmianą mieszkania nie uprawiałam pielgrzymek urzędniczych, adres zameldowania mam inny i się go trzymam, to na jakiej rejestracji jeździ samochód wielkiego znaczenia chyba nie ma?

                Ja to przeżyłem i to jest bardzo duży minus dla wynajmu.
                ja też przeżyłam ale traumy nie mam, chętnie bym powtórzyła po raz kolejny.
                podstawowy warunek - normalny właściciel mieszkania, takiego trzeba znaleźć, który umie robić interesy.

                nasza właścicielka postanowiła w trakcie wynajmu sprzedać mieszkanie - ale miała je sprzedać razem z nami, więc dla nas osobiście nic by się nie zmieniło. trochę upierdliwe było jej wchodzenie z klientami na oglądanie mieszkania w czasie naszej nieobecności - ale też było to do przeżycia, dopóki o bałagan nie zaczęła się czepiaćsmile
                mieszkanie jest wynajęte przez nas do dziśsmile

                • wyihdia Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 10:22
                  Jeśli masz takie hobby oraz dużo czasu i pieniędzy to jasne, że przeprowadzka może dawać radość zamiast stresować ale przyznasz że nie jest to typowe hobby smile. Ja z ulgą pożegnałem przygodę z wynajmem. Teraz wiem że dopóki płacę nikt mnie uprzejmie nie poprosi o zniknięcie w przyszłym miesiącu.

                  Co do urzędów problem tworzy miejsce zameldowania inne niż zamieszkania a nie sama przeprowadzka. Nie zarejestrujesz samochodu, nie dostaniesz miejsce w przedszkolu. Poza US generalnie w urzędach jest dyskryminacja.




                  • volta2 Re: Zaryzykowalibyście? 20.11.12, 11:50
                    tworzy miejsce zameldowania inne niż zamieszkania a nie s
                    > ama przeprowadzka.

                    no nie wiem, gdzi ty mieszkasz, ale ja i dzieci do szkoły zapisalam (na podstawie aktu notarialnego a nie meldunku) i auto zarejestrowalam(tu na meldunek a nie na adres gdzie mieszkam, podatki - nip 3 wszystko załatwiał(w tym czasie gdy ja się przenosiłam adresowo, nie meldunkowo)

                    na dyskryminację bardzo pomaga nip 3 właśnie, lub inne stosowne papiery. ale w polsce to generalnie liczą się papiery, właśnie dzieki temu przed chwilą rozwiązałam nierozwiązywalną do tej pory sprawę. nie miała związku z meludnkiem, a raczej bardziej z przeprowadzką.
    • ponponka1 nie, teraz nie, ceny mieszkan spadaja i beda 20.11.12, 10:17
      spadac. Wchodzenie teraz w kretyd z 14% wkladu to za rok bedziesz min. 10% dotylu o ile nie wiecej (tak spadna ceny).
      Zacisnij zeby i czekaj, warto smile
    • joanna_poz Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 15:02
      tak.

      pierwszy raz ryzykowalismy 12 lat temu.
      kredyt wzięty na 20 lat, z oprocentowaniem chyba 16% na poczatku, splacilismy w 5 lat. zadnych poduszek finasowych nie mielismysmile

      mieszkanie sprzedaliśmy, kupiliśmy dom, tez na kredyt 25 letni. tu akurat trochę rezerw było.

      na przestrzeni tych lat parę razy zdarzały nam się okresy utraty pracy przez jednego z nas - ale szybko ją odzyskiwalismysmile kredyt to świetna motywacjasmile generalnie śpię spokojnie.
      • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 19:16
        > tak.

        > pierwszy raz ryzykowalismy 12 lat temu.
        > kredyt wzięty na 20 lat, z oprocentowaniem chyba 16% na poczatku, splacilismy w
        > 5 lat. zadnych poduszek finasowych nie mielismysmile

        Wtedy wchodziliśmy do Unii i mieliśmy napływ funduszy z samej Unii, która wtedy się jeszcze jakoś trzymała, oraz ze strony inwestorów zagranicznych. Teraz inwestorzy raczej kasują zyski i wyprowadzają kapitał, do Unii Europejskiej, o ile mi wiadomo, nie zamierzamy wchodzić, państwo w parę lat zwiększyło zadłużenie o połowę, więc chętnie się dowiem od zwolenników kredytu, co nas tym razem mogłoby uratować, konkretnie - skąd się wezmą pieniądze.
        • joanna_poz Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 19:47
          > konkretnie - skąd się wezmą pieniądze.

          naiwnie odpowiem - z pracy???

          moj partner stracil pracę 2 razy w ciągu ostatnich 2 lat - kiedy juz o kryzysie bylo glośno.
          nową znalazł szybko.
          nie odpowiadam więc z pozycji osoby, której nigdy w zyciu nie dotknelo bezrobocie w najbliższym otoczeniu i nie wie o czym mowi.

          gdybym snuła tak czarne scenariusze, jak Ty, nadal tkwiłabym w wynajmowanym mieszkanku w bloku i drżała przed każda fanaberią wlascieciela mieszkania...
          • tiszantul Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 20:36
            > > konkretnie - skąd się wezmą pieniądze.
            >
            > naiwnie odpowiem - z pracy???

            kto za nią zapłaci i niby czym. Premier wprawdzie pojechał do Brukseli po pieniądze, chciałbym przeczytać, jak mu tam idzie, ale w czołówkach wiadomości ani słowa...

            > gdybym snuła tak czarne scenariusze, jak Ty, nadal tkwiłabym w wynajmowanym mie
            > szkanku w bloku i drżała przed każda fanaberią wlascieciela mieszkania...

            Cieszę się, że nie drżysz. Jeszcze trochę dobrej passy i nie będziesz nawet potrzebowała chwalić się swoim samopoczuciem w internecie. O jakich scenariuszach mówisz? masowe eksmisje w Hiszpanii są faktem i to nie ja byłem scenarzystą. Może jednak u nas będzie inaczej? Jeśli tylko wymyślimy, co zrobić z niepłacącymi kredytobiorcami.

            Najgorszą obsesją właścicieli mieszkań do wynajęcia jest stabilność dochodów z najmu. Osoby mające problem z bieżącą płynnością finansową polecają zatem wzięcie 30-letniego kredytu jako rozwiązanie.
            • joanna_poz Re: Zaryzykowalibyście? 22.11.12, 20:52
              Jeszcze trochę dobrej passy i nie będziesz nawet pot
              > rzebowała chwalić się swoim samopoczuciem w internecie.

              ja się nie chwalę. to samo zycie.

              O jakich scenariuszach
              > mówisz?

              to Ty, nie ja, w tym watku snujesz same czarne scenariusze, że prędzej czy poźniej kazdemu kredytobiorcy noga się powinie.
              poki co nie znam takich w swojej malo reprezentatywnej grupie znajomych, wszystkich zyjących z kredytami hipotecznymi.

              statystyki w Polsce poki co są takie, że akurat kredyty hipoteczne (i to te w walutach) są najlepiej splacane.


              Osoby mające problem z bieżącą płynnością finansową polecają zatem wzięc
              > ie 30-letniego kredytu jako rozwiązanie.

              ja nie mam problemow z bieżaca plynnoscia finansowa (odpukac).
              ale tez nie mialam set tysięcy złotych, zeby kupic domsmile w takim rozumieniu to plynnosc finanansowa ma malo kto.
    • kufferrek Dzięki za opinie.... 23.11.12, 22:01
      Kredyt otrzymałam, jestem w trakcie dalszych formalności.
      Przed świętami będziemy mieszkać na nowym mieszkaniu.
      Przez tą dyskusję na ten temat miałam kilka niespokojnych nocy, ale zdecydowałam się.jednak zaryzykować. Pozdrawiam smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka