Dodaj do ulubionych

dojeżdżanie dojeżdżanie

21.01.16, 01:39
Drodzy forumowi lektorzy/lektorki - tak przeglądając/wspominając róźne wątki - ależ wy demonizujecie to dojeżdżanie na forum:) Opłaci się, opłaci. Zależy czym i jak daleko się dojeżdża. Mam auto na gaz. Przez 3 dni w tyg. poruszam się w zasadzie w promieniu 4 km od domu, a tylko w 2 pozostałe robię tournee po mieście. Mój najdalej wysunięty punkt to obecnie 11 km (12 min jazdy). Po drodze tamże mam przystanki ale nie mam ich tyle samo co lekcji (uczę sąsiadów uczniów, którzy mnie polecili, rodzeństwa) więc często odpada zabawa z wielokrotnym odpalaniem, parkowaniem itd. W ten najbardziej "jeżdżący" dzień spalam gazu za, uwaga, 7-8 zł. Amortyzacja? Ponoć auto jak jeździ codziennie to się rzadziej psuje. Poza tym można po drodze załatwić swoje sprawy no i na koniec wrzucić to wszystko w koszty.

Mówicie, że trzeba się ubrać, umyć - a to w domu przyjmujecie uczniów w pidżamie?:) W domu prowadzę tylko 2 poranne lekcje w tygodniu i procedura szykowania się wygląda podobnie, plus trzeba jeszcze ogarnąć pokój. Z innych zalet - tylko ja się spóźniam, a nie 5-7 uczniów. Jasne, że można takim skrócić lekcje, ale nie lubie takiej roboty - zaplanowana lekcja to lekcja i tyle, plan ma byc wykonany, by później nie było chaosu! :)

Wspominane często na forum 15 minutowe przerwy między lekcjami ja wykorzystuję na przemieszczanie się, więc na dobrą sprawę czasowo wychodzi tak samo.

A teraz pytanie - skąd wy bierzecie tych zdyscyplinowanie stawiających się u was uczniów?:) Nie wiem czy ja swoich za bardzo rozpieściłem? Zawsze wydawało mi się, że popularniejsze są korepetycje u ucznia i że o takich uczniów łatwiej. Nie ukrywam, że zaczynając działalność ze strachu brało się każdego chętnego, nawet z tych odleglejszych osiedli. Nie wyobrażam sobie powiedzieć im wszystkim teraz: od przyszłego tygodnia zapraszam do mnie.

Może i przyjmowanie w domu jest wygodniejsze, ale bez przesady z tym demonizowaniem dojeżdżania. Odpowiedni środek transportu, dobra logistyka i wszystko jest do zrobienia.

Gdybym jednak chciał pewnego dnia skończyć z byciem dojeżdżającym frajerem, to jak dokonać tego przeistoczenia? Jest tu więcej takich dostawców angielskiego jak ja, czy tylko ja jestem taki gupi:)? Komuś udało się stopniowo przejść z mobilnego na stacjonarny tryb pracy?

:)
Obserwuj wątek
    • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 09:06
      Ja mam po prostu w ogłoszeniu zaznaczone że "lekcje odbywają się u nauczyciela" i niezainteresowani taką formą nauki po prostu się do mnie nie odzywają. Ale ja uczę tylko młodzież i dorosłych dla których nie problemem jest dojechać. :> Na samym początku korepetytorskiej "kariery" dojeżdżałam autobusem, bo nie jestem zmotoryzowana i było to dla mnie bardzo męczące. Poza tym, na lekcji używam dużo multimediów, muszę mieć dostęp do komputera, tablicy, materiałów... nie wyobrażam sobie tłuc się z tym wszystkim autobusami.
    • baba67 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 10:00
      Ja nie jeżdże samochodem, nigdy nie chciałam się tego uczyc bo samo w sobie byłoby to dla mnie stresującą praca podobnie jak dla mojej Mamy która sie nauczyła ale nie polubiła tego nigdy.Problemem byloby dla mnie pamiętanie o zatankowaniu, przegladach itp-jestem kompletnie nietechniczna. No i warszawskie korki. na początku działalnosci przemieszczałam sie komunikacja i samo wspomnienie o tym jest nieprzyjemne.jednak początki kariery wypadły na koszmarny czas roku 2004 2005 kiedy kryzys sie rozhulał na dobre, nie było jeszcze portali ogłoszeniowych i znalezienie osób które by przyjeżdzały było bardzo trudne, tak jak trudne było znalezienie chętnych w ogóle.To że mogę sobie pozwolić na uczenie tylko u siebie od kilku lat uważam za wielki sukces. Pomagają mi sciany oszczędzam czas i energię.Juz samo kilkakrotne w ciągu zimowego dnia ubieranie się i rozbieranie jest w pewnym wieku męczące. Niektórzy z samochodem wolą dojeżdżać bo prowadzenie samochodu ich relaksuje, korków w mniejszych miejscowościach nie ma a i stawkę moga mieć zdecydowanie wyższą a ze chetnych mają to i przebierać mogą.
      • cytryna76 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 11:11
        Ja od razu informuję, że tylko z dojazdem do mnie, inaczej się nie decyduję (no chyba że na tym samym osiedlu albo na trasie powrotu z pracy, wtedy jeszcze mogłabym rozważyć). Raz jeden zgodziłam się na dojazd do dziecka, bo mnie rodzice ubłagali i wspominam to jako wielki wysiłek nieadekwatny do korzyści - nie mam samochodu, a blok usytuowany był daleko od przystanku, więc dla mnie była to prawdziwa wyprawa, a odrobinę wyższa stawka nie rekompensowała wysiłku. W dodatku był wieczny problem z magnetofonem, gdyż po moim przybyciu zawsze rozpoczynało się jego gorączkowe poszukiwanie w mieszkaniu. Dziś może są lekkie i nowoczesne odtwarzacze, ale X lat temu musiałbym wozić sprzęt tramwajem i tachać go ze sobą na tę godzinę zajęć. Teraz na pewno jestem już na to za wygodna.
    • kocica27 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 11:32
      Mnie dojazdy jakoś męczą. Może wynika to z wieku, z dużej ilości obowiązków itd., po prostu fizycznie mnie to męczy i nie mówię tylko o dojeździe do pracy, ale tak ogólnie o prowadzeniu samochodu. I raczej nie da się w 15 minut (Warszawa, korki, kłopoty ze znalezieniem miejsca do parkowania). Pół godziny to minimum. Więc poświęcam 2h, a zarabiam jak za 1h, to co to za interes? Nie liczę już paliwa nawet, chodzi wyłącznie o czas. No i to bieganie ze sprzętem. U siebie mam wszystko (komputer, tablet, drukarkę itd.), u kogoś nie wydrukuję, jeśli w trakcie lekcji wypadnie, że powinien poćwiczyć jakieś zagadnienie i trzeba mu coś dać na szybko, a ja bardzo nie lubię improwizować. Generalnie uważam, że dużo wygodniej jest uczyć u siebie. Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś innego to nie problem i ma taki system, że wszystko gra i jest mu wygodnie. Czasem ktoś jest pracoholikiem i gdyby nie dojazd, to nie miałby nawet chwili przerwy, więc dojazdy są wręcz wskazane:)
      Jeżeli mamy za mało zajęć w grafiku, to można myśleć o dojazdach, ale tylko w godzinach nietypowych np. 11.00-15.00. Nigdy nie dojeżdżałam w godz. 15.00-21.00, bo wtedy mam komplet u siebie, a dojazd oznaczałby mniej zajęć w tym samym czasie. Ludzie nie są chętni, by płacić za nasz dojazd do nich, jeszcze nie rozumieją, że jest to pewien luksus. A może Ty bierzesz więcej za taką lekcję? Widziałam w różnych ogłoszeniach, że niektórzy dojeżdżający wymagają, żeby lekcja z dojazdem trwała minimum 1,5 lub 2h (żeby im się opłaciło). Dla mnie to kiepsko, bo zaczynam się męczyć. Mogę mieć 5h ciurkiem z różnymi osobami, ale 2h z 1 osobą mnie męczy.
      Pytasz, jak się wycofać z dojazdów. Po prostu nowych przyjmować tylko u siebie, a starzy się powoli wykruszą. Nie wyobrażam sobie, żeby można było wszystkich przestawić, tzn. zaproponować można, ale zgodzi się 1 na 10, a reszta znajdzie innego nauczyciela. To prawie tak samo jak z podwyżkami. Ja wprowadzam nową cenę i nowych biorę po tej nowej, jeśli stan przejściowy za długo trwa, to wprowadzam starym podwyżkę i liczę się z tym, że odejdą.
    • aga.p.p Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 13:03
      Opłacalność finansową to sobie można zawsze wyliczyć, kwestia tego, czy znajdzie się uczniów. Kwadrans między zajęciami to dla mnie za mało: muszę się spakować, ubrać (nie, nie z piżamy w garniak, ale buty, kurtka itp, zwłaszcza teraz), dojść do samochodu (odśnieżyć!:)), dojechać, znaleźć miejsce do zaparkowania, dojść do ucznia, rozebrać, rozpakować - dla mnie to marnowanie czasu, który mogłabym poświęcić na konkretną pracę (albo na kuchnię lub kibelek:)). Obiektywnie rzecz biorąc, lekcja z dojazdem musiałaby kosztować dwa razy tyle co stacjonarnie u mnie.

      Do tego dochodzą wszystkie niedogodności pracy u kogoś: brak miejsca i spokoju, brak sprzętu, brak napitki, brak komfortu obuwniczego (nie znoszę przebierać się w kapcioszki, a ludzie jednak nie chcą żeby do nich wchodzić w butach; w sumie się nie dziwię, zwłaszcza teraz).

      Też w ogłoszeniach mówię, że nie dojeżdżam. Za to mieszkam w miejscu, do którego łatwo dojechać, więc czemu miałabym z tego nie korzystać:)
      • angksiazki Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 15:15
        Do podanych tu opinii
        -mniej straconego czasu na dojazd,
        -wygoda własnego pokoju - temperatura, wygodne stanowisko
        -możliwość zawsze sięgnąć po inne materiały
        -bliskość łazienki, picia i jedzenia
        Dodam jeszcze jedno:
        - zazwyczaj osoby, które życzą sobie lekcje w domu z dojazdem są bardziej leniwe i nie chcą dojeżdżać. A i inne rzeczy lenią się robić. Ja z takimi staram się mieć jak najmniej do czynienia.
        • baba67 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 16:20
          Bardzo trafna uwaga z tym że nie zawsze tak jest. Sa osoby naprawde pracowite i zorganizowane ale praca ich na tyle absorbuje że uważają dojazdy za stratę czasu -sa za to gotowe płacić niemała stawkę za usługe na odpowiednim poziomie.Płacą duzo zatem wiedze doceniaja. Najgorsi są tacy co chcą i tanio i wygodnie(chodzi oczywiście o dorosłych) i szczerze mówiąc mam tylko jedno dobre doświadczenie z dorosłym do którego dojeżdżałam za moja skromną stawkę. Właściwie po 2 latach przestałam brać dorosłych w domu bo widziałam że to zawracanie głowy.
    • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 19:59
      Dla mnie brak konieczności wychodzenia z domu, to jest luksus. Mam sporo uczniów, nie wyrobiłabym do nich wszystkich dojść/dojechać. Robiąc przerwy pomiędzy zajęciami straciłabym dużo czasu. I nie chciałoby mi się wychodzić z domu w niepogodę. Poza tym mieszkam blisko szkoły, więc wielu przychodzi bezpośrednio po lekcjach. Gdybym musiała oczywiście dojeżdżałabym, ale cieszę się, że nie muszę. Mam w ogłoszeniach adnotację, że nie dojeżdżam
    • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.01.16, 20:20
      Ja dosłownie po drugiej stronie ulicy, 3 minuty drogi od domu mam szkołę podstawową. Sęk w tym, że nie lubię uczyć takich małych dzieciaków, zazwyczaj przyjmuję tylko od 3 gimnazjum wzwyż. Ale od przyszłego sezonu chyba się przemogę, bo zwyczajnie szkoda marnować taką dobrą okoliczność.
    • very.martini Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 22.01.16, 14:38
      Ja nie znoszę wpuszczać obcych ludzi do domu i dopóki nie jestem z kimś w jakiejś założyłości - sorry, ale nie.
      Poruszam się po Warszawie komunikacją miejską; uważam, że miasto jest doskonale skomunikowane i bez problemów docieram, gdzie chcę. Nie czuję przymusu prowadzenia zajęć w odległych miejscach. Czas w tramwajach autobusach itd umiem wykorzystać na coś innego niż fejsbukowanie;), a marsz od przystanku do miejsca zajęć jest miłym odświeżeniem umysłu. Po prostu nie widzę plusów uczenia w domu:)
      • there.there Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 24.01.16, 19:06
        A jednak nie tylko ja dojeżdżam:)
    • kociamama80 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 23.01.16, 19:08
      Wynajęłam lokal i już :) Dojeżdżam tylko do firm. Pozostałe zajęcia tylko u mnie.
      • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 23.01.16, 19:14
        Oj, ale wynajem lokalu to chyba duże koszty muszą być?
        • kociamama80 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 07.05.16, 20:15
          a skąd! :) 400 zeta w samiutkim centrum :)
    • claratrueba Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 24.01.16, 19:39
      Ja dojeżdżam od lat (mieszkam na peryferiach takich gdzie kury po ulicy lis nosi a sarny przez siatkę obgryzają jabłonki) i bardzo sobie chwalę. Bo:
      1. jest bardzo mało odwołań- jednak to zebranie się do kupy, czas na dojazd/dojście to i dla ucznia jest problem- mam porównanie bo udzielałam lekcji w mieszkaniu w mieście- było o wiele więcej odwołań. W tym, w ostatniej chwili co sugeruje, że uczeń po drodze spotkał kogoś, kto go na inna drogę sprowadził
      2. jest kontakt z rodzicami- to jest okazja by uświadomić im jaki jest potencjał dziecka a raczej by rozwiać ich złudzenia co do jego wyjątkowego geniuszu
      3. w połączeniu z 2- rodzice zwykle coś słyszą- ich opinia przy polecaniu innym jest znacznie ważniejsza niż opinia młodzieży, jak młody człowiek do orłów nie należy to oczywiście zły nauczyciel- on nie poleci, rodzic wie kto jest tu słaby
      4. wiele mamuś histeryczek ma problem ze zrozumieniem, że 15 latek to może kilka ulic przejść nawet po zmroku, który zimą wcześnie
      5. lubię jeździć samochodem, szczególnie od kiedy są audiobooki (ze szczególnym uwzględnieniem w/w w jęz. angielskim), jazda samochodem działa na mnie uspokajająco
      6. wyższa cena jest łatwo akceptowalna dla klienta a mój samochód należy do tych niewiele spalających
      jedyną kwestia wymagająca pewnego pogłówkowania jest ułożenie lekcji wg geografii żeby jak najmniejsze odległości pokonywać.
      A poza tym spokojnie można mieć sakramencki bałagan w domu, co akurat u mnie zdarza się dość często.
      • there.there Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 24.01.16, 20:29
        Nie pomyślałem o Twoich argumentach, ale sam to zauważam. Odwołania mam, ale odpukać nie na aż taką skalę jak tu nie raz czytam. Niewykluczone, że tych mniej godzin z dojazdem = się więcej w domu minus odwołania. Z rodzicami dzieciaków rozmawiam zawsze, często przez to spóźniam się na zajęcia następne, ale też wydaje mi się, że samą taką rozmową można rodzica utwierdzić w przekonaniu, że jest się dobrym nauczycielem i można lepiej kontrolować leniuchów, którym nie chce się robić pracy domowej czy powtarzać słówek.

        Z ciemniejszych stron dojazdów, uczę pewną zapracowaną mamę dwójki rozrabiaków, którzy niestety nieustannie nam przeszkadzają w lekcjach, ale to tylko jeden taki przypadek.
        • claratrueba Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 25.01.16, 06:49
          Moja skala odwołań to mniej niż 5% rocznie (proszę o odwoływanie SMS - wersja demo- nie mogę odbierać telefonów a tak naprawdę przydało mi się to kilka razy by oświecić rodziców co do "systematycznej nauki" ich dzieci). Z czego pewnie z połowa odrabiana w innym terminie, przy czym nie odrabiane to raczej moja wola a nie ucznia.
          Jest i inna kwestia, która powoli powoduje, że nauczanie w lokalu nauczyciela (zakładam, że w mieście a nie takim przystanku Alaska jak u mnie) będzie coraz mniej dochodowe. Po prostu pieniądze wyprowadzają się na peryferia a w miejskich blokowiskach pozostają ludzie starzy i stos. mniej zamożni. Więc i potencjalnych klientów mniej i klientów, którzy są gotowi płacić przyzwoicie. Bo powstanie osiedla za miastem wcale nie oznacza, że wraz z mieszkańcami pojawi się tam regularna komunikacja zbiorowa- ci ludzie mają samochody. A wożenie dziecka do miasta na lekcje i/lub przywożenie go to kłopot dla zapracowanych rodziców, którzy chętnie zapłacą więcej nauczycielowi by go nie mieć. Dla takich ludzi większym problemem jest brak czasu niż pieniędzy.
          Dzięki parapetówce u znajomych na takim nowym osiedlu willowym mam już nadkomplet na przyszły rok. Po prostu sąsiedzi moich znajomych zaklepali sobie lekcje na wieść, że dojadę- 4 uczniów w obrębie jednej ulicy. Tylko zgrać ich w jeden dzień i zaparkować gdzieś po środku. Młodzież z sąsiedniej wsi (dzieci chłopo-prezesów) potulnie czekała dwa lata aż mi się miejsce zwolni. Bo to alternatywa albo rodzic za szofera albo autobus co godzinę, jak ucieknie- kicha.
          • baba67 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 25.01.16, 09:35
            Słusznie-mieszkając np w Piasecznie na pewno bym sie przemogła i zmotoryzowała. Bo jest dokładnie tak jak piszesz-w samym Piasecznie kto tylko jakoś sobie w zyciu radzi kupuje działkę i się buduje pod miastem. Warszawa jest specyficzna-mieszkam w dobrym punkcie komunikacyjnym choć nie przy metrze za to niedaleko stos zamożnego osiedla.
            • claratrueba Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 25.01.16, 10:47
              Warszawa po prostu komunikacyjnie jest niezła a i nowa substancja mieszkaniowa "nadaje się dla zamożnych"- po prostu są apartamentowce, penthouse'y a u nas, panie, wczesny Gierek albo MTBS.
              Ale jest jeszcze coś innego co dobrze pokazuje przykład dziewczyny mojego syna, która "matematycznie obrabia" podwarszawkę- zaczęło się od mojej bratanicy i jej fatalnej matematyczki szkolnej. No to dziewczyna pojechała, nauczyła, po kilku "korkach"- chętnych kilkunastu. Bo na takich osiedlach ludzie się znają, rozmawiają, dzieci też bo to naturalne środowisko sąsiedzkie a nie tylko "dzień dobry" półgębkiem albo i nie to. I akceptują, że jakość, efekt kosztuje- inaczej nie taki byłby standard ich domów.
              • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 25.01.16, 12:02
                tak, w Twoim przypadku dojeżdżanie ma sens; u mnie jednak inne środowisko - małomiasteczkowe; wszyscy się znają, wielu rodziców spotyka się w szkole na codzień i na zerbaniach/uroczystościach; znają się i rozmawiają ze sobą i dzięki tym rozmowom mam wielu uczniów, jeśli kontakt z rodzicem mam rzadszy, sama dzwonię z informacjami odnośnie ucznia - rodzice mają wtedy poczucie, że ich dziecko jest ,,zadbane''. Poza tym od wielu rodzicó słyszałam, że ktoś chodzi tak regularnie dlatego, że mam po drodze ze szkoły. Mam rzeczywiście mało odwołań od dzieciaków, problemy sprawiają dorośli. W małym miasteczku nic się nie ukryje, rodzice wiedzą, że uczę dzieci nauczycieli. Myślę, że to też przysparza mi uczniów.
                Kiedyś, dawno temu, dojeżdżałam i zdarzało mi się całować klamkę...
                • sunnysmile Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 25.01.16, 22:27
                  Zdarzało mi się przyjmować uczniów w domu, ale czułam się z tym źle. Było to niekomfortowe zarówno dla mnie, jak i dla reszty domowników. Mama nie mogła obejrzeć serialu, tata wiadomości a brat przyprowadzić kumpli. Ale to były dawne czasy, naprawdę wiele lat temu. Od tamtego czasu dojeżdżam. I szczerze mówiąc czasem czuję się jak akwizytor lub handlowiec obwoźny. Chyba zaczyna mnie męczyć ten brak stabilizacji finansowej, popołudniowe godziny pracy, dzieci marudzące, że chcą po południu mieć mamę w domu, która się z nimi pobawi, poczyta...

                  Czytając wasze plusy i minusy dojeżdżania, opowiem się za dojeżdżaniem do ucznia. W czasach, kiedy lubiłam to co robię i nie musiałam prosto po lekcjach gnać do domu, by zdążyć jeszcze wykąpać dzieci i poczytać im, uwielbiałam to, że co godzinę jestem gdzie indziej, że przejdę się, po drodze wskoczę na ekstra szybkie zakupy. Teraz męczy mnie to. Wolałabym chyba być gdzieś w godzinach od do a potem do domu. A może po prostu... trawa zawsze jest zielona po drugiej stronie? ;)
                  • there.there Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 26.01.16, 10:36
                    No właśnie nie tyle te dojazdy, co godziny pracy męczą. Trudno po pracy wyskoczyć ze znajomymi na piwko, kiedy w tygodniu, przynajmniej w moim mieście, lokale zamykają się około 22. Jeśli jest się singlem, to trudniej jest kogoś poznać. Jeśli ma się dzieci, to rzadko się je widuje. Nie przeszkadza mi to, że czasem suma sumarum pracuję 10-11 h, ale to jak te godziny są rozlokowane. Co innego jest wyjść do pracy o 7 i wrócić o 17, a co innego zacząć o 9, mieć okienko na obiad i uwolnić się dopiero o 22.
                    • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 26.01.16, 15:07
                      Ja też mam sporo godzin, ale nie mam tak rozwalonego dnia. Dzięki pracy w domu. Zaoszczędza się wtedy mnóstwo czasu. Zaczynam ok 12.30, kończę 20.30, dwa dni w tygodniu kończę już o 18.00, żeby wyskoczyć na trening lub spędzić czas z rodziną. Dwa dni w tyg. mam zajęcia też przed południem. Poczas lekcji w domu toczy się normalne życie rodzinne. Jeden pokój, najbliższy drzwiom wyjściowym zamieniłam na klasę. Uczniowie nie zaglądają mi do pozostałych pomieszczeń. Prośba o skorzystanie z łazienki jest raz na rok.
                      • there.there Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 26.01.16, 23:04
                        Myślę, że masz sporo szczęścia do uczniów przedpołudniowych i okołopołudniowych. Z osób które mogą sobie na poranne lekcje pozwolić mam tylko gospodynię domową i adiunkta oraz faceta co 2-3 tyg pracującego na zmiany. Pozostali dorośli chcą "jak najpóźniej", bo obiad, dzieci wyniańczyć/zawieźć/przywieźć itd itp i w rezultacie 4 dni w tygodniu kończę parę minut po 22:/
                        • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 26.01.16, 23:29
                          Mi też wyjątkowo wpadło sporo uczniów w godzinach porannych z czego się bardzo cieszę. Lekcje tak nie męczą jeśli są rozłożone w dwóch blokach, nawet jeśli samych godzin jest sporo. Najpóźniej kończę pracę o 20.30, dłużej chybabym nie pociągnęła, bo zupełnie straciłabym koncentrację.
                        • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 26.01.16, 23:35
                          No tak, bo ja dzieciaki uczę i tak rozkładam dzień, że najpierw najmłodsi po lekcjach przychodzą, dorośli niektórzy dają się namówić bezpośrednio po pracy ( ale wolę, żeby przychodzili na moje ostatnie zajęcia, bo wcześniej biorę młodzież), mam też mamy/gospodynie domowe, które przychodzą, kiedy dzieci i męzowie są w pracy. Udaje mi się, bo ucze wszystkie grupy wiekowe
                          • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 27.01.16, 00:31
                            Całkiem sprytnie pomyślane. Ja muszę się zmusić i przekonać do nauczania dzieci, bo widzę że finansowo tracę zmniejszając sobie target.
                            • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 28.01.16, 00:42
                              Ten rozkład dnia ,,ściągnęłam'' z z nauczycieli szkoły muzycznej - też mają wszystkie lekcje indywidualne i muszą wszystkich pomieścić w grafiku, więc zaczynają pracę od lekcji z najmłodszymi i im później tym starsi przychodzą, dlatego, że starsi coś jeszcze kumają wieczorem, a najmłodsi już o tej porze śpią :). Wyjątek i wyzwanie przy układaniu grafiku stanowią dojeżdżający - tych zapisuję raczej na soboty
                            • engteacherka Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 28.01.16, 00:43
                              Możesz zacząć od gimnazjalistów, to już nie takie dzieci...
                              • midds Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 28.01.16, 07:12
                                Gimnazjalistów czasami nauczam, ale 3 minuty drogi od siebie mam szkołę podstawową, dzieciaki mogłyby wpadać zaraz po lekcjach, rodzice nie musieliby ich dowozić a to byłby duży plus.
    • mewa-01 Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 14.02.16, 19:35
      ja dojeżdżam samochodem. koszty eksploatacji samochodu wrzucam w koszty wraz z innymi uzasadnionymi dla DG wydatkami. wg mnie opłaca się. dobra księgowa wszystko dobrze wyjaśni. ja mogę polecić biuro MARAD na warszawskiej Ochocie.
    • pani.woods Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 21.02.16, 22:18
      Też kiedyś dojeżdżałam - jeździłam po całym mieście. I owszem, opłacało mi się: miałam kontrakty z firmami bez pośredników więc stawki bardzo dobre. Potem przez jakiś czas nie mogłam pracować ze względów zdrowotnych a jak wróciłam do pracy to nie chciałam już życia spędzać w samochodzie - czasem mi się nawet wtedy zdarzało lunch zjadać naprędce w aucie :( Rozwiesiłam więc we wrześniu ogłoszenia na osiedlu i za dużo niższą stawkę niż kiedyś przychodzą do mnie do domu korkowicze. Żałuję, że nie zrobiłam tego już wiele wiele lat temu - praca spokojna, bez pośpiechu, bez korków, mam czas na zjedzenie obiadu. Uczniów zebrałam w 1,5mies a potem już reszcie musiałam odmawiać bo terminów brak. Mieszkam w dużym mieście wiec mam ten komfort, że uczniowie są dosłownie wszędzie - mam 3 uczniów z mojego bloku, 2 z bloku obok i kilku z bloków okolicznych z tej samej ulicy...
      • goldf-ish Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 22.02.16, 13:06
        Gratuluję rozmachu :) 1,5 miesiąca na zebranie klientów to swietny wynik!
        Fakt, zarówno praca w domu jak i w 'trasie' ma swoje wady i zalety - grunt to znaleźć to co się lubi :)
        Dobrze, ze chociaż jak wcześniej pracowałaś z dojeżdzaniem to ci się przynajmniej opłacało :) Długo zdobywałaś swoje wcześniejsze kontrakty z firmami?
        • pani.woods Re: dojeżdżanie dojeżdżanie 22.02.16, 17:51
          Mi się wydawało akurat, że zbiorę uczniów w 2 tygodnie :) - jak przyszedł październik a grafik miałam nie do końca zapełniony to miałam moment zwątpienia. Z ogłoszenia właściwie nikt nie dzwonił - na szczęście była jakaś garstka uczniów, która zadzwoniła i zaczęła chodzić. I zaraz pozapisywali jeszcze żony/mężów/dzieci i się jakoś zapełniło.
          Kontrakty z firmami też zbierałam dość długo - zaczynałam przez pośrednika i z czasem mój numer telefonu wędrował od osoby do osoby i stopniowo kontakt z pośrednikiem się urwał a bazowałam jedynie na własnych umowach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka