Gość: Fredzio
IP: *.bmj.net.pl
21.01.07, 15:44
Tegorocznym celem był "Reiseland Deutschland", ale także..:
05.09.06
Dziś Strasburg, za poprzednim zwiedzaniem potraktowany zbyt powierzchownie, a
po za tym jak to nie być we Francji, gdy jest tak blisko? Wjazd do Francji
przez wyraźnie zaznaczone przejście graniczne (oczywiście bez obsługi) z
nakazanym ograniczeniem szybkości do 30, przy wyjeździe przez nowy most,
granica zaznaczona jest tylko tablicą z unijnymi gwiazdkami i
napisem "Deutschland". Na miejscu wjeżdżamy do piętrowego parkingu i
znajdujemy wolne miejsce na IV. piętrze, czyli "na dachu". Szybko trafiamy na
plac katedralny i znowu kontemplujemy wspaniałość tej budowli i całego placu.
Ustawiamy się w tłumie czekających na otwarcie bocznego wejścia pod zegar
astrologiczny, co kosztuje 1.-€. Wpuszczają ½ godziny przed spektaklem, więc
obchodzimy wnętrze katedry, której inne wejścia na ten czas zamknięto.
Początkowo odniosłem wrażenie, że boczne nawy są różnej szerokości,
zapisałem sobie nawet, że jest 2 ½ nawy, ale okazało się to dziwnym
złudzeniem. Wspaniałe witraże i piękne, lecz bardzo wyblakłe freski, a wogóle
wnętrze w remoncie. Zegar astrologiczny to konstrukcja wysoka pod sufit (~12-
15 m), ozdobiony licznymi malowidłami i figurami. Przy dużym tłumie, jak dziś
(i pewnie zawsze), trudno znaleźć miejsce skąd dobrze widać całość, tym
bardziej, że przeszkadza w tym kolumna z aniołami. Od góry patrząc, najpierw
pod ozdobnym zwieńczeniem jest półka z apostołami, którzy w określonym czasie
maszerują, nawet przebierając nogami, poniżej drugi taras: w centrum stoi
Śmierć i wybija dzwonem godzinę przesuwającym się postaciom - od dziecka do
starca. Poniżej zegar wskazujący znaki Zodiaku, poniżej zegar godzinowy,
dalej duża tarcza z 2x12 godzinami, a ponieważ w środku ma coś w rodzaju
połówki globusa, pewnie to zegar stref czasowych. Po lewej już na poziomie
podłogi duża przeszklona szafa uwidacznia kłębowisko kół zębatych, dźwigni i
innych wihajstrów, zapewne to mechaniczny komputer sterujący całością.
Maszyneria rusza, święci i inni powołani przemaszerowali, Śmierć zadzwoniła,
dwa razy zapiał kogut i zaszczekał pies - jednym słowem stereo i w kolorze za
1.-€. Na placu katedralnym przelewają się tłumy, miłe wrażenie sprawia
istotka płci niejasnej, wielkości dużego krasnala, z widoczną radością
kręcąca korbą ogromnej katarynki grającej tradycyjne melodie francuskie.
Rzucony do koszyka pieniążek wita promiennym uśmiechem.
Potem śniadanie nad brzegiem Renu, kawa, spacer przez Małą Francję czyli
dzielnicę nad Renem, właściwie na wyspie, bardzo malowniczą, piękne domy,
restauracje, kioski z pamiątkami, duży ruch pieszy, do placu Republiki z
kilkoma dostojnymi gmachami publicznymi i rozległym trawnikiem na którym
biwakują grupki młodych ludzi w cieniu starych drzew. Część miasta
rozbebeszona, bo rozbudowuje się sieć tramwajową (u nas uznawaną za istotne
utrudnienie ruchu miejskiego). Jeżdżące tramwaje sylwetką i częściowo chyba
konstrukcją przypominają pociągi TGV: zawieszona na wózku jezdnym ogromna, w
całości przeszklona kabina motorniczego jest do przesady aerodynamiczna, zaś
pudła niskopodłogowych wagonów też opierają się na krótkich segmentach z
wózkami jezdnymi, co pozwala długiemu składowi pokonywać nawet ciasne zakręty
uliczne. Wracamy do Herzbolheim.