yadrall
18.08.06, 19:11
W zyciu wszystko mi sie pokielbasilo. Dwa poronienia na kacie, obecnie
mieszkam w Anglii i nie wiem co zrobic,by moc donosic trzecia ciaze (mam
przeciwciala,ale w Anglii nikt nie chce mi pomoc,bo uwazaja,ze to nie ma
zwiazku,a prowadzenie ciazy w Polsce na odleglosc nie umiem sobie wyobrazic).
W efekcie splotu wydazen (zcie na emigracji tez nie jest proste-rozlaka z
rodzina,wieczne problemy z jezykiem, nudna praca itp.) doprowadzily do
tego,ze ciagle placze (bez powodu),nie mam checi do zycia, mysle,ze juz nic
dobrego mnie nie czeka w zyciu,ogolnie beznadzieja... Niestety juz kiedys
leczylam deresje (bylam dlugo bez pracy-i nie wiem co pomoglo-leki czy w
koncu dostanie pracy) i mocno podejrzewam,ze wyglada podobnie...
I teraz sie zastaawiam czy mam szukac pomocy w smutkach (niebardzow wiem jak
to zrobic tu w angii ze slabym angielkim) czy jednak walczyc o dziecko i
ciaze? Z jedne strony w takiej beznadzieji zyc sie nie da,a z drugiej strony
ciaza to nie lek na depresje. Dodatkowo zastanawiam sie jak ciaza
(hormony,ktore szaleja) wplynie na moj i tak kiepski nastroj,choc do tej pory
kazda ciaza dodawala mi enrgii i radosci (pomimo mdlosci). Macie pomysl jak
to rozwiazac???