Dodaj do ulubionych

Odbudować zaufanie-warto?

IP: 217.173.200.* 04.08.04, 17:52
Jak odbudować zaufanie w sobie samym do osoby, która była nam bliska, a która
oszukała/okłamała/zdradziła, jednym słowem była nieuczciwa i nielojalna? Czy
można odbudować zaufanie takie jak dawniej? I czy warto zaufać takiej osobie?
Jak pokonać niepewność, wewnętrzny lęk? Jak długo trzeba czekać żeby ból
minął, lęk? I czy rzeczywiście to wszystko mija z czasem czy jednak juz na
zawsze pozostanie gdzieś tam niepewnośc i bolesne miejsce jak zrośnięta
blizna? Co zrobić, by znów być uśmiechniętym, pełnym ufności i wierzyć w
ludzi, a nie stać się zgorzkniałą, doświadczoną kobietą, która nigdy nie
zaufa nikomu? Jak odzyskać dawną niewinność? Czy to możliwe?

Ale mnie dzisiaj wzięło na pytania:)
pozdrawiam
kasik
Obserwuj wątek
    • Gość: mi Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 18:39
      to się uda ale z inna osobą
    • siedemm Re: Odbudować zaufanie-warto? 04.08.04, 19:31
      > Jak odbudować zaufanie w sobie samym do osoby, która była nam bliska, a która
      > oszukała/okłamała/zdradziła, jednym słowem była nieuczciwa i nielojalna?

      Zastanawiam się właśnie nad tym, mam taki właśnie problem....
      To jest strasznie trudne... żal do tej osoby pozostał...
      Sympatia jest, ale ograniczona...


      Czy
      > można odbudować zaufanie takie jak dawniej? I czy warto zaufać takiej osobie?
      > Jak pokonać niepewność, wewnętrzny lęk? Jak długo trzeba czekać żeby ból
      > minął, lęk?

      Sama się zastanawiam...

      I czy rzeczywiście to wszystko mija z czasem czy jednak juz na
      > zawsze pozostanie gdzieś tam niepewnośc i bolesne miejsce jak zrośnięta
      > blizna?

      Zostanie.


      Co zrobić, by znów być uśmiechniętym, pełnym ufności i wierzyć w
      > ludzi, a nie stać się zgorzkniałą, doświadczoną kobietą, która nigdy nie
      > zaufa nikomu?

      Eeeee, doswiadczeń z jedną osobą nie można przelewać na inne...
      Z drugą osobą może się udać.... czemu od razu gorzknieć?


      > Jak odzyskać dawną niewinność? Czy to możliwe?

      z tym to akurat nie mam problemu....byłam niewinna, jestem niewinna, będę
      niewinna, niezależnie od tego jak winny jest świat:)


      >
      > Ale mnie dzisiaj wzięło na pytania:)
      > pozdrawiam
      > kasik

      całkiem sensowne pytania
    • iwan_w Re: Odbudować zaufanie-warto? 05.08.04, 10:08
      Gość portalu: kasik napisał(a):

      > Jak odbudować zaufanie w sobie samym do osoby, która była nam bliska, a która
      > oszukała/okłamała/zdradziła, jednym słowem była nieuczciwa i nielojalna? Czy
      > można odbudować zaufanie takie jak dawniej?

      Tu nie może być prostej odpowiedzi. Dlaczego była bliska i jak bardzo, a
      dlaczego oszukała i w jaki sposób? To coś jednostkowego, wyjątkowego, czy coś,
      co głębiej tę osobę charakteryzuje? Jakie są w związku z tym racjonalne
      rokowania na przyszłość odnośnie jej zachowania? Powinnaś to przemyśleć.


      I czy warto zaufać takiej osobie?
      > Jak pokonać niepewność, wewnętrzny lęk? Jak długo trzeba czekać żeby ból
      > minął, lęk? I czy rzeczywiście to wszystko mija z czasem czy jednak juz na
      > zawsze pozostanie gdzieś tam niepewnośc i bolesne miejsce jak zrośnięta
      > blizna?

      Moim zdaniem to drugie. Co więcej, zawiedzione zaufanie w stosunku do jednej
      osoby przekłada się na relacje z innymi. Kilka przykrych doświadczeń i zmienia
      się obraz świata. Inaczej postrzegasz ludzi. Ale mówię w tej chwili bardziej o
      sobie, niż o Tobie. Nie znam Cię. Wiele zależy od skali, siły doznanej krzywdy,
      dotychczasowych doświadczeń, Twojej wrażliwości, Twojego charakteru...

      W każdym razie, życzę szybkiego wyjścia na prostą:)

      P.s.
      Dużo masz przyjaciół?


      Co zrobić, by znów być uśmiechniętym, pełnym ufności i wierzyć w
      > ludzi, a nie stać się zgorzkniałą, doświadczoną kobietą, która nigdy nie
      > zaufa nikomu? Jak odzyskać dawną niewinność? Czy to możliwe?
      >
      > Ale mnie dzisiaj wzięło na pytania:)
      > pozdrawiam
      > kasik
      • Gość: kasik do iwana-_w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.04, 14:45
        Była bliska, to był jedyny, najwspanialszy facet, którego pokochałam pierwszą,
        niewinna miłością. Bylismy razem 13 lat(10 lat małżeństwa). Był najwazniejszy.
        Był zawsze(?)uczciwy, szczery, aż do bólu, wciąż mówił o zaufaniu, nie mogłam
        uwierzyć, gdy odkryłam,ze od roku kłamie w żywe oczy, oszukuje, kocha się ze
        mną spotykając jednocześnie z inną itd. To był szok. Czy on się tak zmienił czy
        ja czegoś nie dostrzegłam? Mam teraz jego obietnicę zerwania tej znajmości,
        ratowania naszego małżeństwa, ale czy można mu teraz ufać? Chcę wierzyć w jego
        obietnice, chęć naprawienia, ale...niepokój i podejrzliwość nadal są, nie umiem
        się ich pozbyć, a one tak rujnują życie:( Kocham go, ale czy miłość, tak
        kopnięta w przysłowiową d...wystarczy, by zaufać znów, wybaczyć?
        Nie ufałam ludziom nigdy za bardzo, byłam raczej ostrożna, to była jedyna
        osoba, która mnie tak naprawdę poznałą, przed którą się tak otworzyłam. A teraz
        dzięki temu wie jak uderzyć, gdzie będzie najbardziej bolało. I wiem, ze jednak
        nie warto ufać innym. Nie tak bardzo. Boję się , ze nie zapomnę, że nie dam
        rady. Jestem w stanie zrozumieć, ze w związku było nie tak, itd.,(Choć tzreba
        było o tym rozmawiać ze mną a nie z inna.), ale nie wiem czy wybaczę
        kiedykolweik to kim ona jest. Ona to osoba, która kiedyś mnie skrzywdziła i on
        te rany leczył, a teraz....Teraz on zaczyna zastanawaić sie czy wtedy było
        naprawdę tak jak ja mówiłam, bo ona mówi inaczej. Myślałam, ze zawału dostanę
        jak mi to powiedział! I chyba go bawi ta cała sytuacja, ze życie "jest takie
        figlarne".
        Mam przyjaciół, ale przyjaciele niewiele mogą. Wysłuchają, poradzą, pogadają,
        ale ja muszę wrócić do domu, w którym jest osoba, która jeszcze kochasz, ale
        się jej boisz, boisz się cokolwiek powiedzieć i boisz sie tego co ona mówi, bo
        wszystko wydaje ci się atakiem lub ironia. Na widok której szarpie cię w
        srodku, czujesz obrzydzenie do niej, a jednoczęsnie tak bardzo chcesz się
        przytulić, usłyszeć miłe słowo. Obłęd! I to ja sama muszę się uporać z tym
        bólem i wybaczeniem, a nie wiem czy dam radę.

        pozdrawiam
        kasik
        • Gość: monika Re: do iwana-_w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 16:19
          pewnie niewiele Ci to pomoże, ale jak czytam to co piszesz to tak jakby o mnie:

          > A teraz dzięki temu wie jak uderzyć, gdzie będzie najbardziej bolało.

          > I chyba go bawi ta cała sytuacja, ze życie "jest takie figlarne".

          > ale ja muszę wrócić do domu, w którym jest osoba, która jeszcze kochasz, ale
          > się jej boisz, boisz się cokolwiek powiedzieć i boisz sie tego co ona mówi,
          > bo wszystko wydaje ci się atakiem lub ironia. Na widok której szarpie cię w
          > srodku, czujesz obrzydzenie do niej, a jednoczęsnie tak bardzo chcesz się
          > przytulić, usłyszeć miłe słowo.

          doskonale Cię rozumiem, bo przeżyłam to samo...

          nie jesteśmy już razem....... nie wytrzymasz...
        • iwan_w Re: do iwana-_w 07.08.04, 13:36
          Gość portalu: kasik napisał(a):

          > Była bliska, to był jedyny, najwspanialszy facet, którego pokochałam
          pierwszą,
          > niewinna miłością. Bylismy razem 13 lat(10 lat małżeństwa). Był
          najwazniejszy.
          > Był zawsze(?)uczciwy, szczery, aż do bólu, wciąż mówił o zaufaniu, nie mogłam
          > uwierzyć, gdy odkryłam,ze od roku kłamie w żywe oczy, oszukuje, kocha się ze
          > mną spotykając jednocześnie z inną itd. To był szok. Czy on się tak zmienił
          czy
          >
          > ja czegoś nie dostrzegłam?


          Nikt tutaj nie może odpowiedzieć Ci na to pytanie. Refleksja, jaka przychodzi
          mi do głowy, jest taka, że 13 lat w związku to naprawdę dużo. Chyba
          wystarczająco dużo, żeby móc tę drugą osobę poznać.



          Mam teraz jego obietnicę zerwania tej znajmości,
          > ratowania naszego małżeństwa, ale czy można mu teraz ufać? Chcę wierzyć w
          jego
          > obietnice, chęć naprawienia, ale...niepokój i podejrzliwość nadal są, nie
          umiem
          >
          > się ich pozbyć, a one tak rujnują życie:(


          Właśnie, jego deklaracje. Dlaczego chce ratować wasz związek?

          Pytanie, które nasuwa mi się tutaj, jest takie: jaki był charakter relacji
          łączących go z tamtą osobą, na ile były one trwałe i głębokie, na czym się
          opierały (seks? coś więcej? coś znacznie więcej?). I - właśnie - czy to czas
          przeszły? Czy te relacje uległy zerwaniu?

          Dlaczego chce być dalej z Tobą? Dlatego, że Cię kocha? Nie napisałaś nic, czy
          macie dziecko/dzieci.

          I czy dużo czasu upłynęło, odkąd się dowiedziałaś? Na ile to, o czym piszesz,
          jest raną świeżą?


          Kocham go, ale czy miłość, tak
          > kopnięta w przysłowiową d...wystarczy, by zaufać znów, wybaczyć?

          Czy jesteś pewna swojego uczucia? Trudno jest mi wyobrazić sobie przyjaźń
          nawet, a co dopiero miłość pozbawioną wzajemnego, całkowitego zaufania... Ale
          to tylko moje zdanie...

          A wybaczyć nie oznacza wcale: zaufać. Wybaczyć możesz, a zaufanie być może nie
          wróci...


          > Nie ufałam ludziom nigdy za bardzo, byłam raczej ostrożna, to była jedyna
          > osoba, która mnie tak naprawdę poznałą, przed którą się tak otworzyłam. A
          teraz
          >
          > dzięki temu wie jak uderzyć, gdzie będzie najbardziej bolało. I wiem, ze
          jednak
          >
          > nie warto ufać innym. Nie tak bardzo. Boję się , ze nie zapomnę, że nie dam
          > rady. Jestem w stanie zrozumieć, ze w związku było nie tak, itd.,(Choć tzreba
          > było o tym rozmawiać ze mną a nie z inna.), ale nie wiem czy wybaczę
          > kiedykolweik to kim ona jest. Ona to osoba, która kiedyś mnie skrzywdziła i
          on
          > te rany leczył, a teraz....Teraz on zaczyna zastanawaić sie czy wtedy było
          > naprawdę tak jak ja mówiłam, bo ona mówi inaczej. Myślałam, ze zawału dostanę
          > jak mi to powiedział! I chyba go bawi ta cała sytuacja, ze życie "jest takie
          > figlarne".

          Nie przywiązuj zbyt dużej wagi do pojedynczych słów. Jaki był kontekst
          emocjonalny tego, co powiedział? Może zostały rzucone w złości, w trakcie
          kłótni? Czy on rzeczywiście jest przekonany co do ich słuszności?

          I - ważne pytanie - dlaczego on to zrobił? Jaka była jego motywacja w świetle
          tego, o czym wspomniałem wcześniej, a mianowicie charakteru relacji, które
          łączyły go z tamtą osobą? Nadmieniłaś, że coś tam między wami mogło być nie
          tak... Czegoś mu brakowało? Co było nie tak? Czy będziecie to w stanie zmienić
          w razie podjęcia próby ratowania waszego związku?

          Rozmawiałaś z nim całkowicie otwarcie i w na tyle spokojnej, niewybuchowej
          atmosferze, na ile to możliwe? Podkreślam, całkowicie otwarcie?


          > Mam przyjaciół, ale przyjaciele niewiele mogą. Wysłuchają, poradzą, pogadają,
          > ale ja muszę wrócić do domu, w którym jest osoba, która jeszcze kochasz, ale
          > się jej boisz, boisz się cokolwiek powiedzieć i boisz sie tego co ona mówi,
          bo
          > wszystko wydaje ci się atakiem lub ironia.

          Wiem, znam to...

          Na widok której szarpie cię w
          > srodku, czujesz obrzydzenie do niej, a jednoczęsnie tak bardzo chcesz się
          > przytulić, usłyszeć miłe słowo. Obłęd! I to ja sama muszę się uporać z tym
          > bólem i wybaczeniem, a nie wiem czy dam radę.
          >
          > pozdrawiam
          > kasik


          Strasznie ciężko jest Ci cokolwiek radzić, tym bardziej, że nie czuję się
          specjalistą (nie jestem ani psychologiem, ani nie mam za sobą tak długotrwałego
          związku, nadszarpniętego tym, co się nazywa zdradą). Musisz samodzielnie,
          chociaż przy wsparciu przyjaciół (którzy znają was i waszą sytuację najlepiej)
          uporać się ze swoją przeszłością i przyszłością. Nie sugeruj się zanadto tym,
          co przeczytasz tutaj na forum, zwłaszcza prostymi odpowiedziami typu: warto,
          nie warto. To odpowiedzi udzielane na bazie cudzych myśli i doświadczeń, które
          mogą nie przystawać do Twoich.


          Ale, czytać warto. Jest na tym forum wiele wątków o zbliżonej tamatyce,
          poszukaj. Wpisz w wyszukiwarce "zdrada", "zaufanie".

          O zaufaniu rozmawialiśmy kiedyś również tutaj, w moim wątku (autoreklama!;)):

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=12788441&a=12825361
          Może coś Ci się przyda?:) Jestem tam trochę o tym, czy warto ufać i co to daje
          zarówno nam, jak i innym.

          Jeżeli chodzi o mnie, myślę, że nie potrafiłbym powtórnie zaufać. Ale innym
          wolę radzić ostrożnie, aby przynajmniej spróbowali...


          Acha, i jeszcze jedno. Skierowałaś swoją szerszą (niż w liście rozpoczynającym
          wątek) wypowiedź tylko do mnie, nie każdy może ją przeczytać. Może byłoby
          sensowne założyć nowy wątek, rozpoczynając go od tej wypowiedzi właśnie?
          Prawdopodobnie byłby szerszy oddźwięk. A co kilka głów, to nie jedna, a już
          zwłaszcza taka, jak moja...;)


          Pozdrawiam:))
          • Gość: kasik Re: do iwana-_w IP: 217.173.200.* 08.08.04, 22:45
            1. 13 lat to dużo, prawda. Myślałam,ze znam mojego mężą, okazało się , ze nie,
            bo mu się wartości zmieniły. NAsze śwatopoglądy jakoś się rozbiegły(tzn moje
            zostały te same, jego się zmieniły o 180 stopni)
            2. Nie wiem. Niby chce ratować, ale jednocześnie ciągle straszy mnie rozwodem.
            3. Mówi, ze nie jest pewny czy mnie jeszcze kocha, chce wierzyć, ze jeszcze coś
            miedzy nami jest. Mamy dzieci , dwójkę.
            4. Dowiedziałam się dwa miesiace temu i jeszcze boli.
            5. Juz niczego nie jestem pewna. Kilka miesięcy temu byłam pewna, ze go kocham,
            tylko z nim chcę być, a teraz, nie wiem... Jego wątpliowści udzieliły sie i
            mnie. I w jakis sposób straciłam "niewinność" zaczęłam widzieć, ze w świecie
            lepiej być wyrachowanym, w jakiś sposób dał mi "przyzwolenie" na zdradę. Kiedyś
            było dla mnie nie do pomyślenia rozmawianie, spotykanie się na kawę z innym
            męzczyzną, a teraz...Nie widzę już w tym nic złego, nie wstydzę, się juz, ze
            jakis facet mi się podoba, ze czuję na jego widok podniecenie, itd. Coś sie we
            mnie zmieniło. I to chyba na gorsze. Teraz wiem dlaczego zranieni ludzie staja
            sie czasem potworami.
            6. Nie było ostatnio miedzy nami super. moja najlepsza przyjaciólka jest chora
            (rak, ciągłe przerzuty), od trzech lat krąże między swoim miastem a Warszawą,
            jeżdzac do niej , opiekujac się nią po chemiach i jej synem. Byłam wyczerpana,
            zmęczona psychicznie i fizycznie, ciagle żyłam w strachu, ze strace tak bliską
            mi osobę(jest ode mnie dużo starsza, zastępowała mi matkę przez 15 lat). I
            właśnie jak na ironię dwa miesiace temu(tydzień przed tym jak dowiedziałam się
            o mężu) okazało się, ze odstawili jej lekarstwo(ostatnia deskę ratunku) i to
            koniec. Nagle stanęłam przed sytauacją gdy moge od razu stracić dwie osoby
            które kocham. Ale mój mąż ma to w nosie, nie lubił jej i właściwie cieszy sie,
            ze to koniec, NAwet ostatnio nie chciał żebym pojechała do niej, bo my, nasze
            małżeństwo...Nie pojechałam. Bo powinnismy być teraz razem, a poza tym boję się
            go zostawić...Ale jednocześnie mam potworne wyrzuty sumienia, choć ona to
            rozumie. Wiem, ze ostatnio nie poświecałam mu zbyt dużo uwagi, ale w
            małzeństwie mozna chyba takie rzeczy zrozumieć? I nie miałam żadnego wsparcia
            od niego w tej sytuacji. I właściwie zastanawiam się, czy je nie miałam również
            powodów by znaleźć kogoś kto by zrozumiał, dał wsparcie, porozmawiał ze mną,
            ale nie ja wciąż liczyłam, zę on zrozumie, pomoze. NAiwna. A on poszukał
            kolezanki, która mu zapełniała czas. gdy żona harowała przy chorej koleżance i
            wypłakiwała oczy ze strachu.
            7. Rozmawiamy cały czas. Podjęliśmy próbe ratowania zwiazku, ale nie wiem co z
            tego wyjdzie. On dał nam rok, potem odejdzie.

            kasik
            • iwan_w Re: do iwana-_w 10.08.04, 18:52
              Gość portalu: kasik napisał(a):

              > 2. Nie wiem. Niby chce ratować, ale jednocześnie ciągle straszy mnie
              rozwodem.
              > 3. Mówi, ze nie jest pewny czy mnie jeszcze kocha, chce wierzyć, ze jeszcze
              coś
              >
              > miedzy nami jest. Mamy dzieci , dwójkę.


              O dzieci pytałem z dwóch powodów. Po pierwsze, ich dobro ma też prawdopodobnie
              na względzie Twój mąż deklarując wolę ratowania małżeństwa. I teraz pytanie -
              na ile zależy mu na dzieciach, a na ile na Tobie...? A po drugie, sytuacja
              dzieci też może mieć wpływ na Twoją decyzję.

              To, że straszy Cię rozwodem, chyba jeszcze nie podważa szczerości jego
              deklaracji dotyczących utrzymania związku... Prawda?

              > 4. Dowiedziałam się dwa miesiace temu i jeszcze boli.

              Na moje oko dwa miesiące to nie jest dużo, tym bardziej, że wydajesz się być
              wrażliwą osobą. Wraz z upływem czasu i uspokojeniem emocji zmienia się optyka
              postrzegania zdarzeń, za jakiś czas być może nieco inaczej będziesz oceniać
              swoją sytuację, będziesz miała inne, spokojniejsze spojrzenie. Może warto
              poczekać?


              > 5. Juz niczego nie jestem pewna. Kilka miesięcy temu byłam pewna, ze go
              kocham,
              >
              > tylko z nim chcę być, a teraz, nie wiem... Jego wątpliowści udzieliły sie i
              > mnie. I w jakis sposób straciłam "niewinność" zaczęłam widzieć, ze w świecie
              > lepiej być wyrachowanym, w jakiś sposób dał mi "przyzwolenie" na zdradę.
              Kiedyś
              >
              > było dla mnie nie do pomyślenia rozmawianie, spotykanie się na kawę z innym
              > męzczyzną, a teraz...Nie widzę już w tym nic złego, nie wstydzę, się juz, ze
              > jakis facet mi się podoba, ze czuję na jego widok podniecenie, itd. Coś sie
              we
              > mnie zmieniło. I to chyba na gorsze. Teraz wiem dlaczego zranieni ludzie
              staja
              > sie czasem potworami.

              Tak jak pisałem wcześniej - jedno, ale za to silne przykre doświadczenie, zawód
              w stosunku do jednej osoby, poszarpanie zaufania, może zmienić obraz świata,
              przewrócić go do góry nogami. Ale to niekoniecznie musi trwać. Dwa miesiące to
              mało, a Ty masz przyjaciół, którym możesz zaufać. To ważne:)
              I - to błędne koło myśleć: skoro inni (niekórzy) nie są w porządku, to i ja nie
              muszę, bo po co? Nie myśl tak:)


              > 6. Nie było ostatnio miedzy nami super. moja najlepsza przyjaciólka jest
              chora
              > (rak, ciągłe przerzuty), od trzech lat krąże między swoim miastem a Warszawą,
              > jeżdzac do niej , opiekujac się nią po chemiach i jej synem. Byłam
              wyczerpana,
              > zmęczona psychicznie i fizycznie, ciagle żyłam w strachu, ze strace tak
              bliską
              > mi osobę(jest ode mnie dużo starsza, zastępowała mi matkę przez 15 lat). I
              > właśnie jak na ironię dwa miesiace temu(tydzień przed tym jak dowiedziałam
              się
              > o mężu) okazało się, ze odstawili jej lekarstwo(ostatnia deskę ratunku) i to
              > koniec. Nagle stanęłam przed sytauacją gdy moge od razu stracić dwie osoby
              > które kocham. Ale mój mąż ma to w nosie, nie lubił jej i właściwie cieszy
              sie,
              > ze to koniec, NAwet ostatnio nie chciał żebym pojechała do niej, bo my, nasze
              > małżeństwo...Nie pojechałam. Bo powinnismy być teraz razem, a poza tym boję
              się
              >
              > go zostawić...Ale jednocześnie mam potworne wyrzuty sumienia, choć ona to
              > rozumie. Wiem, ze ostatnio nie poświecałam mu zbyt dużo uwagi, ale w
              > małzeństwie mozna chyba takie rzeczy zrozumieć? I nie miałam żadnego
              wsparcia
              > od niego w tej sytuacji. I właściwie zastanawiam się, czy je nie miałam
              również
              >
              > powodów by znaleźć kogoś kto by zrozumiał, dał wsparcie, porozmawiał ze mną,
              > ale nie ja wciąż liczyłam, zę on zrozumie, pomoze. NAiwna. A on poszukał
              > kolezanki, która mu zapełniała czas. gdy żona harowała przy chorej koleżance
              i
              > wypłakiwała oczy ze strachu.

              Czy to jedyny, wyłączny powód tego, że między wami było coś nie tak?


              > 7. Rozmawiamy cały czas. Podjęliśmy próbe ratowania zwiazku, ale nie wiem co
              z
              > tego wyjdzie. On dał nam rok, potem odejdzie.
              >
              > kasik


              Widziałaś, co napisała Kika w drugim ze swoich postów? Pomyśl o tym.


              pozdrawiam:)
        • vielonick do kasika 08.08.04, 02:46
          Gość portalu: kasik napisał(a):

          > Była bliska, to był jedyny, najwspanialszy facet, którego pokochałam
          > pierwszą, niewinna miłością. Bylismy razem 13 lat(10 lat małżeństwa). Był
          > najwazniejszy.
          > Był zawsze(?)uczciwy, szczery, aż do bólu, wciąż mówił o zaufaniu, nie mogłam
          > uwierzyć, gdy odkryłam,ze od roku kłamie w żywe oczy, oszukuje, kocha się ze
          > mną spotykając jednocześnie z inną itd. To był szok.

          jak sie o tym dowiedzialas?
          kto i co Ci powiedzial na temat ich znajomosci?
          co on Ci na ten temat powiedzial? jesli w ogole

          > Czy on się tak zmienił czy
          > ja czegoś nie dostrzegłam? Mam teraz jego obietnicę zerwania tej znajmości,
          > ratowania naszego małżeństwa, ale czy można mu teraz ufać? Chcę wierzyć w
          > jego obietnice, chęć naprawienia, ale...niepokój i podejrzliwość nadal są,
          > nie umiem się ich pozbyć, a one tak rujnują życie:(

          trudno odpowiedziec bez wiedzy na pytania, ktore postawilam wyzej
          im krotszy czas uplynal od chwili, w ktorej dowiedzialas sie o wszystkim tym
          wiecej negatywnych emocji sie pojawia, to jest naturalne
          trzeba dac sobie czas na oswojenie sie z sytuacja, zrozumienie dlaczego (jesli
          sie da)

          > Kocham go, ale czy miłość, tak kopnięta w przysłowiową
          > d...wystarczy, by zaufać znów, wybaczyć?

          milosc moze wytrzymac rozne rzeczy...
          ale nie milosc decyduje ale Ty
          na podstawie zachowania meza - czy zerwal, czy stara sie zmienic, czy już razem
          robicie cos w kierunku zmian we wspolnym zyciu (chyba byly byc jakies powody
          zaistnienia sytuacji)

          > Nie ufałam ludziom nigdy za bardzo, byłam raczej ostrożna, to była jedyna
          > osoba, która mnie tak naprawdę poznałą, przed którą się tak otworzyłam.

          coz... kiedys musi byc ten pierwszy raz
          im bardziej ktos jest blizszy i wazniejszy dla nas tym zawod bardziej boli
          to jest cos w rodzaju trzesienia ziemi
          czasem mozna jeszcze odbudowac
          a czasem zostaja gruzy
          wszystko zalezy od fundamentow

          > A teraz
          > dzięki temu wie jak uderzyć, gdzie będzie najbardziej bolało.

          wie jak uderzyc zeby bolalo
          i wie co zrobic zeby bol minal
          bo Cie zna...
          skad pewnosc ze wiedze na Twoj temat wykorzysta przeciwko Tobie?

          warto ufac, nie warto...
          jedyne czego nie warto to robic cos wbrew sobie
          kazdy kiedys zawodzi czyjes zaufanie
          w wiekszych czy mniejszych sprawach
          ten swiat bylby koszmarny gdybysmy nie dawali
          sobie nawzajem drugiej szansy

          brak zaufania jako sposob na unikniecie zranienia?
          pierwszym poszkodowanym takiego lekarstwa bedziesz Ty
          a pozniej ludzie z ktorymi masz doczynienia
          a od krzywd to Cie i tak nie uchroni

          > I to ja sama muszę się uporać z tym bólem i wybaczeniem, a nie wiem
          > czy dam radę.

          hm, ale to nie jest tak, ze pstryk - wybaczenie
          a potem sielanka
          przejscie takiego kryzysu to ciezka praca dla DWOJGA
          mysle, ze warto ja podjac
          ale w pojedynke raczej nic nie zdzialasz

          rowniez pozdrawiam :)
          • Gość: kasik Re: do vielonicka IP: 217.173.200.* 08.08.04, 22:52
            1. Dowiedziałam sie prze głupotę komputera, w jakiś sposób jej list do niego
            przyszedł do domu zamiast do pracy(podobny adres). W domu nie mamy haseł, ja
            pomagam mu w firmie więc odbieram jego pocztę, odpisuje na listy. No i
            odebralam. Przyznał się po wielkich awanturach (ze go kontroluję). W dowód
            dobrej woli, opowiedział mi wszystko(?), bo chce zeby nie było miedzy nami
            tajemnic.
            2. Bo juz to wiele razy zrobił i w rozmowach z tamta i w rozmowach ze mną.
            Zawsze wie jak uderzyć. To boli.
            3. wiem, ze sama nic nie zdziałam, ale on zrzuca cała winę na mnie i mam
            wrazenie, ze za bardzo mu nie zależy. Mam wrazenie,ze postanowił ratować
            związek z poczucia winy, zeby spróbować, zeby mieć czyste sumienie, a nie
            dlatego, ze tego chce. Juz pisałam, ze dał nam rok. Albo się uda albo papa
            kochana. I to ja mam się zmienić. Byc w domu, zając sie nim, a nie koleżanką,
            iść do pracy, zacząć zarabiać, a wtedy pogadamy.
            • havlo Facet? 10.08.04, 19:52
              Gość zdradza, kłamie, oszukuje, a kiedy sprawa się rypie, zwala winę na Ciebie.
              Niby łatwo zrozumieć mechanizm takiego zachowania: w odruchu obronnym atakuje i
              boleśnie kąsa, ale... wybacz, dla mnie ten gość to szmata.
              Nawet jeśli w jakimś stopniu ponosisz współodpowiedzialność za kryzys (nie ma
              dymu bez ognia), to jego wina jest oczywista. W takiej sytuacji facet przyznaje
              się do błędu i odchodzi, albo, jeśli kocha, błaga o wybaczenie.
              Zastanawiam się, czego on się obawia - że straci żonę i przyjaciela, czy
              wykwalifikowaną gospodynię domową, co to i obiadek poda, i w robocie pomoże, a
              w międzyczasie kulturalnie pogada z mężusiem o stosunkach łączących go z
              kochanką?!
              To nie jest facet...
    • kvinna n i e w i e m ... 05.08.04, 12:37
      Ale przeczytaj "Dziwny przypadek psa nocną porą" Haddena (?). Ostatni rozdział
      (warto całość).

      Rozpłakałam się. Krok po krok o zaufaniu.
      W radio jeszcze głos Evy Cassidy.

      Spróbuj.
    • mskaiq Re: Odbudować zaufanie-warto? 06.08.04, 09:25
      Sprobuj dac szanse drugiej osobie, ta jeszcze jedna szansa to wiara w drugiego
      czlowieka. Ta wiara w druga osobe potrafi zmienic jej zycie. Widzialem to i
      wtedy udalo mi sie zrozumiec ze moze byc na wage zycia.
      Mysle ze trzeba przebaczyc, inaczej ten bol bedzie zawsze z Toba. Od tego nie
      mozna uciec to musi byc rozwiazane. Kiedy przebaczysz odzyskasz radosc i chec
      do zycia, zniknie strach i negatywne mysli.
      Sprobuj, warto.
      • Gość: koko Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.autocom.pl 07.08.04, 00:14
        Nie warto. Probowałam.
    • Gość: Mirka Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 09:54
      zaufanie nigdy nie wróci. Będziesz szukać i sprawdzać, męczyć się, czy to co
      słyszysz to "na pewno" prawda.
      Z drugiej strony, gdy raz się spróbuje zakazanego owocu, gdy zbłądzi i to
      ujdzie płazem, "błędy" bedzie się powtarzać... ale już ze świadomością tego,
      gdzie był błąd.
      Nie wierzę w deklaracje poprawy i odbudowywanie zaufania.
      Może z kims innym, po jakichś 2 latach...
      Pozdrawiam
    • rudy_g Re: Odbudować zaufanie-warto? 07.08.04, 12:23
      Odbudowac warto ale na innych fundamentach
    • Gość: Ula Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.proxy.aol.com 07.08.04, 13:18
      KASIK nie warto bo zaufanie nigdy nie wroci,zdrada/oklamanie/to cos co
      najwiecej nas BOLI to cos co wlasnie nie mozemy zapomniec i ciagle zadajemy
      sobie pytanie a jak to sie powtorzy? i wlasnie pozostaje ta niepewnosc ten bol
      ta paskudna blizna,ktora za nic nie chce sie zagoic ,wewnwtrzny lek,ktory
      BEDZIE nam juz towarzyszyl wszedzie i zawsze ten dziwny i niepowtarzalny
      niepokoj,ktorego my nie potrafimy uciszyc.Moja rada najlepiej po prostu
      powiedziec "nie wyszlo nam "i rozejsc sie to jest wyjscie,moze bedzie tez bolec
      ale to bedzie bol rozstania inny ,z ktorym sobie poradzimy i ktory z czasem
      lagodnieje i znika.Nowy zwiazek budujemy juz jako "dojrzali" z czego ci z
      calego mojego serca zycze.
    • havlo Re: Odbudować zaufanie-warto? 08.08.04, 12:38
      W Twojej sytuacji odbudowa zaufania to obowiązek drugiej strony, nie Twój. To
      czy odzyskasz zaufanie zależy przede wszystkim od Twojego partnera.
      Czy warto zaufać? To bardzo indywidualna kwestia - nie kieruj się
      doświadczeniami innych osób, bo podobnie jak Twoje, są to doświadczenia
      jednostkowe, indywidualne i nie mogą być podstawą do tworzenia jakichkolwiek
      reguł. To Ty musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie.
      Czy będzie to takie zaufanie jak dawniej? Zdecydowanie nie. Będzie o wiele
      bardziej kruche i może wystarczyć drobiazg, byś je na powrót utraciła. Ślad
      niepewności, lęk i ból nie miną szybko, będą tkwiły w Tobie długo, jak drzazga.
      Co zrobić, żeby nie zgorzknieć? Nie uogólniać. Nie przelewać negatywnych
      doświadczeń z jedną osobą, na inne.
      Czy możliwe jest odzyskanie dawnej niewinności? Nie, nie jest możliwe. W tym
      kontekście utrata niewinności to po prostu dojrzewanie do myśli, że ludzie są
      bardzo różnorodni - są wśród nas bezduszni dranie, osoby w pełni godne
      zaufania, a pośrodku cała gama odcieni szarości. Trzeba być ostrożnym, ale nie
      należy z góry nikogo zaliczać do żadnej z tych kategorii. No i chyba lepiej
      przesadzić z optymizmem, niż z nadmierną ostrożnością.
    • cossa Re: Odbudować zaufanie-warto? 08.08.04, 23:46
      czas biegnie do przodu
      doswiadczenia nas zmieniaja
      nigdy dzis, jutro nie bedzie takie jak wczoraj

      warto odbudowywac zaufanie
      jesli serce "tak" podpowiada
      mimo zranionego ego
      i placzacej duszy za ufnoscia i niewinnoscia utracona ;)

      to .. milosc? :)

      dluga to i ciezka droga
      efekt zalezy od dwoch stron
      ale najwiecej moze zdzialac
      czas.. :)

      na poczatku usmiech przychodzi sam z siebie
      pozniej staje sie wyborem.. :)

      czego Ci zycze ;)
      cossa
    • Gość: k_i_k_a Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.cn.wroclaw.net.pl / 62.244.144.* 09.08.04, 10:41
      a po cóż Ci odzyskiwać naiwność? Ciesz się, że się jej wyzbywasz... A że
      zaufasz kiedyś jeszcze komuś - jest pewne. Co do odzyskania zaufania do osoby
      która oszukała... wszystko zalezy od tego, jak ona zachowuje się teraz wobec
      Ciebie. Jeśli wie, jaki ból Ci sprawiła, jeśli robi coś, by go zmniejszyć, by
      Ciebie odzyskać... być może za jakiś czas będziesz w stanie wybaczyć. Obawiam
      się, że zapomnieć - nigdy. Ale to nie oznacza, że nie możesz być z Tą osobą
      szczęśliwa.
      A czy będziesz zgorzkniała... tylko od Ciebie zależy. Są osoby, króte w życiu
      nie raz dostały kopa, a mimo to daleko im do zgorzkniałości. Wystarczy tylko
      dostrzec wartość w sobie samym. Czego Ci serdecznie życzę.
      • Gość: k_i_k_a Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.cn.wroclaw.net.pl / 62.244.144.* 09.08.04, 10:53
        dopiero teraz przeczytałam poprzednie odpowiedzi i zobaczyłam o co naprawdę
        chodzi.... Przepraszam za to, co napisałam wcześniej, w kontekście brzmi jak
        farmazony naiwnej pensjonarki.
        Sama już sobie nieźle "przerobiłaś" to, co się stało... co w związku z tym
        czujesz.
        Ja już mam za sobą decyzję o rozstaniu, jestem rozwódką. Pamiętaj jednak o
        jednym - na ten krok zawsze przyjdzie czas. Jeśli widzisz choć cień szansy nie
        poddawaj się zbyt wcześnie. Choćby tylko po to, by kiedyś móc powiedzieć samej
        sobie: nie wycofałam się, nie zaprzepaściłam szansy. Wówczas, nawet jeśli
        poniesiesz porażkę, zachowasz szacunek do samej siebie i wyjdziesz z tego z
        poczuciem, że Ty zrobiłaś wszystko, co tylko mogłaś...
        Życzę dużo siły i powodzenia, z nim, czy bez niego.
    • tantal.seo Re: Odbudować zaufanie-warto? 09.08.04, 10:57
      Ty nie mozesz nic zrobic. Twoje zaufanie, moze odbudowac jedynie ktos,
      kogozaufanie ma dotyczyc.
    • komandos57 Re: Odbudować zaufanie-warto? 10.08.04, 19:57
      Gość portalu: kasik napisał(a):
      bolesne miejsce jak zrośnięta blizna
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      powinna ci pochwa zarosnac,kobylo ty walnieta orczykem w zad.
      • havlo Re: Odbudować zaufanie-warto? 10.08.04, 20:17
        komandos57 napisał:
        > powinna ci pochwa zarosnac,kobylo ty walnieta orczykem w zad.

        Bot... jak nic bot - to wyjaśnia ubogi zasób słów...
    • Gość: marcia Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: *.client.comcast.net 10.08.04, 23:05
      ja jestem na tym samym etapie co ty,walcze z wlasnymi myslami,kocham go
      nadal,ale mam w sobie taki uraz ,ze nie potrafie zapomniec,nie wiem co ci
      poradzic,ja mu dalam druga szanse ale jest to bardzo trudne
      • Gość: kasik Re: Odbudować zaufanie-warto? IP: 217.173.200.* 10.08.04, 23:11
        Bardzo trudne. Czasem nachodzi mnie myśl, co bardziej boli odkrycie prawdy czy
        danie drugiej szansy, przede wszystkim wytrwanie w tym.
      • glupiakasia Re: Odbudować zaufanie-warto? 11.08.04, 18:23
        Nie warto wybaczać.
        Ktoś mi kiedyś powiedział, że trzeba współczuć komuś, kto mnie rani, ale to nie
        działa.
        Wybaczanie i współczucie nie działa, nie działa zapominanie.
        Gdy rana jest głęboka będzie się długo goić, a blizna zostanie na zawsze.
        Odbudowanie zaufania jest niemożliwe. Ty masz prawo nie ufać, to on musi się
        starać, bys uwierzyla. Nie musisz się deklarować, że mu pomożesz...
        Jego problem, jego błąd.
        Spróbować odejść, na jakiś czas zniknąć z jego pola widzenia.
        Jeśli poczuje głód, fizyczny ból z powodu Twojej nieobecności, to może to ma
        sens, jeżeli nie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka