Moje drogie (ten wątek skierowany jest głównie do kobiet

), a może porozmawiamy o tym, jak wyglądać dobrze nie wydając przy tym połowy pensji? Wszelkie zabiegi kosmetyczne, sztuczne rzęsy czy paznokcie generują jednak niemałe koszty... Nie mówiąc już o różnych preparatach typu kremy czy specyfiki do włosów (szczególnie tych luksusowych).
Zacznę od siebie.
Do kosmetyczki nie chodzę W OGÓLE.
Potrzebuję fryzjera raz na ok. 2 m-ce; całe szczęście, że moja p. Agnieszka bierze za podcięcie 40zł, a nie 140

Farbuję sama w domu zwykłą farbą za 20zł, mniej więcej raz na 3-4 tygodnie. Paznokcie mam krótkie i niepomalowane. Nie umiem o nie odpowiednio zadbać, ani nie mam czasu na systematyczne wizyty u manikiurzystki. Koleżanki mające jakieś hybrydy opowiadają, że jednorazowa wizyta to ok. 2 godzin co 2 tygodnie ... no way! Skąd ludzie mają na to czas? Nie wspominając o kasie - jednak jak się podliczy chociażby te pazury w skali roku, to wychodzi pokaźna sumka.
Sztuczne rzęsy to nie moja bajka i na tym zakończę wywód

Nie cierpię smarowideł do ciała. Muszę mieć żel pod prysznic (uwielbiam oliwkowy Palmolive) i nie używam żadnego balsamu. Czasem, jak uznam, że jednak skóra na łydkach nieco mi się przesuszyła, maznę ja kremem Nivea Soft, którego od zawsze używam do twarzy. Zmarszczek brak, mimo przekroczonej JAKIŚ CZAS TEMU

40-tki
Do tego krem do rąk, zwykła odżywka do włosów, fluid, puder, cień, czarny tusz i czerwona szminka. I czerwony lakier na stopach. Perfumy codziennie. To chyba wszystko.
Nawet nie jest to kwestia oszczędności, co braku takich urodowych potrzeb. Nie chodzę na masaże, do pedikiurzystki (uważam, że sama potrafię super zadbać o stopy) ani do kosmetyczki. Nigdy nie miałam żadnego zabiegu typu botox (innych nie znam nawet ze słyszenia

).
I musze nieskromnie przyznać, że prezentuję się... dobrze

Poza 5 kilogramami, które nabiłam sobie (jak zawsze) zimą i właśnie je zrzucam

Ale jestem wysoka i nawet niespecjalnie je widać, tylko czuję się za ciężka, więc... działam