...Od kilku dni zastanawiam sie nad tym w kontekscie agonii/smierci JPII.
Nie potrafie wykrzesac z siebie zalu po jego smierci, ani malej lezki nawet
nie uronilam. Spodziewalam sie ze umrze juz od kilku lat - wystarczylo
popatrzec jak wygladal i mowil - chociaz taki cyrk jak teraz przekroczyl moje
wyobrazenia.
Straszne sa te herezje, ktore glosza teraz w mediach i kosciolach.
Bedac w niedziele w kosciele uslyszalam m.in. ze papiez nie umarl
tylko "przeszedl", ze juz jest u Boga. A jakas kobita w czerni rozdzierajacym
glosem powiedziala "JPII, niech zstapi duch twoj,itd."
Jestem katoliczka i moim zdaniem to ewidentne lamanie np. pierwszego
przykazania (dla przypomnienia

-nie bedziesz mial bogow cudzych przede Mna).
Zreszta to przykazanie lamano juz duzo duzo wczesniej - babcie modlace sie
przed pomnikiem/obrazem zyjacego czlowieka, balwochwalczy kult, nazywanie
imieniem JPII ulic jak leci. To, ze sam JPII tego stanowczo nie zakazal,
troche dziwnie swiadczy o jego skromnosci, tak teraz wychwalanej i pozbawilo
go sporej czesci szacunku w moich oczach..
Zastanawia mnie tez, skad to przypuszczenie, ze on już jest u Boga. Najpierw
musial spotkac sie ze sw.Piotrem, oceniono jego uczynki i wcale nie jest
powiedziane ze trafil do Nieba

Przed Bogiem kazdy ma byc rowny przeciez.
Teraz, jak umarl, to dopiero bedzie kult na calego. Np. ludzie w Krakowie
modlacy sie do okna, a nie do olatarza...Jeszcze troche a wizerunki JPII
zaczna sie pojawiac na szybach w formie cudownych plam
Skoro nie czcilam i nie bede go czcila, to znaczy ze nie jestem (dobra)
katoliczka? Bo czuje sie niemal jak jakis odmieniec