Gość: P.K.
IP: 80.51.245.*
28.07.04, 11:36
W lipcu odbylem karkolomna podroz z kumplem po USA. Z Chicago na zachodnie
wybrzeze i z powrotem. Przejechalismy przez kilkanascie stanow, lacznie 12
tys km (pardon - ponad 7 tys mil :)
Bylem tam pierwszy raz. Zastalem w czesci to, czego sie spodziewalem, i to
czego sie nie spodziewalem.
Oczywiscie moje spostrzezenia nie sa obiektywne. Trudno tez po 3
tygodniach "specyficznej" wizyty miec szerszy obraz tego panstwa. Dlategotez
beda to raczej luzne spostrzezenia.
1) wesele w Chicago. Musze powiedziec, ze ubaw byl niezly. Msza w tempie
blyskawicznym, zabawa w zasadzie tylko do polnocy (bylem zszokowany), po
jakis utarczach i garsci dolarow przedluzona do 2. Wodka w plastikowych
kieliszkach wielkosci naparstkow. Jedzenie bylo przynoszone i po chwili
naczynia zbierane ze stolu. Na chwile odszedlem od stolika i jak wrocilem juz
nie zastalem mojego rosolu :))
2) Amerykanie sa bardzo zyczliwi. Pytania typu "skad jestescie ?","gdzie
jedziecie ?" byly bardzo czeste. Wiekszosc robila zdumione miny, slyszac ze
jestesmy z Polski i przyjechalismy TYLKO na wakacje. Jakos trudno bylo im w
to uwierzyc. Niestety, zyczliwosc Amerykanow konczy sie chyba w tym momencie.
Gdy zgubilem sie w Chicago, okazalo sie, ze nikt nie ma komorki. Chcialem
zadzwonic do kumpla, oczywiscie proponowalem zaplate, kaucje itd, zeby nie
bali sie, ze zwieje z ta komorka. Niestety, nikt mi nie pomogl
3)Jedzenie. Gorzej niz myslalem. Krolestwo junk food'ow. Sniadania, obiady,
kolacje. Nawet w parkach narodowych. Czystosc, zwlaszcza w toaletach,
pozostawia wiele do zyczenia. Polskie fast-foody lsnia czystoscia ! Obsluga
tez niekoniecznie mila. Spotkalismy bardzo mila pania z Utah, byla z ...
Holandii :)
4)Bezrobocie. Znam juz patent na niskie bezrobocie. Nalezy zatrudnic pania do
kasowania biletow, inna do pokazywania kierunku, inna do sprawdzania biletow
przed wejsciem do windy itd. Przerost zatrudnienia jest widoczny. Najwiekszy
ubaw mielismy z pan (rzadziej panow) od przekrecania znaku "stop/slow" ! Na
jednej krzyzowce staly 4 panie, a droge naprawial 1 facio ! Oczywiscie byl
tez "pilot car", zebysmy sie nie zgubili :)
5)Malzenstwo Amerykanin-samochod. To juz przeginka. Pomijam kwestie
poruszania sie w miescie, ale jezdzenie po cmentarzach to chyba przesada.
Oczywiscie w parkach narodowych asfalt polozony jest do kazdego ciekawego
miejsca i nawet nie trzeba z auta wysiadac.
6) Wlasnie - parki narodowe. To byl glowny cel naszej wizyty. Stopien
komercji doprowadzony do stopnia smiesznosci. Visitor center przygotowane
wspaniale, ale w Utah. Tam byl zdrowy kompromis. Yosemite, nie mowiac o
Yellowstone nafaszerowane budami z kartkami, pluszakami, wisiorkami,
kapeluszami itd itp No i oczywiscie barami z niesmiertelnymi burgerami, w
ktorych amerykanska rodzina moze dobrze zjesc po wyczerpujacej wycieczce
samochodowej po parku :) Na marginesie - przyrode maja zaj... Bylo co krasc
Indiancom !
7)Wiekszy szacunek do prawa niz w Polsce. Amerykanin nie wpadnie na to, ze
mozna nie zaplacic za kemping 10 dolcow, Polak juz zaczyna kombinowac :)
Zwlaszcza, gdy nikt tego nie sprawdzi ...
8) Drogi. Rewelacja ! To trzeba przyznac. Ograniczenia predkosci chyba w
niektorych stanach przesadzone w dol, ale o dziwo przestrzegane. Sami
staralismy sie nie przekraczac iwecej niz o 5 mil/h, w nocy 10. Drogi
oznakowane rewelacyjnie, rowniez w miastach.
To pierwsza czesc raportu.