Dodaj do ulubionych

Wizyta w USA cz.1

IP: 80.51.245.* 28.07.04, 11:36
W lipcu odbylem karkolomna podroz z kumplem po USA. Z Chicago na zachodnie
wybrzeze i z powrotem. Przejechalismy przez kilkanascie stanow, lacznie 12
tys km (pardon - ponad 7 tys mil :)
Bylem tam pierwszy raz. Zastalem w czesci to, czego sie spodziewalem, i to
czego sie nie spodziewalem.
Oczywiscie moje spostrzezenia nie sa obiektywne. Trudno tez po 3
tygodniach "specyficznej" wizyty miec szerszy obraz tego panstwa. Dlategotez
beda to raczej luzne spostrzezenia.
1) wesele w Chicago. Musze powiedziec, ze ubaw byl niezly. Msza w tempie
blyskawicznym, zabawa w zasadzie tylko do polnocy (bylem zszokowany), po
jakis utarczach i garsci dolarow przedluzona do 2. Wodka w plastikowych
kieliszkach wielkosci naparstkow. Jedzenie bylo przynoszone i po chwili
naczynia zbierane ze stolu. Na chwile odszedlem od stolika i jak wrocilem juz
nie zastalem mojego rosolu :))
2) Amerykanie sa bardzo zyczliwi. Pytania typu "skad jestescie ?","gdzie
jedziecie ?" byly bardzo czeste. Wiekszosc robila zdumione miny, slyszac ze
jestesmy z Polski i przyjechalismy TYLKO na wakacje. Jakos trudno bylo im w
to uwierzyc. Niestety, zyczliwosc Amerykanow konczy sie chyba w tym momencie.
Gdy zgubilem sie w Chicago, okazalo sie, ze nikt nie ma komorki. Chcialem
zadzwonic do kumpla, oczywiscie proponowalem zaplate, kaucje itd, zeby nie
bali sie, ze zwieje z ta komorka. Niestety, nikt mi nie pomogl
3)Jedzenie. Gorzej niz myslalem. Krolestwo junk food'ow. Sniadania, obiady,
kolacje. Nawet w parkach narodowych. Czystosc, zwlaszcza w toaletach,
pozostawia wiele do zyczenia. Polskie fast-foody lsnia czystoscia ! Obsluga
tez niekoniecznie mila. Spotkalismy bardzo mila pania z Utah, byla z ...
Holandii :)
4)Bezrobocie. Znam juz patent na niskie bezrobocie. Nalezy zatrudnic pania do
kasowania biletow, inna do pokazywania kierunku, inna do sprawdzania biletow
przed wejsciem do windy itd. Przerost zatrudnienia jest widoczny. Najwiekszy
ubaw mielismy z pan (rzadziej panow) od przekrecania znaku "stop/slow" ! Na
jednej krzyzowce staly 4 panie, a droge naprawial 1 facio ! Oczywiscie byl
tez "pilot car", zebysmy sie nie zgubili :)
5)Malzenstwo Amerykanin-samochod. To juz przeginka. Pomijam kwestie
poruszania sie w miescie, ale jezdzenie po cmentarzach to chyba przesada.
Oczywiscie w parkach narodowych asfalt polozony jest do kazdego ciekawego
miejsca i nawet nie trzeba z auta wysiadac.
6) Wlasnie - parki narodowe. To byl glowny cel naszej wizyty. Stopien
komercji doprowadzony do stopnia smiesznosci. Visitor center przygotowane
wspaniale, ale w Utah. Tam byl zdrowy kompromis. Yosemite, nie mowiac o
Yellowstone nafaszerowane budami z kartkami, pluszakami, wisiorkami,
kapeluszami itd itp No i oczywiscie barami z niesmiertelnymi burgerami, w
ktorych amerykanska rodzina moze dobrze zjesc po wyczerpujacej wycieczce
samochodowej po parku :) Na marginesie - przyrode maja zaj... Bylo co krasc
Indiancom !
7)Wiekszy szacunek do prawa niz w Polsce. Amerykanin nie wpadnie na to, ze
mozna nie zaplacic za kemping 10 dolcow, Polak juz zaczyna kombinowac :)
Zwlaszcza, gdy nikt tego nie sprawdzi ...
8) Drogi. Rewelacja ! To trzeba przyznac. Ograniczenia predkosci chyba w
niektorych stanach przesadzone w dol, ale o dziwo przestrzegane. Sami
staralismy sie nie przekraczac iwecej niz o 5 mil/h, w nocy 10. Drogi
oznakowane rewelacyjnie, rowniez w miastach.

To pierwsza czesc raportu.
Obserwuj wątek
    • Gość: observer Re: Wizyta w USA cz.1 IP: *.sympatico.ca 28.07.04, 20:42
      ... Niestety, zyczliwosc Amerykanow konczy sie chyba w tym momencie.
      Gdy zgubilem sie w Chicago, okazalo sie, ze nikt nie ma komorki. Chcialem
      zadzwonic do kumpla, oczywiscie proponowalem zaplate, kaucje itd, zeby nie
      bali sie, ze zwieje z ta komorka. Niestety, nikt mi nie pomogl....

      No to niezly ubaw z Ciebie mieli, szczegolnie jak im oferowales w narzeczu
      polish/english zaplate i kaucje. A to wszystko oczywiscie dzialo sie o
      przyslowiowe dwa kroki od publicznego telefonu.
      • Gość: P.K. Re: Wizyta w USA cz.1 IP: 80.51.245.* 04.08.04, 12:25
        Kupilem jakas meksykanska karte pre-paidowa, z ktorej jak sie pozniej okazalo,
        nie mozna bylo zadzwonic na komorke "do Polski" (tzn w Stanach ale z
        roamingiem).
        Poza tym sami mogli mi to zaproponowac, a nie tlumaczyli sie "nie mam komorki".
        Byli rownie smieszni co ja
    • waldek.usa Re: Wizyta w USA cz.1 28.07.04, 22:18
      No niezle.
      Przeczytaj moje "no, jak bylo w Polsce"




      Gość portalu: P.K. napisał(a):

      > W lipcu odbylem karkolomna podroz z kumplem po USA. Z Chicago na zachodnie
      > wybrzeze i z powrotem. Przejechalismy przez kilkanascie stanow, lacznie 12
      > tys km (pardon - ponad 7 tys mil :)
      > Bylem tam pierwszy raz. Zastalem w czesci to, czego sie spodziewalem, i to
      > czego sie nie spodziewalem.
      > Oczywiscie moje spostrzezenia nie sa obiektywne. Trudno tez po 3
      > tygodniach "specyficznej" wizyty miec szerszy obraz tego panstwa. Dlategotez
      > beda to raczej luzne spostrzezenia.
      > 1) wesele w Chicago. Musze powiedziec, ze ubaw byl niezly. Msza w tempie
      > blyskawicznym, zabawa w zasadzie tylko do polnocy (bylem zszokowany), po
      > jakis utarczach i garsci dolarow przedluzona do 2.


      Tak tu jest, maja pozwolenie do 2 w nocy i musza sie tego trzymac, takie jest
      prawo.



      Wodka w plastikowych
      > kieliszkach wielkosci naparstkow. Jedzenie bylo przynoszone i po chwili
      > naczynia zbierane ze stolu. Na chwile odszedlem od stolika i jak wrocilem juz
      > nie zastalem mojego rosolu :))


      Gdzies ty byl?? Nie przypominam sobie wesela, na ktorym zabierali po chwili.
      Goscie moga spokojnie zjesc, a kelnerzy pytaja, czy moga zabrac.
      Kto zorganizowal to przyjecie???


      > 2) Amerykanie sa bardzo zyczliwi. Pytania typu "skad jestescie ?","gdzie
      > jedziecie ?" byly bardzo czeste. Wiekszosc robila zdumione miny, slyszac ze
      > jestesmy z Polski i przyjechalismy TYLKO na wakacje. Jakos trudno bylo im w
      > to uwierzyc.



      Tu musisz podziekowac wszystkim kochanym rodakom, ktorzy spedzaja tu
      kilkuletnie wakacje i zapewne li tylko z nudow znajduja sobie jakies
      interesujace zajecia, np. przy azbestach, na dachach, badz szorowanie kibli, na
      przyklad. Damy natomiast bedac dusza ogniska domowego uprzyjemniaja sobie
      wakacje sprzatajac w bogatych domach badz pilnujac dzieci.
      Oczywiscie $20 na godzine jest symboliczym wkladem i podatkow od tego placic
      nie trzeba, co niemniej jednak w swietle prawa jest kolejnym przestepstwem.


      Niestety, zyczliwosc Amerykanow konczy sie chyba w tym momencie.
      > Gdy zgubilem sie w Chicago, okazalo sie, ze nikt nie ma komorki. Chcialem
      > zadzwonic do kumpla, oczywiscie proponowalem zaplate, kaucje itd, zeby nie
      > bali sie, ze zwieje z ta komorka. Niestety, nikt mi nie pomogl


      Tez bym nie dal obcemu. Tutaj kazdy komore ma, ci bez korzystaja z publicznych.



      > 3)Jedzenie. Gorzej niz myslalem. Krolestwo junk food'ow. Sniadania, obiady,
      > kolacje.


      Stary, w Chicago jest wiecej restauracji, barow, kafejek niz Twoi przewodnicy
      mysla badz chca Ci powiedziec.


      Nawet w parkach narodowych. Czystosc, zwlaszcza w toaletach,
      > pozostawia wiele do zyczenia.


      Tu sie zgadzam, instytucja babci klozetowej, u ktorej wplaca sie zlotowke
      bardzo podobala sie moim Amerykancom.



      Polskie fast-foody lsnia czystoscia ! Obsluga
      > tez niekoniecznie mila. Spotkalismy bardzo mila pania z Utah, byla z ...
      > Holandii :)

      Tez prawda, takiej naturalnej, nie wyuczonej uprzejmosci jak w Polsce to w
      Stanach za zadna kase nie znajdziesz. Chyba ze jestes stalym bywalcem i dajesz
      dobre napiwki. Aha, w junkfood-ach nie daje sie napiwkow, czyli chyba juz wiem
      dlaczego sniadania, obiady i kolacje tam sie odbywaly...


      > 4)Bezrobocie. Znam juz patent na niskie bezrobocie. Nalezy zatrudnic pania do
      > kasowania biletow, inna do pokazywania kierunku, inna do sprawdzania biletow
      > przed wejsciem do windy itd. Przerost zatrudnienia jest widoczny. Najwiekszy
      > ubaw mielismy z pan (rzadziej panow) od przekrecania znaku "stop/slow" ! Na
      > jednej krzyzowce staly 4 panie, a droge naprawial 1 facio ! Oczywiscie byl
      > tez "pilot car", zebysmy sie nie zgubili :)



      Nie zapomnij, ze w przeciwienstwie do Polski, gdzie taka pani zarobilaby 600-
      800 PLN, tu oni dostaja normalne pensje.
      Jesli idzie o bezrobocie, to jest to naturalna selekcja - wszyscy nigdy nie
      beda mieli pracy, a w Polsce te 20% to tragedia.



      > 5)Malzenstwo Amerykanin-samochod. To juz przeginka.


      Normalne spostrzezenie, jak na poczatek. Pamietaj, ze w Stanach takie zjawisko
      jest czescia zycia. Dystanse sa nieporownywalne z polskimi czy europejskimi.

      Pomijam kwestie
      > poruszania sie w miescie, ale jezdzenie po cmentarzach to chyba przesada.


      Cmentarze tez sa wieksze. Pamietasz Godfather, np., jak posuwali samochodami.
      Tu jest to normalne.


      > Oczywiscie w parkach narodowych asfalt polozony jest do kazdego ciekawego
      > miejsca i nawet nie trzeba z auta wysiadac.
      > 6) Wlasnie - parki narodowe. To byl glowny cel naszej wizyty. Stopien
      > komercji doprowadzony do stopnia smiesznosci. Visitor center przygotowane
      > wspaniale, ale w Utah. Tam byl zdrowy kompromis. Yosemite, nie mowiac o
      > Yellowstone nafaszerowane budami z kartkami, pluszakami, wisiorkami,
      > kapeluszami itd itp No i oczywiscie barami z niesmiertelnymi burgerami, w
      > ktorych amerykanska rodzina moze dobrze zjesc po wyczerpujacej wycieczce
      > samochodowej po parku :) Na marginesie - przyrode maja zaj... Bylo co krasc
      > Indiancom !


      Hehehe, milo, ze przyrode doceniles, choc w Polsce tez jest niezle, ale...
      Jesli idzie o komercyjnosc to przemysl turystyczny z prawdziwego zdarzenia
      rozwinal sie tutaj bez przeszkod takich jak komunizm. W Polsce to sie w dalszym
      ciagu rozwija.



      > 7)Wiekszy szacunek do prawa niz w Polsce. Amerykanin nie wpadnie na to, ze
      > mozna nie zaplacic za kemping 10 dolcow, Polak juz zaczyna kombinowac :)
      > Zwlaszcza, gdy nikt tego nie sprawdzi ...



      Dokladnie, wiecej nie dodam, sam wiesz, dlaczego w Polsce jest, jak jest.



      > 8) Drogi. Rewelacja ! To trzeba przyznac. Ograniczenia predkosci chyba w
      > niektorych stanach przesadzone w dol, ale o dziwo przestrzegane. Sami
      > staralismy sie nie przekraczac iwecej niz o 5 mil/h, w nocy 10. Drogi
      > oznakowane rewelacyjnie, rowniez w miastach.


      Nie boj bidy, tu tez potrafia przycisnac do dechy, ale zasadniczo 5-10 mil/h
      ponad limit kazdy robi.
      Drogi rewelacja, owszem, ktos z glowa pomyslal i ktos dobrze je zbudowal.
      Droga do miedzynarodowego lotniska pod Katowicami jest zalosna parodia, ale
      coz...


      >
      > To pierwsza czesc raportu.




      Czekam.
      • byt2 Re: Wizyta w USA cz.1 29.07.04, 07:42
        waldek.usa napisał:

        Tutaj kazdy komore ma, ci bez korzystaja z publicznych.
        ---------

        E tam , znowu nie kazdy , polecam lekture opublikowanego przed kilkunastoma
        dniami Human Development Reports ( Human Development Indicators , strona 42 ).
        hdr.undp.org/reports/global/2004/
      • sajjitarius Re: Wizyta w USA cz.1 01.08.04, 05:12
        "Tez prawda, takiej naturalnej, nie wyuczonej uprzejmosci jak w Polsce to w
        Stanach za zadna kase nie znajdziesz"

        Druga prawda jest taka, ze takiej naturalnej, nie wyuczonej, pozbawionej
        wszelkiej logiki upierdliwosci z jaka mozna sie spotkac w Polsce to w Stanach,
        ani w Kanadzie tez nie znajdziesz.
        • waldek.usa Re: Wizyta w USA cz.1 03.08.04, 23:11
          sajjitarius napisał:

          > "Tez prawda, takiej naturalnej, nie wyuczonej uprzejmosci jak w Polsce to w
          > Stanach za zadna kase nie znajdziesz"
          >
          > Druga prawda jest taka, ze takiej naturalnej, nie wyuczonej, pozbawionej
          > wszelkiej logiki upierdliwosci z jaka mozna sie spotkac w Polsce to w
          Stanach,
          > ani w Kanadzie tez nie znajdziesz.


          Hehehe, fakt, ale mowa byla o pozytywach.
          No i prosze, okazuje sie, ze nie "wszystko" tu jest.
    • Gość: Facio Re: Wizyta w USA cz.1 IP: *.los-angeles-29-30rs.ca.dial-access.att.net 29.07.04, 10:13
      P.K. a jednak nie powstrzymales sie i uraczyles nas swoimi 'opisami przyrody'.
      Cale szczescie, ze sa w miare wywazone...

      Pamietajcie jednak, ze to sa wrazenia JEDNEGO czlowieka, poczynione na
      podstawie raczej krotkiego pobytu i z przypadkowo spotkanymi ludzmi.
      Ja mieszkam w tym kraju juz od 25 lat i w zeszlym roku tez pojechalem swoim
      samochodem w poprzek Stanow, z Los Angeles do Virginii, Maryland, District of
      Columbia (Washington DC), Pennsylvania, etc. Niezwykle wymagajaca (przede
      wszystkim dobrego zdrowia) podroz! Niezapomniane wrazenia, nie dajace sie
      strescic na zadnym forum w postaci nawet najdluzszego wpisu!

      W zasadzie zgadzam sie z Twymi opiniami co do Stanow, ale osmielam sie wtracic
      tu i swoje trzy grosze:
      - co do zarcia w restauracjach (bo to domowe, to inna historia), to, jak
      piszesz - to 'fast food' jest przewaznie szajs - podobny jak polskie McDonaldy,
      Burger King, Kentucky Fried Chicken, etc...
      Ale, jest tez wysokiej klasy food w drozszych restauracjach, wcale nie
      ustepujace renomowanym przybytkom w Zach. Europie czy gdzies indziej na swiecie
      (tamte jednak nie na zwykla polska kieszen krajana-turysty [przepraszam, jesli
      urazilem]) Stolowalem sie w roznych krajach, na trzech kontynentach, wiec mam
      skale porownawcza...
      - jesli chodzi o ta zyczliwosc Amerykanow, to tez z nia jest roznie. Spotyka
      sie BARDZO zyczliwych (a raczej ciekawskich) ludzi, szczegolnie w srodku tego
      kraju, gdzie nawala zagranicznych turystow mniejsza albo wcale nie dociera i
      kazdy obcokrajowiec jest mniej lub bardziej 'egzotycznym zwierzeciem'.
      Natomiast w miejscach bardziej kosmopolitycznych, maja tych cudzoziemcow na
      peczki - tam tez spotyka sie napisy w rodzaju "Welcome to America and now go
      home". Oczywista, w glownych atrakcjach turystycznych, goscie (szczegolnie z
      wypchanymi portfelami) sa mile widziani i tubylcy sie don usmiechaja szeroko,
      nadskakujac, majac nadzieje, ze sypniecie gesto groszem. Takie okolice maja
      swoja lokalna ekonomie skonstruowana tak, ze turystyka stanowi ich wcale
      pokazna czesc i ludzie ci utrzymuja sie tam z turystodolarow.
      - z drogami tez jest roznie. Niektore amerykanskie autostrady wcale nie
      ustepuja jakoscia niemieckim czy wloskim, wiekszosc z nich jest bezplatna
      (proporcjonalnie wiecej odplatnych spotyka sie na Wschodzie, w postaci tzw.
      turnpikes), ale sa tez i drogi, ktore wydaja sie byc w ciaglym procesie
      reperacji czy remontu, z dlugachnymi objazdami po cholernie dziurawych i
      koslawych duktach.
      -zbiera mnie na smiech, gdy czytam Twoje opinie o praworzadnosci i
      podporzadkowaniu sie amerykanskich kierowcow zasadom ruchu, tj. ograniczeniu
      szybkosci, zakazom parkowania w pewnych miejscach, nagminnie praktykowanym,
      szczegolnie w NYC parkowaniu podwojnym czy potrojnym (rownolegle) na ulicach,
      jezdzie pod wplywem alkoholu, etc...
      Na amerykanskich drogach PRZEWAZNIE (choc nie wszedzie) obowiazuje maksymalna
      szybkosc 65 mil/godz. Praktycznie tego NIKT nie przestrzega - kazdy jedzie jak
      mu sie podoba. Prawdziwa zmora sa te wielkie ciezarowki z przyczepami -
      kontenerowcami. Kierowcy takich praktycznie jada do 24 godzin na dobe, bez
      przerwy (a niektorzy jeszcze dluzej), pedzac 'ile fabryka dala' bez wzgledu na
      warunki drogowe czy pogodowe, bo maja sie 'wyrobic z czasem' - stad czesto
      trafia sie zasypianie za kierownica i makabryczne karambole, blokujace
      autostrady na przestrzeni 100 mil i na pol dnia. Sam stalem w takim korku
      niedaleko Knoxville, Tennessee, az wypalilem pol baku benzyny, zanim uprzatneli
      kupe zelastwa z takiego TIR'a i odblokowali autostrade. Z kierowcy, nota bene,
      zostala mokra plama...
      - czystosc amerykanskich toalet jest przewaznie znacznie lepsza od ich polskich
      odpowiednikow (no i wszystkie sa bezplatne), nawet te na publicznych parkingach
      przy autostradach. Tu niestety Jankesi stoja o niebo wyzej od Polakow. Jak to
      sie ma do czystosci np. niemieckich, francuskich czy angielskich toalet
      publicznych - chyba podobnie (choc, znow, trudno uogolniac). Zawszec trafi
      sie 'czarna owca'.
      -Parki Norodowe i inne lokalne atrakcje, ZAWSZE sa dobrze wyposazone w
      odpowiednie przybytki, gdzie mozna cos przekasic - wypelnienie zoladka jest
      bowiem stosunkowo wazniejsze dla przecietnego Amerykanina, niz przecietnego
      Polaka. I tu, znow mozna spotkac cala game tego, od taniochy i tandety o ktorej
      wspomniales, do ekskluzywnych superdrogich restauracji, gdzie jeden obiad moze
      smialo kosztowac ze 100 albo i 200 dolcow! Dobre zarcie i duzo tego, jest
      bowiem dla wiekszosci Amerykanow jednym z magnesow ktore ich przyciagaja w te
      miejsca i tam oni sobie nie zaluja.
      -przerost zatrudnienia spotyka sie czasem w instytucjach rzadowych, gdzie
      biurokracja kwitnie, natomiast u prywaciarzy jest raczej rzadkoscia, bo to bije
      w ich zysk. Odwrotnie, widzi sie czesto niedozatrudnienie, aby zarobic na
      uszczuplonych pensjach. Kapitalizm...

      Nie pisze tego tu, aby Ci zaprzeczyc w tym co na wlasne oczy widziales. Tego Ci
      nikt nie odbierze ani nie opodatkuje, wiec pielegnuj swe wrazenia, bo to cenna
      rzecz, znacznie cenniejsza niz te grosze ktore co niektorzy zarobia tu na
      nielegalnych 'robotkach', tracac swoj czas, a ktore potem w Polsce wyparuja w
      blyskawicznym tempie.

      Pisze natomiast, aby podkreslic, ze sa to Twoje INDYWIDUALNE wrazenia, opinie
      jednostki poczynione na goraco, na podstawie JEDNEJ dlugiej, co prawda, podrozy
      po tym wielkim kraju.

      Ktos kiedys powiedzial, ze "tyle jest Ameryk, ile jest ludzkich opinii o tym
      kraju" - stad mamy o USA tak wiele, czesto skrajnych opinii.
      Ktos, kto pojedzie tam w czysto turystycznych celach, wywiezie stamtad odmienne
      wrazenia od kogos, kto pojechal tam pracowac na czarno i byl popychadlem...

      Za jedno Ci dziekuje: Ze bedac w tym kraju, nie skalales dobrego polskiego
      imienia i zostawiles u kilku Amerykanow pozytywna opinie o tym kraju, z ktorego
      i ja wyszedlem (jakze czesto bowiem musze swiecic oczyma przed Amerykanami za
      swoich, co niektorych rodakow!)

      Pozdrowienia zza Wielkiej Wody!

      PS: Jutro z kolei ja wyjezdzam do Polski w odwiedziny Starych Smieci. Swiat
      jest maly...
    • cracovian Wspomnienia z prowincji? 29.07.04, 17:01
      W Chicago akurat fast foodow nie ma (poza jednym slawnym McDonaldem) i tylu
      jest pieszych, ze sie przepchac czasem nie mozna... Mowisz oczywiscie o
      peryferiach i wsiach w srodku USA i pod tym wzgledem pewnie masz racje.
      • squatt-n-leavitt Re: Wspomnienia z prowincji? 01.08.04, 04:56
        > W Chicago akurat fast foodow nie ma (poza jednym slawnym McDonaldem) i tylu
        > jest pieszych, ze sie przepchac czasem nie mozna... Mowisz oczywiscie o
        > peryferiach i wsiach w srodku USA i pod tym wzgledem pewnie masz racje.



        hahaha. tez tak sobie pomyslalem. Ale pewnie ci jego "przewodnicy" nie wytkneli
        nosa poza Jackowo.
        • Gość: P.K. Re: Wspomnienia z prowincji? IP: 80.51.245.* 04.08.04, 12:32
          Jacy "przewodnicy" ? Nie wiem o czym piszesz. To byla podroz samodzielna, ja i
          kumpel.
          A propos w Jackowie w ogole nie bylem. Nie interesuje mnie to.Poznalem polonie,
          jak zyje itd i wystarczy
      • sajjitarius Re: Wspomnienia z prowincji? 01.08.04, 05:17
        cracovian napisał:

        > W Chicago akurat fast foodow nie ma (poza jednym slawnym McDonaldem) i tylu
        > jest pieszych, ze sie przepchac czasem nie mozna... Mowisz oczywiscie o
        > peryferiach i wsiach w srodku USA i pod tym wzgledem pewnie masz racje.

        W Chicago nie ma fast foodow ? Ha, ha, ha...albo nigdy nie byles w Chicago,
        albo nigdy nosa nie wystawiles z polskiej dzielnicy...
        • cracovian Re: Wspomnienia z prowincji? 03.08.04, 22:55
          Tak, widac te fastfoody w downtown na kazdym kroku, frajerze...
    • Gość: aneczka Re: Wizyta w USA cz.1 IP: *.ny325.east.verizon.net 04.08.04, 02:05
      P.K.
      Co z druga czescia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka