kropkaa
09.10.11, 23:35
Ostatnio mama długokarmiąca opowiedziała mi jak zakończyła karmienie. Po prostu - posypała piersi papryką. I obwiązała bandażem czy czymś tam i mówiła dziecku, że cycuś be i takie tam podobne.
Byłam w szoku. Autentycznie. Nie rozumiem, jak można przez kilkanaście/kilkadziesią miesięcy karmić piersią, po czym nagle i niespodziewanie przewrócić dziecku (już nie tak malutkiemu) świat i zacząć wpierać, że to co uwielbiało, jest fuj, be, ble i do kitu.
Wczoraj było cudnie wtulać się w mamę, a dziś ta pierś piecze, jest czerwona i odpycha na kilometr.
No i dziś czytam podobne historie i rady na emamie. I o co kaman? - zdziwienie.
Kurczę, dla mnie koniec karmienia kojarzy się z zakończeniem pewnego etapu, a nie z zaprzeczeniem dotychczasowego życia.
Smutne to dla mnie.