juz-jesien
26.10.09, 09:50
Za mąz wyszłam w wieku 21 lat i wyjechałam za mężem z rodzinnego
miasta na drugi koniec Polski.Taką miał pracę,kilka razy musieliśmy
zmieniac miejsce zamieszkania,miasto.Urodziły sie dzieci i całe moje
życie kręciło sie tylko dookoła nich.Nigdy nie pracowałam.Finansowo
powodziło nam sie dobrze.I właściwie pod każdym względem
dobrze.Życie rodzinne mamy udane,dzieci zdrowe i madre,większych
kłopotów na szczęście brak.Ale ja czuję,ze mam już dosyć.Od niedawna
znowu mieszkamy w innym mieście.Pomijam brak znajomych,przyjaciól
itd.To można znaleźć .Największym problemem dla mnie jest moja
bezczynność.Mieszkamy w małym mieście,gdzie bezrobocie jest ogromne
i szans na pracę mało.A ja tak bardzo chciałabym pracować.I tu
zaczyna sie problem.Mam 35 lat,żadnego doświadczenia zawodowego i
bardzo się tego wstydzę.Od jakiegos czasu bo kiedyś mi to nie
przeszkadzało,ale pewnie z wiekiem człowiek inaczej patrzy na
życie.Wychowałam dzieci,odwaliłam kawał dobrej roboty i mam dużo
siły i zapału a tu bęc.Wypadłam z rynku całkowicie,bo kto przyjmie
do pracy 35-latkę bez żadnego stazu i doświadczenia.Nawet nie umiem
rozmawiać z potencjalnym pracodawcą bo niby o czym.Czuję,że
zdziczałam do reszty.Poskładałam podania tu i tam ale nikt nigdy nie
zadzwonił.Zresztą się nie dziwię.Przecież nic konkretnego nie umiem.
Czuję się jak w złotej klatce a nadmiar czasu jest powalający.W
dodatku nie wiem,czy za 2-3 lata znowu nie czeka nas
przeprowadzka.Na razie,żeby całkowicie nie oszaleć podjęłam
studia.Pewnie tylko dla samej siebie,bo kiedy je skończe będę 40-
letnią kobieta bez stażu pracy.Czuję sie beznadziejna,nic nie warta
i mam cholernie małe poczucie własnej wartości.I nie mogę zrozumiec
mojego męża kiedy patrzy ma mnie z taką miłością w oczach.
To tyle.Chcialam sie tylko wygadać.