Dodaj do ulubionych

Rozmowa o rozmowie

01.02.05, 11:01
Myślę, że temat jest na tyle poważny i obszerny, że postanowiłem go wyciągnąć
ze środka wątku na całkiem inny temat.
Rozmawiać jest czasem cholernie trudno. Jakieś niewidzialne bariery
przeszkadzają we wzajemnym przekazywaniu treści i pomimo dobrej woli dwóch
stron, którą zakładam, czasem nie dochodzi do porozumienia, a nieporozumienia
bywają bardzo bolesne. Co nam przeszkadza? Czy z każdym należy rozmawiać w
jednakowy sposób? Jeśli nie, to jakie reguły należy stosować w poszczególnych
przypadkach? Jakie błędy najczęściej popełniamy w tej materii? Jakich macie
mistrzów, którzy Waszym zdaniem doskonale komunikują się z drugim człowiekiem?

Obserwuj wątek
    • jaro_ss Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 11:15
      Najlepiej porozumiewają się fizycy, inżnierowie, potem troczhę gorzej ale
      całkiem nieźle biolodzy i medycy. Najgorzej humaniści a już całkiem źle
      nauczyciele, zwłaszcza szkół średnich i gimnazjów. Całkiem nieźle radzą sobie
      kobiety w ciąży i młode matki - ale między sobą....

      Wśród filozofów - logicy, filozofowie przyrody, metafizycy, a gorzej -
      egzystencjaliści i encyklopedyści (klapki na oczy) i "wolnomyśliciele"....

      Podsumowywując: Fizycy i inżynierowie odnoszą się od wspólnego mianownika -
      fizycy mają eksperymenty, inżynierowie - cel działań, który ma sprostać
      wymaganiom funkcjonalnym, most stać, samochód jeździć, dom być zdatny do
      zamieszkania i ładny...

      Humanistom nie zależy na niczym poza własnym samopoczuciem, Przy temacie będą
      się zastanawiać kto jak się czuje i co przeżywa, zamiast skupić się na
      funkcjonalności rodziny, macierzyństwa, więzi społecznej itp...

      Stąd też jest moim świadomym wyborem, że naprzód ukończyłem studia jako
      inżynier, a potem uzupełniałem filozofią, pedagogiką i innymi "humanistycznymi"
      zainteresowaniami....



      • scand Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 11:19
        Świetna klasyfikacja.
        Pragmatyczne kryterium rozstrzygania sporu jest chyba najbardziej wartosciowe.
      • otryt Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 11:56
        jaro_ss napisał:

        >Najlepiej porozumiewają się fizycy, inżnierowie, potem troczhę gorzej ale
        >całkiem nieźle biolodzy i medycy. Najgorzej humaniści a już całkiem źle
        >nauczyciele, zwłaszcza szkół średnich i gimnazjów.

        Domyślam się, że mówisz o porozumiewaniu się wewnątrz tych grup zawodowych. Ale
        czasem musi inżynier rozmawiać z nauczycielką. Znam taką parę, mają szalone
        problemy w rozmawianiu ze sobą, coś w tej Twojej klasyfikacji jest...A co się
        dzieje z inżynierem, który się dohumanizował w późniejszym wieku, jak Ty? Czy
        łatwiej mu się rozmawia z humanistami a trudniej z własną grupą zawodową?
        Zawsze mam kłopoty ze zdefiniowaniem, kto to jest humanista? Kiedyś słyszałem
        kobietę opowiadającą z pewną dumą w głosie: „moja córcia zawsze była słaba z
        matematyki, bo ona taka humanistka”. A jak praca urzędnika skarbowego lub
        rewidenta, tropiącego afery w firmach wpływa na jego kontakty z innymi?

        >Całkiem nieźle radzą sobie kobiety w ciąży i młode matki - ale między sobą....

        Ale jak dzieci trochę podrosną zapominają bardzo szybko o własnym
        doświadczeniu, gdy same były w ciąży.

      • josarna Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 16:39
        Podoba mi się wywód jaro_ss - jest w nim sporo trafnych spostrzeżeń.
        Ja również jestem z wykształcenia inżynierem, choć takim trochę humanistycznym
        (zarządzanie). Odwróciłabym jednak nieco wnioski: to nie tylko dlatego, że
        jestem inżynierem mam określony sposób rozumowania; raczej studia techniczne
        wybrałam dlatego, że już wcześniej interesowały mnie konkretne rozwiązania, a
        nie abstrakcyjne rozważania. W moich ulubionych przedmiotach ścisłych
        zachwycało mnie to, że wynik mozolnych badań i rozważań można było zazwyczaj
        ująć w postaci krótkiego wzoru. Odruchowo podobny sposób myślenia stosuję w
        życiu. Czasem zasypuję swoją głowę setkami myśli i przykładów po to, by wysnuć
        krótki, konkretny wniosek. Lata przemyśleń na temat "Czym tak naprawdę warto
        kierować się w życiu?" sprowadziłam do banalnie prostej prawdy: "Nie czyń
        drugiemu, co tobie niemiłe". Oczywiście można ją rozwinąć na kilka sposobów,
        ale jest punktem wyjścia. Można jeszcze dodać: "czyń jak najmniej zła i jak
        najwięcej dobra".
        Z czego wynikają moje problemy z wytłumaczeniem moich poglądów
        niektórym ludziom? Z podstawowej rozbieżności: ja uważam, że PRAWO, RELIGIE I
        ETYKA POWSTAŁY PO TO, BY UŁATWIĆ LUDZIOM DOKONYWANIE NAJLEPSZYCH WYBORÓW DRÓG
        POSTĘPOWANIA, ALE PEŁNIĄ ROLĘ SŁUŻEBNĄ WOBEC PIERWOTNEGO PRZYKAZANIA.
        Część ludzi natomiast błędnie zakłada, że LUDZIE MAJĄ SŁUŻYĆ ZASADOM, często
        sprzecznym, gdyż nie odniesionym do podstawowego kryterium oceny opisanego
        wyżej. Gdyby zawsze w sytuacjach wątpliwych wspinano się o stopień wyżej i
        rozwiązywano sprawy sporne w oparciu o "kryterium pierwotne", to nikt nigdy nie
        byłby w stanie nikomu "zrobić wody z mózgu" wmawiając, że np. Bóg chce, by
        kobiety pełniły rolę służebną, że wegetarianin to wróg, albo że należy wyciąć
        wrogów Kościoła w pień (krucjaty). Prawie zawsze ludzie przedkładający zasady
        nad człowieka są elokwentni, mają dar wpływania na innych (słabych), żonglują
        setkami cytatów, a gdy zapędzi się ich w "kozi róg" milkną lub
        obrzucają "przeciwnika" epitetami. Wydaje mi się, że moje porozumienie z
        ludźmi, dla których liczą się tylko zasady (religijne, prawne) w oderwaniu od
        człowieka jest niemożliwe bez względu na to, czy są humanistami, czy
        inżynierami.
        P.S.: Powiedzcie, co można powiedzieć dwu gorliwym, wykształconym katolikom,
        którzy popierają metody Pinocheta w walce z socjalistami?
        • ilmatar Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 17:44
          josarna napisała:
          > ja uważam, że PRAWO, RELIGIE I
          > ETYKA POWSTAŁY PO TO, BY UŁATWIĆ LUDZIOM DOKONYWANIE NAJLEPSZYCH WYBORÓW DRÓG
          > POSTĘPOWANIA, ALE PEŁNIĄ ROLĘ SŁUŻEBNĄ WOBEC PIERWOTNEGO PRZYKAZANIA.
          > Część ludzi natomiast błędnie zakłada, że LUDZIE MAJĄ SŁUŻYĆ ZASADOM

          Wydaje mi się, że takie rozważania (choć mi się podobają i je podzielam) nie dotyczą tematu
          tytułowego.
          Rozumiem go tak: jak rozmawiać, żeby się porozumieć?
          Porozumienie nie oznacza akceptacji poglądów rozmówcy, ani zmiany własnego zdania, choć może i
          tak się skończyć (rzadko).
          Porozumienie po pierwsze pozwala na kontynuację rozmowy, która być może przyniesie jakiś rezultat.
          Dlatego jednym z pytań jest rozważenie PO CO ROZMAWIAMY?
          Innym pytaniem jest JAK PROWADZIĆ ROZMOWĘ?

          Na pierwsze pytanie każdy z nas ma od razu kilka dobrych odpowiedzi, one tu w większości padły,
          oprócz wspomnienia o funkcji fatycznej, która służy podtrzymaniu więzi.

          Drugie pytanie wymaga spojrzenia spoza obszaru, w którym ktoś z kimś rozmawia. Dopiero obserwator
          zewnętrzny może zauważyć jakie SŁOWA, GESTY, SPOJRZENIA i INTENCJE dają się odczytać w danym
          kontakcie. Czy rozmówcy stosują feed back, czy wykazują empatię? Przeważnie o tym nie myślimy, a
          przecież to jest realność naszych kontaktów. Na ogół łatwiej rozmawia się twarzą w twarz z osobami do
          których mamy zaufanie, a z osobami co do których nie mamy takiej pewności - łatwiej się mailuje.
          Rozmowa na forum ma jeszcze inne wymiary.
          Podbudowana bywa skojarzeniami o jakich autor danej wypowiedzi nawet nie pomyślał. Albo czytamy
          coś napisanego w pośpiechu (ale opartego o wcześniejsze przemyślenia, czyli niebłahego) i z powodu
          zbyt dużego skrótu myślowego przypisujemy autorowi inne przekonania, niż te jakie chciał wyrazić.
          I zdarza się, że sami nie znamy siebie i własnych zahamowań, więc łatwo odczytujemy słowa o
          znaczeniu ogólnym jako słowa krytyki skierowane do nas.
          Weź się potem tłumacz! Powstaje błędne koło i nie ma wyjścia.
          No to zmilcz! Masz poczucie, że przypięto ci łatkę na odświętne ubranie...

          I nie ma znaczenia czy jesteś inżynierem, logikiem czy artystą, wystarczy że rozmawiasz na temat
          "pozazawodowy".

          > P.S.: Powiedzcie, co można powiedzieć dwu gorliwym, wykształconym katolikom,
          > którzy popierają metody Pinocheta w walce z socjalistami?

          Żeby sobie wyobrazili własne dziecko w wieku młodzieńczym, mające (niestety - wink) lewicowe poglądy i
          mieszkające w Chile za rządów junty.
          • josarna Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 20:47
            do ilmatar

            Oczywiście masz rację, że trochę odbiegłam od tematu, ale nie tak do końca.
            Konkretnie chodziło mi o wyartykułowanie zdania:
            "Wydaje mi się, że moje porozumienie z ludźmi, dla których liczą się tylko
            zasady (religijne, prawne) w oderwaniu od człowieka jest niemożliwe bez względu
            na to, czy są humanistami, czy inżynierami."

            Rzecz w tym, że bazą każdej rozmowy jest ustalenie podstawowych definicji. Nie
            rozumiemy zwykle rozmowy elektryków, ale oni wiedzą, o czym mówią, bo opierają
            się o im znane i uzgodnione pojęcia. Tu, gdzie rozmawia się o prawie, czy etyce
            również powinno się ustalić jakiś wspólny punkt odniesienia - inaczej rozmowa
            jest niemożliwa, bo dwie osoby poruszają się jak gdyby po płaszczyznach
            równoległych, które nie mogą mieć punktów wspólnych.
          • kamfora Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 21:05
            ilmatar napisała:

            > Dlatego jednym z pytań jest rozważenie PO CO ROZMAWIAMY?
            > Innym pytaniem jest JAK PROWADZIĆ ROZMOWĘ?
            >
            > Na pierwsze pytanie każdy z nas ma od razu kilka dobrych odpowiedzi,
            > one tu w większości padły,
            > oprócz wspomnienia o funkcji fatycznej, która służy podtrzymaniu więzi.

            I ta chęć podtrzymywania więzi jest najważniejsza smile
            Dzięki, że to przypomniałaś.

            Bo inaczej człowiek zadławiłby się milczeniem.
            • malvvina Re: Rozmowa o rozmowie :o) 01.02.05, 22:09
              oh jak ja was lubie smile))

              > > oprócz wspomnienia o funkcji fatycznej, która służy podtrzymaniu więzi.
              >
              > I ta chęć podtrzymywania więzi jest najważniejsza smile
              > Dzięki, że to przypomniałaś.
              >
              > Bo inaczej człowiek zadławiłby się milczeniem.
              >
          • otryt Re: Rozmowa o rozmowie :o) 02.02.05, 10:44
            Napisałaś Ilmatar chyba wszystko, co najważniejsze, ale spróbuję dodać do tego,
            że umiejętność rozmawiania się wpływa wprost na jakość życia. Bez niej nie jest
            możliwa miłość, przyjaźń, szczęśliwe życie rodzinne i jakiekolwiek inne
            satysfakcjonujące więzi. Możemy mówić bądź słuchać w taki sposób, że partner
            czuje się zrozumiany, szanowany i akceptowany, ale może być również tak, że
            czuje się osądzony, poniżony, niezrozumiany lub zlekceważony. Wszystko zależy
            od nas i od naszego partnera. Rozmowa służy nie tylko przekazywaniu
            informacji, ale również okazaniu wzajemnych relacji i nie wiem, czy to
            ostatnie nie jest ważniejsze..

            >Porozumienie nie oznacza akceptacji poglądów rozmówcy, ani zmiany własnego
            >zdania, choć może i tak się skończyć (rzadko).Porozumienie po pierwsze pozwala
            >na kontynuację rozmowy, która być może przyniesie jakiś rezultat.

            Aby to było możliwe musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nasze spojrzenie
            obciążone jest subiektywizmem, tym większym gdy patrzymy na siebie, na ludzi z
            nami jakoś związanych lub na sytuacje, które mają istotny wpływ na nasze życie.
            Jest to szczególnie widoczne w sytuacji konfliktu lub różnicy interesu. Czasem
            dochodzimy do absurdu w oczywisty sposób mijając się z prawdą. Można się nie
            zgadzać z rozmówcą, jednak należy przyznać mu prawo do odmiennego spojrzenia a
            od siebie wymagać by zrozumieć to jego subiektywne spojrzenie, zanim zaczniemy
            je oceniać. Gdyby wszyscy byli tacy sami to rozmowa nie miałaby sensu, to
            właśnie dzięki autentycznym spotkaniom z ludźmi, którzy są inni niż my mamy
            okazję poszerzyć swoje horyzonty. Odmienność spojrzenia wynika z różnych
            osobowości, doświadczeń, potrzeb, zainteresowań, światopoglądu i wielu innych
            spraw. Dobrze jest to zauważyć i zrozumieć.

            Był kiedyś w mojej parafii ksiądz, który z ambony głosił teorią spiskową.
            Omijałem jego msze, ale kiedyś przyszedł po kolędzie do mojego domu. Opowiadał
            o swoich przeżyciach z Dachau, o piekle które przeżył. Od tego czasu całkiem
            inaczej odbierałem tego człowieka. Rozmowa przy jednym stole o ważnych sprawach
            bardzo zbliża.

            Pozdrawiam



      • lo_ntek Re: Rozmowa o rozmowie 02.02.05, 19:57
        Można by pomyśleć, że Jaro_ss poczuł pewien niedosyt po tym jak został
        inżynierem i zrozumiał, że z inżynierami można gadać tylko o samochodach i
        mostach . Z hobbistów takich jak inżynierowie to najlepiej rozumiem się z
        żeglarzami dobrze też z alpinistami, ale może nie chodzi o rozmowę w kółkach
        zainteresowań . Może trzeba mówić po prostu ciekawie i mieć szacunek do słowa
        nie silić się na dydaktyzm ... i jeszcze tylko ciekawie słuchać. Nie rozumiem
        określenia humanista w kontekście wypowiedzi Jaro_ssa zresztą to chyba już dość
        zużyte i pozbawione znaczenia pojęcie, ale jeśli chodzi o szacunek dla słowa
        to, kto jak nie oni ... czyżby inżynierowie?
        pozd
        zdrapka
        • jaro_ss Re: Rozmowa o rozmowie 03.02.05, 07:29
          Powiedziałbym, że odwrotnie, czuję niedosyt konkretów w tym, co
          prezentują "Intelektualiści" w temacie poglądów, ideologii, i literatury....

          Zajmując się literaturą, poezją, doszedłem do takiego wniosku.... weźcie jakąś
          dyskusję na tematy społeczne, każdyn nawet najbardziej bzdurny pogląd należy
          uszanować, wziąć pod uwagę, i wcisnąć w eklektyczny melanż nazwany "prawdą".
          Jako inżynier mogę coś policzyć i wiem przynajmniej, że ten drugi plecie
          bzduryyy... Właśnie mam coś takiego w pracy, przy rządach SLD dziwni ludzie
          poszli na stanowiaska.... ech....
    • scand Re: Rozmowa o rozmowie 01.02.05, 11:18
      To, że istnieją nieporozumienia jest naturalne.
      Często wynika to z różnego zakresu doswiadczeń czy zakresu lektur itp.
      Dążenie na siłę do niwelacji wszelkiego rodzaju różnic jest nawet chyba
      szkodliwe.
      Rozmawiac oczywiście zawsze warto o ile adwersarz reprezentuje przyzwoity
      poziom.
    • witekjs Re: Rozmowa o rozmowie 01.02.05, 12:42
      Nie zaglądałem, pisząc z przerwami "filozofię z kaszą gryczaną", a tu okazało
      się, że powstał podobny w intencji wątek.
      Myślę, że juz dawno o tych sprawach chciaało sie nam coś powiedzieć.
      Jedną z najważniejszych spraw to "poziom", o którym pisze Scand.
      Inna sprawą jest rezygnacja z demagogii i empatia, bez której nie da się
      prowadzić poważnych rozmów światopogladowych.

      Pozdrawiam. Witek
      • otryt Re: Rozmowa o rozmowie 01.02.05, 13:19
        Ze słownika:
        demagog polityk, działacz, głoszący hasła obliczone na łatwy efekt, poklask,
        schlebiający masom, szafujacy próżnymi obietnicami, budzący nieziszczalne
        nadzieje, wysuwający w imieniu mas żądania nie do spełnienia.

        Oczywiście poziom, empatia i unikanie demagogii to podstawa. Czym może być
        demagogia na forum... bezrefleksyjnym powtarzaniem haseł znanych demagogów? Bo
        nie mogę sobie siebie ani nikogo z nas wyobrazić w roli schlebiającego masom na
        tym forum. Dobrze, że mówisz o empatii. Mężczyznom jakoś głupio przyznawać się
        do empatii lub ją cenić. Nie wiem czy właśnie o empatii nie myślał Jaro
        pisząc "Przy temacie będą się zastanawiać kto jak się czuje i co przeżywa,
        zamiast skupić się na funkcjonalności rodziny, macierzyństwa, więzi społecznej
        itp..." Coś w tym jest, że w naszej kulturze mężczyzna musi być jak pan Sułek a
        kobieta jak pani Eliza ze znanego cyklu satyrycznego.

        Pozdrawiam

        • witekjs Re: Rozmowa o rozmowie 01.02.05, 13:45
          Pisząc o demagogii miałem na myśli bardzo częste, bezrefleksyjne powtarzanie
          różnych politycznych/religijnych haseł i stereotypów stosowanych przez
          zwolenników jakiejś ideologii.
          Również, co bardzo niestosowne w prywatnych rozmowach.
          Bardziej wyrafinowani, cynicznie wprowadzają jeszcze zasady erystki.
          Jedynie dobre intencje, pewien zasób wiedzy i empatia daje szanse na
          prowadzenie rozmowy ludzi, o skrajnie różnych poglądach, ukształtowanych w
          okresie dorastania.
          Chyba musimy mieć tego świadomość, a w pewnych sytuacjach z dyskusji rezygnować.

          Pozdrawiam serdecznie. Witek

          PS. W naszej kulturze, podobnie jak i innych, z Panów Sułków wszyscy się
          naśmiewają...smile)
          • otryt Re: Rozmowa o rozmowie 02.02.05, 11:58
            witekjs napisał:

            >bezrefleksyjne powtarzanie różnych politycznych/religijnych haseł i
            >stereotypów stosowanych przez zwolenników jakiejś ideologii.

            Młodzi czasem w dobrej wierze powtarzają to, co gdzieś zasłyszeli, nie zdając
            sobie sprawy z tego, że to co mówią kupy się nie trzyma. Niektórzy są otwarci
            na argumenty i być może dadzą się przekonać, że jest inaczej. Może stanowią
            mniejszość, bo większość oczekuje prawd prostych czarno-białych.

            >o skrajnie różnych poglądach, ukształtowanych w okresie dorastania.

            Czyżbyś uważał, że w późniejszym okresie życia poglądy już się nie zmieniają
            lub zmieniają się tylko nieznacznie?

            Pozdrawiam
      • jaro_ss Re: Rozmowa o rozmowie 02.02.05, 11:46
        Trochę "doktoranckim tonem" o teorii informacji - jest to jej wewnętrzną
        naturą, że przekaz ulega zakodowaniu przez osobę posługującą się konkretnymi
        wyobrażeniami, mentalnością itp i podobnie jest odkodowany. Nie można się od
        tego uwolnić. Proces separacji (distanciation) przekazu od autora jest procesem
        literackim, i właściwie sprowadza się (pokrótce mówiąc niestety)do odwoływania
        się do doświadczeń wspólnych, ponadkulturowych, czy "intersubiektywnie
        komunikowalnych"...

        Przy odbiorze dzieła literackiego, ale i w poszukiwaniu pomaga noematyka i
        krytyka przekazu, wg kryterium: w jakim środowisku (może i mentalności) powstał
        dany przekaz i jaka byłe jego intencja....

        W życiu codziennym zcęsto zapominamy, lub nie zdajemy sobie sprawy z tego
        wymogu i interpretujemy przekazy bezkrytycznie, często wg własnego klucza...
    • witekjs Podstawowe ograniczenia, błędy wirtualnej dyskusji 05.02.05, 11:29
      Traktowanie jej, jak zwykłej rozmowy, ze znajomymi lub przyjaciółmi, w czasie
      kameralnego spotkania.
      Nie jest tym nigdy.
      Zawsze masz, czasami wielu, milczących, onieśmielonych, kompetentnych, niekiedy
      niechętnie nastawionych, nieznanych uczestników.
      Nigdy nie wiesz w jakim momencie do tej rozmowy nawiążą.
      Nie orientujesz się w tym, jak często twoje, zbyt autorytatywne wypowiedzi są
      odbierane jako impertynencje.
      Nie widzisz tego - brak mowy ciała i jakiejkolwiek reakcji.
      Nie możesz wyjaśnić kontekstu lub złagodzić sensu wypowiedzi.
      Twoje sądy, z konieczności bywaja zwięzłe.
      Czasami, u niektórych, wręcz arogancko lakoniczne, mogące świadczyć o zadufanej
      ignorancji i/lub lekceważeniu rozmówców.
      Nie masz możliwości zweryfikowania, czy zostałeś prawidłowo zrozumiany.
      Wygłaszasz niekiedu stereotypowe wielce uogólniajace, nie wyważone sądy o
      jakiejś grupie zawodowej, społeczności, religii lub narodzie, nie zdając sobie
      sprawy, że również ci milczacy, mogą się poczuć głeboko urażeni.
      Coś takiego może spowodować, że interesujacy dla ciebie, potencjalny rozmówca,
      od jakiegos czasu, stale cię ignoruje.
      Dochodzi do tego również, gdy nieopatrznie ostro, lub z upokarzającym sukcesem,
      nawet jedynie merytorycznie, zaatakujesz jego wirtualnego i/lub realnego,
      przyjaciela.
      Niezwykle szkodliwym błędem jest, wczesne i niechętne ocenianie, uczestnika
      forum, bez próby wyjaśnienia jego punktu widzenia.
      W forum, nie zawsze jest to natychmiast możliwe. To prawda.
      Szczególnie niewłaściwe jest, gdy krytykuje się z pozycji i w imieniu
      nieokreślonej, opiniotwórczej, wpływowej grupy "nas", starych "prominentnych
      przyjaciół".
      Bardzo ryzykowne, bywa natychmiastowe zauroczenie się kimś nowym, kto zbyt
      często, jak się okazuje, świadomie manipuluje naszymi emocjami.
      Niekiedy, w konsekwencji ośmieszając całą, forumową grupę.
      Zapominamy, że duża częstotliwość spotkań, odreagowywanie "realu", intensywność
      emocji, łatwość wyznań/ jak obcemu w podróży/, stwarza bardzo szybko, pozór
      zażyłości.
      Nie pamiętamy, że naprawdę, wiemy o sobie niezwykle mało.
      Bliskie, intymne relacje w życiu, wymagają lat obcowania ze sobą i wielokrotnej
      możliwości oceny, zgodności naszych słów z czynami.
      Jak wszyscy, miewamy bardzo ryzykowną tendencję, chodzenia na skróty...


      Pozdrawiam. Witek

      PS.Przepraszam za niezyt filozoficzny chrakter wypowiedzi i to, że dołączyłem
      do tego wątku swój post o rozmowie, z innego wątku.


      Re: Kto do czego się nadaje
      Autor: witekjs
      Data: 04.02.2005 13:23 + dodaj do ulubionych wątków

      + odpowiedz cytując + odpowiedz

      -----------------------------
      • otryt Re: Podstawowe ograniczenia, błędy wirtualnej dys 07.02.05, 00:36
        Dziękuję.
        Zgadzam się we wszystkim. Jednak zastanawia mnie zastosowana przez Ciebie 2
        osoba liczby pojedynczejsmile

        Dobranocsmile
        • ilmatar Re: Podstawowe ograniczenia, błędy wirtualnej dys 07.02.05, 02:08
          Widzę też I os. l.mn.
          Chyba taka stylistyka, bardziej ludzka, niż "naukowa" smile
          • jaro_ss O empatii 07.02.05, 06:48
            Wracając do przywołanej empatii - rozumienie uczuć, umiejętność wczuwania się,
            wcale nie musi być jednoznaczna z brakiem racjonalności.... Mówiąc o dominacji
            uczuć w dyskursie społecznym, chciałem zwrócić uwagę, że zagubienie się w
            uczuciach potrafi doprowadzić do jałowości i braku rzeczywistych efektów w
            układaniu sobie życia...

            Empatia nie jest takim zagubieniem, nie jest tylko wzdychaniem nad cudzymi
            uczuciami. Jeśli stosuję w życiu empatię, często staram się w konkretną
            sytyację, nawet emocjonalną, wprowadzić elementy funkcjonalne...
            Nawet przy zrozumieniu pewnej sytuacji emocjonalnej, tylko odniesienie się od
            rzeczy, spraw, popycha tę sytyację do przodu...

            P.S. tak patrząc na dychotomię humaniści/ ścisłe umysły, proponuję zauważyć, że
            są to dwa krańce tej samej drogi (poetycko), albo dwa końce tego samego kija
            (mniej poetycko)....
            Osobiście tłumaczenia typu "ja mam ścisły umysł" "ja jestem humanistą",
            traktuję jako przejaw intelektualnego lenistwa.... W naukach "ścisłych"
            ptrzebna jest duuża wyobraźnia, a humanista powinien umieć chodzić po ziemi,
            kiedy trzeba.....
            • witekjs Re: O empatii 07.02.05, 09:18
              Bardzo często, niektórzy ludzie, zupełnie intuicyjnie "stosują" empatię.
              Dzięki temu bywaja odbierani jako doskonali rozmówcy. smile

              Pozdrawiam. Witek }:-})=
      • witekjs Re: Podstawowe ograniczenia, błędy wirtualnej dys 07.02.05, 09:13
        Dziękuje Otrytowi i Ilmatar za ciekawą "analizę", moich kawiarnianych
        pogaduszek o forumowych rozmowach. smile)
        Nie zastanawiałem się nad tymi "osobami".
        Ta niekonsekwencja na zakończenie, była chyba w jakimś sensie, świadomą formą
        podkreślenia, że te błędy i mnie nie są obce.
        Początkowa forma II osoby l.p., to pewnie dość częsta w kameralnej rozmowie,
        chęć unikania mówienia wprost o sobie i kimś konkretnym z g r u p y słuchaczy.
        Chyba jest to próba niemówienia, jednak całkiem bezosobowego, kiedy wiadomo, że
        może dotyczyć to wielu z nas.
        Nie wiem...
        Może jakiś humanista to potrafi określić. smile
        Okazało się, że od kilku lat, niejednokrotnie musiałem zastanawiać się i nad
        tym, ciekawym problemem.
        Co takiego, mnie i innym przeszkadza oraz niekiedy poważnie, utrudnia
        prowadzenie zadawalającej rozmowy w forach ?
        Przy okazji, chciałbym powiedzieć, że właściwie tylko w Waszym towarzystwie, w
        Kawiarence takie rozmyślania wydają się na miejscu.

        Popijając kawę, pozdrawiam serdecznie wszystkich gości.
        Niedługo muszę wyjechać do pracy, kilka godzin rano i po południu.

        Witek }:-})=
        • otryt Liczby i osoby 07.02.05, 10:24
          Sprawdzałem pod tym kątem również Twoje inne wypowiedzi, swoje dawniejsze oraz
          innych uczestników. Oczywiście każdy ma swój styl w jakim najłatwiej jest mu
          się wypowiadać. Mówiąc jakieś ogólne prawdy, nie skierowane do nikogo
          konkretnego możemy mówić bezosobowo lub używać wszystkich osób i liczb, może za
          wyjątkiem 2 os liczby mnogiej. Każdy z tych sposobów mówienia niesienie ze sobą
          nieco inny odcień znaczeniowy, czasem pojawia się dwuznaczność, która może
          rodzić konflikt. Z Twoją wypowiedzią z grubsza się zgadzam i nawet gdyby część
          z tych uwag była kierowana osobiście do mnie nie poczułbym się źle.

          Na pewnym forum ktoś wszystkie wypowiedzi pisał w 1 os l mnogiej. Osobiście
          bardzo mnie to denerwowało, szczególnie wtedy, kiedy nie identyfikowałem się z
          wypowiadanymi słowami.

          Każdy z nas był świadkiem sytuacji, gdy ktoś mówiąc w sposób bezosobowy i
          ogólny krytykuje ludzi bądź sytuacje w obecności osób, które doskonale wiedzą
          kogo i czego konkretnie dotyczą zarzuty. Czasem osoba, o której mowa zapyta czy
          to o nią chodzi? Wówczas opowiadający zazwyczaj wykręca się od szczerego
          potwierdzenia bądź zaprzeczenia, aby uciąć w zarodku wątpliwości. Ten typ
          wypowiedzi mnie osobiście bardzo nie odpowiada i uważam, że doskonale psuje
          atmosferę w różnych zespołach. Przypadkowe dwuznaczności są nieuniknione,
          jednak gdy się pojawią dobrze je od razu wyjaśniać. Są jednak wypowiedzi już w
          zamierzeniu wypowiadane jako wieloznaczne. Próby wyjaśnienia czegokolwiek
          prowadzą zazwyczaj do jeszcze większego zapętlenia i gwałtownego zerwania
          dialogu.

          Pozdrawiam
          • oldpiernik komunikacja słowna mniej serio? 07.02.05, 11:59
            Dla upuszczenia nieco powietrza polecam
            coś
            niezbyt serio, a jednak

            OLDZUKOSA :0)
            ---
            ...ale kogo to obchodzi...
            • jaro_ss Re: komunikacja słowna mniej serio? 07.02.05, 14:46
              A ja sobie tak myślę, piszę jak uważam, czasem może niektórych tematów unikam,
              liczę na życzliwą interpretację, a na inną nie mam wpływu, a to nie powód aby
              przestać pisać...

              Sam czytam w kluczu życzliwym, staram się nie ponosić emocjom (negatywnym), a
              czasem i tak mną ponosi.....
              • jul.s Re: komunikacja słowna mniej serio? 07.02.05, 15:38

                Uprzejmie pytam :
                ...czy to forum ma być elitarne /bez socjalistycznego sarkazmu/ ?
                ...czy zakładacie jakieś cele edukacyjne ?
                ...skuteczność wpływu ludzi obracających się tylko w sferze idei na
                toczące się życie jest marna , dajcie szansę porozumieniu z ludźmi którzy są
                bliżej życia – ludźmi prosto i praktycznie myślącymi którzy zwracają uwagę na
                skuteczność działania
                ...dajcie sobie szansę wyedukowania adeptów – to duża , sądzę satysfakcja
                ...bierzcie pod uwagę skuteczność ,"realność realizacji" idei , spróbujcie
                zrozumieć prostszy język
                ...adept nie obarczony rutyną może poruszyć forum
                ...myślę też że trochę radości ,mniej patosu , trochę osobistego
                kontaktu „z wyobraźni” jest konieczne

                ... dużo radości ..

                • witekjs Re: komunikacja słowna mniej serio? 07.02.05, 20:18
                  To forum nie może być elitarne, w żadnym sensie, bo przecież jest dostępne dla
                  wszystkich.
                  Nikt z nas, nie zna celów drugiego...
                  Nie mogłyby być edukacyjne bo, o ile wiem nie ma wśród nas filozofów. sad
                  Spotkanie są niezbyt częste i nigdy nie wiadomo, kto z czym wyskoczy. wink
                  Coś mi się wydaje, że większość z nas rozmawia tutaj o "ideach", ponieważ w
                  realnym życiu, mają niemało "praktyki".
                  O skuteczności działania trudno mówić, gdy ogranicza się ono do nieregularnego
                  gadania, nigdy nie wiadomo do kogo. smile
                  Tak też, nie możemy liczyć na "adeptów", jakich miewali filozofowie greccy. sad
                  Może dzięki temu, nikt nas w końcu, nie będzie chciał napoić cykutą... smile smile)

                  Pozdrawia, wyjątkowo rozgadany.

                  Witek }:-})=

                  --


                  FXLPLUS

                  Kawiarenka Bis
                • otryt Re: komunikacja słowna mniej serio? 08.02.05, 01:09
                  jul.s napisał:

                  > Uprzejmie pytam :
                  > ...czy to forum ma być elitarne /bez socjalistycznego sarkazmu/ ?
                  > ...czy zakładacie jakieś cele edukacyjne ?

                  Każdy ma inny cel, Ty również. Wszyscy kształtujemy wspólnie charakter tego
                  miejsca. Każda nowa osoba zmienia Kawiarenkę, bo wnosi coś od siebie. Zapraszam
                  do współkształtowania zgodnie z tym co napisałeś. smile

                  Pozdrawiam
                  • josarna Re: komunikacja słowna mniej serio? 08.02.05, 21:50
                    otryt napisał:
                    "Każdy ma inny cel, Ty również. Wszyscy kształtujemy wspólnie charakter tego
                    miejsca. Każda nowa osoba zmienia Kawiarenkę, bo wnosi coś od siebie."

                    Właśnie: jaki ja mam cel? Opowiedzenie (napisanie) o problemie napędza u mnie
                    proces myślenia i podejmowania decyzji. Jeśli nie mogę tego zrobić, to blokuję
                    się na pewnym etapie. Wymiana spostrzeżeń, doświadczeń, wiedzy, zadawanie mi
                    pytań, stawianie zarzutów przyspiesza zdecydowanie myślenie - dotyczy to
                    zarówno spraw związanych z domem, czy pracą, jak i tych "abstrakcyjnych".
                    • jaro_ss Re: komunikacja słowna mniej serio? 09.02.05, 06:30
                      A ja mam nieco intelektualnej rozrywki, zupełnie prawie niedostępnej mi na
                      codzień... trochę gimnastyki szarych komórek, troczhę wyobraźni, wychodzi
                      różnie, ale na pewno jest ciekawsze niż "M-jak Miłość".
            • otryt Re: komunikacja słowna mniej serio? 09.02.05, 09:12
              oldpiernik napisał:

              > Dla upuszczenia nieco powietrza polecam
              > coś

              Dzięki Oldzukosa smile
              Dobry urlop również świetnie robi. Właśnie się wybieram na ten z 2004 rokusmile
              Pozdrawiam serdecznie
              • oldpiernik no i po co mi to było? :0) 10.02.05, 11:14
                Już powyżej padły takie słowa. Powtórzę jednak, bo prawdziwe.
                Na co dzień nie mam możliwości rozmowy z tak różnymi ludźmi o tak różnych
                poglądach. Z obawy przed jednym takim Niemcem (a może Austriakiem), co to
                chodzi za człowiekiem i chowa różne rzeczy, próbuję pobudzić szarość komórek do
                obrony. Zamknięty w kręgu zawodowych schematów, w rytmie codzienności, próbuję
                określać siebie. Odmienne punkty widzenia są bardzo pomocne, jeśli własne
                przeczucie nie wystarcza, by znaleźć odpowiedzi. Być może bełkoczę, jednak to
                bardzo pobudzający bełkot.
                Praktyka inżynierska wzywa mnie teraz do porzucenia idei rozmowy, na rzecz
                perswazji metodą łopatologiczną. Idę zarobić na chleb (i nie tylko).

                Pozdrawiam
                OLDWPOKOJUZWIERZEŃ ;0)
                • jaro_ss Re: no i po co mi to było? :0) 10.02.05, 13:59
                  No i o te rdzewiejące na codzień szare komórki chodzi.....

                  Pozdrawiam....

                  A ten Austryjak to pewnie Freud? ;o)
                  Ale on pomagał sobie przypominać a nie zapominać... pewnie jakiś inny....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka