...są ludzie,którzy kompletnie pieniędzy nie szanują?
Kiedyś byłam z chłopakiem,który był moim ''utrzymankiem''.Moje dochody to
mniej więcej 450 pln miesięcznie(byłam wówczas studentką),które były
przeznaczane na piwo czy jedzenie na mieście.
Zabawne,że aż 2 lata zajęło mi dojście do tego,że jednak utrzymanka można się
pozbyć.Co prawda to on zrezygnował z tego związku,ale mniejsza z tym.
Zabawne jest jak wielu ludzie nie ma ŻADNYCH oszczędności.
Nie chce się tutaj w żaden sposób dowartościować,ale trochę nie rozumiem,że
ktoś MUSI sobie kupić szpilki za 170 pln czy nowy telefon komórkowy tylko
dlatego,że ma taką zachciankę.
Jeszcze rozumiem kogoś kogo na to STAĆ i ma taki kaprys,ale zarabiając 1000
pln,170 wydać na szpilki bo ma się takie pragnienie?
Dla mnie przesada.
Ten wątek nie służy dowartościowaniu się wewnętrznemu.Zastanawiam się jedynie
skąd tacy ludzie się biora,którzy nie posiadając żadnych oszczędności
przychodzą w połowie miesiąca po pożyczkę rzędu 300 pln,a na leki dla dziecka
też pożyczają.
Jaki jest sens życia w <<luksusie>>

np.kupowanie bardzo drogiej karmy dla
swoich zwierząt czy szynki parmezańskiej) wiedząc,że za chwilę i tak trzeba
będzie się zwrócić do kogoś o pożyczkę.
Może to też kwestia tego,że jak ma się konkretny cel na który się oszczędza to
jest inaczej?
Co Wy o tym myślicie?