Dzisiaj rozmawiałam z sąsiadką- buduje obok dom...jej siostra jest w ciąży
6tc...to druga ciaża- pierwsze dziecko ma już roczek....od 10 tygodni
plami...wczoraj miała krwawienie ze skrzepami....brała już duzą dawkę
duphastonu- jedno opakowanie dziennie- 24 tabl? czy jakoś tam....ale wielką
dawkę...dwa dni leżała plackiem- wczoraj w nocy skrzepy- pojechała na usg-
zdziwienie lekarza- że "płód jeszcze żyje"...i zdziwienie- że ktos jej
przepisał TAKĄ ilosć hormonu...na początku ciaży dziewczyna brała antybiotyk-
nie wiedzac, ze w ciaży jest....leży i placze....a ja pomyślałam- jakie
jestesmy biedne- zdane na humorki i brak zrozumienia w
szpitalach...przychodniach- dodam, że dziewczyna jest lekarzem!!!! rezydentem
na razie...jej maż też jest lekarzem- więc przy mnie laiczce w dziedzinie
medycyny- to taka kobieta powinna mieć juz komfort- bo bardziej rozumie- co
sie dzieje z jej organizmem...że zna anatomię i patologię..i jest tak
teoretycznie oblatana...i zna sie na farmakologii....och...to co my mamy
powiedziec....Wspólczuje tej dziewczynie- ta moja sasiadka - ania- jest
wspaniała dziewczyną....bardzo przeżywa historie siostry.....ja też sie
zmartwiłam
