03.03.15, 22:33
Witajcie! temat sugeruje, że chcę porozmawiać o nauczycielu, który odwołuje korepetycje. muszę coś jeszcze przyznać - jestem nim ja (a raczej studentką dorabiającą sobie).
Udzielam już długo tych lekcji, czuję, że się wypaliłam kompletnie. Odwołuje korki średnio co dwa/trzy tygodnie, tłumacząc się różnie. Nie wiem, czy to wypalenie czy coś innego. Nie mogę podjąć etatowej pracy, kończę studia w tym roku. Nie wiem, czy całkowicie zrezygnować z tych lekcji (do czerwca już mało czasu zostało) i żyć z oszczędności czy przemęczyć się. Na lekcjach jestem zaangażowana i myślę, że uczniowie je lubią. Mnie chyba najbardziej dobija w tym jeżdżeniu do nich to, że to co zarobię przeznaczam na opłaty, bieżące sprawy i nic nie odkładam i nie czuję, że je mam. Gdy idę na korki to nie ma mnie od rana do 20-21 w domu (studia i korki). Przychodzę wyczerpana - bo to ja dojeżdżam do nich. Muszę pisać pracę na studia i to wszystko mnie zniechęca. W przeszłości pracowałam po 12 godzin czasem dziennie, wakacje przepracowałam ciężko pracując fizycznie, więc pracy naprawdę się nie boję - tu nie chodzi o to.
Może coś doradzicie patrząc ze swojej perspektywy? lub może nawet perspektywy kogoś, kto bierze korepetycje?
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: wypalenie 04.03.15, 08:07
      Dojazdy sa bardziej meczace niz praca. Przynajmniej dla mnie.Jednakowoz dojazdy to takie frycowe ktore wiekszosc prywatnych lektorow musi zaplacic.Jesli masz w planach pojecie po studiach zupelnie innej pracy to im wczesniej zrezygnujesz tym uczciwiej bedzie dla uczniow.Ja mialam tak ze w penym momencie przestalam przyjmowac wyjazdowki i tacy uczniowie sie powykruszali a mialam juz nowych przyjmowanych w domu.
    • engteacherka Re: wypalenie 04.03.15, 22:15
      Może nie jesteś wypalona, tylko zwyczajnie przepracowana. Zgadzam się z baba67, że dojazdy bardzo męczą. Ja mam jeden taki dzień w tygodniu, że przed południem biegam od jednej grupy do drugiej, potem mam indywidualne u siebie i wieczorem jestem padnięta. W pozostałe dni mam więcej godzin, ale wszystkie u siebie i nie jestem aż tak zmęczona. Możesz spróbować uczyć u siebie albo wziąć trochę mniej godzin i zobaczysz, czy to wypalenie
      • sunnysmile Re: wypalenie 10.03.15, 23:40
        Mam troszkę dłuższy staż uczenia niż autorka wątku. Nie jestem studentką. I też jestem wypalona. Zastanawiam się nad zmianą zawodu / branży. Cokolwiek innego. Niestety do tej pory to ja dojeżdżałam do ucznia, bo nie mam warunków lokalowych w miejscu zamieszkania. Męczy mnie to koszmarnie i pożera czas. Ze względu na życie prywatne (2 dzieci i mąż) nie mogę mieć już zajęć popołudniami. Dzieci zaczynają szkołę i przedszkole od września. Nie będę już miała możliwości zostawiania ich pod opieką babci, jak to było do tej pory. Chcę też być w domu popołudniami i wieczorami, kiedy to wrócą do domu. Już w tym roku szkolnym moje starsze dziecko pyta się dlaczego wychodzę do pracy kiedy ona wraca z przedszkola. Jest jej przykro i płacze czasem bym nie szła. A od września? Chcę zostać w domu i być przy niej, pomagać jej odrabiać zadania, zawozić do koleżanek czy na basen a nie mówić "jeszcze trochę, córciu, wytrzymaj".

        Chciałam założyć działalność, taką z pompą, z lokalem, z grupami, kursantami. Ale to wiąże się znów z pracą popołudniową i/lub zatrudnieniem kogoś. Poza tym wyłożenie gotówki na ten biznes nie wchodzi teraz w grę.

        Poradźcie coś, bo jeszcze chwila i się rozsypię. Uwielbiam uczyć, ale jak to zrobić logistycznie, by pracować do południa. Myślałam nawet o pracy z domu. Ale do tłumaczeń to ja się nie nadaję. Mieszkam w małej gminie. Stawki nie są tu wysokie. Ktoś kiedyś tu na forum napisał, że jeśli chce się zarabiać dużo, trzeba chcieć dużo zarobić i celować w bogatą klientelę wysokimi stawkami. U nas za 60 min lekcji standardem jest 35-40 zł. Mówię o prywatnych lekcjach, nie szkołach językowych.

        Czyżbym chciała za dużo? Uczyć do południa a po południu być w domu z rodziną? (uprzedzam pytania o męża :P mąż pracuje na zmiany a z racji tego, że się przeprowadzamy na swoje nie mogę zostawić dzieci co któryś tydzień popołudniami samych w domu bo mam pracę, dlatego chcę pracować w domu)

        • baba67 Re: wypalenie 11.03.15, 11:27
          Skype?
        • aga.p.p Re: wypalenie 11.03.15, 18:11
          Zmień branżę. Serio, nawet jeśli będziesz chciała uczyć przez Skype'a z domu, to i tak będzie to popołudniami, ze stratą dla dzieci.

          Gdybyś założyła małą szkołę, to przechlapane jeszcze bardziej, bo albo wywalisz kupę kasy na kierownika i będziesz tylko nadzorować, albo będziesz siedzieć w robocie nie tylko po południu, ale przez cały dzień i jeszcze w weekend.

          Do południa można uczyć w szkołach, firmach i na zajęciach dla ludzi, którzy w tym czasie nie pracują. Jeśli nie widzisz u siebie takich klientów, to tego się nie przeskoczy.

          A tak w ogóle to znam ten ból, mam tak średnio raz na kwartał. Też mi się odechciewa i też wolałabym mieć popołudnia dla siebie. Tyle że przy prywatnych zajęciach tak się nie da, niestety.
          • baba67 Re: wypalenie 12.03.15, 09:38
            Wlaśnie jest nadzieja że na skypie znajdzie kogoś rano,predziej niż w wypadku tradycyjnych lekcji. Rynek otwiera się spory-bo na wsi są też ludzie wyksztalceni zainteresowani nauką języka. W całej Polsce.Podstawą móglby być dobry marketing na jakichś stronkach dla młodych rolników na przykład lub ogólnie lokalnych społeczności. Sama jestem beznadziejna technicznie zresztą moj target się do skypa nie nadaje, ale widzę tu niszę. Potrzeba czasu ,cierpliwości i elastyczności ale zdobywanie klienteli w tradycyjny sposób też nie jest uslane różami i trwa.
            • aga.p.p Re: wypalenie 12.03.15, 20:22
              Nadzieja jest, bo zasięg geograficzny szerszy, ale to w dalszym ciągu nie będzie oferta dla pracujących i uczących się (a ludzie na wsi robią jedno i drugie). A tu chodzi głównie o zagospodarowanie przedpołudnia.
        • pinezka.777 Re: wypalenie 12.03.15, 17:54
          tak, uważam, że chcesz za dużo. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Myslenie, że założenie działaności gospodarczej (już nieistotne w jakiej branży)=więcej czasu dla siebie to nieporozumienie. Chcesz otworzyć szkołę "z pompą" przy minimalnym wysiłku ze swojej strony? Nie radzę, utopiny czas i pieniądze.
          Ze swojej perspektywy powiem, żę po blisko 10 latach pracy dla szkół językowych, spędzaniu 13 godzin poza domem (częśc godzin w jednej szkole, częśc w drugiej, trzeciej czwartej i po drodze coś indywidualnego) otworzyłam swoją szkołę. Treaz pracuję nawet i 16 godzin, plus taki, że na dupie w jednym miejscu. Przewartościowuję, zmieniam, kalkuluję, żeby pracować mniej za więcej. Narazie do przodu, ale to zajmie mi conajmniej kolejne 2-3 lata, żeby przy mniejszym nakładzie pracy zarabiac tyle samo. Kiedy prowadzisz firmę jesteś w pracy 24/7, bo jesli akurat nei masz zajęć, to je przygotowujesz, jak nie przygotowujesz, to odpowiadasz na maile, jak nie maile, to szukasz metod promocji, spotykasz się z klientami (nieraz bezowocnie). W moim przypadku dochodzi wprowadzanie na rynek pewnych innowacji w nauczaniu - to wszystko wymaga tyle czasu i myślenia/planowania, że na nic innego nie mam chwili. Wiosna za oknem mnie nie dotyczy. A jestem dość dobrze zorganizowaną osobą.
          Nie ma czegoś takiego jak założenie firmy i sukces w 5 min przy minimalnym nakąłdzie pracy, jeśli tego chcesz, to się rozczarujesz...
    • claratrueba Re: wypalenie 13.03.15, 05:44
      Jesteś po prostu zmęczona do czego dochodzi brak finansowego bezpieczeństwa- to zniechęca. Nie tylko dojeżdżającego do ucznia nauczyciela ale i dojeżdżającą do pracy kasjerkę z Biedronki.
      Masz dwie drogi- zrezygnować z lekcji, ale miej świadomość, że posiadanych obecnie uczniów stracisz, znajdą kogoś innego. Znaleźć nowych niełatwo gdy "bieżący" nie rekomendują. Przemęczyć się- za chwilę odpadnie Ci pisanie pracy na studia, odpadną studia. Jest jeszcze droga trzecia- chyba najlepsza- dokonac selekcji uczniów i męczyć sie tylko z tymi, którzy sprawiają najmniej kłopotu a dają najwięcej satysfakcji. Lub zrezygnować z tych, do których dojazd jest najbardziej uciążliwy.
      Ja dojeżdżam do wiekszości uczniów i to mi odpowiada- kontakt z rodzicami, bardzo rzadkie odwoływania przez uczniów. Ale tak układam lekcje by dojazd był jak najmniej uciążliwy i zabierał jak najmniej czasu- czyli lekcje w jednym dniu muszą być możliwie blisko siebie, a nie z jednego końca miasta na drugi (choć miasto nie jest duże). To nie jest jakaś wielka filozofia skoordynować czas z topografią a jest to konieczne by proporcje czasu dojazdu do czasu lekcji kosztów paliwa były rozsądne.
      • sunnysmile Re: wypalenie 13.03.15, 12:05
        Tak, jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Jestem świadoma, że założenie własnej szkoły to nie będzie praca 4,5 h dziennie tylko cały dzień i przez długi czas aż do osiągnięcia pewnego etapu, kiedy to mogłabym powierzyć część obowiązków innym. Nie mogę teraz tak się poświęcić. Będzie to znów kosztem rodziny, z którą to właśnie chcę spędzać więcej czasu a nie coraz mniej. Był okres w życiu kiedy nie miałam rodziny, pracowałam po 14-15 h na dobę i było ok. Teraz się to zmieniło i to dosyć mocno. Lekcji mam po 2-3 h dziennie i to tak ułożone, że są blisko siebie. Nie tracę paliwa i czasu zbytnio ale wciąż jakby to policzyć to mogłabym w tym czasie zrobić jeszcze jedną lekcję gdybym miała je u siebie w domu. No cóż, albo jedno albo drugie. Skoro nie ma warunków by to mieć w domu, to trzeba było zrobić inaczej

        Podpowiadacie Skype? Dzięki! Jest to jakaś myśl.

        Wiecie co, serio widzę tylko zmianę branży i pracę z domu. Przynajmniej spróbować muszę. Pomyślę jeszcze o tym skype. Myślałam nawet o założeniu firmy za granicą, w Czechach. Mam tam tak blisko, że aż śmiech. Ale hmm uczyć Czechów mówienia po ang? To by dopiero byla inwestycja w reklamę by tam zaistnieć. Jak myślicie?


        • pinezka.777 Re: wypalenie 13.03.15, 14:17
          ale za to zaoszczedzisz na innych rzeczach, zakłądanie działaności w Czechach, jeśli faktycznie tam będziesz prowadziłą działaność, jest bardzo opłacalna;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka