Dodaj do ulubionych

RZYM W 5 DNI - mini relacja

29.08.05, 21:05
Witam
obiecałam obiecałam ale czasu jakoś nigdy nie starcza :(
Dlatego na razie tylko 2 pierwsze dni. Mam również nadzieję że nie rąbnęłam
się w jakichś nazwach, bo nie mam aktualnie przewodnika, żeby zweryfikować.

Pierwszy dzień właściwie się nie liczy, bo na camping Roma, o którym swojego
czasu pisałam w osobnym wątku (początek lipca)dotarłyśmy późnym popołudniem.
Obserwuj wątek
    • corrina_f1 Dzień 1 29.08.05, 21:05
      24.06.2005

      Spod campingu Roma autobusem 246 do metra a metrem A do Flaminio.
      1) Piazza del Popolo – plac z egipskim obeliskiem, pięknymi fontannami i 2
      bliźniaczymi kościołami. Następnie schodami przy placu wspinaczka na górę do
      Ogrodów Pincio. Wspaniała panorama na Piazza del Popolo i resztę miasta.
      2) Zejście z powrotem na plac, od którego ciągnie się słynna Via del
      Corso. Skręcając w równie słynną z sklepów najznakomitszych projektantów mody
      Via Condotti, docieramy do Placu i Schodów Hiszpańskich. Po drodze słynna
      kawiarnia Greco.
      3) Odpoczynek w cieniu pod Kościołem Trinita Dei Monti na górze Schodów
      Hiszpańskich.
      4) Zejście na dół i powrót na Via del Corso, po drodze Kolumna Marka
      Aureliusza na Piazza Colonna
      5) Odbicie boczną uliczką do Panteonu. Zwiedzanie Panteonu.
      6) Słoń Berniniego (obelisk) przed kościołem Santa Maria Sopra Minerwa
      (plac o tej samej nazwie na tyłach Panteonu)
      7) Bocznymi uliczkami do Piazza Navona, powrót na camping
      8) Basenik i jaccuzi na campingu
      • corrina_f1 Dzień 2 29.08.05, 21:06
        Trasa pierwszego dnia zajęła czas mniej więcej od 10:30 do 19:30.

        25.06.2005
        Dla odmiany basen od rana do południa :)
        13:30 w drogę na kolejny podbój Rzymu.
        1) Metrem A do stacji Barberini na plac Barberini z Fontanną Tritona.
        2) Ulicą Via del Tritone do Fontana di Trevi
        3) Odbicie do Via del Corso w kierunku pomnika Wiktora Emmanuela. W między
        czasie odbicie na maleńką Via del Gatta (ulica Kocia) gdzie znajduje się na
        gzymsie jednej z kamienic malutka marmurowa rzeźba-posążek kotki. Jako wielka
        kociara, kiedy tylko zobaczyłam zdjęcie tejże kotki w przewodniku, nie mogłam
        sobie odmówić tej przyjemności ;) Kotka w rzeczywistości była tak maleńka, że
        całe szczęście, że miałam teleobiektyw, bo zwykłym prawie by jej nie było
        widać, więc polecam naprawdę tylko prawdziwym zapaleńcom :) fotkę można
        obejrzeć tu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=91&w=27854823
        4) Cofamy się na Pizza Venezia gdzie po wspinaczce docieramy
        na „szczyt”pomnika Wiktora Emmanuela II, panorama na miasto oraz na
        starożytny Rzym imponująca i słusznie polecana w większości przewodników.
        5) Odpoczynek w cieniu pinii na Pizza Venezia, najlepsze lody, jakie
        jadłam w Rzymie właśnie tamże, w małej cukierence-lodziarni przy małej
        fontannie (idąc na Kapitol to po prawej stronie, prawdopodobnie Pizza
        Campidoglio).
        6) Kapitol, masa ślubów w tamtejszym USC, jako że to sobota. Kapitol
        podziwiany jednak tylko z zewnątrz, następnie na tyłach Kapitolu mniej więcej
        całościowy widok na starożytny Rzym – Forum Romanum i Palatyn. Moim zdaniem to
        lepsza opcja niż płacenie 10 czy 12 EUR za możliwość spacerowania po prawdziwej
        patelni, jaką wtedy naprawdę FR było. Z góry widać praktycznie wszystko, w
        ciekawszej perspektywie i za darmo.
        7) Wijącą się w dół uliczką na tyłach Kapitolu wzdłuż Forum Romanum
        docieramy do kościoła San Georgio in Velabro a obok niego Łuk Janusa oraz,
        całkowicie przypadkiem, do miejsce, którego z niewyjaśnionych powodów nie
        mogłyśmy zlokalizować wcześniej, czyli kościół Santa Maria in Cosmedin, przed
        którym znajdują się słynne Usta Prawdy.
        8) Pizza della Bocca Verita przed kościołem – fontanna oraz 2 świątynie –
        Fortuna Virile i Westy.
        9) Autobusem 160 podjeżdżamy na górę na Awentyn 2 przystanki do Circus
        Maximus. Ulicą Św. Sabiny, mijając kościół tejże Świętej, docieramy do małego
        parku (mijając po drodze wspaniałe 2 ogrody botaniczne pełne przeróżnych
        gatunków róż), skąd rozpościera się kolejna, naprawdę wspaniała panorama na
        Rzym, oczywiście centralnym jej punktem jest kopuła San Pietro.
        10) Zejście maleńką boczną uliczką do placu z kościołem SM in Cosmedin skąd
        podjeżdżamy 2 przystanki na Piazza Venezia (w rzeczywistości spokojnie można
        przejść tą trasę, jednak nie koniecznie po prawie 8 godzinach zwiedzania)
        11) Przesiadamy się w jakiś inny autobus, którym docieramy w kierunku
        Termini a dokładniej na Piazza della Repubblica z genialną wielką Fontana delle
        Naiadi.
        12) Powrót metrem do Cornelia skąd autobusem 246 na camping.
        • corrina_f1 Dzień 3 30.08.05, 10:37
          26.06.2005

          To ostatnia niedziela miesiąca, a zatem Muzea Watykańskie są tego dnia
          bezpłatne. Wspaniały plan jednak szybko bierze w łeb…
          1) 7:45 naszym ulubionym autobusem 246 a następnie metrem docieramy do
          stacji Musei Vaticani (spod campingu Roma można jechać bezpośrednio autobusem
          247, ale niestety w niedzielę nie kursuje). Kiedy docieramy pod drzwi Muzeów
          okazuje się, że kolejka jest tak niesamowicie długa, że kończy się praktycznie
          na Placu Św.Piotra. W planie A kolejność zwiedzania tego dnia wyglądała
          następująco:
          - Muzea (chyba ze 2 godziny, jak myślałyśmy, co w rzeczywistości byłoby
          naprawdę wielkim błędem!!)
          - Anioł Pański
          - Wizyta przy grobie naszego Papieża
          - Zwiedzanie Bazyliki
          - Wspinaczka na kopułę
          W praktyce plan ten całkowicie spalił na panewce już w momencie pojawienia się
          pod Muzeami z powodu kolejki.
          2) Plan B:
          - Groty Watykańskie i grób naszego Papieża (około pół godziny czekania w
          kolejce i jakieś 10 min w samych Grotach)
          - Zwiedzanie prawej nawy Bazyliki, bo praktycznie tylko na tyle starczyło czasu
          - Całkowicie niespodziewanie udaje nam się uczestniczyć w Mszy Św. odprawionej
          w głównym ołtarzu Bazyliki z biskupami i kardynałami. Niesamowite przeżycie.
          - Ponieważ Msza kończy się o 11:45 (początek 10:45), zostaje już tylko 15 min
          do Anioł Pański, więc udajemy się na Plac Św. Piotra odpuszczając lewą nawę.
          - 12:00 Anioł Pański z Benedyktem XVI
          - Spacer Via Della Concilazione, mijając Zamek Anioła mostem Ponte di Angelo
          przechodzimy na drugi brzeg Tybru, gdzie dosłownie zaraz za mostem, jakby na
          jego „przedłużeniu” zasiadamy w bardzo sympatycznej restauracyjce i pochłaniamy
          lunch. Po lunchu jedno z lepszych cappuccino jakie piłam w Rzymie.
          - Spacer wzdłuż brzegu Tybru ok. pół godziny. Mostem Sisto… przechodzimy na
          drugą stronę docierając w ten sposób na Zatybrze (Trastevere). Kręcimy się
          trochę po wąskich uliczkach i docieramy na Piazza Santa Maria di Trastevere, z
          kościołem o tej samej nazwie (tytularny kościół Prymasa Glempa)
          - Zwiedzanie romańskiego kościoła z niesamowitymi złotymi mozaikami, odpoczynek
          w kafejce na placu, najdroższy sok z pomarańczy jaki piłam w życiu za 7 EUR.
          - Wąskimi uliczkami do Via Garibaldi a tą z kolei pnąc się w górę w kierunku
          Janikulum (Giannicolo)- kolejnego wzgórza z którego rozciąga się moim zdaniem
          najpiękniejsza panorama na cały praktycznie Rzym.
          - Janikulum z pomnikiem Garibaldiego i jego siostry na koniu, teatrzyk
          kukiełkowy (kapitalny!!), latarnia morska
          - Zejście z Janikulum w stronę Tybru. Autobusem 914 wracamy na przystanek
          Cornelia . Po godzinie oczekiwania na nasz 246 mamy już dość, więc spod Mc
          Donalda bierzemy taxi za 5,5 EUR (dajemy 6) i już jesteśmy na campingu.
          Dzień długi i wyczerpujący, niespełniony w całości (zabrakło Muzeów i kopuły,
          Bazylika tylko w części, ale jest Plan C, który wykorzystamy ostatniego dnia :)
    • basia553 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 30.08.05, 21:43
      podoba mi sie to co piszesz, czekam na c.d. pozdrawiam
      • Gość: Maraska Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:09
        Mi sie tez bardzo podoba:-) Czekam na reszte...pojutrze wyjezdzam... a
        chcialabym wydrukowac, zeby podazyc sladami corriny:-) fajny taki mini
        przewodnik po Rzymie
        pozdrawiam
        Maraska
        • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 31.08.05, 09:42
          podążać śladami corriny , haha, nieźle brzmi !! ;))
          Dziś dopiszę do końca, sama jutro wylatuję do Anglii, więc już bym nie miała
          jak.
          pozdrawiam
          Kasia
          • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 01.09.05, 09:27
            No i nie zdążyłam, naprawdę sory !! :(
            Wczoraj miałam w pracy mega sajgon a niebawem wybywam na lotnisko.
            No to już po powrocie ;)

            pzdr
            Kasia
            • gracuuja Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 20.10.05, 14:18
              uuuu straszna szkoda!!! że nie mogę znaleźć tu opisu do końca... bo my właśnie
              w sobote jedziemy na 5 dni... i będziemy mieszkać na campingu ROMA... :D :D

              no ale chociaż początek już mam rozpisany... :)
              • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 20.10.05, 14:28
                Nie traćcie nadziei! - jak powiadają... ;)

                Otórz znalazłam wreszcie moje zaginione notatki i czymprędzej postanowiłam je
                przybrać w więcej słów, zatem poniżej ostatnie 2 dni w Mieście 7 Wzgórz :)

                27.06.2005 poniedziałek

                Postanawiamy odpocząć chwilkę po wczorajszych atrakcjach przy campingowym
                basenie. W efekcie laba przedłuża się i z campingu ruszamy się „w miasto”
                dopiero o 15:00. Co tam – należy nam się !:)
                Ulubionym autobusem 246 docieramy do metra A, przesiadając się po drodze (na
                Termini) w metro B, skąd już tylko chwila do Koloseum. Odstajemy w kolejce
                kilkanaście minut ale idzie całkiem sprawnie. Koszt biletu – 10 EUR.
                Po dogłębnym zapoznaniu się z murami Koloseum w nieludzkiej wprost temperaturze
                (tego dnia następuje chyba kulminacja upału!) postanawiamy coś zjeść, a że
                jesteśmy (pomimo upału) porządnie głodne, lądujemy w położonej bardzo blisko
                Koloseum na ulicy równoległej do San Giovanni in Laterano, restauracji
                oczywiście w sam raz dla turystów, gdzie już od wejścia witają promiennym
                uśmiechem, oferują sto zestawów turystycznych, zdzierając przy tym strasznie
                za „servizio”. Porażka, nie wiem sama, jak to możliwe, że zjadłyśmy tam
                klasyczny zestaw dla wygłodniałego turysty – bruschetta z pomidorami (na
                chlebie w stylu naszego baltonowskiego – tragedia), pizza margarita, mix sałat
                z foliowej torebki (miałam nawet 1 kawałek pomidora) skropiony oliwą i octem.
                Nielada gradka za 9,50… No cóż…
                Po tak wystawnym posiłku udajemy się ulicą San Giovanni in Laterano do Bazyliki
                San Giovanni in Laterano. Okazuje się, że mamy szczęście, bo to ostatnie 30
                min, kiedy Bazylika jest otwarta. Zwiedzamy ją więc skrupulatnie, ale czasu nie
                starcza już na krużganki...Kolejny ściskający za serce akcent – dokładnie jutro
                w tej Bazylice rozpocznie się proces beatyfikacyjny Jana Pawła II…
                Wychodzimy głównym wejściem, a przed Bazyliką rozstawia sprzęt już co najmniej
                kilka stacji telewizyjnych. Przygotowują się na jutro.
                Spędzamy chwilę na ławce przed Bazyliką w przyjemnym cieniu i ruszamy ulicą
                prostopadłą do Via San Giovanni in Laterano prosto do kolejnej Bazyliki – Santa
                Maria Maggiore. Spacer zajmuje kilkanaście minut. Niestety, kiedy docieramy na
                miejsce, słońce jest już schowane za Bazyliką, powoli zachodzi i nie ma mowy o
                dobrych zdjęciach. Samej Bazyliki nie udaje się nam także zobaczyć w środku,
                jest już zamknięta…
                Decydujemy się na cappuccino w kafejce z widokiem na Bazylikę. Oczywiście
                kolejny chybiony pomysł, ponieważ w kieszeni kelnera ląduje 10 EUR za dwie. Nie
                muszę dodawać, że łamiemy konwenanse i siadamy przy stoliku – chyba specjalnie,
                żeby było drożej : )
                Wczesnym wieczorem, kręcąc się po handlowych ulicach pomiędzy Bazyliką a
                Termini, nabywając kilka pamiątek ect, docieramy do metra i wracamy na camping,
                gdzie czeka nas ostatnia noc w ulubionym Barze, pakowanie i sprzątanie.
                • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 20.10.05, 14:33
                  28.06.2005 wtorek

                  Postanawiamy zrealizować plan C dotyczący Muzeów. Okazuje się to strzałem w 10.
                  Dowiadujemy się, że na campingu znajduje się przechowalnia bagażu, gdzie
                  spokojnie można zostawić nasze rzeczy aż do 23:00, gdyby zaszła taka potrzeba.
                  Cena za 1 bagaż to 1 EUR. Po opuszczeniu bungalowu udajemy się więc do
                  przechowalni, zostawiamy wszystko, co zbędne i idziemy na przystanek. Mamy
                  jednak wielkiego pecha. Tracimy dokładnie godzinę w oczekiwaniu na autobus 247,
                  który w ogóle w tym czasie nie przyjeżdża (nie kursuje jedynie w niedziele, a w
                  dni powszednie powinien jeździć co 15 min). W międzyczasie przyjeżdżają chyba 3
                  autobusy 246 i pewnie gdybyśmy wsiadły w pierwszy z nich, straciłybyśmy może
                  maksymalnie 15 min. Chciałyśmy być jednak sprytne i 247 dostać się do samego
                  Watykanu bez konieczności przesiadania się. Wyszło na to, że powinnyśmy wsiąść
                  w pierwszy 246, potem metro, kawałek przejść i przynajmniej nie tkwiłybyśmy jak
                  kołki w płocie na tym przystanku pod campingiem!
                  Porządnie złe wsiadamy więc w czwarty z kolei 246.
                  Okazuje się, że kolejka do Muzeów wygląda dokładnie tak samo, jak w ostatnią
                  niedzielę, czyli kończy się prawie na San Pietro!! To już kończy się prawie
                  łzami w oczach, ale postanawiamy stanąć, przynajmniej żeby zobaczyć, jak idzie.
                  Okazuje się, że idzie zaskakująco szybko! Kolejka praktycznie cały czas porusza
                  się do przodu. W efekcie stoimy tylko 15 minut!
                  Przy wejściu do Muzeów kolejna katastrofa. Okazuje się, że moja
                  współtowarzyszka podróży jest nieodpowiednio ubrana! (ma koszulkę na ramiączka,
                  co jak wiadomo, dyskwalifikuje wejście z powodu Kaplicy Sykstyńskiej). Chwila
                  konsternacji i nagle dostrzegam na drugiej stronie ulicy jakiś sklepik z
                  pamiątkami, gdzie czym prędzej wysyłam koleżankę w celu nabycia czegokolwiek,
                  co zakrywać będzie ramiona (ja oczywiście przezornie się ubezpieczyłam biorąc t-
                  shirt, byłam też przekonana, że ona postąpiła tak samo, biorąc coś do torby).
                  Po chwili wraca odziana w krwiście czerwony t-shirt z fragmentem obrazu Michael
                  Angelo – w sam raz nadaje się właśnie do Kaplicy Sykstyńskiej : ) Wchodzimy.
                  Szczegółowa kontrola jak na lotnisku. Nabywamy bilety za 12 EUR. Warte
                  absolutnie każdej ceny !
                  Uwaga praktyczna - do Muzeów nie można wchodzić w szortach, bluzkach na
                  ramiączkach itp. Tak naprawdę chodzi tylko o Kaplicę Sykstyńską i śmieszne jest
                  nieco to, że sprawdzają dokładnie stroje przed wejściem do całego Muzeum a nie
                  do samej Kaplicy. Tam nikt nie stoi i nie sprawdza i wiele osób koniec końców
                  wchodzi nieodpowiednio ubranych bo na czas zwiedzania samego Muzeum zdejmują to
                  co przed bramkarzami zasłaniało ramiona, kolana itp.
                  Rozpoczyna się nasz galop po Muzeach. W efekcie spędzamy tu 3,5 godziny (mogło
                  być o godzinę więcej, gdyby nie pech na przystanku), co jest jakby liźnięciem
                  lizaka przez szybę. Słowo daję, że dziś to, co pamiętam z Muzeów, to Kaplica
                  Sykstyńska, Stranze Rafaela (i to jedynie jakieś wybrane klatki filmu migają mi
                  przed oczami), obraz Bitwa Pod Wiedniem z Królem Sobieskim (bo znajdował się w
                  Sobieski Room, inaczej pewnie bym w ogóle go przeoczyła, choć był naprawdę
                  wielki). No i oczywiście sala egipska, ale tej bym nie ominęła, bo Egipt to mój
                  konik. No i to tyle pamiętam z naszego galopu. Coś więcej mogłabym odtworzyć ze
                  zdjęć, bo dzięki Bogu, można je robić bez ograniczeń i dodatkowych opłat
                  (oczywiście bez lampy). Ze względu na bardzo ograniczony czas, nie dotarłyśmy
                  do Pinakoteki. Zamiast tego spędzamy kilka minut na poczcie watykańskiej
                  wysyłając ostatnie pocztówki.
                  Żegnaj kopuło Bazyliki. Nie ma szans, żebyśmy dziś tam weszły. A więc do
                  następnego razu.
                  Dochodzi 15:00 a my tracimy bez sensu kolejną godzinę na poszukiwanie jakiejś
                  poleconej mi przez sąsiadkę knajpki, która podobno jest bardzo smaczna i równie
                  tania. Okazuje się jednak, że jej szukanie, choć mam dokładny adres, zajmuje
                  znacznie dłużej, niż przypuszczałam, na dodatek, kiedy w końcu udaje nam się do
                  niej wejść, okazuje się, że w gruncie rzeczy jest to najzwyklejszy barek z
                  włoskim fast foodem! I jak na fast food ceny wcale nie takie zachęcające.
                  Wychodzimy. Szukamy w okolicy czegoś ciekawszego, ale jak na złość, w pobliżu
                  tylko same banki i kilka sklepów. Między innymi mój ukochany Body Shop, w
                  którym wizyty za żadne skarby nie mogę sobie odmówić, i w którym zostawiam
                  niestety aż 80 EUR (!!) , ale kto wie, kiedy nadarzy się kolejna okazja… ? ;)
                  Robi się naprawdę późno, więc w życie wchodzi kolejny spontaniczny plan. Znów
                  rewelacyjny. Jedziemy spod Watykanu na camping. Wysiadamy przy naszej ulubionej
                  Panoramie, gdzie w miarę sprawnie dokonujemy obowiązkowych zakupów. W moim
                  koszyku, który już po chwili waży chyba z 10 kg, lądują kolejno : 2 butelki
                  Chianti (białe i czerwone), acceto balsamino, Pesto (taniutkie jak
                  barszcz, „całe” 1 EUR!), aromatyzowane czosnkiem i bazylią oliwy z oliwek w
                  małych buteleczkach, no i sery, sery, sery ! Prawie kilo parmezanu (ok. 14 EUR
                  za kilo), podobny kawał grana padano i trzeci podobny ser mający w nazwie Roma
                  (dalej nie pamiętam, bo rozpuściła się naklejka z ceną i napis się zmył). No i
                  jeszcze obowiązkowo kilka plasterków Prosciutto, słoik oliwek i suszonych
                  pomidorów w oliwie. Ciekawe, kto to wszystko będzie dźwigał na lotnisko!!
                  Koło 17:00 lądujemy na campingu, do przechowalni dokładam moje ciężkie siaty,
                  wyciągamy natomiast z bagażu kostiumy, ręczniki i coś do łazienki. Prysznic w
                  publicznych łazienkach, i coś co jest nam w tym momencie naprawdę potrzebne po
                  całym tym naprawdę szalonym dniu – ostatnie pół godziny (dosłownie 20 minut) w
                  basenie i jaccuzi! A potem znów prysznic, przebieramy się w coś na podróż,
                  doprowadzamy do stanu używalności i lądujemy, jako pierwsze zresztą w
                  campingowej restauracji, która otwiera swe podwoje o 18:00. Jesteśmy tam
                  dokładnie minutę po : )
                  Mamy maksymalnie pół godziny na wszystko, pan kelner poleca więc jedynie pizzę,
                  jedyna rzecz, jaka może być naprawdę szybko. Niech będzie, bo pizzę naprawdę
                  mają tu boską. Decydujemy się na Alicia – z szynką, parmezanem i rucolą. Pyszna!
                  • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 20.10.05, 14:34
                    sama końcówka to wyścig na lotnisko, i jeszcze jedna nazwyczajna przygoda,
                    którą postaram się opisać w wolnej chwili.
    • Gość: Maraska Rzym sladami corriny - dzien 1 IP: *.zr.univ.gda.pl 20.09.05, 10:20
      Hej
      Nie chce zaczynac nowego watku, wiec podpinam sie pod tym, zreszta i tak w
      temacie:-)
      Bylam, wrocilam..zobaczylam, cale mnostwo, chociaz dopiero teraz stwierdzam ze
      mi malo i chce jeszcze raz, szczegolnie przy tej pogodzie za oknem. Ale
      coz...nic dwa razy sie nie zdarza, trzeba czekac na nastepne wakacje:-)
      Na razie w miare mozliwosci i czasu (z czym ciezko) postaram sie opisac moj
      tydzien w Wiecznym miescie.

      Dzien 1
      Wlasciwie nic sie nie dzialo. Przylecielismy, liniami Centralwings. Z warszawy
      wylecielsimy prawie godzine po czasie a w Rzymi bylismy tylko 10 min pozniej
      niz planowo powinnismy, co do dzisiaj mnie zadziwia:-) Lot bez szczegolnych
      problemow. Na Campino ruch niewielki, wiec szybko poszlo. I faktycznie jak to
      juz bylo omawiane wielokrotnnie warto pojechac autobusem linii Cotral do stacji
      metra A stamtad juz wlasciwie wszedzie do miasta. Bilet na autobus kosztuje 1
      euro a na metro to juz zalezy ile chcecie podrozowac w Rzymie, my kupilismy
      jeszcze na jeden przejazd, dopiero nastepnego dnia na tydzien.
      Nocowalismy w domu peilgrzyma siostr zmartwychwstanek gdzie dotarlismy bez
      problemu,a le ze juz bylo pozno...dla tych co niewiedza to bylam z 1,5
      roczniakiem wiec wieczorne szalenstwa nam odpadaly:-)
      Potem juz tylko kapiel i lulu!

      Dzien 2
      Jeszcze tez przeznaczony na rozruch i orzejrzenia sie po okolicy. najpierw
      musialysmy zlokalizowac jakis supermarket, w miare blisko byl na szczescie,
      przy okazji zeszlo nam troche czasu na zakupach. Jak juz zobacze cos ciekawego
      w sklepach to zapominam o Bozym swiecie:-)
      Chcialysmy dotrzec do Watykanu i grobu Papieza, ale tak nam zeszlo lazenie po
      tych sklepach, ze dotarlysmy owszem ale tylko na plac, tam skwar starszliwy,
      klebiacy sie tlum dookola. troche mnie to zastopowalo, nie bardzo wiedzialam co
      gdzie jak..wystraszylam sie mala dziewczynka w wielkim miescie:-) Mlody
      poganial troche za golabkami, obkupilysmy sie w rozance:-) i coz trzeba bylo
      wracac do siostr na obiad na 13. Obiecalysmy ze bedizemy, wiec nistety to tam
      troche pokrzyzowalo plany. potem juz obiad odkladalysmy na kolacj ewiec bylo
      wiecej czasu.
      po poludniu jeszcze maly spacer do bazyliki sw Jana na Lateranie. piekny
      kosciol, piekne mozaiki, bardzo mi sie podobalo. Oczywiscie trzeba bylo
      poganiac golabki, Mlody zadnemu w Rzymie nie przepuscil. stamtad autobusem do
      Santa Maria Maggiore, tu juz mniej mi sie podobalo. Jakos nie przypadly mi do
      gustu okolice dworca Termini, chociaz sam dworzec calkiem niezly:-)
      A potem juz pedem na kolacje bo siostrzyczki czekaly...trzeba bylo jakos
      przeorganizowac sobie czas bo przy tych poworotach na posilki i drzemkach
      Mlodego to nic bysmy nie zobaczyly a ja juz sie poczulam swojsko i czas bylo
      zaczac dzialac...
      od jutra:-)

      o czym moze pozniej. Przynajmniej skrotowo.
      Acha i nadal jestem ciekawa tego ostatniego dnia w Rzymie corriny bo w koncu go
      nie opisala.
      pozdrawiam
      maraska
      • Gość: Maraska Re: Rzym sladami corriny - dzien 1 IP: *.chello.pl 21.09.05, 21:22
        Corrina sie nie odzywa...coz poczekamy jeszcze... ja na razie tez spasuje bo
        czasu brak ale gdyby ktos byl zainteresowany to dajcie znac.
        pozdrawiam maraska
        • corrina_f1 Re: Rzym sladami corriny - dzien 1 26.09.05, 19:08
          Witam

          Trochę nie zaglądałam na forum, ale ostatnio prawdziwe urwanie głowy :(
          Najgorsze jest to, że... wcięło mi gdzieś kartkę, na której robiłam
          notatki !! :-o
          Kolejne najgorsze, podobną mini relację obiecałam na forum Europa o Londynie,
          który niedawno odwiedziłam a na to z kolei zupełnie brak czasu :-/
          Ale nie tracę sama nadziei, w końcu coś napiszę, aż sama podziwiam siebie za te
          mega długie opowieści egipskie w podpisie... Tylko wtedy miałam ze sobą
          laptopa i pisałam "live", to poniekąd bardzo ułatwia sprawę, ale cóż, nie
          można zawsze jeździć z laptopem...

          Zatem cierpliwości :)

          pzdr
          Kasia

          PS Maraska, cieszę się że wyjazd się udał, to cudowne miasto, nieprawdaż ? :)
          • Gość: Maraska Re: Rzym sladami corriny - dzien 1 IP: *.chello.pl 26.09.05, 22:56
            hej hej
            a juz sie zastanawialam co tez sie stalo z corrina ze sie nie odzywa...dobrze ze
            to tylko brak czasu:-) chociaz sama chcialabym miec go wiecej.
            A co Rzymu to przyznam ze Twoj plan nawet nam sie przydal, chcoiaz zawsze
            jestemt aka indywidualistka i jeszcze potrafie na przekor kombinowac. jak mi
            ktos cos poradzi to ja wlasnie musze inaczje...no zeby bylo inaczej:-)
            Oczywiscie w Rzymie tez troche inaczej, bo z maluchem no i czasu mialysmy
            wiecej...ale po kolei odznaczalam punktu z wydrukowanego opisu.
            Najwiecej problemow mialam z trafieniem do tego parku na Awentynie, skwar sie z
            nieba lal ja widzialam ludzi w srodu a jakos za cho..re nie moglam znalezc
            wejscia:-) w koncu sie udalo. I tam tez, jako ze bylam w sobote widzielismy mase
            slubow. Symaptyczny widok. W tle panorama Rzymu, spokoj, cisza..wymarzone
            miejsce na drzemke Mlodego, tylko nie chcial spac. Siedzialysmy tam 1,5 godziny
            a jak w koncu machnelam reka i wyszlysmy to zasnal zanim zdazylam przejsc na
            druga strone ulicy:-) tak to matka planowala spokoje miejsce do spania:-)
            A co do samego Rzymu..wiesz stwierdzialam ze ja sie chyba robie wybredna... a
            moze to fakt ze w Rzymie juz bylam raz..ale mnie nie powalilo. Owszem byly fajne
            miejsca, urokliwe uliczki..ale jakos na to wszystko patrzylam z dystansem.
            Podobalo mi sie na Zatybrzu, podobalo w okolicach Piazza Navona, podobal park na
            Awentynie (Janikulum wrecz przeciwnie, tragedia!) Ale chyba najbardziej podobala
            mi sie nasza wycieczka do malutkiego miasteczka Tivoli, tam gdzie czuc
            rzeczywisty klimat Wloch, takich jakie mi sie podobaja:-) I jakie tam byly
            pyszne lody...ach.
            A wracajac do mojej wybrednosci, to jakos mnie bardziej teraz interesuja inne
            klimaty, inny swiat, inne cywilizajce kultura..stad marzy mi sie Egipt..chociaz
            powiem szczerze ze teraz juz przed kazdym wyjazdme sie boje ze sie rozczaruje,
            ze bede marudzic. A ja tak uwielbiam podroze...kurcze moze tylko na etapie
            planowania? Moze za duzo serca wkladam w to przygotowanie i potem klapa... ale
            od roku gdzie nie pojade to nic nie wywoluje we mnie zachwytu, jaki jescze dwa
            lata temu... a to mnie frustruje, nie powiem. Tak bardzo chce zeby cos mnie
            powalilo, zebym tchu nie mogla zlapac... Egipt???
            Powiem Ci tylko jeszcze (ale sie rogadalam i to nie na temat:-)) ze mi biura
            szyki popsuly, bo ostatnie lata samoloty z Gdanska (gdzie mieszkam) lataly do
            SES. Wiec bo tym jak przbolalam z ejednak nie Hurghada, nie Luksor i Dolina
            Krolow, jak zapalalam ogromna checia zobaczenia Gory Mojzesza, kanionow i
            krajobrazow Synaju...samoloty poleca ale do Taby, ponad 200 kilosow od SES. Wiec
            albo czeka mnie dojazd tam...albo tu w PL do Warszawy...i chyba wole to drugie.
            Znowu..buuu a to oznacza ze moge i do Hurghady i nie wiem co mam robic!!!!
            ratunku!!!:-)
            wpradzie czasu ejszcze mam sporo, ale sia zabugilam...moze cos doradzisz. Bede
            jechala z 2-latkiem, wiec musze miec w miare fajny hotel, w miare blisko plaze
            (chociaz kawalkiem piaszczysta!), ale tez jakies rafki dla meza do poogladania,
            sa w Hurghadzie???? no i wydaje mi sie ze Hurghada jest bardziej "egipska",
            tubylcza? no i Luksor..o rany..ratunku...
            sorry ze tak na tym forum ale nie moglam powstrzymac slowotoku.
            Gdybys znalalzla chwile to przypomne swojego maila coby juz tu nie mieszac
            bebicka@o2.pl
            naprawde!!! bede wdzieczna:-)
            pozdrawiam
            Maraska
    • Gość: Aga Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja IP: 195.116.5.* 29.09.05, 16:33
      Ja takze bylam w Rzymie na 5 dni, ale tylko zwiedzalam, zwiedzalam a i tak
      zabraklo czasu na wszystko.
      Pozdrawaim.
    • jotcha Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 05.10.05, 17:24
      Na przełomie sierpnia i września też byłam z mężem 5 dni w Rzymie. Wyprawa była
      cudowna i teraz żałuję, że nie robiłam żadnych notatek. Na szczęście nasze
      trasy możemy odtworzyć na podstawie zdjęć i mini-przewodnika, który sobie sami
      sprokurowaliśmy przed wyjazdem.
      Powiem tylko, że zaplanowaliśmy sobie takie trasy, że wieczorami nie mieliśmy
      ochoty nigdzie iść, tak byliśmy zmęczeni. Udało nam się prawie zrealizować plan
      zwiedzania, najbardziej żałuję, że nie dotarliśmy do ust prawdy.

      A teraz kilka naj:

      Najmilej będę wspominać fontannę na Janikulum, w której można było się
      potaplać :))- upał, a woda zimna i jeszcze jaki cudowny widok

      Największym zaskoczeniem i ciekawostką była Piramida, niestety wokół niej
      trwały jakieś prace drogowe i nie było jej widać w pełnej okazałości.

      Największym rozczarowaniem było Circo Massimo - ale można było się w sumie
      spodziewać zarośniętego trawą placu ;)

      Najdłużej szukaliśmy akweduktów - ponieważ mieliśmy beznadziejną mapę
      (wrrr....nie obejmowała w ogóle via Appia Antica, kończyła się w okolicach
      Piramidy, ale kupując ją o tym nie wiedzieliśmy....), to szliśmy pytając się
      mieszkańców (ciężko było się dogadać - my parę słów po włosku, oni parę po
      angielsku)i w końcu ktoś skierował nas do Parku Agrykoli...i rzeczywiście były
      tam ruiny akweduktów - ale co się nachodziliśmy i najeździliśmy to nasze.

      Największa porażka - katakumby. Jak już wspomniałam, mieliśmy beznadziejną
      mapę....a Rzymianie wydawali się mieć średnie pojęcie, jak do katakumb
      trafić....w końcu udało nam się dotrzeć do zespołu S. Callisto - była 17.15,
      katakumby zamknięte. Ale nic to, próbujemy dalej. Wymyśliliśmy sobie, że w
      takim razie to może skorzystamy z archeobusu i sobie przy okazji całą via Appia
      Antica zjedziemy...niestety, w czwartek o 9 bilety były wyprzedane - do dziś
      jest dla mnie zagadką jak archeobus działa...w każdym razie tak się uparliśmy
      na tą via Appia Antica i katakumby, że dotarliśmy tam we własnym zakresie.
      Katakumby S. Sebastiano - 13.45 - zamknięte - siesta - stwierdziliśmy, że
      jednak nie będziemy czekać, to samo było przy kościele Quo Vadis.

      Największe doznanie mistyczne - Bazylika Św. Krzyża w Jerozolimie - relikwia
      krzyża, na którym zmarł Chrystus.

      Największa radość - Muzea Watykańskie i sala egipska - zawsze marzyłam, żeby tą
      kolekcję zobaczyć :)) na szczęście była otwarta...

      Najlepsze jedzenie - prosciutto crudo.

      Najlepsze rozwiązanie komunikacyjne - metro + sieć autobusów i tramwajów +
      bilet tygodniowy

      Widzę że się znowu podpięłam do wątku corriny....i nieoczekiwanie się
      rozpisałam....ale tyle było wrażeń, że nawet wzmianka o Rzymie oznacza potok
      myśli....
      • Gość: Jola Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 18:33
        Jotcho - śliczna relacja ! Dzięki.
        Napisz tylko gdzie jest Bazylika Św. Krzyża - nie mogę jej nigdzie znależć na
        mapie.
        • jotcha Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 06.10.05, 21:26
          hm, właśnie nie jestem pewna, czy to jest kościół czy bazylika. W każdym razie
          włoska nazwa to Santa Croce in Gerusalemme, znajduje sie na Piazza s. Croce in
          Gerusalemme...bardzo blisko S. Giovanni in Laterano - też polecam, w środku w
          głównej nawie są posągi apostołów.
          • Gość: Jola Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.05, 08:23
            Dzięki
    • Gość: driver800@wp.pl Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.06, 21:52
      Witam, bardzo chetnie jakby mi ktoś przesłał mnóstwo info na temat tego Kampingu
      Roma, daleko od Watykanu? Jakie ceny ? w kwietniu an zywioł bez rezewracji
      przenocują 3osoby? No i można sie tam pojawic np o połnocy? (bo przylot na
      Fiumicino około 21-ej), z góry za wszystko dziękuje :D
      • corrina_f1 Re: RZYM W 5 DNI - mini relacja 27.03.06, 09:31
        Prawdziwe mnostwo informacji znajdziesz w wyszukiwarce na tym forum :)
        np.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=206&w=25877236&wv.x=1&a=25877236
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=206&w=23472162&wv.x=1&a=23472162

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka