04.01.11, 08:59
Hej,
od dwóch lat miałam na korepetycjach uczennicę (osoba dorosła), która przychodzila co tydzien na 120 minut. Wydawalo mi sie, ze jest zadowolona z lekcji, kiedys na koniec roku przyniosla mi czekoladki:) z podziekowaniem za zaangazowanie, mowila ze jej sie podobaja lekcje. Pozniej ja wycjechalam na 3 miesiace, ona miala sie zapisac na kurs. Ale jak wrocilam to do mnie zadzwonila i znow zaczela przychodzic. Nie mialysmy stalej gofziny i dnia tylko sie umawialysmy na biezaco. No i w listopadzie ona zaczela rzadziej przychodzic, pozniej w grudniu nie dojechala przez sniezyce i od tej pory sie nie odezwala, a ma jeszcze ksiazki moje. No i nie wiem, wypada do niej napisac o co chodzi? Bo nie wiem czy przestalo sie jej podobac, nie ma pieniedzy, cos sie stalo czy jak? Jak myslicie?
Obserwuj wątek
    • angksiazki Re: uczennica 04.01.11, 12:11
      Napisz jej że masz remanent i przed 15.01 musisz mieć wszystkie książki w domu. Napisz też, że może wysłać książki poczta lub wrzucić do skrzynki (na wypadek gdyby chciała uniknąć spotkania :-)
    • baba67 Re: uczennica 04.01.11, 12:49
      Stracila zapal. Pewnie ze trzeba sie upomniec o ksiazki, najlepiej w formie uprzejmego smsa z najlepszymi zyczeniami w Nowym Roku .
    • mewa-01 Re: uczennica 08.01.11, 13:09
      Tacy uczniowie też się zdarzają. Pożyczyłam książkę jednemu ze swoich podopiecznych, który po dwóch latach współpracy pożegnał się z powodu restrukturyzacji w banku i przeniesienia jego stanowiska do innego działu - uczciwie powiedział o co chodzi. Jednak miał książkę, którą miałam nadzieję, że zwróci. Po iluś tam mailach, które mu wysłałam, po mniej więcej pół roku powiedział, że nie może jej znaleźć, bo przeprowadzał się i pewnie gdzieś się zawieruszyła. Zaproponowałam w końcu, aby przesłał mi pieniądze na konto. Podałam cenę i tak zrobił, ale miałam wrażenie, że bardzo niechętnie, bo samo przekazywanie pieniędzy trwał ponad miesiąc.

      A co do "znikających" uczniów, to też mniej więcej po półtorej roku dobrej współpracy (również otrzymywałam gifty typu: bombonierki, gadżety, nawet kosz firmowy z okazji świąt) nagle ulotniła się dziewczyna, która napisała mi w mailu, że ma problemy z zębami i musi usunąć wszystkie ósemki. W związku z tym musi zaprzestać lekcji i odezwie się jak już będzie po wszystkim. Minął rok i się nie odezwała. Jako ciekawostkę dodam, że uczę tam inną osobę, która zna tamtą dziewczynę i okazało się, że tamta nie miała żadnych problemów zdrowotnych i cały czas w owym okresie była w pracy....

      I tu jest coś czego nie rozumiem. Zamiast kręcić i wymyślać wymówki, to przecież można wprost powiedzieć, że musi zakończyć współpracę, bo:
      (1) mam nowego szefa / nową szefową i nie mogę mieć lekcji w firmie;
      (2) straciłam pracę;
      (3) firma podpisała umowę ze szkołą językową i mam okazję chodzić na nie za free;
      (4) albo po prostu znalazłam tańszego lektora ....

      Zawsze zastanawia mnie skąd ten brak manier i ogłady u ludzi, którzy niejednokrotnie pracują na wysokich stanowiskach. A przecież wystarczy elegancko zakończyć współpracę mówiąc co i jak.. Tak zrobił kiedyś Pan Piotr, który przyniósł mi na zakończenie bombonierkę i powiedział że otrzymał tego dnia wypowiedzenie. To jedyna osoba, która umiała zachować się z prawdziwą klasą.


      ---
      Wszystkim życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2011 :-)
      • alina.walkowiak Re: uczennica 08.01.11, 13:46
        Myślę, że ludzie boją się konfrontacji z negatywnymi uczuciami drugiej strony, nawet, jeśli te są niewypowiedziane. Wolą stchórzyć.

        A co do pożyczania książek uczniom - nie mam tego zwyczaju i tak chyba jest lepiej.
    • aga.p.p Re: uczennica 08.01.11, 14:01
      Nie rozumiem, dlaczego ludzie boją się, a może wstydzą, zadzwonić, wyjaśnić i upomnieć o swoje. Uczniowie uczniami - jak ktoś mi nie przychodzi na zajęcia, to dzwonię i pytam co się dzieje. Książek nie pożyczam, ale gdybym, to też bym nie miała problemu żeby się o nie upomnieć. A jak ktoś chce sobie zrobić dłuższą przerwę, nie wiadomo na ile, to zawsze traktuję to jak koniec kursu, nie trzymam dla nikogo terminu.

      Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, to dzwoń i wyjaśniaj. I śmiało zażądaj zwrotu książki, w końcu to Twoja własność.
      • baba67 Re: uczennica 08.01.11, 14:17
        Mnie tez takie zachowanie dziwi, ale traktuje to jako nieunikniona czesc mojej pracy. Na ogol ludzie rezygnujac tlumacza dlaczego-bezplatne kursy w firmie, zmiana godzin pracy tak ze nie ma kiedy miec lekcji, ciecia budzetowe-jest to normalne i OK. Znikaja na ogol osoby i tak klopotliwe, ciagle majace pod gorke i piec karczmow na rozjazdach.
        Niektore rezygnujac obiecuja ze wroca kiedy problemy sie skoncza czego nigdy nie traktuje powaznie chyba ze znam osobe od kilku lat .
        Najbardziej irytujaca grupa znikaczy sa znikacze okolowakacyjni.Zawsze pytam czy dana osoba potrzebuje kilku lekcji przed wyjazdem zeby sie czuc pewnie, wtedy inaczej ustawiam prace i material pod katem potrzeb ucznia. Nie ,nie, beda sie uczyc dluzej, jak tylko wroca z tej Grecji to sie zglosza, z czego oczywiscie nic nie wychodzi. Nic na tym trace, bo terminow dla nich nie trzymam-oduczylam sie- a jedynie irytuje mnie infantylizm doroslych ludzi nie wiadomo czemu sluzacy.
        Od przyszlych wakacji zawieszam dzialanosc na 2 miesiace i na szczescie nie bede juz miala z takim towarzystwem do czynienia.
        • chinwag Re: uczennica 08.01.11, 16:08
          "traktuje to jako nieunikniona czesc mojej pracy."

          Jestem zdania, że tak właśnie należy robić.
          Przyjmujemy zlecenie zakładając przeprowadzenie "całorocznego" kursu - czy to uczniowie, czy pracujący wakacje na ogół chcą mieć wolne, że o naszym odpoczynku nie wspomnę.

          Jedyna radą na rezygnujących jest podpisywanie takich samych umów jak w szkołach językowych, uratuje się kasę za okres wypowiedzenia...tyle, że kto tak z indywidualnymi uczniami robi?;)

          Mnie osobiście też zdarza się, że ktoś musi zrezygnować, ale jest to na tyle rzadkie zjawisko, że nie widzę w tym problemu.

          • nighthrill Re: uczennica 17.01.11, 16:06
            Mnie też "znikanie" denerwuje, choć tylko raz miałam osobę, która po prostu nie przyszła na kolejną lekcję ( dodam, ze nie np. drugą, wtedy mogłabym zrozumieć, że jej nie odpowiadam, ale po pół roku współpracy) i po moim smsie z pytaniem czy coś się stało odpowiedziała, że rezygnuje. Odpisała po kilku dniach! Dorosła kobieta. Brak odwagi czy co?

            Miałam też dwa razy osoby, które po pierwszych zajęciach nie przyszły już więcej, mimo że wychodząc po pierwszej lekcji wydawały się zadowolone, umawiały się na konkretny termin itp. Czemu nie zadzwonią z informacją, że wzięły np. kilka lekcji próbnych u różnych lektrów i wolą mieć zajęcia z kimś innym? Przecież takie "wystawianie" to kpina z mojej pracy - kseruję, czekam, rezerwuję czas.

            Mam też panią, która na początku chodziła regularnie przez 5-6 spotkań, potem zaczęła odwoływać, bo śnieg, urodziny syna, praca, a poza tym "nie lubi wychodzić z domu zimą"(!), a teraz poprosiła o miesięczną przerwę z przytrzymaniem terminu(!). Ludzie bywają specyficzni...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka