r.richelieu
15.07.04, 13:38
Każde miejsce, miasto, miasteczko, wieś, ma obiekty (czy tylko materialne?)
które się kojarzą z tym miejscem wszystkim. Są jednoznacznie wskzujące na
miejsce jak warszawska syrenka czy krakowski lajkonik. W dużym mieście to
foldery reklamowe tworzą obraz symbolu w umyśle społecznym, a co z
miejscowościami małymi, a co z uliczkami w dużym mieście. Też są jeśli je
zinternalizujemy, jeśli to nam będą się kojarzyć i jeśli to my nadamy im
współczynnik humanistyczny.
Czy osobiste symbole znane siatce niewielu ludzi są zdolne przebić się dla
delikwenta percypującego, pojedynczego i być może osamotnionego w swoim
guście, wobec ataków zewsząt symboli wszystkich, ogólnie znanych, ocno
reklamowanych materialnie lub przechodzących pocztą pantoflową od ust do ust
od Japonii do Alaski tak, że nikt nie ma wątpliwości. Czy wątpliwości
pojedynczego nie są narażone? Bo przecież jego własny osobisty symbol i
miejsce znaczeniowe jest tylko jego, tak jak mieszkanie, jak ulubiona
karuzela w ciasnym podwórzu jak piekarnia z czasów dzieciństwa do której
biegał codziennie o szóstej.
Co wpływa na to, że własne symbole zaczynamy traktować honorniej niż te
wielkie i popularne.