jnp4
02.09.13, 12:07
Witam, w tym tygodniu wróciliśmy z Madery, myślę że komuś mogą się przydać wskazówki osób które chociażby ze względów finansowych nie mogły sobie pozwolić na wypożyczenie samochodu.
Na Maderę w sumie wybraliśmy się w ostatniej chwili, na ok. 2 tygodnie przed wyjazdem wykupiliśmy wyjazd w TUI, hotel 3* w Funchal ze śniadaniami to koszt ok. 2200zł, za ok. 1950 był hotel na przedmieściach Funchal.
Sam przelot i transfer z lotniska ok, hotel na pierwszy rzut oka nie zrobił dobrego wrażenia, na drugi rzut...też nie:) kategoria hotelu to raczej taki "wczesny Gierek":)
Ale na Maderę nie przyjeżdża się siedzieć ani w Hotelu ani w basenie (i tak bym nie miał odwagi to niego wejść:)), więc machnęliśmy na to ręką.
Pierwszy dzień po śniadaniu(też pominę milczeniem) obraliśmy kierunek na Funchal, mały spacer po promenadzie i od razu kierunek na Monte, oczywiście nie tak jak wszyscy kolejką a autobusem 21.Trzeba wspomnieć że generalnie gdzie na maderze nie poruszasz się autobusem to widoki z takiego przejazdu są niesamowite.
Na Monte mały spacer, wizyta kościółka(nic specjalnego poza widokiem który się rozpościera spod jego bram), a następnie wizyta najbardziej chyba znanym tam parku Jardim Tropical.
Na wejściu otrzymujemy mapę ogrodu, z zaznaczonymi do wyboru trasami przyrodniczą, artystyczną bądź zmiksowaną, my oczywiście poszliśmy jeszcze inną, w kawiarni niedaleko punktu widokowego za kupon z biletu otrzymuje się kielicha wina.
Sam ogród robi bardzo pozytywne wrażenie i zdecydowanie jest wart polecenia.
Po wyjściu z ogrodu kierujemy się w stronę kolejki, bo tuż za jej stacją rozpoczyna się droga do levad: Dos Tornos oraz Bom Sucesso która prowadzi w stronę Funchal i na którą się kierujemy.
Levada oraz prowadząca do niej trasa jest słabo uczęszczana, przez całą trasę napotkaliśmy raptem 4 osoby, jednak bardzo polecamy ten sposób zejścia z Monte, widoki niesamowite, wspaniała cisza dookoła, morze kaktusów na końcu trasy.
Warto napisać co jest oczywiste, na każdą trasę na Maderze konieczne są buty trekkingowe w przeciwnym razie można sobie zrobić sobie krzywdę.
Levada kończy się na wysokości ogrodu Jardim Botanico, można wejść lub zjechać autobusem do Funchal co też zrobiliśmy, w samym Funchal zobaczyliśmy jeszcze targ Mercado des Lavradores (szału nie było, strasznie nagabwyjący sprzedawcy) oraz stare miasto, gdzie dla odmiany atakują zapraszający do restauracji.
My upatrzyliśmy sobie jeden Snack Bar gdzie za 10E można było się najeść ichniejszymi Fast fordami.
Wieczorem starczyło jeszcze sił na kąpiel w oceanie, w części hotelowej Funchal jest chyba jedno bezpłatne kąpielisko, ale całkiem przyjemne do tego na wodzie jest jakby taka plastikowa wysepka na którą można wejść i leżeć.
Drugi dzień zaczynamy od wycieczki na Cabo Girao, autobus 139 w kierunku Porto Moniz, jako że większość autobusów omija trasy szybkiego ruchu a jeździ przez wszystkie wioski, a na dalszych kierunkach nie jeżdżą zbyt często, to generalnie są one często zatłoczone mieszanką turystów i miejscowych odmian moherowych berecików które w tym akurat przypadku całkiem przypominały naszą odmianę.
Trochę nie za bardzo wiedzieliśmy gdzie wysiąść, na szczęście siedzenie przed nami zajmowali inni Polacy którzy nas poratowali informacją.
Od przystanku na klif trzeba jeszcze zrobić ok. kilometra z buta, sam klif z przeszkloną podłogą nawet fajny, trochę tłok ale byliśmy chyba jedyni którzy przyjechali komunikacją, nie każdy miał odwagę wejść na przezroczystą podłogę.
Wiedzieliśmy ze z Cabo Girao jest piesza droga do Camara de Lobos, jednak ciężko było ją znaleźć, nieopodal jest kilka ośrodków hotelowych, w jednym z nich Pani z recepcji była na tyle miła że wskazała nam trasę (szukajcie białego domku przy drodze, tuż obok niego są schody).
Nie wiem czy ta droga jest używana przez turystów ale jeżeli nie to jak ktoś lubi omijać turystyczne szlaki to polecam znalezienie tej drogi.
Widoki jak i sama droga niesamowite, z lewej strony rozpościera się kapitalna panorama, następnie idziemy przez plantacje warzyw oraz owoców aż w końcu chyba przeszliśmy przez czyjeś podwórko mijając kozy jednak właściciele domku obok którego przechodziliśmy tylko się do nas uśmiechali, warto jeszcze wspomnieć że normalnym jest tam trzymanie psów na dachach domów, nas zadziwił jeden kundelek który biegał dookoła całego dachu nie zważając na to że dach co tu dużo mówić nie był całkiem płaski, po dojściu do ulicy nie było pewności czy iść dalej w dół czy ulicą, my poszliśmy ulicą, minęliśmy stację kolejki górskiej, i do samego Camara de Lobos szliśmy ulicą, choć tu niestety kawałek był jeszcze spory.
Samo miasteczko, nieduże i ładne, takie bardziej dla turystów co to zwiedzają samochodem czy wycieczką, warto z plaży wejść schodami na górę, minąć (nieczynną) restaurację W. Churchilla, iść prosto promenadą.
Z C.de Lobos autobusem wracamy do Funchal gdzie standardowo dzień kończymy kąpielą w oceanie.
Dzień 3 to wycieczka do Porto Moniz, znów autobus 139, znów trochę babć, choć tym razem spokojniej.
Autobus na Porto Moniz jedzie ok. 3 godzin, ale trzeba przyznać że widoki są niesamowite.
Przy okazji poznaliśmy przewodniczkę z Anglii która opowiadała nam (i nie tylko) o tym co zobaczyć itp.
W Porto Moniz zaliczamy standard czyli najpierw akwarium, małe ale ciekawe, duże akwarium przed którym można posiedzieć robi wrażenie, przy brzegu można pokręcić po kliku trasach między skałami, aczkolwiek nie zaglądać w niektóre zbyt głęboko bo można znaleźć miejsca gdzie niektórzy postanowili przyoszczędzić na toalecie.
Na koniec oczywiście wizyta w skalnych basenach, wstęp płatny, woda oczywiście zimna jak w całym oceanie ale znośna, fale rozbijające się o brzeg robią super wrażenie, warto wziąć ze sobą przynajmniej zwykłe okularki do pływania lub zestaw do nurkowania i trochę pokręcić się między skałami.
Powrót autobusem 80 który jedzie inną trasą jednak już nie tak ciekawą jak w pierwszą stronę.
Kolejny dzień to wyprawa na najbardziej znaną levadę na maderze czyli 25 fontann.
Tam niestety nie ma możliwości dotarcia komunikacją publiczną, zmuszeni więc byliśmy wykupić wycieczkę w miejscowym biurze podróży.
Zbytnio nie przeglądając w ofertach wzięliśmy niemal pierwszą z brzegu-cena 30E.
Plus taki że rano pod hotel zajeżdża busik, w środku przewodnik, przedstawił się jako Louis, oprócz nas byli jeszcze Rosjanie, Francuzi, Niemcy i rodzina z Polski, każdy miał do wyboru język w którym mógł słuchać przewodnika, tak więc każde zdanie słyszeliśmy po Angielsku, Francusku oraz Niemiecku.
Sam dojazd na levadę to super sprawa, kręte drogi na ogromnej wysokości, jazda dosłownie w chmurach oraz…..krowy na zboczach.
Sama levada dość ładna, w miarę prosta do przejścia, ludzi sporo, po dotarciu do wodospadu Louis mówi żeby nie iść na drogę która prowadzi na lewo, my poszliśmy i też mówimy:nie idźcie tam
Po drodze czasem się zatrzymujemy oglądamy widoki i dowiadujemy się jak tu pięknie ale na wiosnę to dopiero jest tu niesamowicie, że tam i tam jest taki a taki wodospad, ale tylko na wiosnę.
Plusem wykupionej wycieczki było to że nie musieliśmy wracać na miejsce skąd wyruszyliśmy a poszliśmy trasą gdzie ludzi było znacznie mniej, pokonując kilometr tunelem, oprócz nas prawie nikt nie zaopatrzył się w latarki przez co mieli trochę problemów z pokonaniem tunelu.
Na końcowym odcinku drzewa eukaliptusa oraz oregano rosnące przy skałach.
Na końcu trasy czekał busik i inną trasą odwiózł nas pod hotel.
Poniedziałek czyli kolejny dzień to wg. mnie najciekawsza wyprawa i zarazem chyba najbardziej niedoceniana wyprawa przez przewodniki czyli wycieczka do Ponto de Sao Laurenco.
Autobusem nr.113 korporacji SAM jedziemy na ostatni przystanek do Baia d`abra.
Nieopodal znajduje się wejście na trasę, przejście w jedną stronę powinno zająć ok. 2 godzin, zależy od kondycji.
Przez całą drogę dominuje krajobraz jak z księżyca, za wyjątkiem widoków na fale oceanu rozbi