otryt
27.01.05, 11:28
Śledzę uważnie wydarzenia związane z rocznicą wyzwolenia obozu Auschwitz i po
raz kolejny zauważam przepaść, tym razem mentalną, jaka istnieje między
Polakami a innymi Europejczykami. Polska znów jest osamotniona w swojej wizji
historii, walcząc o to, aby w 2,5 stronnicowej rezolucji Parlamentu
Europejskiego poświęconej historii obozu znalazł się choć jeden rzeczownik
Niemcy lub przymiotnik niemiecki, gdy mówimy o założycielach obozu.
Rozumiałbym Niemców, szczególnie najmłodsze pokolenie, które nie chce już bić
się w swoje piersi za winy dziadków, ale dlaczego Anglicy lub Włosi
sprzeciwiają się temu również? A może nasza wizja historii po raz kolejny
okaże się fałszywa i coś znowu trzeba będzie weryfikować? Dla mnie sprawa
jest prosta: gdyby wszyscy Europejczycy wiedzieli, że II wojnę światową
wywołały Niemcy, że to oni zakładali obozy i dopuszczali się ludobójstwa
rzadziej pojawiałyby się w świecie określenia typu "Polish camps" lub "Polish
nazi". Gdy mówią to zwykli ludzie mogę myśleć, że wynika to z ignorancji. Ale
co sądzić, gdy w ten sposób wypowiadają się politycy lub czołowi dziennikarze?
Groteskowa jest kolejność ofiar jaką zaproponowano w rezolucji: Żydzi,
Romowie, homoseksualiści i Polacy. W rzeczywistości bilans ofiar przedstawiał
się następująco: Żydzi, Polacy, Romowie, Rosjanie, przedstawiciele innych
narodów. Polacy chcą, aby w zapisie znaleźli się także Rosjanie, których
liczba ofiar wyraża się liczbą 5-cyfrową, podczas gdy za homoseksualizm do
obozu trafiło kilkadziesiąt osób.
W tym roku widać wyraźną zmianę, gdy mówi się o obozie. Polskie media zaczęły
mówić Auschwitz, nie Oświęcim. Gdy obcokrajowiec musi wymówić słowo
Oszwiencim, prędzej skojarzy się mu się to z Polską niż z Niemcami. Psu na
budę przeszłość, zastanawiała się kiedyś Malwina. Pamięć indywidualna i
zbiorowa mają wiele wspólnego. Dlaczego więc tak mocno bronią swojej wizji
Europejczycy, skoro to tak mało ważne sprawy?