Gość: arczi
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
31.08.03, 11:34
Wruciłem kilka dni temu z Palarii. Byłem tam wraz z rodziną.Nieopatrznie
wybrałem biuro Oskar.Kochani tragedia. Nie chcę komentować samego pobytu w
tej miejscowości, każdy wybiera to na co ma ochotę.Natomiast chciałbym
skomentować jakość usług biura turystycznego Oskar.Zacznijmy od tego że
jeden dzień wcześniej zadzwonił ktoś z Oskara i poinformował nas że wyjazd z
polski jest przełożony o dwie godziny wcześniej niż zaplanowano.Nie wiem co
prawda jak udało się zawiadomić wszystkich,no ale cóż zdarza się. - Następny
numer. W ofercie Oskar proponuje przejazdy autokarem z z postojem w
Budapeszcie gdzie przez osiem godzin zwiedza się miasto.Jadąc z powrotem
proponuje się analogicznie zwiedzanie Belgradu.Fajnie może nawet wygląda to
w ofercie.A jaka jest praktyka ? Kierowcy specjalnie gonią autobus jak
najszybciej do Budapesztu praktycznie bez żadnych odpoczynków i w praktyce
jesteśmy na miejscu w Budzie o godz 24. zamiast o 7 rano.Następnie pilot
proponuje zwiedzanie /nie żartuję/zwiedzanie miasta o godzinie 24 do godziny
4 nad ranem.Oczywiście został przez wszystkich wyśmiany.A więc następna
propozycja nie zwiedzamy Budzpesztu wcale.Po małej rozrubie w końcu zgodził
się na to że prześpimy się wszyscy do godz.7 rano i na piechotę /około 1
godziny marszu/ dojdziemy do Dunaju i tam przez cztery godziny możemy
zwiedzać to za co między innymi zapłaciliśmy.Wyobrażcie sobie że był to
najmniejszy numer z ich strony.Po przyjeżdzie do Paralii okazało się że
wielu uczestników zostało zakwaterowanych w nie tych pensjonatach niż
widniało to na umowach.I tak np. jedna z grup ludzi która jechała razem
licząc nz to że zostanie zakwaterowana razem została rozdzielona.Ja
osobiście zostałem umieszczony z rodziną w innym pensjonacie.I muszę wam
powiedzieć że to też nie było jeszcze najgorsze. Następnym gagiem jakim
poczęstował nas Oskar był brak pilota w drodze powrotnej.No może nie do
końca ponierważ jeden z kierowców ogłosił że to on będzie pełnił tę
funkcję/założę się że nie miał licencji/O co chodziło? Bez żadnego
uprzedzenia po prostu przejechał Belgrad i dopiero za miastem na pytanie ze
strony uczestników oświadczył że na pewno większości ludzi i tak tego miasta
nie chce się zwiedzać no bo i po co skoro tam i tak nie ma na co patrzeć.Tu
zaczęły się trochę schody. Na jakiekolwiek uwagi reagował wręcz
niegrzecznie. Pierwszy raz w życiu widziałem tak niegrzecznego kierowcę nie
wspominając już pilota/a zdażało się mi podróżować turystycznie w czasach
komunistycznych/.Z tego co zorientowałem się na miejscu w grecii tego typu
praktyki są stosowane wobec prawie każdej grupy.W efekcie przyjechaliśmy do
katowic o godzinie 21 zamiast o 12następnego dnia.Mam pytanie do Oskara co
miałem zrobić z dzieckiem skoro do Kielc miałem jeszcze 160 km a znajomy
który zgodził się nas podwiężć miał dojechać dopiero w następnym dniu?Inni
uczestnicy mieli ten sam problem.Jak sądzicie czy biura w polsce są tak nie
zorganizowane czy po prostu trafiłem na OSKARA