zlewozmywak1
15.01.04, 10:19
Junior sie zmienia. To juz nie ten sam koleżka uśmiechajacy sie dookoła
zawsze i wszedzie. Scharakterniał nam chłopczyna. Jak ma doła to potrafi
ryczeć nawet z powodu kiwniecia polacem. Co widze u siebie to , że obrazki z
mego wczesnego dzieciństwa przelatuja przeze mnie i pamietam, jak w chwilach
mojego niezrozumiałego focha, gdy miara sie przebierała ojciec potrafił
stłuc. Nie powielam, o nie. Raczej obojetnieje. Małemu samo przechodzi.
Kwestia czasu. Ciekawa jest relacja miedzy nami chłopakami. Najlepszy jestem
do triali i czelendżów fizyczno sprawnosciowych. Do tulenia i głaskania
zupełnie sie nie nadaję. To ciekawe bo nigdy nie dałem mu znać ze nie ze mną
te numery. Ale majac do wyboru mnie albo matke wybierze ją. Oczywiście w
chwili gdy jesteśmy tylko we dwóch tez zastępczo nadaję sie do tego. Tęskni
za mamą przede wszystkim. Troche mnie to czasem drażni. Nie z zazdrości, ale
z uciazliwości. Dlaczego jego płacz czy, w ogóle płacz dziecka bywa problemem
dla otoczenia. Czy to nie to samo co muchy w nosie u dorosłych i najlepiej
zlewke zrobić. Czy tez, jak to widzę, usilnie gasić ten dzieciecy pożar
nieprzyjemnych uczuć?