Dodaj do ulubionych

jak nie zwariowac po rozstaniu?

IP: 80.48.253.* 27.03.03, 11:50
Błagam pomóżcie mi!!! Rozstalismy sie dwa miesiące temu po kilku latach, bo
zaczęło sie coś psuć. Ja traktowałam to jako przerwę, czas na zatęsknienie,
rozmyslania nad przyczyną rozpadu i sposobami jego naprawy. Spotkaliśmy się
wczoraj, ale on mi powiedział, że od mniej więcj miesiąca spotyka sie z kimś
innym. ma do mnie pretensje, że zgodziłam sie na rozstanie, że go pchnełam to
tego, zeby zacął kogos szukać.
Mówi, że ma dla mnie duzo szacunku, że zawsze będę mogła na niego liczyc, że
chce byc moim Przyjacielem, ale że chce spróbowac z kims innym. A ja mam byc
silna... ale ja nie potrafie byc silna...
Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, cały czas mysle o tym, że to moja
wina ( chcac go sprowokowac do szybszego powrótu powiedziałam, że mam
propozycje spotkania), ogromnie mnie boli, że po 5 wspólnych latach
wystarczyło kilka tygodni, żeby zaczął sie z kims spotykac, w dodatku jedzie
z nia na tydzien do Włoch. Mnie radzi uamwiac sie z innymi, ale ja nie chce,
nie moge, nie potrafie..
Wiem, że między nami jest jeszcze wiele uczucia do siebie ( wczoraj ze łazmi
w oczch przytulalismy sie do siebie, całowalismy, kochalismy się -
powiedział, że tego nie żałuje) ale boje sie, że przez te oboczne związki
jeszcze bardziej sie zapętlimy, że nie będziemy umieli juz do siebie wrócić.
A wciąż znacznie więcej nas łączy niz dzieli...
Nie potrafie mysleć o niczym innym, ciągle łapie sie na tym, że zastanawiam
sie jak ona wygląda, co robi, czy teraz jest z nia, czy z nia rozmawia, czy
mówi do niej tak jak do mnie. Mnie powiedział, ż eona nie jest jeszce jego
kobieta, nie sypiaja ze soba, nie całowali sie nawet, że ona zna sytuacje
między nami... Boje sie, że tracimy cos pieknego, co sie zdarza raz w zyciu...
Umówiłam sie na wizyte do psychologa, niestety nie stac mnie na prywatna
wizyte, dostałam termin na 6 maja... niewiem, jak dozyje do tego czasu...

Błagam, pomóżcie mi jak zyc, co robic...

on mówi, żebym go nie prosiła, nie zameczała, bo to go do mnie odpycha.
Nie wiem czy powiennam cierpliwie czekac, byc mu przyjacielem, az zrozumie że
chce byc ze mna, czy zaczac sie uamwiać, bo może to go sprowokuje do
powrotu...

Prosze, pomóżcie mi przez to przejśc podzielcie sie doświadczeniami...
Obserwuj wątek
    • matrek Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 12:02
      Cóż, z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć tylko jedno. Ma rację z tym
      co piszesz w koncówce - jeśli będziesz zbyt natarczywa, będziesz molestować go
      psychicznie, to faktycznie odepchnie go to od ciebie.
      Tak generalnie, to współczuję ci
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 27.03.03, 13:36

        > Cóż, z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć tylko jedno. Ma rację z tym
        > co piszesz w koncówce - jeśli będziesz zbyt natarczywa, będziesz molestować
        go
        > psychicznie, to faktycznie odepchnie go to od ciebie.
        > Tak generalnie, to współczuję ci
        >
        dziekuje... weim, że on tez sie mota... nie chce tracic ze mna kontaktu, chce
        mojej bliskości i oparcia... ale żałuje, że powiedział mi o tej drugiej dopiero
        po miesiącu... raz, że wtedy znając mój punk widzenia mógłby to zakończyc na
        wstepie, a dwa... anwet jeżeli nie, to byłaby juz miesiąc po tym...
    • procesor Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 12:10
      Gość portalu: Niekochana napisał(a):
      > Nie wiem czy powiennam cierpliwie czekac, byc mu przyjacielem, az zrozumie że
      > chce byc ze mna, czy zaczac sie uamwiać, bo może to go sprowokuje do
      > powrotu...

      A co jeśli on zrozumie że NIE chce być z toba?
      My nie możemy ZA CIEBIE zdecydowac czy masz się umawiac!
      To twoje życie!

      Tak naprawde to rozstałas się z nim po to by przybiegł do ciebie stęskniony ,
      jak na skrzydłach, wołając "jestes dla mnie jedyną kobietą na świecie!"
      A tu klapa..
      I teraz problem..

      Zastanów sie czego naprawde chcesz. Od siebie.
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 27.03.03, 13:40

        >
        > Tak naprawde to rozstałas się z nim po to by przybiegł do ciebie stęskniony ,
        > jak na skrzydłach, wołając "jestes dla mnie jedyną kobietą na świecie!"
        > A tu klapa..
        > I teraz problem..
        >
        > Zastanów sie czego naprawde chcesz. Od siebie.
        >
        mocno powiedziane, ale musze Ci przyznac racje.
        Ja wiem, że nie jestem aniołem, mam typowy syndrom Dorosłego dziecka Alkoholika
        jakbym wczesniej zdecydowała sie na wizyte u opsychloga, to może teraz
        bylibysmy razem, stało sie jednak inaczej
        • Gość: Soltec Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.siemianowice.sdi.tpnet.pl 10.04.03, 15:34
          Ja tylko chciałbym wiedzieć dlaczego sie rozstaliście. To byłoby podstawą do
          mojej wypowiedzi na ten temat.
          • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 11.04.03, 08:42
            cały rok był trudny... na pocżatku roku zaplanowalismy slub, potem mój facet
            sie wycofał, powiedział, że potrzebuje troche czasu, żeby zatęsknic, przekonac
            sie czy mnie kocha itp ( po 5 latach razem:-(, potem mi sie oświadczył znów
            wycofał, przełożył termin slubu o rok... to wszystko spowodowało, że poczuła
            sie strasznie niepewnie, nie miałam pewności ze mnie kocha, poza tym zaczał si
            odemnie oddalac emocjonalnie, stałam sie podejrzliwa i zazdrosna... Takie
            sprzeżenie zwrotne...

            Sama decyzja o rozstaniu spowodowana była tym, że mnie okłamał... mielismy sie
            spotkac w piątek, a on powiedział mi, że czuje sie strasznie zmęczony i musi
            jechac do domu sie wyspać... tymczasem był w pubie z kolegami...
            Bo on jest kłamczuchem patologicznym... nie chodzi o to, że mówi kłamstwa, ale
            zawsze ta wygodna częśc prawdy...

            Teraz powoli wybijam go sobie z głowy... najgorsze jest to, że on nie moze sie
            zdecydowac w która pójść stronę... raz mówi, ze dziewczyna mu sie podoba i
            chciałby z nia spróbowac... potem ze wciąż mnie kocha,przynosi kwiaty, ale że
            to wymaga czasu i spojrzenia z dystansu, a jak sie terafi ktos po drodze to
            czemu nie spróbować :-(
            Powiedziałm mu, zeby nie traktował mnie jak otwarta furtke do powrotu, jeżeli z
            ta dziewczyna mu nie wyjdzie. Nie potrafiłabym spokojnie z nim zyc po takim
            powrocie, cały czas bym sie dręczyła czy wrócił bo mnie kocha, czy dlatego ze
            mu nie wyszło ztamta, czy sie z nia spotyka, czy flirtuja pzrez gg itp. Nie
            potrafiłabym mu zaufać... I dlatego ten wyjazd do Włoch traktuje jako ostaeczne
            zamkniecie tego rozdziału w moim zyciu, chociaz on mówi, ze jedzie b to
            aktarkcyjny wyjazd i ze dziewczyn amieszka z koleżanka a on ma spac na kanapie
            w salonie... a jakie to ma znaczenie? i tak poznam tylka ta wersja jaka mi
            poda... poza tym gdyby mnie kochał, to by nie jechał, nie zaleznie od
            atrakcyjnosci tej oferty...
    • Gość: smoła Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.*.*.* 27.03.03, 12:26
      Do kochania nikogo nie da się zmusić, jedno jest pewne ciągłym molestowaniem
      można każdego zniechęcić. Podobno czas leczy najcięższe rany-tez na to liczę
      • marina2 Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 12:34
        Szczerze Ci wspolczue.Doloz sobie pracy zajmij sobie czas tak ,zeby zmeczyc sie
        do bolu , tak zeby wieczorami padac ze zmeczenia i zasypiac jak kamien.Bedzie
        bolalo , ale ...nie do konca potrafie do wytlumaczyc bedzie Ci po czasie
        lzej?"inaczej".Stworz zupelnie nowe fakty w swoim zyciu , nowe miejsca ,
        ludzie .Chociaz sprobuj.Cieplutko.M
        • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 09:05
          >Stworz zupelnie nowe fakty w swoim zyciu , nowe miejsca ,
          > ludzie .Chociaz sprobuj.Cieplutko.M

          Nie potrafie... myślę tylko o tym, że samam przyczyniłam sie do tego, że sie
          rozsypało... on chce byc moim Przyjacielem, ale ja nie potrafie sie zamknąc i
          nie mówić o miłości, a on nie chce tego słuchac, mówi, że to to boli...
          Myslałam, że jestem silna, ale nie jestem... Rizpadam sie na milion krwawyh
          ran... nie ptrafie wyjść z domu i zyc jakgdyby nigdy nic... planowałam długi
          weekend z przyjaciółmi. I z nim. A teraz on wyjażdża z ta dziewczyna na
          tydzien, a ja juz nic nie planuje, nie chce mi się...
      • miauczynska Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 12:48
        Myślę że ten związek jest już poza Tobą.
        Jest tak jak pisze procesor , sądziłaś że wróci ze łzami w oczach i tęsknotą
        w ramionach , dałaś czas sobie i jemu na zatęsknienie ale on z tej szansy
        nie skorzystał. Miał prawo zinterpretować Cię na swój sposób i zrobił to.
        Ty już wiesz że w następnym związku musisz dbać o partnera tak długo jak długo
        chcesz z nim być bo miłość nie jest wieczna i kiedy nie dbamy o nią , nie
        pielęgnujemy jej .. po prostu umiera.
        Serdecznie Ci współczuję i życzę abyś była silna. Nie proś , nie zamęczaj
        ale nie czekaj cierpliwie. Zacznij żyć na nowo.
        • Gość: Anetka Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.pwn.com.pl 27.03.03, 12:57
          Strasznie mi przykro z powodu tej sytuacji, ale widac, ze Niekochana jest
          trochę zaplątana emocjonalnie. Chyba blędem było rozstanie, bo jak ktoś ma
          normalne emocje i kocha, to nie separuje się, ale wspólnie szuka rozwiązania.
          Rozstanie to ostateczność, za ktorą najczęściej nie ma już nic, tylko nowe
          życie. No właśnie - nowe życie! Trzeba przetrwać ciężki czas, a potem już
          będzie z górki. Wiem, ze to ciężkie - przeszłam przez to i wiem też, że da się.
          Wytrwaj!
          • matrek Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 13:55
            Mylisz się, czasami chwilowe rozstanie jest potrzebne dla uzdrowienia
            atmosfery, dla higieny związku, a gdy związek ma problemy, pozala spojrzeć na
            nie zdystansem i niekiedy pomaga je rozwiązać
            • kwieto Jak to ma wygladac? 28.03.03, 19:59
              Ze umawiamy sie, ze teraz sie rozstajemy, a za dwa tygodnie sie pogodzimy?
              A w ciagu tych dwoch tygodni mozemy "zaliczyc" wszystkich/wszystkie ktore nam wpadly w oko w przeciagu ostatniej pieciolatki :")))

              Nie bardzo to widze... zrywac ze soba "dla higieny"?
              hmmm...
        • matrek Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 13:52
          miauczynska napisała:

          > Ty już wiesz że w następnym związku musisz dbać o partnera tak długo jak
          długo
          > chcesz z nim być bo miłość nie jest wieczna i kiedy nie dbamy o nią , nie
          > pielęgnujemy jej .. po prostu umiera.


          Świetne jest to co napisałaś. Miłość nie jest dana raz na zawsze, jeśli nie
          dba się o nia jak o delikatny kwiat.
      • Gość: niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 27.03.03, 13:45


        > Podobno czas leczy najcięższe rany-tez na to liczę

        ja sobie radzisz? z tym żeby wstać i wyjść do pracy, żeby spotkać się ze
        znajomymi, wywołac usmiech na twarzy? jak poradzic sobie z ciągłym mysleniem
        co zrobiłam źle? co On teraz robi? czy jest z nia czy nie? jak poradzic sobie
        ze swiadomościa że wyjeżdzaja na weekend majowy razem?
        • Gość: smoła Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.*.*.* 27.03.03, 15:49
          Podobno czas leczy najcięższe rany-tez na to liczę

          > ja sobie radzisz? z tym żeby wstać i wyjść do pracy, żeby spotkać się ze
          > znajomymi, wywołac usmiech na twarzy? jak poradzic sobie z ciągłym mysleniem
          > co zrobiłam źle? co On teraz robi? czy jest z nia czy nie? jak poradzic sobie
          > ze swiadomościa że wyjeżdzaja na weekend majowy razem?

          Właściwie to my jeszcze jesteśmy razem choć tak do końca to już nie jestem tego
          pewna- ale to jest jeszcze gorsze bo co chwile mam nadzeję że będzie lepiej a
          potem dostaję obłuchem po glowie.
          Jeszcze nie odeszłam bo obiecałam że dam mu czas do namusłu ale wydaje mi się
          to niestety nieuniknione, on kocha mnie i jeszcze kogoś(tak twierdzi).
          Najgorsza jest ta niepewność i nadzieja -bo to powoduje że nie możesz zacząć
          myśleć o związku jako byłym i nie moze sie zacząć proces
          hmmm "rekonwalescencji". Myśle że trzeba pozwolić sobie na płacz gdy się chce
          płakać, i starać się zastępować to co Cię z nim łączyło czymkolwiek innym co
          choć trochę Cię cieszy.
          • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 09:22
            Gość portalu: smoła napisał(a):

            > Najgorsza jest ta niepewność i nadzieja -bo to powoduje że nie możesz zacząć
            > myśleć o związku jako byłym i nie moze sie zacząć proces
            > hmmm "rekonwalescencji".

            Własnie, ja czuje, że on tez niewie czego do końca chce. Z jednej strony jestem
            ja - kilka lat razem, moje wady i zalety, wspólne plany, z drugiej ona - nowa,
            świeża znajomość, jak zawsze na początku jest przyjemnie, bo pokazuje sie tylko
            dobre strony...
            Ide dzisiaj do psychologa... może za późno dla nas, bo wiem, że gdybym
            wczesniej pokonała swoje lęki bylibysmy razem, może juz małżeństwem jak to
            planowalismy... ale dla siebie, mam nadzieję, że pomoże mi to stanąc na nogi...
            ale szczerze powiedziawszy, nie bardzo w to wierze


            Myśle że trzeba pozwolić sobie na płacz gdy się chce
            > płakać, i starać się zastępować to co Cię z nim łączyło czymkolwiek innym co
            > choć trochę Cię cieszy.

            a gdy nic nie cieszy? gdy sie budzi o 3 nad ranem i juz nie mozna usnać? gdy
            nawet kęs chleba nie przechodzi przez gardło? gdy nie chce sie nic, o niczym
            nie mysli... tylko o tym co sie straciło, przez własna głupotę
    • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 27.03.03, 13:38
      W tym wszystkim wydaje mi się, że on nie wie, w którą iść stronę, potrzeba
      czasu, by się dowiedział.
      Daj mu spokój. Nawet jeśli nie będziecie razem - nie odzyskasz go nagabywaniem.
      Niech sam sie użera z myśleniem o Tobie i ciągnięciem nowego związku. Trochę
      uczciwości wobec samego siebie zawsze mu się przyda, mimo wszystko.

      Najwyraźniej przyszło Ci się nauczyć życ bez niego - przynajmniej jakiś czas.

      I skoro piszesz, że chciałabyś, żebyście byli razem, jaki miałby być sens
      spotykania się z innym mężczyzną? Nowe miejsca, nowe zajęcia - ale nie nowy
      romans!
      Daj sobie czas - na nową miłość zawsze przyjdzie pora, najpierw stań na nogi.
      A swoją drogą co byś powiedziała na tym forum dziewczynie, która byłaby w takim
      położeniu?

      Byłam w podobnej sytuacji, wiem, jak to boli. Nie widywaliśmy się ze sobą i nie
      rozmawialiśmy i to było dla mnie najgorsze. Ale równocześnie najowocniejsze.
      Można to nazwać lekcją na całe życie. O miłość trzeba dbać zawczasu.
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 27.03.03, 13:49
        alfika napisała:

        > W tym wszystkim wydaje mi się, że on nie wie, w którą iść stronę, potrzeba
        > czasu, by się dowiedział.
        > Daj mu spokój. Nawet jeśli nie będziecie razem - nie odzyskasz go
        nagabywaniem.
        >
        > Niech sam sie użera z myśleniem o Tobie i ciągnięciem nowego związku. Trochę
        > uczciwości wobec samego siebie zawsze mu się przyda, mimo wszystko.
        >
        > Najwyraźniej przyszło Ci się nauczyć życ bez niego - przynajmniej jakiś czas.
        >

        dziekuje, podniosłaś mnie na duchu... chcoicaz na chwilę, bo wieczorem pewmnie
        przyjdzie kryzys

        dziekuje wszystkim, Wasze rady sa dla mnie bardzo cenne
        • Gość: irenka Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.chello.pl 27.03.03, 15:41
          zycie po rozstaniu jest niezwykle trudne i wiem ze czlowiekowi nie chce sie
          zyc , sama to przeszlam calkiem niedawno
          dwa proste sposoby to jednak dobry psycholog, taka porada kosztuje okolo 60 zl
          plus leki antydepresyjne okolo 30zl ( pomaga przetestowalam na sobie po okolo 3
          tygodniach-zaczyna sie chciec zyc)
          radze te pieniadze jak najszybciej skolowac
          drugi tez kosztowny sposob to udaj sie do dobrej tarocistki i ona przynajmniej
          naswietli Ci czy ten facet to TEN czy szkoda sobie nim glowe zawracac. Nawet
          nie wiesz jak taka prorocza wrozba dobrze dziala na nasza psychike ( zreszta
          tarocistka to tylko doskonala psycholog)
          mozesz rowniez znajdywac te cechy charakteru twego oblubienca ktore sa zle i
          negatywne i je wyolbrzymiac.
          Chocby fakt ze tak szybko szuka innej znaczy o jego zmiennosci ( czy chcesz
          zeby nagle w srodku zycia ktos Cie zostawil z gromadka dzieci?-jest zatem malo
          odpowiedzialny itp itd

          a co do Ciebie to dobrze sie zastanow czy przypadkiem nie dzialasz w mysl
          zasady "psa ogrodnika" czy rzeczywiscie go kochasz czy przemawia teraz przez
          Ciebie jedynie zazdrosc i zranione uczucia (tez przez to przeszlam).
          Te uczucia potrafia sie mieszac i mylic z miloscia
          Zdecydowanie nie narzucaj sie -TO STRASZNIE ZNIECHECA!!!!!!
          Pokaz ze jestes silna i potrafisz zyc bez niego tylko to moze jeszcze
          doprowadzic do jego powrotu.
          Tylko zastanow czy tego chcesz!
          zycze powodzenia
          • Gość: nora Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: dell:* / 192.168.17.* 28.03.03, 08:48
            Rozumiem Twój ból. Sama kiedyś doświadczyłam takiego uczucia. Wiem jak bardzo
            potrafimy tęsknić za ukochaną osobą, jak długie potrafią być godziny bez Niego.
            Kiedys Agnieszka Osiecka powiedziała takie zdanie - malwy na grządkach kwitną i
            więdną, po siedmiu latach nic nie jest tragedią. Mnie te słowa pomogły chyba
            bardziej niż transfuzja krwi. Naprawdę potrzebujesz czasu - pomyśl o wszystkim
            z dystansem, może uda Ci się wyjechać na kilka dni, jeżeli jest to niemożliwe
            to weś rower, jutro jest sobota, zaplanuj wycieczkę za miasto. Zobaczysz, świat
            brnie do przodu, widać już wiosnę. Zrozumiesz, że życie toczy się dalej, bez
            względu na to, co dzieje się w naszych sercach. I jeszcze jedno - jeśli
            naprawdę go kochasz, to pozwól mu wybierać. Życz mu z całego serca szczęścia,
            bez względu na to z kim zdecyduje się je dzielić. Powinien to zrozumieć. Życzę
            Ci wytrwałości, spokoju i pięknej wiosny. Pozdrawiam.
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 09:33
        alfika napisała:

        > W tym wszystkim wydaje mi się, że on nie wie, w którą iść stronę, potrzeba
        > czasu, by się dowiedział.
        > Daj mu spokój. Nawet jeśli nie będziecie razem - nie odzyskasz go nagabywaniem
        >
        > Niech sam sie użera z myśleniem o Tobie i ciągnięciem nowego związku. Trochę
        > uczciwości wobec samego siebie zawsze mu się przyda, mimo wszystko.


        dziekuje Ci, wydrukowałam sobie to co napisałaś i chce potraktowac jako mantre.
        ja wiem, ze nagabywaniem wzystko psuje, wiem, a jednak to wciąż robie...
        wiem tez , że ta nowa znajomość może sie okazac porazka i wiem, że może byc dla
        niego sukcesem... wszystko sie może zdarzyc... ale brakuje mi go... nie
        potrafie byc sama... Wiem, że dla niego to ciężkie, ale on jest silny, nie
        pokazuje tego, na zewnątrz jest wesołym facetem, po mnie każdy widzi, że cos
        jest nie tak.

        > Byłam w podobnej sytuacji, wiem, jak to boli. Nie widywaliśmy się ze sobą i
        nie
        >
        > rozmawialiśmy i to było dla mnie najgorsze.

        my sie widujemy, po angielskim, na wspólnch wyjściach ze znajomymi, a od tej
        feralnej rody kiedy sie dowiedziała, tez we dwoje... Po tym jak mi powiedział
        o tej znajomosci popłakalismy sie oboje, zaczelismy przytulać, wreście -
        kochalismy się. Wiem, że jestem dla niego niesamowicie atrakcyjna, cały zcas mi
        to mówił i teraz tez nie zaprzecza. Wie też, że facet odzdziale szeks od uczuc,
        ale to nie był tylko seks, to wiem na 100%.
        • malwinamalwina Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 09:38
          o naiwnosci kobieca ...

          PS znasz wielu ludzi ktorzy jada w podroz (i to romantyczna zwazywszy kraj
          docelowy!) z nieznajomymi ?
          • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 09:50
            Każda taka sytuacja jest inna i nikt nie wie ani co on czuje (on raczej też nie
            wie, a szkoda), ani jak to się skończy. Pożyjemy, zobaczymy.

            Oby jak najlepiej dla wszystkich - i jestem pewna, że właśnie tak będzie.
          • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 09:51
            malwinamalwina napisała:

            > o naiwnosci kobieca ...
            >
            > PS znasz wielu ludzi ktorzy jada w podroz (i to romantyczna zwazywszy kraj
            > docelowy!) z nieznajomymi ?
            >
            Oczywiście, że nie... tylko że on sie na to zdecydował wczesniej, nie wiedząc
            ze chce powrotu, sądził, że wszystko skończone... do wyjazdu został miesiac..
            bardzo sie boje, że dla niego to będzie za krótko, żeby zdecydować... Boje sie,
            że zdarzy sie cos, czego będzie żałować... że zapętlimy sie tak, że juz nic
            nam nie pomoże
    • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 09:39
      Hej, jak tam dzisiaj? Nie mysl sobie, że będę Cię nazywać Niekochaną! :)
      Fajnie, że idziesz dziś do psychologa, naprawdę się cieszę.
      Trzymam kciuki i podaj choć inicjał :)))
      Dużo słońca i ciepła Ci życzę.
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 11:09


        > Hej, jak tam dzisiaj? Nie mysl sobie, że będę Cię nazywać Niekochaną! :)
        > Fajnie, że idziesz dziś do psychologa, naprawdę się cieszę.
        > Trzymam kciuki i podaj choć inicjał :)))
        > Dużo słońca i ciepła Ci życzę.


        dziekuje bardzo... ide dzisiaj do psychologa, mam nadzieję że mi pomoże sie
        pozbierać... bo czuje, że przez swoje zachowanie trace honor i w jakis sposób
        się poniżam... a to go odpycha... najbardziej rozwala mnie ten ich wspólny
        wyjazd... to co napisała malwinamalwina....że to nie ejst takie niewinne jak on
        mówi, a w każdym razie za miesiąc ju ztakie moze nie byc, jak tam razem
        pojada... wiem, że siła go nie zatrzymam, że musi mieć wolna reke i sam
        zdecydowac...ale wcale mi z tym nie ejst lepiej
        • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 11:17
          No, Kochana, jak on chce tak decyzje życiowe podejmować, to ja mu współczuję. I
          tamtej dziewczynie też.
          A przy Tobie to posiedzieć i przeczekać najgorsze, bo po tym, co teraz czujesz,
          to może być już naprawdę tylko lepiej.
          Ale ma jeszcze miesiąc, to jest trochę czasu. Niech myśli, nie zaszkodzi.
      • Gość: Nikochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 11:12
        alfika napisała:

        > Hej, jak tam dzisiaj? Nie mysl sobie, że będę Cię nazywać Niekochaną! :)
        > Fajnie, że idziesz dziś do psychologa, naprawdę się cieszę.
        > Trzymam kciuki i podaj choć inicjał :)))
        > Dużo słońca i ciepła Ci życzę.

        zapomniałam o inicjale... może .. Nadzieja? tylko nie mowcie, ze to matka
        głupich
        • dalla Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 12:41
          Hej Niekochana!

          przykro mi to pisac, ale uwazam, ze Twoj Ex jest bardzo nie fair i w stosunku
          do Ciebie, i do tej drugiej dziewczyny.
          Jak juz ktos napisal: nie jedzie sie z kims do Wloch (gdziekolwiek), kto jest
          niewazny dla nas. On Ci powiedzial, ze to nie jest jeszcze zwiazek, ale w takim
          razie co to jest? Przyjazn? Dobra znajomosc? A co mysli ta dziewczyna?

          Tobie bardzo zalezy, ale czy jemu rowniez? Jesli tak, to czemu sie zastanawia?
          Tak naprawde wyraznie Ci powiedzial, ze chce byc Twoim przyjacielem i... chyba
          nic wiecej.

          Przepraszam, jesli to wszystko zabrzmialo dosc brutalnie, ale sama przezylam
          cos podobnego i stracilam duzo czasu ludzac sie, ze on do mnie wroci.
          Wiem, ze czujesz sie potwornie, ale to minie. Obudzisz sie pewnego dnia i
          stwierdzisz, ze nawet o nim nie pomyslalas. Teraz wydaje sie nieprawdopodobne,
          ale tak bedzie. Zycze Ci cierpliwosci i zebys znow zaczela sie cieszyc zyciem.
          • Gość: Nikochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 28.03.03, 13:00
            dalla napisała:

            > Hej Niekochana!
            >
            > przykro mi to pisac, ale uwazam, ze Twoj Ex jest bardzo nie fair i w stosunku
            > do Ciebie, i do tej drugiej dziewczyny.
            > Jak juz ktos napisal: nie jedzie sie z kims do Wloch (gdziekolwiek), kto jest
            > niewazny dla nas. On Ci powiedzial, ze to nie jest jeszcze zwiazek, ale w
            takim
            >
            > razie co to jest? Przyjazn? Dobra znajomosc? A co mysli ta dziewczyna?


            podobno koleżeństwo, dziewczyna wie , że jest tuz po rozstaniu i nie naciska,
            on twierdzi, że nie może o niej powiedzieć "moja kobieta" bo do nieczego nie
            doszło (podobno sie nawet nie całowali)... o ile to oczywiści prawda...
            >
            • dalla Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 13:03
              Uslyszysz od niego, tylko to, co on chce, zebys uslyszala.
              Moze jestem nieromantyczna i niewrazliwa, ale nie wierze, ze to tylko
              kolezenstwo.
              A moze Ty jestes takim wyjsciem zapasowym dla niego?
              Mam "teorie i to sie zawsze sprawdza: jesli facetowi zalezy, to zrobi wszystko,
              zeby osiagnac to, co chce. Wiec on chyba nie chce....
            • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 14:51
              Nadziejko, trzymam kciuki za dzisiejszą wizytę.
              I życzę Ci, żebyś mimo wszystko poczuła się dużo, dużo lepiej!
              • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 31.03.03, 11:49
                alfika napisała:

                > Nadziejko, trzymam kciuki za dzisiejszą wizytę.
                > I życzę Ci, żebyś mimo wszystko poczuła się dużo, dużo lepiej!

                dziekuje, spędzilismy razem cudowny weekend... tylko, że on jeszcze niewie z
                która chce byc i czy pojedzie... A może wie, tylko mnie oszczędza... ktos tu
                napisał " nie naciskaj. Pokaż mu tylko co może stracić" i tak zamierazm...
                dziekuje wszystkim bardzo serdecznie... postaram sie informowac Was jak sie
                sprawy maja i jak sie to wszystko skończy...
                • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 31.03.03, 11:54
                  Zobaczysz, ta sytuacja będzie miała swój finał. Sił, mądrości i odnalezienia
                  szcześcia - czy z nim, czy z innym - Ci życzę :)
                  I koniecznie wyciągnij wnioski z tego, co się dzieje!
            • Gość: krystyn Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 28.03.03, 23:33

              > podobno koleżeństwo, dziewczyna wie , że jest tuz po rozstaniu i nie naciska,
              > on twierdzi, że nie może o niej powiedzieć "moja kobieta" bo do nieczego nie
              > doszło (podobno sie nawet nie całowali)... o ile to oczywiści prawda...
              > >
              mysle ze niemowi ci calej prawde niechce cie ranic,miesiac to niedlugo moze
              jeszcze przejzec na oczy nienaciskaj pokaz mu tylko co moze stracic jesli chce
              przyjazni zdecyduj sie na nia i postarj wskrzesic to co was kiedys polaczylo
              zycze ci powodzenia.bardzo pomaga ale niemusi mysl ze i ty mozesz kogos miec
              troche zazdrosci ale bez przesady.jestes kobieta poradzisz sobie odwagi jesli
              czujesz sie na silach walcz.
              • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 31.03.03, 08:30

                > nienaciskaj pokaz mu tylko co moze stracic jesli chce
                > przyjazni zdecyduj sie na nia i postarj wskrzesic to co was kiedys polaczylo

                dziekuje, tak własnie zamierzam...
    • kwieto Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 28.03.03, 20:10
      Tak to jest, jak ktos przekombinuje...

      w sumie nie rozumiem - rozstawac sie, by zatesknic?
      Mowic, ze ma sie propozycje od kogos innego, by osoba do ktorej sie to mowi szybciej chciala wrocic?

      Wyslalas jasny komunikat - "nie chce byc z Toba, mam juz propozycje spotykania sie z kims innym"
      I on wyciagnal wnioski z tej informacji, zastosowal sie do wskazowek ktore mu dalas.

      A teraz zal?
      Cos mi sie wydaje, ze przede wszystkim soba powinnas sie zajac, ten psycholog to nieglupi pomysl...
      • sellma Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 29.03.03, 00:30
        kwieto napisał:

        > Tak to jest, jak ktos przekombinuje...
        >
        > w sumie nie rozumiem - rozstawac sie, by zatesknic?
        > Mowic, ze ma sie propozycje od kogos innego, by osoba do ktorej sie to mowi
        szy
        > bciej chciala wrocic?

        Niektore pary maja taki sposob na chwile odetchniecia od drugiej osoby. I ponoc
        dziala.

        >
        > Wyslalas jasny komunikat - "nie chce byc z Toba, mam juz propozycje
        spotykania
        > sie z kims innym"
        > I on wyciagnal wnioski z tej informacji, zastosowal sie do wskazowek ktore mu
        d
        > alas.
        >
        "Jasny komunikat"? Ich zwiazek trwal piec lat. Mysle, ze tyle wystarczy, by
        nauczyc sie czytac miedzy wierszami tego, co przekazuje nam druga osoba.
        Niekoniecznie odczytywalabym to jako "nie chce byc z Toba, mam juz propozycje
        spotykania sie z kims innym" (przynajmniej, gdyby mi sie chcialo troche
        pomyslec i mialabym troche dobrej woli...)
        pzdr,
        selma
        • sellma Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 29.03.03, 00:35
          sellma napisała:

          > kwieto napisał:
          >
          > > Tak to jest, jak ktos przekombinuje...
          > >
          > > w sumie nie rozumiem - rozstawac sie, by zatesknic?
          > > Mowic, ze ma sie propozycje od kogos innego, by osoba do ktorej sie to mow
          > i
          > szy
          > > bciej chciala wrocic?
          >
          > Niektore pary maja taki sposob na chwile odetchniecia od drugiej osoby. I
          ponoc
          >
          > dziala.
          E, to nie do tej wypowiedzi, tylko do tej Twojej powyzej. Pokickalo mi sie. A
          to nie ona chciala sie umawiac, tylko on sie umowil.
          • kwieto Umawianki cacanki 29.03.03, 20:09
            Sama mu powiedziala, ze ma propozycje spotkania. Zaloze sie, ze powiedziala to "odpowiednio" - dajac mu do zrozumienia, ze jest spotkaniem zainteresowana (bo wtedy on jej zdaniem powinien zaczac sie spieszyc). Wiec on sie rowniez umowil... A ze ona zmyslala? A skad on to niby mial wiedziec??

            Co do "czytania miedzy wierszami" - nie wiem jak chlopak Niekochanej, ale np. ja jestem prostym czlowiekiem. Nie lubie i nie chce domyslac sie "co ktos mial na mysli".
            Do tego uwazam, ze w zwiazku potrzebna jest szczerosc - moim zdaniem zwiazek w ktorym non stop trzeba czytac miedzy wierszami (zeby sie przyzwyczail, komunikaty miedzy wierszami musialyby byc wysylane nieustannie) jest po prostu chory. Widac dla chlopaka Niekochanej rowniez...
            • sellma Re: Umawianki cacanki 29.03.03, 20:39
              kwieto napisał:

              > Sama mu powiedziala, ze ma propozycje spotkania.

              Gdzie jest to napisane, bo sie nie moge doszukac?

              Zaloze sie, ze powiedziala to
              > "odpowiednio" - dajac mu do zrozumienia, ze jest spotkaniem zainteresowana
              (bo
              > wtedy on jej zdaniem powinien zaczac sie spieszyc). Wiec on sie rowniez
              umowil.
              > .. A ze ona zmyslala? A skad on to niby mial wiedziec??
              >
              > Co do "czytania miedzy wierszami" - nie wiem jak chlopak Niekochanej, ale np.
              j
              > a jestem prostym czlowiekiem. Nie lubie i nie chce domyslac sie "co ktos mial
              n
              > a mysli".

              E, bo Wy, faceci to takie nieskomplikowane zwierzeta.:) Wszystko Wam trzeba
              wyartykuowac. Zeby doszlo, powinno byc przezute i przetrawione. I bron Boze -
              zadnych figur retorycznych.:)

              > Do tego uwazam, ze w zwiazku potrzebna jest szczerosc - moim zdaniem zwiazek
              w
              > ktorym non stop trzeba czytac miedzy wierszami (zeby sie przyzwyczail,
              komunika
              > ty miedzy wierszami musialyby byc wysylane nieustannie) jest po prostu chory.
              W
              > idac dla chlopaka Niekochanej rowniez...

              Niekochana pisze: "mam typowy syndrom Dorosłego dziecka Alkoholika". Czyli nie
              nalezy do tzw. "latwych" osob. Przeciez on to chyba wiedzial jak i to, ze mialo
              to wplyw na forme komunikowania sie w zwiazku.
              pozdr,
              selma
              • kwieto Syndromy, Androny 29.03.03, 21:01
                sellma napisała:

                > > Sama mu powiedziala, ze ma propozycje spotkania.
                >
                > Gdzie jest to napisane, bo sie nie moge doszukac?
                >

                Cytuje: "( chcac go sprowokowac do szybszego powrótu powiedziałam, że mam propozycje spotkania)"

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=5099167&a=5099167


                > E, bo Wy, faceci to takie nieskomplikowane zwierzeta.:) Wszystko Wam trzeba
                > wyartykuowac. Zeby doszlo, powinno byc przezute i przetrawione. I bron Boze -
                > zadnych figur retorycznych.:)
                >


                Na szczescie moje pol rowniez jest prostym czlowiekiem :")
                (choc czasem sie garbi, jak twierdzi)



                > Niekochana pisze: "mam typowy syndrom Dorosłego dziecka Alkoholika". Czyli nie
                > nalezy do tzw. "latwych" osob. Przeciez on to chyba wiedzial jak i to, ze mialo
                >
                > to wplyw na forme komunikowania sie w zwiazku.


                Ale stwierdzenie "mam typowy syndrom DDA" Jej wcale nie usprawiedliwia! Niemal kazdy mial jakies traumy w dziecinstwie, usprawiedliwianie w ten sposob swojego nieprzemyslanego postepowania jest po prostu naiwne/dziecinne.

                Dodatkowo Niekochana jest swiadoma, ze ma syndrom DDA, (skoro o tym pisze) i moim zdaniem ta swiadomosc obliguje ja do tego, by starac sie wiecej myslec nad nieprzewidzianymi skutkami swoich wlasnych decyzji i dzialan.
                Nie widziala sie ze swoim chlopakiem dwa miesiace - to moim zdaniem wystarczajaco dlugo, by zdazyc ochlonac i sprobowac wziac poprawke na mechanizmy, ktore spowodowane sa syndromem DDA - i postarac sie im przeciwstawac.

                Niekochana nie wykorzystala tej szansy.
                I chyba dopiero ten impuls sklonil ja, by cos zrobic (decyzja wizyty u psychologa).
                A ze byc moze za pozno by uratowac ten zwiazek... zycie bywa brutalne.
                • sellma Re: Syndromy, Androny 29.03.03, 22:07
                  kwieto napisał:

                  > sellma napisała:
                  >
                  > > > Sama mu powiedziala, ze ma propozycje spotkania.
                  > >
                  > > Gdzie jest to napisane, bo sie nie moge doszukac?
                  > >
                  >
                  > Cytuje: "( chcac go sprowokowac do szybszego powrótu powiedziałam, że mam
                  propo
                  > zycje spotkania)"

                  A tom slepa rzeczywiscie. Albo nie chcialam widziec tego zdania.;) A na Marsie
                  zycie takie latwe!:)

                  pzdr,
                  selma
    • Gość: karina Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 195.116.43.* 29.03.03, 19:20
      Moj narzeczony był z kims 5 lat zanim mnie poznał,rozstali sie pojawiłam sie w
      jego zyciu ja zakochał sie we mnie do szalenstwa.Ona traktowała te kilka
      miesiecy ciszy jako czas na zatęsknienie,
      rozmyslania nad przyczyną rozpadu i sposobami jego naprawy podobnie jak Ty.
      Rozpaczała chciała by wrocił nie rozumiała ze nie ma do czego. Myslisz ze facet
      wroci do ciebie tylko ze wzgledu na sentyment do tych 5 lat?? Niestety nie ma
      na to szans w jego zyciu jest juz inna ktorą moze szalenie kochac po miesiacu
      znajomosci bardziej niz ciebie po tych wszystkich latach coz takie zycie.Za
      miesiac bierzemy slub jestem z nim nieporownywalnie krocej ,jej nie kochał tak
      jak mnie jestem tego pewna zaden facet w moim zyciu nie był zdolny do takich
      poswieceń.Pozdrawiam Cie 3maj sie ciepło moze zacznij sie z kims spotykac.


      Ps.Tylko nie mow mu ze przez niego zostaniesz starą panną i juz nigdy z nikim
      nie bedziesz yhhh
      • fishca Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 29.03.03, 19:44
        Gość portalu: karina napisał(a):
        Myslisz ze facet wroci do ciebie tylko ze wzgledu na sentyment do tych 5 lat??
        Niestety nie ma na to szans w jego zyciu jest juz inna ktorą moze szalenie
        kochac po miesiacu
        > znajomosci bardziej niz ciebie po tych wszystkich latach coz takie zycie.Za
        > miesiac bierzemy slub jestem z nim nieporownywalnie krocej ,jej nie kochał
        tak
        > jak mnie jestem tego pewna zaden facet w moim zyciu nie był zdolny do takich
        > poswieceń.Pozdrawiam Cie 3maj sie ciepło moze zacznij sie z kims spotykac.
        Ps.Tylko nie mow mu ze przez niego zostaniesz starą panną i juz nigdy z nikim
        > nie bedziesz yhhh

        Karino po Twoim poście Niekochana czuje się na pewno świetnie. Kiedy facet mnie
        rzuci odnajdę Cię żebyś mogła mnie pocieszyć skutecznie.
        Gratuluję samozadowolenia i ogromnych pokładów empatii.

        fiszka
        • Gość: karina Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 29.03.03, 19:59
          fishca napisała:

          > Gość portalu: karina napisał(a):
          > Myslisz ze facet wroci do ciebie tylko ze wzgledu na sentyment do tych 5
          lat??
          >
          > Niestety nie ma na to szans w jego zyciu jest juz inna ktorą moze szalenie
          > kochac po miesiacu
          > > znajomosci bardziej niz ciebie po tych wszystkich latach coz takie zycie.Z
          > a
          > > miesiac bierzemy slub jestem z nim nieporownywalnie krocej ,jej nie kochał
          >
          > tak
          > > jak mnie jestem tego pewna zaden facet w moim zyciu nie był zdolny do tak
          > ich
          > > poswieceń.Pozdrawiam Cie 3maj sie ciepło moze zacznij sie z kims spotykac.
          > Ps.Tylko nie mow mu ze przez niego zostaniesz starą panną i juz nigdy z nikim
          > > nie bedziesz yhhh
          >
          > Karino po Twoim poście Niekochana czuje się na pewno świetnie. Kiedy facet
          mnie
          >
          > rzuci odnajdę Cię żebyś mogła mnie pocieszyć skutecznie.
          > Gratuluję samozadowolenia i ogromnych pokładów empatii.
          >
          > fiszka
          Fiszko prosze Cie nie przesadzaj yhy według Ciebie powinnismy wszyscy ubolewac
          nad autorką postu i wspolnie wymyslac argumenty za tym ze on do niej wroci???
          Bywa roznie taki life.Ja podzieliłam sie swoimi doswiadczeniami byłam w
          podobnej sytacji w troszke innej roli to wszystko.Pozdrawiam
      • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 31.03.03, 08:37


        > Myslisz ze facet
        >
        > wroci do ciebie tylko ze wzgledu na sentyment do tych 5 lat

        Nie nie ze względu na sentyment, tylko dlatego że wciąz mnie kocha...powiedział
        mi to... wsobote byłam u niego, na półce wciąż ma moje zdjęcia... spędziliśmy
        cudowna niedziele... kolega powiedział, że nikt by sie nie domyslił, ze między
        nami cos nie jest OK .. ale teraz te uczucia miłości sa ze zrozumiałych
        wzgledów "polane" czara goryczy, pretensji itp. Obiecalismy sobie, ze będziemy
        wobec siebie szczerzy... na razie wystarczy...
        • marina2 Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 31.03.03, 11:09
          Zaraz zaraz.Bylas u nigo w sobote plus wspolna niedziela .To gdzie ta druga?Czy
          ona istnieje?To mi sie jakos pionu nie trzyma.M
          • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 31.03.03, 11:35

            > Zaraz zaraz.Bylas u nigo w sobote plus wspolna niedziela .To gdzie ta druga?
            Czy
            >
            > ona istnieje?To mi sie jakos pionu nie trzyma.M

            Z ta druga spotykał się przez miesiąc i na razie sa na etapie koleżeńskim,
            teraz ona wyjechała do włoch i zaprosiła go na tydzień na majowy weekend.
            I on sie zastanawia co na zrobić
            • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 31.03.03, 11:48
              Gość portalu: Niekochana? napisał(a):

              >
              > Z ta druga spotykał się przez miesiąc i na razie sa na etapie koleżeńskim,
              > teraz ona wyjechała do włoch i zaprosiła go na tydzień na majowy weekend.
              > I on sie zastanawia co na zrobić

              Hej :)
              A może po prostu poradź mu, żeby w tym zastanawianiu się pokierował się tylko
              sercem, niezależnie od tego, co by to miało dać w efekcie?
              Jest to jedyny mi znany sposób na rozwiązywanie skomplikowanych spraw,
              niezależnie od tego, że czasem oznaczało stawianie na głowie całego świata i
              życia. Jakoś potem wszystko szybko się układało dobrze...

              Będzie to i przyjacielska rada, i nie bedzie zakładała, że musi do Ciebie
              wrócić.
    • Gość: p KARINO IP: *.acn.waw.pl 29.03.03, 21:45
      No to poczekamy aż będziesz znowu w tej innej roli. Wtedy Ci zgodnym chórem
      krzykniemy: nie przesadzaj, taki lajf!
      Stuknij się kobito w łepek.
      • Gość: * Re: jak ja poradzilam IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.03.03, 11:56
        Moje doswiadczenie nie moze sie rownac z Twoim bo ja rozstalam sie po krotkim
        czasie, ale to byl moj pierwszy bardzo bliski czlowiek i bardzo to przezywalam,
        powtarzalam sobie ze te doswiadczenia maja mnie czegos nauczyc i ze to
        rozstanie bylo potrzebne zebym mogla spotkac kogos "lepszego" kogos tylko dla
        mnie, i spotkalam...
        Napewno jest Ci bardzo trudno i nie moge Cie w pelni zrozumiec ale mi pomoglo
        takie"mowienie do siebie", moze Tobie tez bedzie troszke lzej:)Mam nadzieje.
      • Gość: karina Re: KARINO IP: 195.116.43.* 30.03.03, 16:04
        Gość portalu: p napisał(a):

        > No to poczekamy aż będziesz znowu w tej innej roli. Wtedy Ci zgodnym chórem
        > krzykniemy: nie przesadzaj, taki lajf!
        > Stuknij się kobito w łepek.

        Forum to chyba wymiana zdan i doswiadczen, chyba taką ma formułę co?I pleas
        nie wyslaj sie na kontre do tego co pisze i tak tego nie czytam.
      • Gość: karina Re: KARINO IP: 195.116.43.* 30.03.03, 16:08
        Forum to chyba wymiana zdan i doswiadczen, chyba taką ma formułę co?I pleas
        nie wyslaj sie na kontre do tego co pisze i tak tego nie czytam


        Sorx NIE WYSILAJ ( bo pewnie zaraz sie przypier... o literowke)
    • nadja11 Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 31.03.03, 10:52
      Wiesz wydaje mi sie ze gdyby tak było ,gdyby Cię kochał raczej nie byłby juz
      z inną.Rozumiem ze nie chcesz dopuscic do siebie mysli ze to juz definitywny
      koniec ( związku nie mowie o znajomosci), moze byc tak ze on nadal czuje nie
      wiem jak to nazwac moze nie sentyment ale bliskosc z toba po tych latach i
      dlatego chce cie w swoim zyciu ale jako przyjaciolke i aby nie robic Ci
      przykrosci widzac jak Ci zalezy mowi takie rzeczy.On poznał nową dziewczynę
      ktora go zakreciła bo mogł juz byc znudzony 5 letnim zwiazkiem z Tobą, swieze
      znajomosci sa atrakcyjniejsze poczatkowe etapy zwiazku najlepsze kiedy to
      poznajemy sie nawzajem odkrywamy cos nowego, Ty nie miałas mu juz nic takiego
      do zaoferowania zadnej tajemnicy w tobie po 5 latach ok mogł Cie kochac ale to
      juz była inna miłosc bycie z dnia na dzien.I jak sama mowisz ciągłe pretensje
      miedzy wami nieumiejetnosc porozumienia sie , ktoras strona nie umiala
      słuchac nie była wyrozumiała = juz nie zalezy jej tak jak dawniej , stąd
      konflikty.Gdyby to nadal było takie szalone uczucie nie skonczyłoby sie tylko
      trwało i on walczyłby o tą miłosc zrobiłby wszystko wierz mi.A on Cie nie chce
      nie chce wrocic daje Ci jakąs namiastke siebie zeby nie było Ci przykro , robi
      głowniarsko i nie fair ale tacy sa faceci chodzi mu o to by uciszyc swoje
      wyzuty sumienia.napewno nie powie Ci co go łaczy z tamtą dziewczyną. Nie powie
      Ci prawdy,przypuszczam ze nawet gdy sprubuje Ty nie bedziesz chciała tego
      przyjąc do wiadomosci i tak kazde zdanie bedziesz interpretowała według siebie
      kazde jego cieplejsze zachowanie bedzie przemawiało za tym ze on nadal cie
      kocha.I to ze sie kochaliscie... nie bede tego komentowac bo to Twoje.Nie rob
      sobie nadzieji ze bedziecie razem , nawet gdybyscie do siebie wrocili to juz
      nie był by udany związek pretensje z przed rozstania wrociłyby ,myslalabys o
      tamtej o tym ze go miała...To nie ma sensu , i nie ma sensu sie nazucac jak
      ktos nie chce z toba byc.


      pozdrawiam
      • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 01.04.03, 08:35

        >
        > nie chce wrocic daje Ci jakąs namiastke siebie zeby nie było Ci przykro ,
        robi
        > głowniarsko i nie fair ale tacy sa faceci chodzi mu o to by uciszyc swoje
        > wyzuty sumienia.napewno nie powie Ci co go łaczy z tamtą dziewczyną. Nie
        powie
        > Ci prawdy,przypuszczam ze nawet gdy sprubuje Ty nie bedziesz chciała tego
        > przyjąc do wiadomosci i tak kazde zdanie bedziesz interpretowała według
        siebie
        > kazde jego cieplejsze zachowanie bedzie przemawiało za tym ze on nadal cie
        > kocha.

        Dziekuje, jest duzo prawdy w tym co napisałaś. ja potraktowałam ten weekend
        jako szansę, że będziemy razem, on - jako poczatek przyjaźni. Gdy spałam u
        niego w sobote pokazywał mi, że wciąż ma moje zdjęcia na półce, że przy moim
        kontakcie w komórce na dwa serduszka, powiedział, że wciąż jest w nim wiele
        uczucia do mnie, że mnie jeszcze troche kocha. Ale powiedziałm tez, że tamta
        dziewczyna mu sie podoba i jak zdecyduje się z nia spróbowac to mi o tym powie.
        Przezylismy cudowny weekednd i ja mysle, że on sie tego przestraszył - tego, że
        było tak wspaniale... w sobote gdy spalismy razem w jednym łóżku sam sie do
        mnie przytulał... gdy w niedzile pojechalismy na koniec wspólnego nia so mojego
        domu na obiad i obudzilismy się z drzemki juz inaczej sie zachowywał... był
        bardziej w rezerwie... nie przytulał sie spontanicznie... myslę, że sie
        przestraszył, tego że było wspaniale...
        W poniedziałek jak zapytałam czy moge u niego poczekac na angielski ( chodzimy
        razem, zawsze po pracy czekałam u niego, bo ja mieszkam za daleko) powiedział,
        że nie zręcznie by sie czył przy rodzicach ( w sobote jak u niego spałam nie
        było ich w domu, tylko brat). Strasznie mnie to zabolało - cały czas mówi o
        przyjaźni, a nie chce mnie widziaeć u siebie w domu. Nie jak sa jego rodzice...
        (rodzice nie wiedza o tej dziewczynie, a ja przeciez bym im nie powiedziała).
        Powiedział, też , żebym go nie traktowałaa jak swojego faceta, bo się głupio
        wtedy czuje, bo na 100% nie jestesmy razem. ledwie dowlokłam się do domu...
        Co do seksu - powiedział, że ma wyrzuty sumienia. Gdy zapytałam czy w stosunku
        do mnie czy tej dzieczyny, odpowiedziałą, że w stosunku do siebie i mnie. I że
        mi powie jak będzie chciał z nia być ( oni spotykali sie przez miesiąc, a teraz
        ona jest we Włoszech, przez miesiąc nie będa mieli ze soba kontakty, dopiero
        jak on tam pojedzie na tydzień majowy to sie zobaczą. I dlatego mimo, że mi
        mówi, że jest cień szansy, ze nie pojedzie, to ja wiem , że on to zrobi -
        chcociazby po to, żeby poznac ja lepiej i spróbować.
        W czwartek idę do psychologa, chciałabym, żeby poszedł ze mna i tez z nia
        porozmawiał. Z dwóch powodów - po pierwsze, żeby przedstawic jej swój punkt
        widzenia, a po drugie - on tez potrzebuje tej rozmowy... wstepnie sie zgodził,
        mam nadzieje, że sie nie rozmysli...
        Wiem, że jedyne co moge zrobic to pokazac mu że jestem jego przyjaciółką,
        chociaz to bardzo bolesne i trudne... Pokazac mu, ze się zmieniłam... że mam
        włąsne życie... chociaz na razie wcale go nie mam, mamy wspólnych przyjaciół,
        ale ja sama nie mam nikogo... mam 28 lat...w dodatku jestem wysoka... wydaje mi
        sie, że wszyscy fajni faceci sa juz zajęci... ze zostali sami problemowi...
        prawie wszystkie koleżanki sa mężatkami albo własnie się to tego zabieraja...
        nie maja dla mnie czasu... ja sie boje, że niekogo juz nie spotkam, że nikomu
        już nie zaufam...
        • pandora_ Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 01.04.03, 09:01
          Oj, a kysz takim facetom! a KYSZ! Lec do tego psychologa, jesli sama sobie nie
          poradzisz, ale powiem Ci jedno - ten facet to ZADEN kandydat na przyjaciela.
          Tfu. Uch.
          A swoja droga, sie nie obraz :) Ale czego sie spodziewalas? Ze on nagle
          zaswieci oczami i powie, jak bardzo za Toba tesknil, ze chce Ciebie z powrotem?
          Przeciez golym okiem, przez internet, tylko na podstawie Twojego listu, widac,
          jak bardzo on juz sie emocjonalnie zdystansowal.
          Powtarzam: a kysz!

          Pandora
        • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 01.04.03, 09:37
          Przypomniałam sobie, że kiedyś to wyczytałam (w książce "Sai Baba mówi do
          Zachodu"). Może trochę Cię zdoła pokazać Ci inny punkt widzenia w tej sprawie?

          "Wielu ludzi dziwi się dzisiaj, że kiedyś aranżowanie małżeństw było ogólnie
          przyjętym zwyczajem.
          Dzisiaj niemal nikt nie pozwoliłby sobie czegokolwiek powiedzieć przy wyborze
          partnera. (A zresztą, kto chciałby jeszcze coś mówić, przy tak licznych
          partnerach, których ludzie dzisiaj mają.)
          To zdziwienie odzwierciedla jednak tylko, jak zły obraz Boga posiadacie.
          Sądzisz, że dopusciłbym, abyś otrzymał gorszą karmę, niz ci się należy? Nigdy!
          Zawsze znajdziesz swojego partnera, zgodnie z Twoją karmą, niezależnie od tego,
          jakie obyczaje panują w czasie, w którym jesteś na Ziemi.
          Stworzyłem czas. Stworzyłem obyczaje i stworzyłem ciebie.
          Cóż miałoby mi przeszkodzić w daniu ci tego, co ci się należy?"

          "Proś Boga, a znajdziesz partnera, który do ciebie pasuje. Jeśli mimo to jesteś
          sam, zapytaj siebie, czy rzeczywiście szukasz partnera, albo czego masz się
          przez swoją karmę nauczyć.
          Wierz mi: Moim największym pragnieniem jest twoje szczęście. Jeśli mimo to nie
          jesteś szczęśliwy, musisz się jeszcze czegoś nauczyć i dlatego nie mogę zmienić
          twego losu.
          (...)Zastanów się DOKŁADNIE, czego sobie życzysz. Znasz się o wiele za mało,
          aby wiedzieć, czego RZECZYWIŚCIE potrzebujesz.
          Zaufaj raczej, że Pan zna ciebie od początku czasu i da ci dokładnie to, co
          będzie dla ciebie naprawdę dobre.
          Cała reszta to tylko twoje wyobrażenia o tym, co TY nazywasz szczęściem."

          Pozdrawiam wiosennie.
          • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 01.04.03, 09:48
            alfika napisała:

            > Przypomniałam sobie, że kiedyś to wyczytałam (w książce "Sai Baba mówi do
            > Zachodu"). Może trochę Cię zdoła pokazać Ci inny punkt widzenia w tej
            sprawie?
            >

            dziekuję, musze wierzyc w siebie...

            Przed chwila zatelefonował... jego kolega robi wesele 26 kwietnia... zapytał,
            czy bym z nim nie poszła... wiem, że w ten własnie weekend ma jechać do
            Włoch...
            • alfika Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 01.04.03, 09:57
              Gość portalu: Niekochana? napisał(a):

              >
              > Przed chwila zatelefonował... jego kolega robi wesele 26 kwietnia... zapytał,
              > czy bym z nim nie poszła... wiem, że w ten własnie weekend ma jechać do
              > Włoch...

              Łoo matko, w zastępstwie tej pani z Włoch czy chce zostać z Tobą? Nie
              darowałabym sobie, gdybym miała nie zapytać... Bo już się można pogubić :O
              • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 01.04.03, 10:08

                > Łoo matko, w zastępstwie tej pani z Włoch czy chce zostać z Tobą? Nie
                > darowałabym sobie, gdybym miała nie zapytać... Bo już się można pogubić :O

                Na razie poprosze go, żeby ze mna poszedł do psychologa... potem
                porozmawiamy... został miesiąc, wszystko sie może zdarzyc... wiem, że musi miec
                wolna rekę... cokolwiek postanowi, musi to byc jego decyzja... a ja ja musze
                zaakceptowac...
                nie moge go zmuszac, ani naciskac bo mnie znienawidzi...
                • nadja11 Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 01.04.03, 11:29
                  Po jego zachowaniu ewidentnie widac ze nie zamierza do Ciebie wrocic to ze nie
                  chciał by widzieli Cie u niego jego rodzice swiadczy o tym ze zdązył juz
                  poinformowac wszystkich ze miedzy wami ostateczny koniec,mozliwe ze
                  przedstawił tamtą dziewczyne lub chocby napomknoł ze jest ktos nowy w jego
                  zyciu.To ze tobie przedstwił to inaczej ze oni niby nic nie wiedzą wcale nie
                  musi byc prawdą.Wez pod uwage to ze nadal jestes dla niego kims bliskim wiec on
                  nie bedzie chciał Ci dokładac choc dobrze zdaje sobie sprawe ze nie uniknie
                  ranienia Cie. Wiesz faceci z reguły uwielbiają czuc ze są dla kogos wazni nawet
                  po rozstaniu , sama mysl ze nadal go kochasz i zrobiłabys wiele zeby wrocił
                  mile go łechce, mysle ze gdybys troszke odbiła, pokazala mu ze umiesz zyc bez
                  niego zyskalabys w jego oczach moze dostrzegł by w Tobie cos nowego cos czego
                  nie widział przez te wszystkie lata...
                  • nadja11 Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? 01.04.03, 11:31
                    Pokaż mu inną siebie.
                  • Gość: zdradzona Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 01.04.03, 20:57
                    Wiesz faceci z reguły uwielbiają czuc ze są dla kogos wazni nawet
                    >
                    > po rozstaniu , sama mysl ze nadal go kochasz i zrobiłabys wiele zeby wrocił
                    > mile go łechce, mysle ze gdybys troszke odbiła, pokazala mu ze umiesz zyc bez
                    > niego zyskalabys w jego oczach moze dostrzegł by w Tobie cos nowego cos
                    czego
                    >
                    > nie widział przez te wszystkie lata...
                    jestem za znam to z autopsi pokaz mu cos czego w tobie niewidzial ,wiem ze to
                    boli i kazda chocby krotka chwile wolisz spedzic z nim ,ale dopuki niepoczuje
                    co moze stracic i oczywiscie jesli jeszcze mu na tobie zalezy bedzie zwlekal i
                    wybieral pomiedzy wami ,odpusc troche niemasz nic do stracenia a moze zyskasz,
              • Gość: Niekochana? Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 01.04.03, 14:20
                alfika napisała:

                > Gość portalu: Niekochana? napisał(a):
                >
                > >
                > > Przed chwila zatelefonował... jego kolega robi wesele 26 kwietnia... zapyt
                > ał,
                > > czy bym z nim nie poszła... wiem, że w ten własnie weekend ma jechać do
                > > Włoch...
                >
                > Łoo matko, w zastępstwie tej pani z Włoch czy chce zostać z Tobą? Nie
                > darowałabym sobie, gdybym miała nie zapytać... Bo już się można pogubić :O

                no własnie... ja sie juz pogubiłam... on jeszcze sie na to wesele nie
                zdecydował, ale nawet jak pójdziemy w sobote, to nie znaczy, że on w niedzielę
                nie pojedzie, albo w poniedziałek... chciałabym oczywiście znac odpowiedź na
                pytanie, czy jakby ona była w Krakowie to poszedłby ze mna czy z nia, ale boje
                sie znac odpowieć... poza tym, on juz wie, że jej nie będzie, więc raczej
                odpowie wymijająco...
                dlaczego faceci nie umieja/nie chca szczerze rozmawiać?????
    • Gość: tia Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: *.1000lecie.pl 31.03.03, 11:54
      Bylam w podobnej, choc nie do konca, sytuacji. Po rozstaniu, uzgodnionym mniej
      wiecej w ten sposob, ze on juz nie mogl..., ja musialam sie wyprowadzic,
      znalezc prace, dom, poradzic sobie z klopotami pienieznymi, a on...wyjechal z
      pracy na maly wyjazd i juz po 3 tygodniach (!!!) od mojej wyprowadzki
      zainstalowal sie w mieszkaniu z nowa panienka, nowa kolezanka z pracy, z ktora
      byl na wyjezdzie. Po czym z panienka sie ozenil pol roku pozniej. Na poczatku
      malo nie umarlam (psychicznie), ale poradzilam sobie prosto - poszukalam
      znajomych, ktorzy mnie czyms zajeli, duzo pracowalam, chodzilam na spacery,
      imprezy, zajmowalam sie kotem (zwierzak to doskonaly pomysl), a potem
      nawiazalam mnostwo ciekawych znajomosci, w tym jedna, ktora zaowocowala czyms
      naprawde pieknym, co trwa i trwa i trwac bedzie...
      Ludzie sa ze soba i czasem sie rozstaja... Mnie to pokazalo, jak bardzo moj
      byly kierowal moim zyciem - do tego stopnia, ze kiedy mnie zostawil, dokola
      byla pustka. Jesli i Ty masz podobna sytuacje, zapelnij te pustke.
      Pokochaj...na poczatek rybke, kota, sama siebie...
      • Gość: Niekochana EPILOG IP: *.visp.energis.pl 03.04.03, 22:48
        Byliśmy dzisiaj u psychologa. Razem, ale u dwóch innych. Jak wyszliśmy, to mój
        chłopak, powiedział, że nie jesteśmy razem. Że to definitywny koniec i że
        psycholog powiedział mu, ze nie ma prawa czuć się winny. Mam wrażenie, że
        przedstawił mnie tylko z negatywnej strony. Zapytałam go, czy powiedział mu, o
        wspólnym naszym weekendzie, o seksie – odpowiedział, ze nie, bo go nie pytał.
        Poczułam się jak wariatka, która wszystko zniszczyła. Cała odpowiedzialność za
        rozpad naszego związku spoczęła na mnie!!!!

        Teraz pisze to i płaczę, ale w pierwszej chwili poczułam ulgę, że znam prawdę.,
        ze nie jestem już przez niego karmiona złudzeniami, ze jeszcze kiedyś będziemy
        razem... bo nie będziemy, tak powiedział, że nie będziemy już nigdy razem.
        Okazało się też, że on zaczął rozmawiac/spotykać się z tą dziewczyną w zasadzie
        tuż po naszym rozstaniu... kwestia dni... może nawet rozmawiał z nią przez gg w
        trakcie naszego związku!!!!!

        Czuję się oszukana, poszłam do psychologa ratować nasz związek, a okazało się,
        ze nie ma co ratować... W dodatku ten psycholog polecił mu, żeby ograniczył
        kontakty ze mną do minimum, a najlepiej do zera, żebym się nie karmiła jego
        ciepłem, nie wyobrażała sobie Bóg wie czego....Z tym się nie mogę pogodzić? Jak
        to, po 5 latach mam go sobie wybić z głowy? Z serca? Przecież przyrzekaliśmy
        sobie, ze będziemy Przyjaciółmi.

        Czuję ogromna pustkę, niewiem co mam ze sobą zrobić... wszystkie moje koleżanki
        są mężatkami albo właśnie się za to zabierają. Moi dwaj męscy przyjaciele tez
        zaczęli się umawiać. A ja? Nie mam co ze sobą zrobić. Każdego faceta na ulicy
        porównuję z nim i każdy wypada źle... boję się, ze już nigdy nie spotkam nikogo
        wartościowego... mam 28 lat... boję się , ze już nigdy nikomu nie zaufam.
        Jestem zrozpaczona...
        • procesor Re: EPILOG 03.04.03, 23:55
          Wypłacz się.
          I zastanó - on taki jest jak iego go teraz widzisz.
          Taki jak pamietasz z tych 5 lat - tez jest.
          Ale czy chcesz byc z takim facetem który umie sie tak zachowac jak on teraz?
          On nie szedł rratowac zwiazku- on szedł po usprawiedliwienie.
          Nie ratuje sie zwiazku u dwóch różnych psychologów.
          Nie wystarczy do tego jedna wizyta u terapeuty..

          Moż echoć jedna przyjaciólka może ci teraz poświęcic troche więcej czasu?..
          • Gość: Malwina Re: EPILOG IP: *.d1.club-internet.fr 04.04.03, 00:14
            nie jest z toba zle jesli na innych patrzysz i o przyszlosci z jakimkolwiek
            myslisz
          • Gość: Niekochana Re: EPILOG IP: 80.48.253.* 04.04.03, 09:43


            > On nie szedł rratowac zwiazku- on szedł po usprawiedliwienie.

            tak mi sie własnie wydaje, szukał usprawiedliwienia, chciał, zeby ktos uspokoił
            jego wyrzuty sumienia....

            >
            > Moż echoć jedna przyjaciólka może ci teraz poświęcic troche więcej czasu?..

            wlaśnie jedna z Niemiec zaprosiła mnie na długi weeknd do Norymbergii... jestem
            jej za to bardzo wdzięczna, bo dzieki temu odizoluje sie od tego wszystkiego,
            przynajmniej taka mam nadzieję... że nie bede miała czasu mysleć nad tym, że on
            z ta dziewczyną we Włoszech...


            co to reszty, o sprawie wiedza moi dwa przyjaciele, ale to faceci, nie
            zrozumieja mnie ... chyba... chociaz pocieszją, jak mogą...
            innym nie ufam na tyle, żeby o tym romawiać... poza tym, koniec mojego związku
            to w pewnym sensie porazka dla mnie, wiem, ze musze kiedys znajomym o tym
            powiedziec, ale na razie nie potrafie...
            • Gość: es Re: EPILOG IP: 143.93.229.* 04.04.03, 10:03
              Jedz do tej Norymbergii koniecznie. Rozerwij sie. Co do tego, ze on juz nie
              jest z toba, pomysl sobie ze co ciebie nie zniszczy to cie wzmocni. Kamien z
              serca.
              Pomysl sobie ile teraz masz czasu dla siebie. Cos z tym trzeba zrobic!!!!
              Zajmij sie czyms, co bedzie rozwijac twoja osobowosc. Moze cos oprocz jezyka.
              Jakis sport (to poprawia humor), albo joga. A jesli chodzi o przyjaciol, to sie
              nie czaj. Powiedz prosto z mostu. Od tego sa przyjaciele, aby wspierac ciebie w
              trudnych chwilach. Ja w tamtym okresie zwariowalabym gdyby nie oni. Kazde z
              nich mnie gdzies wyciagalo dla rozrywki. Nie mysl sobie, ze skoro ludzie maja
              rodziny, to juz nie dla ciebe. Wprost przeciwnie. Popatrz na to, ze sa ludzie
              ktorym dobrze sie uklada. To sa optymistyczne przyklady ktore i dla ciebie
              dobrze rokuja. Zobaczysz ze ich szczescie przejdzie na ciebie. To jest
              zarazliwe, jak Boga kocham;)))
              A tak w ogole, to trzymaj sie cieplo. Baw sie dobrze w Norymberdze.
              Przejezdzalam kiedys przez to miasto.
        • alfika Re: EPILOG 04.04.03, 08:49
          Sama mówisz: kamień z serca.
          I to, co pisała Malwina, widzisz innych. Trudno w tej chwili oczekiwać, by
          któryś wydał się wspanialszy, ale z czasem przypomnisz sobie wszystkie ciężkie
          chwile z Twoim byłym - w końcu z jakiegoś powodu się rozstaliście!
          Także jego wady.
          Nabierzesz takiej zdrowej równowagi między miłymi wspomnieniami, a tym, co nie
          dało wam być razem.

          To, co się kończy, zwykle potem traktuje się jako czasem trudną lekcję zanim
          przyjdzie to, co dużo ważniejsze (a skoro taką lekcję otrzymałaś, to znaczy, że
          będzie Ci w życiu przydatna).
          Tyle cudownych chwil przed Tobą!
          I nie obwiniaj się - Ty dostrzegłaś swoje błędy i próbowałaś je naprawić. To
          naprawdę dobrze rokuje na przyszłość!

          Trzymam za Ciebie kciuki i pomimo tego, że to nienajlżejszy czas dla Ciebie,
          cieszę się, że skończył się ten stan zawieszenia i niepewności. Możesz
          odetchnąć.

          A swoją drogą już kiedyś liczyłam: znam co najmniej 3 dziewczyny, które swoich
          mężów poznały dobrze po 30-tce. (Wszystkie 3 są szczęśliwie zamężne). A Tobie
          do trzydziestki to jeszcze kawał czasu!
          • Gość: Niekochana Re: EPILOG IP: 80.48.253.* 04.04.03, 09:58


            > I nie obwiniaj się - Ty dostrzegłaś swoje błędy i próbowałaś je naprawić. To
            > naprawdę dobrze rokuje na przyszłość!

            tak wiem, poszłam do tego psychologa, żeby ratowac nasz związek, teraz będe
            chocic, zeby ratowac siebie, żeby juz nigdy nie zatruc związku z inna osobą...
            musze sobie znaleść jakis cel w zyciu, cos co pozwoli mi zapomniec i na nowo
            odkryc urok zycia...
            musze byc silna, chcę żeby zobaczył, że umiem życ bez niego, rozwijac sie i byc
            szczęsliwą...
            "chce troche czasu, bo czas leczy rany..."

            >
            > Trzymam za Ciebie kciuki i pomimo tego, że to nienajlżejszy czas dla Ciebie,
            > cieszę się, że skończył się ten stan zawieszenia i niepewności. Możesz
            > odetchnąć.

            tez sie ciesze... naprawdę, pomimo tego, że skończyło sie nie tak jak chciałam,
            że odczuwam ogromna pustkę wokół siebie... ciesze się, ze ta wizyta pomogła
            mojemu byłemu chłopakowi powiedzieć mi prawdę... wiem, że lepiej rozstać się
            etraz niz po slubie... tak sobie to tłumaczę... troche mi ulzyło, że to juz
            koniec...

            >
            > A swoją drogą już kiedyś liczyłam: znam co najmniej 3 dziewczyny, które
            swoich
            > mężów poznały dobrze po 30-tce. (Wszystkie 3 są szczęśliwie zamężne). A Tobie
            > do trzydziestki to jeszcze kawał czasu!

            wiem, musze tylko na nowo uwierzyc w siebie... i nauczyc się ufać ludziom...

            dziekuje Ci za słowa otuchy przez cały ten tydzien, bardzo mi pomogłas...
            • alfika Re: EPILOG 04.04.03, 11:54
              Pisz, N., jak tylko będziesz chciała. Na skrzynkę też. Nawet jeśli nie od razu,
              ale odpiszę. Trzymaj się :)
              I zmień ten nick!!!
    • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 00:19
      Tez bylam w takiej sytuacji. To boli ale nie martw sie. U mnie bylo tak, ze ja
      bylam pierwsza dziewczyna mojego chlopaka i prawda jest bolesna, ale on nie
      mial porownania. Faceci maja cos takiego glupiego w sobie, ze jesli nie maja
      wystarczajaco doswiadczenia zyciowego to sie tak paranoicznie zachowuja. Z
      jednej strony kochaja kogos, z innej strony wydaje im sie ze cos im z zycia
      umyka. I zaczynaja zwalac wine na druga strone. A kobietki sa takie glupie ze
      przyjmuja ta krytyke do siebie i zamiast zajac sie wlasna osoba truja facetowi.
      Najlepsze co w tej sytuacji mozesz zrobic to zwyczajnie zajmij sie soba.
      Rozkwitnij, rozwin wlasne zainteresowania. Masz przeciez przyjaciol, rodzine.
      Wyjdz gdzies, ubierz sie ladnie i pobaw sie. Nie mowie zebys od razu szukala
      faceta. Chodzi mi o zwyczajna rozrywke. I co jest najwazniejsze nie daj sie
      zwariowac. W tamtach czasach bardzo pomocna byla mi ksiazka Johna Greya
      (niestety tytul byl po niemiecku) ale w dowolnym tlumaczeniu " Mars szuka
      Wenus, Wenus szuka Marsa".

      Jestes w sytuacji w ktorej stracilas kogos, kogo bardzo kochasz. To jest
      ogromna strata, ale blagam cie kobieto pod zadnym pozorem nie idz z nim do
      lozka, gdyz straci szacunek do ciebie. Pozwol mu isc do nowej kobiety. Nie rob
      mu scen, badz mila ale nie daj manipulowac soba. Daj mu zauwazyc ile masz
      godnosci w sobie. Daj mu wolnosc. Nic tak nie niszczy milosci jak narzucanie
      sie drugiej osobie.
      Sprawa nie jest jeszcze stracona jesli madrze to rozegrasz. W ostatecznosci ja
      nadal jestem z moim mezczyzna, mimo polrocznej przerwy;)))
      A jesli nie jest ci on pisany, to tez sie nic nie stanie. Takie doswiadczenia
      sa potrzebne w zyciu. Chocby po to aby nabrac wiary w siebie, nauczyc sie zyc z
      porazkami. Pomysl sobie ze zycie na pewno przyniesie ci jeszcze mase radosci. W
      koncu jestes przeciez osoba warta milosci. Byc moze to nie byl ten partner. Byc
      moze spotkalas go po to, aby czegos sie od niego nauczyc ale teraz kazde musi
      pojsc swoja droga. Nie martw sie. Buzka;)))
      • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 00:26
        I jeszcze jedno cos. Nie spotykaj sie z nim przez jakis czas. Ja wiem ze to
        trudne, ale inaczej sie nie da. Nie zeby sie obrazac i stawac sie wrogami. Ty
        zwyczajnie musisz nabrac dystansu do sprawy. Pomysl np. o wyjezdzie (nawet
        dluzszym). Zmiana srodowiska ulatwia pewne sprawy.
      • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 01:15
        Sorry, nie przeczytalam calej historii do konca. Wydawalo mi sie ze bylam w
        podobnej sytuacji. Ale jednak nie. Wypowiedzi poprzednich osob byly b. madre i
        dobrze ci radzace. Tez niedlugo bede miala 28 lat. Tyle tylko, ze w Niemczech
        to zaden problem. Tutaj wlasciwie dopiero w tym wieku zaczyna sie myslec o
        zalozeniu rodziny. Ale nie martw sie robaczku. Zycie niesie ze soba wiele
        niespodzianek. Krakow to duze miasto. Napewno znajdzie sie ktos dla ciebie.
        Zacznij gdzies bywac. Rozerwij sie. Nie mieszkasz na pustyni. A jesli chodzi o
        tych facetow, co to niby wybrakowani..... Sama znam takiego jednego milego
        prawnika (calkiem przystojnego i na poziomie) ktory to szuka kobiety dla
        siebie. Wlasnie sie zamierza przeniesc do Krakowa. Ze nie wspomne o moim
        przyjacielu ze studiow (rowniez z Krakowa), ktory wlasnie konczy doktorat i
        przezyl cos takiego jak ty. I nie jest to zaden wybrakowany egzemplarz. Glowa
        do gory. Rozerwij sie troszke i usmiechnij a zobaczysz, jak ludzie zaczna sie
        do ciebie garnac.
      • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 04.04.03, 10:31

        >
        > W tamtach czasach bardzo pomocna byla mi ksiazka Johna Greya
        > (niestety tytul byl po niemiecku) ale w dowolnym tlumaczeniu " Mars szuka
        > Wenus, Wenus szuka Marsa".

        widziałam ja wczoraj, i chyba kupię, dzieki
        własciewie to ostatnio czytam mnóstwo z psychologii - i dobrze mi to robi
        >
        > Daj mu zauwazyc ile masz
        > godnosci w sobie. Daj mu wolnosc. Nic tak nie niszczy milosci jak narzucanie
        > sie drugiej osobie.

        wiem, teraz to wiem... na pewno jeszcze długo będe płakac w poduszkę, zwłaszcza
        jak pojedzie do niej, ale przy nim będe twarda... nie rozkleje się... nan
        nadzieję...

        > Sprawa nie jest jeszcze stracona jesli madrze to rozegrasz. W ostatecznosci
        ja
        > nadal jestem z moim mezczyzna, mimo polrocznej przerwy;)))

        nie dręczy Cie to? Ze on zostawił Cie dla innej a jak mu nie wyszło to wrócił
        do Ciebie? Jak sobie z tym radzisz? Potrafiłas mu zaufać na nowo?

        dziekuje za ciepłe słowa
        • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 10:46
          On odszedl ode mnie poniewaz mielismy problemy. Laske poznal jakies 3 miesiace
          po naszym rozstaniu. Dziewczyna taka sobie. Najwyrazniej nie pasowali do
          siebie. Tyle tylko, ze on wtedy szczeniak byl. Wlasciwie bylismy na roznych
          etapach zyciowych. Dzieki temu rozstaniu i tej lasce sporo sie nauczyl. Przede
          wszystkim przestal oklamywac siebie. Zauwazyl, ze zwiazek to nie tylko pierwsze
          zauroczenie. Bardzo nam to pomoglo. Nasz dzisiejszy zwiazek jest zupelnie inny
          niz wtedy. Dopasowalismy sie i dojrzalismy. On teraz konczy studia. Powiedzial,
          ze jak tylko znajdzie prace, to sie pobierzemy. Czesto rozmawiamy o zalozeniu
          rodziny. Kiedys nie byl na tym etapie. Z drugiej strony ja nie ukladam sobie
          zycia pod niego. On o tym wie, ze jesli teraz by odszedl to ja sobie bez
          problemu bym z tym poradzila. Wie ze jestem silna kobieta. Docenia to. A jesli
          chodzi o zaufanie.... Wiesz tak naprawde malo jest zwiazkow, w ktorych wszystko
          jest idealne. Kazdy ma swoja lekcje od zycia. Sztuka w tym, aby sobie wybaczyc
          i dac wolnosc nawzajem. Faceci tacy sa, ze jesli czuja ze nikt ich na smyczy
          nie wiaze to wtedy bardziej ich taka kobieta pociaga. Przetestowalam to.
          • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 11:13
            Jeszcze cos. Nauczylam sie doceniac sama siebie. To w jakis dziwny sposob
            przyciaga innych ludzi. Najwazniejsze to cieszyc sie zyciem niezaleznie od
            okolicznosci. Moj men zdal sobie sprawe co wlasciwie zrobil na moich
            urodzinach. Zaprosilam wtedy mase osob. Impreza byla niesamowita. Wszyscy tak
            dobrzy dla mnie. A moj chlopak zobaczyl wtedy innego czlowieka we mnie. Nie ta
            mala biedulke, ktora plakala przez niego, ale osobe w towarzystwie, ktora
            dobrze sie bawi. Zreszta ja sie wtedy tak czulam. Bylam naprawde szczesliwa, ze
            ci wszyscy ludzie mnie tak lubia. Ze wieczor jest taki udany. A moj facet
            przypomnial sobie, ze jak mnie poznal to ja wlasnie taka szczesliwa bylam i ze
            to on mnie tak przytlamsil. Zreszta mase rzeczy do niego wtedy dotarlo. Faktem
            jest, ze dobrze nam sie teraz uklada. Najwazniejsze w tym wszystkim dla mnie
            jest, ze potrafie zyc bez niego. To ze on mysli o naszej wspolnej przyszlosci
            jest wspaniale, ale ja potrafie rowniez bez niego. Tego mnie nauczylo to
            rozstanie.
            • Gość: Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 04.04.03, 11:20
              Droga es - bardzo, bardzo Ci dziekuję. To bardzo wazne dla mnie co napisałaś,
              zreszta wiele osób na tym forum tak napisło - zyj swoim własnym zyciem... ja
              dopiero teraz, jak zostałam sama, zobaczyłam, ze całe moje zycie było
              podporządkowane jemu... sama prawie nigdzie nie chdziłam, bo wydawało mi sie ze
              to będzie nie fair...
              Dobrze, ze zaczyna sie weekend... przmysle pare spraw, zanalizuję... poszukam
              sobie celu w zyciu...
              dziekuję
              • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 11:44
                I prawdopodobnie tutaj tkwi sedno sprawy. My kobietki jestesmy takie glupie, ze
                jak tylko faceta spotkamy, to zaraz sobie gniazdeczko wijemy, poswiecamy sie. A
                kysz, a kysz. Trzeba myslec o sobie, bo jak ty sama o sobie nie pomyslisz, to
                juz nikt o tobie nie pomyslis. Ciesz sie ze dostalas ta lekcje od zycia (ja
                zreszta tez). Teraz juz wiesz, ze jesli bedziesz kiedys z mezczyzna, to nie
                mozesz sie tak zatracic. Oni, debile ciagle musza zdobywac. Glupie to i bez
                sensu gra, ale zycie to gra:)) Wiec graj i baw sie dobrze. Naucz sie zasad aby
                je lamac;)))
                I do przodu. U mnie za oknem swieci slonce. Zaraz wychodze do pracy:( Pomysl o
                jakims milym panu i nie smuc sie;))) Tylu fajnych ich jest.
    • Gość: MOnie_pl Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 62.6.160.* 04.04.03, 14:24
      Juz troche czasu uplynelo od rozpoczecia watku, ale widze,z e jeszcze tutaj
      zagldasz. Moze i moja wypowiedz przeczytasz. Nie czytalam wczesniejszych
      postow, bo ejst ich tyle,z e nie mam na to czasu,a tez chce powiedziec o moi
      doswiadczeniu.
      1. Bylam z facetem, ktory mnie zostawil po dwoch latach.
      2. BYlo strasznie: nie chcialo mi sie wstawac z lozka, nie chcialo mi sie dbac
      o siebie, nie moglam sie dlugo pozbierac
      3. Pomogly nastepujace rzeczy:
      - niezawodne koleznaki, ktore wysluchiwaly zalow, placzow itp.,
      - duzo lodow czekoladowych, bo podnosza jednak poziom przyjemnosci
      - duzo, duzo, duzo pracy - znalazlam sobie dodatkowa rpace i w ten sposob nie
      myslalam o niczym, bo bylam tak zmeczona i zajeta praca
      4. Kiedy rpzyszla wiosna bylo juz lepiej, ale brakowalo chlopa
      5. Dzieki pracy na dwoch etatach w zimie zarobilam na poczatek na mieszkanie i
      latem oraz na jesieni szukalam mieszkania, co bylo kolejnym celem tak
      absorbujacycm (ci co przeszli taki proces potwierdza), ze przetrwalam jakis
      czas i po kupieniu mieszkania zrobilam olbrzymia impreze (40 osob na 30m2 -
      zmiescili sie!)- ralizacja duzego celu daje olbrzymia sile, ze dasz rade zrobic
      wiele rzeczy samej i nie ptrzebujesz do tego faceta, choc z facetem jest
      latwiej, nie zaprzeczam
      6. ta dla ktorej mnie zostawil zostawila go i wyjechala,a on byl nieszczesliwy
      i .... oczywiscie przybiegl do mnie, ale minelo juz kilka miesiecy i jakos nie
      chcialam nawet probowac (sama sie tym zdziwilam,ale na baaaaardzo drogi obiad
      go naciagnelam w ramach kary) i wlasciwie jedyne co ode mnie uslyszal
      to: "Rozumiem twoj bol, poczucie nieszczescia i niesprawiedliwosci" TO krotkie
      zdanie wypowiedziane z zyczliwoscia pokazalo mu ajk bardzo mnie skrzywdzil,a
      tez ze nie moze zrobic tego po raz drugi i bylo jedynym komentarzem.
      7. w miedzyczasie jakos tam wychodzilam z kolezankami i nawet kogos poznalam,
      ale to bylo tylko na chwile
      8. wtedy tez bylam juz na tyle silna, ze moglam zastanowic sie dlaczego
      rozeszlismy sie:
      - bylam mocno uzelezniona od niego
      - nie bylam szczesliwa z tym uzaleznieniem i to duzo psulo
      - tak mialo byc, zebym mogla to zobaczyc i nie powtorzyc bledow
      9. po 3 latach poznalam wspanialego faceta (choc tez ma swoje wady jak kazdy),
      ktoremu ten poprzedni do piet nie dorasta (to nie tylko moje zdanie!)
      10. teraz w moim nowym zwiazku juz wyczuwam moment kiedy cos jest nie tak i
      reaguje od razu, co polepsza jego jakosc, bo rozmawiamy ze soba

      Nie wiem czy podobny scenariusz bedzie w twoim przypadku, ale....
      1. nie oceniaj sytuacji teraz - zdarzysz jeszcze przyjrzec sie sytuacji
      2. przez jakis czas zawsze boli
      2. jesli nie rozmawialiscie ze soba gdy byliscie razem, a co mogloby pomoc, to
      znaczy, ze czegos brakowalo i zadne z was nie moglo tego dac drugiemu
      3. znajdz sobie cel, abys byla baaardzo zajeta - moze popracuje gdzies
      wolontaryjnie, bo widzenie bolu innych nie pozwala myslec o swoim
      4. koleznaki i przyjaciolki pomoga, zrozumieja i wysluchaja, zabiora do kina,
      wyciagna na spacer i na rower
      5. jesli mozesz zebrac sie i chodzic regularnie na fitness lub cos podobnego to
      bedzie ci to bardzo pomocne takze.

      Troche dluga ta rada, ale .... WIerze, ze przetrwasz i bedziesz wzmocniona, a
      twoj mezczyzna na pewno juz czeka na ciebie.
      Pozdrowionka
      Monie
      • Gość: dawna Niekochana Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 80.48.253.* 04.04.03, 14:48
        bardzo dziękuję... dzięki takim rada wiem, że dam radę... udowodnię sobie, jemu
        i całemu światu, że potrafię sie samorealizowac i byc szczęsliwa... niewiem,
        ile czasu mi to zabierze, ale wiem ze mi sie uda...
        • Gość: es Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 143.93.229.* 04.04.03, 15:57
          Widzisz jak cie kazdy wspiera jak moze. Poradziszsobie robaczku. Buzka;)))
        • chonorata do dawnej Niekochanej ;-) 04.04.03, 16:51
          podaj jakiegoś maila do siebie - jesteśmy w dosyć podobnej sytuacji
          z tą różnicą, że to ja odchodzę. Robię, bo muszę wreszcie uwolnić od wielu
          rzeczy, które znosiłam, a na które nie powinnam pozwalać

          mimo to, że to moja decyzja, nie jest łatwo - też sie boje i to bardzo, też co
          jakiś czas pojawiają się myśli, że sobie nie poradzę, że sobie nikogo już nie
          znajdę

          napisz, chętnie pogadam z kimś w podobnej do mojej sytuacji,

          pozdrawiam cieplutko,
          chonorata
          • Gość: Niekochana Re: do dawnej Niekochanej ;-) IP: *.visp.energis.pl 05.04.03, 17:35
            chonorata napisała:

            > podaj jakiegoś maila do siebie -

            wysłąląm Ci emaila - mam nbadzieję ze doszedł :-)
            • Gość: Syl Re: do Niekochanej ;-) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.04.03, 19:49
              Nie obwiniaj siebie za to ze ten zwiazek sie rozpadl. To nie byla Twoja wina.
              Jezeli on mial takie wielkie wyzuty sumienia, to znaczy, ze to on bardziej
              sknocil. Za co siebie obwiniasz? Wez pod uwage, ze nie byl w stosunku do Ciebie
              szczery - rozmawial z ta dziewczyna w czasie trwania waszego zwiazku( moze
              nawet wiecej niz to), a to, ze tak szybko zaczal z nia krecic swiadczy o tym ze
              myslal o zdradzie juz wczesniej. Powinnas byc zla , a nie siebie obwiniac. To
              on jest draniem. Moim zdaniem on Ciebie zdradzil z ta dziewucha juz wczesniej,
              i dlatego mial takie wielkie wyrzuty sumienia.

              Badz silna, przetrwasz to. Piszesz, ze masz nadzieje na dalszy zwiazek z nim.
              To jest najgorsze co moze Ciebie spotkac. Bylam w podobnej sytuacji, facet do
              mnie wrocil nie z powodu wielkiego uczucia, czy tesknoty, ale tylko dlatego, ze
              mial wielkie wyrzuty sumienia. Dowiedzialam sie o tym dopiero pod koniec
              naszego dotychczasowego zwiazku. Czy ty wiesz jaka czulam sie oszukana,
              niedowartosciowana. Czy chcialabys z nim byc, wiedzac, ze on jest z Taba tylko
              dlatego, ze samego siebie chce dowartosciowac po tym co Tobie zrobil, albo jak
              Ciebie traktowal?

              Miej swoja dume i zerwij z nim kontakty. Bron Boze nie obwiniaj siebie, jestes
              napewno wspaniala osoba, a on nie umial tego docenic - nie byl Ciebie wart.
              Jezeli chcesz z kims o tym porozmawiac, szukac wsparcia, pisz do mnie na priva:
              biedronka14@gazeta.pl
            • chonorata Re: do dawnej Niekochanej ;-) 07.04.03, 11:21
              niestety nie doszedł :(
              może spróbuj jeszcze raz (bez nospam) - chonorata@gazeta.pl

              pozdrawiam,
              chonorata
              • Gość: opty_4 Re: do dawnej Niekochanej ;-) IP: *.bphpbk.pl 07.04.03, 20:13
                Akurat dzisiaj dopiero przeczytalam Twój list . To faktycznie trudna sprawa ale
                mogę Ci chociaz powiedziec ze nie jestes sama i ze ja bylam w podobnej
                sytuacji. Dopiero co dochodze ledwo do siebie a minelo ½ roku od mojego
                rozstania i (to jest oczywiście istna paranoja) ale caly czas brakuje mi
                czlowieka który po prostu miał mnie gdzies jak się okazalo. Tez jestem osoba
                bardzo wrazliwa i myslalam ze to milosc mojego zycia podczas gdy on po prostu
                poinformowal mnie po 3 latach zwiazku ze spotyka się z inna . Myslalam ze umre
                z rozpaczy. Zaczelam chodzic na joge i robic duuuzo dla siebie poczawszy od
                odnawiannia starych (nawet bardzo starych) znajomosci skonczywszy na
                dodatkowych kursach . pomogla tez bardzo rodzina , mogę z pewnoscia powiedziec
                ze moi rodzice to kochani ludzie. Nauczyli mnie jakie waartosci w zyciu sa
                najwazniejsze (nie wiedzac niestety ze swiat schodzi na psy) Jak się okazuje
                nie wszyscy mieli podobne wzorce w rodzinie...Wiem ze mogę na nich liczyc w
                najtrudniejszych chwilach i caly czas teraz mysle ze przeciez dla nich musze
                zyc . Pomysl zatem– pewnie tez masz wspaniala rodzine, która zrobilaby dla
                Ciebie wszystko a ten palant po prostu nie jest Ciebei wart. Wiesz, odwalil
                niebywaly numer u psychologa – to chyba nazywa się chamstwo dokumentne. Nagroda
                Nobla w zakresie chamstwa przynalezy się wlasnie Twojemu ex. Sorry ze tak
                prosto z mostu ale tak wlasnie mysle. Czlowiek, który przekresla w tak chamski
                sposób 5 letni zwiazek jest dla mnie skonczonym ‘biiiiiiiiip’. I obys
                wytrwala ! wiem jak to ciezko kogos zapomniec ale trzymaj się. Na pocieszenie
                mogę powiedziec jeszcze ze mam 29 lat ale to jest calkiem fajny wiek wiesz?w
                razie czego pisz : daisy7@gazeta.pl
                • Gość: Niekochana? Re: do dawnej Niekochanej ;-) IP: 80.48.253.* 08.04.03, 11:06
                  witam wszystkich...
                  przeczytałam Wasze wszystkie wypowiedzi jeszcze raz i widzę jak wiele racji i
                  prawdy jest w tym, co napisaliście...
                  sama zdałam sobie sprawe z tego jak bardzo niehonorowo i po gówniarsku zachował
                  sie mój /były/ chłopak w tej sytuacji... i jak bardzo ja go broniłam, że to
                  dlatego, że nie chciał mnie ranic, że nie miał odwagi... i to, że każdy jego
                  gest w moja strone, każde ciepłe słowo odczytywałam jako wyraz jego uczuc, a to
                  tylko wyrzuty sumienia, które w ten sposób próbuje zagłuszyć...

                  najgorsze jest to, że mimo jego ewidentnych wad, tego, że mnie okłamał, że jest
                  nie fair w stosunku do tej dziewczyny ( nawet jeżeli on ja traktuje jak
                  koleżanke to ona chyba jego nie, inaczej by go do siebie nie zapraszała, momo
                  tego świństwa jakie mi zrobił... nie potrafie o nim zapomniec, nie mysleś...
                  wciąż go kocham, jest mi bliski... jakby tylko chciał wrócic to bym się
                  zgodziła, mimo tego, ze chyba bym się za to znienawidziła... to znaczy wiem, ze
                  nie ma powrotu, ze NIE MOGE do niego wrócic, bo on nie chce a nawet gdyby
                  chciał to zaufania juz nie można odbudowac, zawsze bym sie dręczył czy kogos
                  aktualnie nie podrywa na sieci, czy sie nie spotyka z ta dziewczyna albo
                  inna... ale to jest silniejsze ode mnie... mimo tego, że rozum ma rację, że WY
                  macie rację, ciągle o nim mysle...

                  mam takie napady... od radości, że to koniec, mam mnóstwo enegii, chce cos
                  zrobic, dla siebie, a po części po to, żeby on zobaczył ze nie jestem bluszczem
                  nieumiejącym bez niego ciekawie funkcjonowac...
                  po kompletne doły, że mnie tak zranił, odrzucił, że ja mu wszystko... zawsze
                  był najwazniejszy... przed wszystkimi i wszystkim...

                  wiem ze to wymaga czasu... nie ma innej recepty... ale na razie boli.. boli tak
                  cholernie, ze czasami chce mi się wyć... i nawet to, ze wiem że to rozstanie to
                  jedynie słuszna droga to wcale mi z tym nie jest lepiej...

                  BARDZO WSZYSTKIM DZIĘKUJE ZA POMOC - wasze przemyslenia, obiektywne wnioski i
                  własne doświadczenia bardzo mi pomogły... dziekuję
                  • Gość: Ona Re: do dawnej Niekochanej ;-) IP: 212.244.226.* 08.04.03, 11:41
                    Gość portalu: Niekochana? napisał(a):
                    > nieumiejącym bez niego ciekawie funkcjonowac...
                    > po kompletne doły, że mnie tak zranił, odrzucił, że ja mu wszystko... zawsze
                    > był najwazniejszy... przed wszystkimi i wszystkim...

                    Szkoda, że nie potrafił tego docenić....Nie potrafił odwzajemnić tego
                    daru,który otrzymywał od Ciebie ALE TO JEGO STRATA ! Pomyśl,co on stracił
                    przez to,że nie jest już z Tobą : wielką miłość, możliwość bycia dla kogoś tą
                    jedyna i najważniejszą osobą itd.
                    Po prostu niektórzy nie zasługują aby ich prawdziwie kochać...

                    > wiem ze to wymaga czasu... nie ma innej recepty... ale na razie boli.. boli

                    Boli i to bardzo,ale to minie...
                    Życzę Ci aby minęło jak najszybciej, wiele słońca w życiu i uśmiechu :)))
                    Pozdrawiam
    • Gość: Dora Re: jak nie zwariowac po rozstaniu? IP: 217.97.133.* 08.04.03, 13:37
      Przede wszystkim przykro mi ze tak sie wlasnie stalo miedzy Wami.
      Nie bylam nigdy w tak dlugim zwiazku, ale wiem z doswiadczenia, nie tylko
      swojego, ze nie ma sensu rozstawac sie z kims tylko "na jakis czas". Bo kobieta
      wtedy czeka i teskni, a facet natychmiast znajduje pocieszenie.
      To jest chyba regula.
      Teraz w podobnej sytuacji znajduje sie moja przyjaciolka. Tez sie rozstala na
      jakis czas, a w tym czasie jej chlopak szalal, i zaszalal. Wlasnie wzial slub z
      dziewczyna, kt zaszla z nim w ciaze.
      A moja kolezanka siedziala w domu i czekala na niego.
      Nie wiem co CI doradzic.. moze wszystko sie ulozy dobrze, moze sie okaze, ze
      jestescie dla siebie stworzeni. A moze wlasnie nie?
      Tylko ojedno CIe prosze: nie zamykaj sie na siwat inie zyj nadzieje i tesknota,
      i czekaniem az on wroci.
      I zycze Ci zeby sie wszystko dobrze skonczylo
      • nadja11 Niekochana! 26.04.03, 21:03
        Dałas juz sobie rade ?Czujesz sie lepiej niz kilka tygodni temu? Pozdrawiam
        cie serdecznie:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka