Jestem w 13tc i karmię piersią prawie dwulatkę. Mała chodzi do żłobka, więc są to teraz karmienia do zaśnięcia wieczorem i w nocy (jakieś 1-3 razy).
W obecnej ciąży na razie czuję się świetnie, ale w poprzedniej od końca 6 miesiąca miałam niebolesne skurcze (takie twardnienie brzucha, na które zwrócił uwagę lekarz, bo sama nawet tego nie czułam) i musiałam brać cordafen już do końca ciąży.
I teraz obawiając się, że te skurcze mogę mieć znowu, a wtedy pewnie musiałabym odstawić Małą praktycznie z dnia na dzień zupełnie, zaczęłam jej redukować karmienia.
Bez problemu zrezygnowała z karmienia popołudniowego a od wczoraj ćwiczymy zasypianie do drzemki bez mleczka (chodzi tylko o drzemki w weekendy, bo w tygodniu śpi w żłobku). I idzie opornie. Ja mam wyrzuty sumienia, że zabieram jej coś cennego, ona wiadomo - płacze, a w końcu zasypia. Kolejnym krokiem byłaby eliminacja karmień nocnych.
Tylko sama nie wiem czy dobrze robię? Czy nie lepiej iść na żywioł i jak już się coś zdarzy to wtedy odstawić z dnia na dzień (a jak będzie dobrze to szykować się do tandemu

)?
Czy jednak ograniczać stopniowo już teraz (chciałabym docelowo zostawić tylko karmienie do snu, bo wiem, że to jest dla Małej najważniejsze)?.
Jak myślicie?